Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Zwyciężczynie XX w.

Wywiady z czterema paniami. Przy imionach oznaczenia '23, '24, '25, '30 – ale to nie amerykański obyczaj wskazywania wieku, nie było by apostrofów. To rok ukończenia studiów w Brown University, Providence, Rhode Island. Wszystkie cztery przekroczyły setkę, najstarsza ma 107.

Nie tylko płeć, wiek i miejsce studiów je wiąże, także kolor skóry. Czarne. Czarne?? Nie widzę tego, ale w Stanach widzą, może dlatego, że wiedzą. To jak posiadanie złota, jak masz grudkę, to masz złoto. No więc one mają czerń.

Czarna. To podwójne brzemię – nawet dzisiaj, ale o ileż cięższe wtedy. Ale pytane o dyskryminację, zaprzeczają. Była tak wbudowana w codzienne życie, że wręcz niezauważalna. A one, szczęśliwe, że mogły studiować, były w chmurach. To nic, że dopiero, gdy mężczyźni opuścili sale. Że bez światła elektrycznego, póki było jasno. Że uniwersytet martwił się czy kształcenie kobiet nie zepsuje im famy. Że nie mogły mieszkać na terenach uniwersyteckich.

Potem bywało różnie. Jedna z nich opowiada, że mogła uczyć, ale tylko czarne dzieci. Ale bardziej pamiętają piękne niż smutne momenty. Może dlatego zdołały przejść na drugą stronę bariery setki.

One mają prawo zapomnieć o owych niegodnościach. My – nie.

poniedziałek, 01 grudnia 2008, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: cyncynat, 203-109-246-148.static.bliink.ihug.co.nz
2008/12/01 05:34:45
odnosnie amerykanskie tabu.

Nabokov tak opisywal swoje problemy z publikacja Lolity w USA:
"Certain techniques in the beginning of Lolita (Humberts Journal, for example) misled some of my first readers into assuming that this was going to be a lewd book. They expected the rising succession of erotic scenes; when these stopped, the readers stopped, too, and felt bored and let down. This, I suspect, is one of the reasons why not all the four firms read the typescript to the end. Whether they found it pornographic or not did not interest me. Their refusal to buy the book was based not on my treatment of the theme, but on the theme itself, for there are at least three themes which are utterly taboo as far as most American publishers are concerned. The two others are: a Negro-White marriage which is a complete and glorious success resulting in lots of children and grandchildren; and the total atheist who lives a happy and useful life, and dies in his sleep at the age of 106.".

Podkreslenie moje. To bylo w latach 50-tych. W 2008 kolor skory nie jest juz takim problemem, skoro Obama jednak wygral. Ale drugie tabu jest tam gdzie bylo.

God bless America!
-
2008/12/01 22:22:53
Założę się, że jeszcze przed rokiem 2050 jakaś pani zostanie prezydentką USA, a przed
2500 - ateista, o ile, oczywiście, jego żona i jego dzieci, przykładni protestanci, zagwarantują publicznie, że w domu on nie bije, nie pije i nie ma wielu przyjaciół ateistów.
-
Gość: AndrzejC, 132.74.99.8*
2008/12/01 22:48:02
Drogi przyjacielu, nie jestem jeszcze doświadczonym blogerem, ale widzę, że zaczyna mnie to powoli wciągać. Wcześniej starałem się, w miarę wolnego czasu śledzic prasę w Internecie. Stwierdzan jednak, że czytanie blogów jest znacznie bardziej interesujące. Przede wszystkim nie wyskakują ci co chwila jakieś reklamy, które coraz trudniej jest usunąć. Jednak obawiam się, że za jakiś czas i tu one, niestety, dotrą. Poza tym, jak autor tytułuje swój wpis "Rozeźlenie", to wiem, że nerwy go poniosły i nie panuje nad sobą, a jak tytuł stoi "Twierdzenie Pitagorasa w Hogward" to zapewne będzie coś ciekawego z matematyki.

W normalnej gazecie, od czasu gdy GW narzuciła pewien styl pisania tytułów, nigdy nie wiem na podstawie tytułu, o czym będzie artykuł. Nie będę podawać przykładów, wystarczy zajrzeć do gazet. Nie mówię już o tym, że w gazetach bez przerwy usiłują nami manipulować, i większość, niestety, temu ulega. Przeglądamy tytuły, które mają nasz przyciągnąć. Mniej jest ważna jednak treść, często niedbale napisana, ważne jest opakowanie. To dotyczy również książek znajdujących się na rynku, w tym również podręczników, ale to temat na osobną pogawedkę.

A na blogu, jak powoli zaczynam zauważać, ścierają się poglądy nieobarczone (odwrotnie niż w prasie) koniecznością utrzymania czytelnika wszelkimi środkami. Zaczyna mi się to podobać. Nie sądź jednak, przyjacielu, że namówisz mnie do otwarcia własnego blogu. O, co to, to nie. Co by to było, gdybyśmy nagle wszyscy otworzylo swoje blogi i oddali się twórczości. Skąd by się wzięli wówczas czytelnicy? Doceniam Cię, przyjacielu, że wytrwale prowadzisz swój blog, ale mnie pozwól przeczytać Twoje felietony, albo i nie, czasem skomentować. Tak długo, jak długo nie będą się pojawiać tu reklamy, możesz liczyć, że tu zajrzę w miarę wolnego czasu.

A reklamy są już, niestety, wszędzie. Czy nie są one zawłaszczaniem mojej prywatnej przestrzeni, którą mam przed sobą. Zdarzyło mi, że obudziłem się w nocy i stwierdziłem, że właśnie śniła mi się jakaś reklama. Niektórzy protestują, że jakiś obraz, a nawet film, kórego nawet nie widzieli, obraża ich uczucia religijne (nota bene, co to za uczucia, które tak łatwo obrazić). Ja protestuję, przeciwko reklamom, bo nie pozwalają się one rozwinąć mojemu poczuciu estetycznemu. Chcę obejrzeć elewację jakiegoś zabytowego domu, a on od roku przykryty (podobno tylko na czas remontu) reklamą telefonu komórkowego. Chcę popatrzeć na uroczy krajobraz, ale zasłaniają go wielkometrażowe powierzchnie upstrzone jakimiś perfumami. Niech mnie ktoś przekona, że tak musi być. Niemcy wymyślili jakiś czas temu urządzenie, które na czas nadawania bloku reklamowego automatycznie przełączało telewizor na inny kanał, albo włączało muzykę.

Jedna ze stacji telewizyjnych wytoczyła producentowi tego urządzenia proces i wygrała go. Producent dalej je wprawdzie produkował, ale automatyczne wyłączanie reklam na tej stacji musiało być w nim zablokowane. Uważam, że w ramach wolności osobistej powinniśmy miec prawo tego, aby sprzed naszych oczu i uszu usunięto niechciane przez nas reklamy (tak samo jak mamy prawo do nieoglądania pornogfrafii), nawet gdyby to miało być za drobną opłatą. Na przykład gazety bez reklam mogłyby być trochę droższe, abonament telewizyjny z programami bez reklam też. A reklamy z budynków i z trawników powinny zniknąć. Tego możemy się domagać. Może jest nas więcej, którzy tak uważają.

Zszedłem wprawdzie z ciekawego i ważnego tematu, o którym piszesz, przyjacielu, ale mam nadzieję, że mi to wybaczysz.
-
2008/12/01 23:09:59
Nie widzę tego, ale w Stanach widzą, może dlatego, że wiedzą. To jak posiadanie złota, jak masz grudkę, to masz złoto. No więc one mają czerń.

Oj tak, Amerykanie to straszni rasiści. Ciekawe od którego pokolenia wstecz liczy się czarność? Czy jak ktoś miał czarną prababkę to jest czarny? Obama jest czarny, bo miał czarnego ojca.

Przypominają mi się nazistowskie tablice edukacyjne z Yad Vashem: ludziki pomalowane na czarno, biało lub szaro w zależności od zawartości drzewa genealogicznego.

A w filmach amerykańskich nigdy nie ma historii miłosnej czarnego z białą. Ani białej z czarnym. Zawsze czarny aktor szczęśliwie odnajduje aktorkę, która jest choć troszeczkę kawowa.
-
2008/12/02 03:14:23
Anuszko, dobrze jest wiedzieć, że tu jest lepiej, bo jakby człowiek nie wiedział, to by mógł się tego nie domyślić. Zezé Motta, piosenkarka i aktorka (słynna rola z filmu Xica da Silva) kiedyś mówiła, że ma dość dostawania ról służących u blondynek w telewizyjnych serialach. No ale to jedna prawda. A druga prawda to niedawno Abiekt podesłał mi linkę do jakiegoś blogu po angielsku, w którym człowiek cytuje dane z ostatniego spisu brazylijskiego, że coraz więcej osób uznaje się za Czarnych. No właśnie, miewałem sytuacje, gdy zupełnie biała (czyt. różowawa) znajoma mi mówiła, że jest Czarna i jej bracia mają dużo ciemniejszą skórę. Więc aż tak okropnie jak w Stanach to nie jest i w serialach mieszane kolorami pary trzymają się za rączki oraz itp.

Andrzeju, skoro decydujesz nie pisać, to dobrze, że przynajmniej piszesz. Komentarze. Szczerze się cieszę, że znajdujesz czas na to. Chociaż... co możesz jeszcze robić w tym zaśnieżonym Izraelu?

Blogi versus pisma? Dużo gadania. Ale streszczając: pisma czy gazety kosztują i prawie nic nie dają, z blogów uczę się i dowiaduję się o faktach i zjawiskach w intensywnym rytmie. To zupełnie nowy świat.

Pełna zgoda, że zaśmiecanie przestrzeni "przedoczowej" kwikiem i piskiem durnot ma duży koszt psychiczny. Też się przed tym bronię. I nie skazałbym moich wizyt na to, w zamian za jakiś grosz. To nie jest przygadywanie wpuszczającym na swoje blogi reklamy, jesteśmy dorośli i każdy nosi stroje, które mu odpowiadają. A mi jak raz odpowiada spokój kolorystyczny i możliwość skupienia się. Pamiętasz może, to chyba Tadeusz Łomnicki (jako aktor, nie jako reżyser) narzekał na montaże. Że przekazuje monolog Hamleta a tu reżyser dolepia mu wstawkę z oblizującym się psem. No więc wolę nie wpuszczać tego zwierzyńca.

Każdy temat ma swoje ważne i ciekawe strony i tym też blogi górują. Tzw. dynamika rozmowy sama wyznacza co jest ważne i godne zapamiętania - szkoda tylko, że przeszukiwanie tekstów w komentarzach nie jest tak łatwe jak w samych wpisach.

Co do obrazy uczuć, rozbawiła mnie myśl co Twoja odmiana katolicyzmu musiałaby robić, żeby urazić moją odmianę antyklerykalności. Ludzie chyba nie mają pewności, że istnieją i chcą utwierdzać się pełnym godności bełkotem. Równie dobrze można pytać interlokutora czy już był w Gródku Jagiellońskim.
-
Gość: cyncynat, 60.234.37.1*
2008/12/02 06:44:29
to jeszcze pare linkow na marginesie.
en.wikipedia.org/wiki/Religious_Affiliation_in_the_United_States_Senate
en.wikipedia.org/wiki/List_of_U.S._Presidential_religious_affiliations

czyli: w obecnym sencie nie ma ani jednego niewierzacego senatora. to na 15% niewierzacych w USA.

no nie bylo nigdy niewierzacego prezydenta. bylo kilku, co do ktorych nie wiadomo do ktorej denominacji przypisac, ale nie bylo niewierzacego.

In God We Trust....
-
2008/12/02 07:32:23
Anuszko, dobrze jest wiedzieć, że tu jest lepiej, bo jakby człowiek nie wiedział, to by mógł się tego nie domyślić.

Gdzie: tu? W Brazylii, tak? ;-) Bo w Polsce, na szczęście ;- , nie ma czarnych, to trudno powiedzieć... Gdyby byli, toby się okazało...
-
Gość: cyncynat, 118-93-174-71.dsl.dyn.ihug.co.nz
2008/12/02 07:51:42
"nie ma czarnych, to trudno powiedzieć."

ale co to za przeszkoda, ze czarnych nie ma. Zydow tez prawie nie ma. prosze sobie poczytac www.salon24.pl od rasizmu az piszczy. no posel Gorski nie tak dawno raczyl obwiescic wszem i wobec, ze Obama to czarny mesjasz nowej lewicy i ze to koniec cywilizacji bialego czlowieka.

no i ja we Wrocku w akademiku mieszkalem z osoba z Kamerunu, a przed tym z osoba z Tanzanii, wiec troche sie o rasizmie w PL nasluchalem. gorzej jest ponoc tylko w Rosji.
-
2008/12/02 14:38:17
Tak, tym razem "tu" znaczyło w Brazylii.

Miast szczegółowych analiz polskiej głowy starczy mi świeża popularność niedawnego dowcipu (?) o skrzyżowaniu Murzyna i ośmiornicy. W XXIw. kojarzyć Murzynów ze zbieraniem bawełny...
-
Gość: AndrzejC, 132.74.99.8*
2008/12/02 21:00:23
Zgadzam się z Anuszką, że Amerykanie są strasznymi rasistami, a tylko udają, że tak nie jest. Teraz zapewne 90% Amerykanów mówi, że głosowali na Obamę, bo inaczej nie wypada. Mierzi mnie ta ich poprawność polityczna. W jej imię wymyślili, że nie wolno mówić Murzyn, tylko Afroamerykanin. Kompletnie tego nie rozumiem. To tak, jakbyśmy stwierdzili, że Niemiec brzmi niedobrze, bo się źle kojarzy i w imię poprawności należałoby mówić na przykład Eurołabianin, albo gdyby Niemcy zaczęli na nas mówić Odermenschen. Czy to ma jakiś sens? Chociaż z drugiej strony sami siebie nazywają żartobliwie Ossis lub Wessis, w zależności od tego, czy pochodzą z NRD czy z RFN.

Po prostu chodzi mi o to, że jeśli komuś jakaś nazwa się źle kojarzy, to nic tu nie pomoże jej zmiana. Osobiście szybciej porozumię się z osobą mówiącą otwarcie, że jest rasistą (no może umiarkowanym, o ile to w ogóle możliwe) niż z osobą udajacą, że nim nie jest. Przed wyborami w Stanach pytałem mieszkających tam znajomych, na kogo będą głosować. Udzielali mi wymijajacej odpowiedzi, mimo że zapewniałem ich, że nie nagrywam naszej rozmowy. A teraz okazuje się, że wszyscy głosowali na Obamę.

Przypomniał mi się dowcip o tym, jak pani idzie z klasą do zoo. Dzieci w pewnym momecie mówią: proszę pani, pingwin. Pani na to: dzieci, to nie jest pingwin, to Arktykoamerykanin.

Tacy są właśnie Amerykanie, chociaż nie wszyscy.

Teraz mieszkam kilka miesięcy w Izraelu i obserwuję tu stosunki między Żydami i Arabami. Akurat w Haifie i w okolicy potrafią się ze sobą porozumieć (poza ostatnim drobnym incydentem w Akce). Ale już z Palestyńczykami z Zachodniego Brzegu nie ma żadnego porozumienia, i uważam że Żydzi nie są tu bez winy. Sprawa jest bardzo skomplikowana i budowa muru stosunki te pogorszy.

Byłem na Zachodnim Brzegu i na pierwszy rzut oka widziałem, że Palestyńczycy, to w znakomitej większości normalni ludzie, chcący żyć w spokoju. Natomiast ich traktowanie przez Żydów przy przekraczniu granicy uwłacza godności człowieka. Sam to przeżyłem i z tego powodu chyba nie będę chciał jeszcze raz jechać do Betlejem.

Ale z drugiej strony mogę zrozumiec Żydów, że w imię ochrony swoich obywateli zbudowali ten mur. Zamachy już się praktycznie skończyły. Ale zobaczymy, jak to będzie wyglądać w dłuższej perspektywie. Obawiam się, że ten mur jeszcze odbije się Żydom czkawką.
-
Gość: meles, chello089077022159.chello.pl
2008/12/04 18:58:24
Trzeba uważnie czytać! Tylko jedna z tych pań jest czarna.
-
2008/12/04 20:50:48
Tak, masz rację: "Coleman is very likely Browns only living African American centenarian, male or female". Zmyliło mnie odniesienie o Michelson, że "She later helped children at a local African American church with their homework". Ale w Coleman widzę tyle na zdjęciu czerni co i w innych... Czyli w 75% tych przypadków było to pojedyńcze, nie podwójne brzemię.