Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Globalne ocieplenie

Wacek opowiada mi, że pierwszy raz z problemem globalnego ocieplenia zetknął się oglądając w 1959 roku okładkę „Młodego Technika”, na której obok Pałacu Kultury i Nauki rosła palma i wywołanie artykułu pytało: „czy Warszawa będzie miała klimat Bejrutu?”

No więc Warszawa palmę już ma.

A my – refleksje Wacława Timoszyka o owej groźbie.

1. Gdzie jest to ciepło?

Niby ociepliło się w ostatnim stuleciu o 0,74C°, ale co to właściwie znaczy? Zapewne wykreślili krzywą regresji, wybrali początek i koniec, oczywiście nie podając, ani innych drobiazgów. Jeśli jakiś rok potrafi różnić się od poprzedniego o 1C°, to nie jest to wzrost imponujacy.

Te dane odnoszą się do całego globu, ale można uznać je za nieporównywalne, bo kto sto lat temu mierzył temperaturę na Antarktydzie, czy nawet w dolinie rzeki Limpopo? Bombardowano nas rekordami ciepła w latach 90, ale okazało się, że NASA się „pomyliła”. Bez fanfar dokonano więc korekty w dół i okazało się, że w USA najcieplej do tej pory było w roku 1934. Do tego jeszcze od roku 1998 słupek w góre nie chce drgnąć. Więc już przestaje się mówić o „globalnym ociepleniu”, ale straszy nas „globalna zmiana klimatu”. Najchętniej jednak sięga się do okolic bieguna, bo turystyka w te miejsca dopiero raczkuje i raportuje o każdej pękającej górze lodowej i wszystkich biednych misiach polarnych mających rzekomo kłopoty z polowaniem na foki. Oczywiście litość dotyczy też Eskimosów, którzy, o zgrozo, będą musieli „porzucić swój tradycyjny tryb życia”.

Krótko mowiąc, nie widzę, by statystyki rejestrowały coś szczególnego, nawet gdy się rozważy tylko ostatnie sto lat.

2. Co złego w cieple?

Lat temu jakieś 900 na Grenlandii były biskupstwa, a później się ochłodziło i Normanowie wymarli. Musiało być więc cieplej, a katastrofa ekologiczna nie chciała nastąpić. Potopu nie było. Teraz ponoć poziom mórz podnosi się o 1 mm rocznie, a wynika to tylko z teoretycznych obliczeń, bo praktycznie zmierzyć taką różnicę jest raczej trudno. Straszą nas 3 milimetrami na rok. Są to wielkości porównywalne z szybkością podnoszenia się Everestu i w ogóle ruchami geologicznymi, którymi jakoś nikt się nigdy nie emocjonował. Nawet jeśli 3 mm jest prawdą, to za 100 lat bedzie to 30 cm. Tego nawet Seszele nie zauważą. Oczywiście biją na alarm już teraz, bo wyczuły szmal.

Poza tym ciepło każdy lubi. Nawet latem Andaluzyjczycy nie uciekają na północ, by sobie ulżyć. Za to goszczą spragnionych gorąca turystów z całej Europy. A tutaj niemal u każdego widzę strach przed zimą. Tak, strach, bo trzeba walczyć ze śniegiem, lodem, o ogrzewanie, itd. Każda pomyłka oznacza duże problemy. Ostatniej zimy o mało mi się nie zawalił garaż, bo opady śniegu były rekordowe.

Co zresztą oznacza wzrost o 0,74C°, nawet jeśli jest prawdziwy? Podnosząc punkt pomiarów o 100 m obniżamy temperatury o 0,649C°. Zapewne nawet we Wrocławiu znajdą się dwa miejsca o takiej różnicy poziomów.

3. Cóż może człowiek?

Ilości emitowanego CO2 są małe w porównaniu z tym, co przerabiają oceany i gleba, oraz z tym, co wyrzucają z siebie wulkany w „dobrym” roku. Nie jest jasne, czy CO2 jest więcej, bo jest cieplej, czy też na odwrót. Kopaliny i tak wypalimy. Heroiczne wysiłki, by spalać mniej opóźnią ten proces co najwyżej o kilka lat. Po cóż więc ta cała wrzawa? Tym bardziej, że wrzeszczący nie kochają także energii nuklearnej. Wiatraki i panele niczego nie zmienią. W tym momencie u mnie słońca nie ma, wiatru także – i do tego spadł śnieg przykrywając te panele. A zapotrzebowanie na energię jest duże. Wiec skąd ją niby czerpać? Jak już się zdecydowaliśmy na istnienie, to musimy energię przerabiać. Co więcej, sporo argumentów wskazuje na to, że jesteśmy produktem II zasady dynamiki. Istniejemy, bo przyczyniamy się do wzrostu entropii! Wszystko inne jest złudzeniem, bo z II zasadą termodynamiki jeszcze nikt nie wygrał. Niechaj więc nikt nam nie odbiera radości korzystania z energii i nie każe zakładać na siebie pokutnego wora i posypywać głowy popiołem.

Kto ma ochotę przejmować się globalnymi groźbami, mógłby zająć się dużo poważniejszym ryzykiem, że kiedyś rąbnie w nas jakaś kometa i skończy tę całą zabawę. Są grupy badające to, ale bez porównywalnego budżetu czy rozgłosu.

sobota, 20 grudnia 2008, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Oszczędzaj wodę! z Ocalić od zapomnienia
Rewelacyjny pomysł Ministerstwa Środowiska. Przemawia do wyobraźni, mówi się o nim, jest więc nadzieja, że hasło quot oszczędzaj wodę quot zostanie zapamiętane: Mariolka i Stefan - cz.1 »
Wysłany 2008/12/20 16:02:34
Oszczędzaj energię elektryczną. z Ocalić od zapomnienia
Kolejny rewelacyjny pomysł Ministerstwa Środowiska. Tym razem - mowa o oszczędzaniu energii elektrycznej: Mariolka i Stefan - cz.2 »
Wysłany 2008/12/20 16:03:04
Komentarze
2008/12/20 07:16:17
Coś się jednak z tym naszym klimatem dzieje. Czy słyszałeś kiedyś wcześniej o trąbach powietrznych w Polsce? Grudzień kiedyś też był zawsze "białym" miesiącem - teraz mamy nadzieję, ze trochę śniegu będzie przynajmniej na święta.
Jeślii chodzi o globalne ocieplenie - są naukowcy, którzy widzą w tym problem, są tacy, którzy go bagatelizują. Kto ma rację? Nie wiem i nie mam zamiaru zamartwiać się czekając na koniec świata. Ale staram się nie śmiecić (względy estetyczne też odgrywają tu swoją rolę), śmieci segreguję, mając nadzieję, że chociaz część uda się zagospodarować w ramach recyklingu. Energię tez oszczędzam - głównie z powodów finansowych, ale trochę i dla zasady. Co innego korzystanie - co innego marnowanie.
-
2008/12/20 13:39:30
Marzatelo, uwagi Wacka nie mówią o "naszym" otoczeniu. Ziemia jest duża, zmiany na niej następują bezustannie i zawsze w jakichś "naszych" okolicach - tych czy innych ludów - zauważą, że coś jest nie tak jak było. Nie mówi on też o rzeczach zauważalnych w okresie jednego życia. Alarm wokół podwyższenia (a nie "jakichś zmian") globalnego klimatu zbudowano na podstawie danych dotyczących 100 ostatnich lat (czym uzasadnić wybór liczby 100 przy takim badaniu?), zbudowane na tych danych kariery nie zostały rozmontowane gdy dowiedziono niepoprawności wielu danych, a badanie tych spraw stało się domeną niedouczonych polityków i dobrochciejców bez żadnego specyficznego wykształcenia w geografii, geologii, fizyce czy statystyce. I ganiają po świecie widma plotkujące, że widziały czterech jeźdźców Apokalipsy. Może i widziały, ale krzyk to nie dowód.

Mieszkając przez parę lat na terenach dawnej Marchii Brandenburskiej widziałem rozwiązania z wielu dziedzin życia, wprowadzane od setek lat przez zaradnych Niemców, oszczędzające i racjonalizujące użytki energii. Robili to dlatego, że warto było. Nie dorabiali ogólnoludzkich teorii podszytych etyką własnego chowu. To właśnie kwestie ekonomii - a także estetyki.

Czy w cenę produktów z supermarketu jest wpisany koszt wywozu ich resztek na odległe o kilkadziesiąt km wysypiska? Wątpię. Płacę za to ja, choć ich nie kupowałem. Czy ktoś liczy co znaczą kretyńsko projektowane bloki ułatwiające ucieczkę ciepła w kosmos? Też wątpię. (Za każdym razem gdy widzę dane o kosztach ogrzewania mieszkań w Polsce, podrzuca mną.) Tragedia ekonomiczna, ale nie tym zajmują się ekoplotkarze, którzy powiedzieli co zasłyszeli ale za to czują się wartościowsi od otoczenia, bo cierpią za całą ludzkość.
-
2008/12/20 15:00:20
Myślisz więc, że wycinane lasy nad Amazonką nie mają związku z topniejącymi lodowcami?
W każdym razie - w Gdańsku dziś pada deszcz,a nie śnieg i kojarzę to wyraźnie z tym, że co zajrzę do lodówki - pali się w niej światło :)
-
Gość: AndrzejC, cache-1.haifa.ac.il
2008/12/20 16:01:50
Jeśli chodzi o globalne ocieplenie, to trudno powiedzieć, czy jest jest to fakt, czy tylko silne lobby zielonych. Jednak na pewno marnujemy niepotrzebnie dużo energii.

A propos danych dotyczących temperatury tylko z ostatnich stu lat, to nie do końca jest to prawda. I dobrze, że Marzatela jest z Gdańska, bo przecież dokładnie 300 lat temu (w zimie 1708/1709) zanotowano właśnie w Gdańsku -17,81 stopnia Celsjusza. Tej skali co prawda wówczas jeszcze nie było, ale to Fahrenheit, który wówczas mieszkał w Gdańsku przyjął tę temperaturę jako zero w swojej skali. A teraz Amerykanie stosują ją powszechnie. Tylko nie wiadomo jak sprawdzić tę skalę? Chyba tylko przez porównanie jej z Celsjuszem.

Myślę, że skoro nasza poczciwa Ziemia przeżyła kilka okresów lodowcowych, to przeżyje również globalne ocieplenie (a może nawet jej się ono należy), chociaż nie oznacza to, że nie powinniśmy dbać o nasze środowisko.
-
2008/12/20 16:10:29
W skali Fahrenheita jest właśnie 40,5 stopnia. Celcjusz mówi tylko 4,5.
Wypada to ok.278 kelwinów?

Przy okazji - sorry za spam linkowy, ale na jeden z moich 3 blogów wrzuciłam opracoowane przez Ministerstwo Środowiska spoty reklamujące oszczędzanie wody i energii. Moim zdaniem - są świetne.
-
2008/12/20 16:38:13
No i w tym właśnie jest kłopot, Marzatelo, że ludzie mieszają to, co myślą z tym, co jest wymierzalne i potwierdzalne w jakiś dość obiektywny sposób.

Proponuję pomyśleć o paru przypadkach.

Pierwszy: powódź z 24 marca 1974r w Tubarão, po dwóch dniach opadów rzeka podnosi poziom o 10 m, 199 śmierci, z 70 tys. mieszkańców 60 tys. bezdomnych. Poprzednie wielkie powodzie w tym miejscu: 1838 i 1887. Przewentylowano mnóstwo czynników zależnych od człowieka (wycinka drzew, zaśmiecenie dna rzeki), dwa z nich okazały się istotne: decyzja osiedlenia się w kotlinie, która co jakiś czas jest zalewana - oraz wydany w sobotę 23 marca zakaz komendanta policji, by radio przekazywało "alarmistyczne i sensacjonalistyczne informacje o rzekomej groźbie powodzi". Późniejsze badania geologiczne wykazały, że naniesione pokłady glin sprawiły, że podłoże ma co kilkadziesiąt metrów jakby izolacyjne płaszcze, uniemożliwiające szybkie wsiąkanie wody.

Drugi przypadek, którego jeszcze nie było, ale gdy będzie, nikt nie będzie mógł mówić o zaskoczeniu: uskok San Andreas w Kalifornii. Ryzyko natychmiastowej katastrofy, przekraczającej wymiarami wszystko, co w ciągu dekad mogłby przynieść rozpuszczające się lodowce, nie jest brane pod rozwagę, bo psułoby interesy ludziom z real estate.

Trzeci: wycinka 85% Puszczy Atlantyckiej (Mata Atlântica) w moim stanie. Bez wątpienia, w połączeniu z plamami słonecznymi (El Niño) pomaga powiększyć katastrofę. Ale tu na ogół kwestia jest zupełnie źle stawiana. Zamiast zapytać "czemu władze brazylijskie dopuszczały, by przy kolonizacji wycinano drzewa?" warto zapytać sensowniej "gdyby koloniści nie karczowali drzew, jakie potencje by je wykradały z Brazylii?" Ustanowienie silniejszej kontroli portugalskiej nad brazylijskim terytorium zaczęło się w XVI w. z powodu masowego przemytu szlachetnych odmian drewna przez Francję. Gdyby nie wycięli ich Brazylijczycy, już dawno by rozpętano histerię o drugich płucach świata i próbowano by internacjonalizować Santa Catarina pod przewodem pewnego energicznego i altruistycznego supermocarstwa.

Bardziej oświecający wydaje mi się ogląd tych anty-ociepleniowych erupcji (Indii i Chin nie tknie to, mają one gdzieś to gadanie) jako części ekonomicznej walki Stanów ze swoim poważnym konkurentem, z Europą. Podcinanie jej możliwości energetycznych w zapachu moralizującego kadzidła ekologicznych dyskursów idzie nieźle, choć przestawienie się ludności USA na sieć pociągów i rezygnacja z kretyńskiego podgrzewania basenów zimą i zajęcia się nartami zaoszczędziła by nieporównalnie więcej energii. Ale uczenie reszty świata jak żyć to ich specjalność.

A teraz coś zupełnie nieważnego, czyli co ja myślę. Czy myślę, że wycinanie i palenie lasów w Amazonii (a nie nad Amazonką) ma związek z topniejącymi lodowcami? Chyba ma, mały. Większy wpływ ma na mikroklimat, jeśli ogołocą z drzew 15 tys. km. kwad. rocznie. To by było 5% Polski, ale to jest mniej niż 0,4% Amazonii. I nikt nie donosi o odzyskiwaniu przez puszczę terenów, w których po paru latach osadnicy poddali się i wrócili tam, skąd przyszli. Więc myślę, jak najbardziej holistycznie, że i lodówka i zapałka przyczynia się, ale każda na miarę swoich możliwości.

I ostatni piękny przykład. Niszczenie ozonosfery. Samochody, lodówki i coś tam jeszcze.
Otóż Florianópolis jest rajem turystycznym, brzeg oceanu, wiatry, populacja jeszcze wewnątrz znośnych liczb - ale jeśli chodzi o ryzyko raka skóry, jedno z najgorszych miejsc na świecie. Cieniutka warstwa ozonu, promieniowanie - właśnie nad Florianópolis tak szkodliwe jak cholera.

I żadnej w tym winy człowieka. Po prostu przyroda. (Gdybym to nie z Tobą rozmawiał, to bym dorzucił jakąś kpinkę o arcy-rozważnie i pięknie wykonanym akcie stworzenia.)
-
2008/12/20 17:07:08
Groźba jak groźba, obserwujemy zarówno wzrost stężenia CO2 w atmosferze jak i ocieplenie, a poważne badania dopiero ruszają. Cytowany tekst uważam za niegodny poważnej dyskusji, ale płęta mnie kusi - też uważam, że nie warto myć zębów skoro możemy zginąć w wypadku samochodowym.
-
2008/12/20 18:24:57
Cóż, gdybym była działaczką jakiegoś stowarzyszenia ekologicznego - z pewnością podałabym Ci też kilka konkretnych przypadków udawadniających negatywny wpływ człowieka na środowisko. Nie jestem, wiec nie zajmując się teorią - podchodzę do sprawy praktycznie. Wyłączam to co niepotrzebne, nie marnuję wody, segreguję śmieci. I mówię o tym głośno (nie chcąc być upierdliwa - w formie żartów). W pracy wszyscy już wiedzą, ze tam gdzie ja wchodzę - od razu gaszę niepotrzebne oświetlenie. Niektórzy już na zapas robią to sami. Zdaję sobie sprawę, że jestem małym trybikiem, ale może na zasadzie efektu motyla - ocaliłam Twój dom czy kawałek autostrady, po której jechałeś w czasie powodzi?
Na wszelki więc zaś zaraz pójdę wyrzucić posegregowane śmieci :)
A jak Ci się podobają spoty?
-
2008/12/20 19:16:51
@Kwik; nie rozumiem tego jako wezwania: "b zamiast a" lecz "tyle forsy i energii na a i b ile są one społecznie warte".

@Marzatela: co do śmieci i wyłączania światła robię to samo, ale z powodu domowego wychowania (a może po-niemieckiej części genów :] ) a nie dla ideologii, którą mam za wątpliwą.

Spoty? Komentowanie ich może mówić więcej o sobie samym niż to zamierzam robić w tym blogu, więc powiem tylko, że teoretycznie wyobrażam sobie, że kąpiel w dwójkę może zużyć dużo więcej wody i prądu niż dwie kąpiele pojedyńcze. I że dzieckiem będąc zużywałem całą wannę wody dla mego małego ciałka, a obecne cielsko nie zużywa więcej niż 10 litrów w czasie natrysku.

Propagandy o prądzie nie rozumiem. To jest sprzedawany produkt czy boski dar wydzielany na talony? Po Niemczech prześladowała mnie propaganda telefonów
"Ruf mal an" i sprawa była jasna: "daj nam twoją forsę". No to jak jest z tymi przedsiębiorstwami od prądu, chcą czy nie chcą moich pieniędzy?
-
2008/12/20 19:58:40
Z tego co wyszperalem w sieci wynika, ze Twoj przyjaciel jest matematykiem, nie klimatologiem. Moze wiec poczytamy ekspertow:

wyborcza.pl/1,95958,5990057,Dlaczego_Ziemia_sie_grzeje.html
pl.wikipedia.org/wiki/Czwarty_Raport_IPCC

W skrocie, oto co ustlili eksperci wskazani przez rzady 113 panstw swiata (czyli nie ekologiczni radykalowie):

- Następuje globalna zmiana klimatu.
- Prawdopodobieństwo, że te zmiany są wywołane przez czynniki naturalne jest około 5%.
- Prawdopodobieństwo, że zmiany te są spowodowane przez antropogeniczną emisję gazów cieplarnianych jest ponad 90%.
- Przewiduje się, że w 21 wieku temperatura na Świecie wzrośnie o 1.8 do 4C. Z tym, że możliwe są zmiany od 1.1 do 6.4C.
- Poziom wód oceanu wzrośnie prawdopodobnie o 28 do 42cm.
- Istnieje 90% prawdopodobieństwo, że będą występowały upały i silne opady.

A tu polskie streszczenie brytyjskiego (takze rzadowego) raportu o gospodarczych efektach klimatycznych zmian:

www.hm-treasury.gov.uk/d/stern_shortsummary_polish.pdf

-
2008/12/20 20:54:44
@Andsol
Bardziej miałam na myśli nietypowe jak na urząd państwowy podejście do tematu. Wrzucone w internet, adresowane do młodych ludzi - moim zdaniem - świetny pomysł. Podobają mi się takie niestandardowe projekty.
Niezależnie od tego, ze dla każdej kobiety kolacja przy świecach to miły powiew romantyzmu. Wspólna kąpiel pod prysznicem to też całkiem naturalne zakończenie takiego wieczoru. Może warto czasem spojrzeć na partnerkę z odrobiną empatii?
-
2008/12/21 00:22:46
Marzatelo, no właśnie tego się obawiałem, że znienacka opowiadając się za czy przeciw będę musiał bronić się przed niewypowiedzianym ale zawisłym w powietrzu podejrzeniem o brak empatii i będę musiał wyznawać, że nie tylko cenię wspólne kąpiele ale czasami nawet robię to codziennie z trzema różnymi partnerkami. I że kąpanie dziewczynek (tak, w wannie) było moim ulubionym zajęciem już w przedszkolu.

Ale co to ma wspólnego z oszczędzaniem energii - i dlaczego niby energia ma być oszczędzana? Żeby przedsiębiorstwa ją sprzedające puścić z torbami? Przecież prąd to towar, na którym świetnie zarabiają. Mam wrażenie, że ktoś tu stara się zrobić ze mnie balona. A jeśli naprawdę chce się ograniczyć zużycie benzyny, to proszę bardzo, podnosimy podatek na samochody nowe o 200% a na używane o 500% i starannie to kontrolujemy. I zamykamy fabryki papieru, potwornie marnujące prąd i wodę. Większość druków naszej cywilizacji nigdy do niczego nie służyła....

@Tierralatina: zamiast rozmawiać o tym co i kto studiował (masz rację, to matematyk, specjalność - teoria prawdopodobieństwa, statystyka, więc taki typ, który jest nieodzowny w owych ekipach ekspertów) wolę zastanawiać się nad argumentami. I w innym miejscu Wacek mówi o tym samym ale trochę inaczej i chyba nawet jaśniej (nie chce mi się tym razem dopisywać mu diakrytyków):

Zgodnie z propaganda ekologow w ciagu ostatnich 100 lat temperatura Ziemi podniosla sie o 0.74C.

Jest dla mnie zagadka co to wlasciwie znaczy. Czy w roku 1907 temperatura na Ziemi byla o 0.74C nizsza, niz w roku 2007? Poza tym w jaki sposob i gdzie mierzono temperature w roku 1907, a gdzie w roku 2007? Obszary polarne na przyklad, o ktorych ociepleniu tak duzo sie mowi, byly w owym czasie zupelnie niedostepne. Jaka byla w roku 1907 dokladnosc pomiarow temperatury? Adept najbardziej prymitywnych zajec laboratoryjnych wie, ze za podawanie wynikow pomiaru bez podania jego bledu dostaje sie ocene negatywna. Co wiecej, kiedy sie pozniej wykonuje nad tymi wynikami operacje matematyczne, to nalezy takze stosowac odpowiednie operacje do bledow, by koncowy ich efekt podac z nowym wyliczonym tak bledem.

Widzimy wiec, ze nie tylko samo stwierdzenie, ze oto temperature Ziemi podniosla sie w ciagu 100 lat o 0.74C jest zupelnie niejasne, ale w dodatku do tej wielkosci powinien byc dolaczony blad bedacy rezultatem nie tylko ulomnoscia aparatury, ale niezbednymi szacowaniami wynikajacymi z faktu, ze 100 lat temu znaczna czesc Ziemi nie posiadala zadnych stacji meteorologicznych. Zaryzykowalbym, ze bylo wrecz odwrotnie. W owym czasie stacje meteorologiczne poza Europa i czescia Ameryki byly rzadkoscia. Stad kuszaca swa dokladnoscia wielkosc 0.74C nie do konca musi byc traktowana powaznie i poslugujacy sie nia propagandysci powinni odpowiedziec na powyzsze pytania.

Istotne sa tylko zmiany systematyczne. Chodzi o to, ze temperatura Ziemi ulega takze zupelnie chaotycznym zmianom i wielkosc 0.74C musimy porownach z czyms co nazywa sie w matematyce odchyleniem standardowym. Innymi slowy, mozna mowic o jakiejs zmianie tylko wtedy, gdy jest ona w istotny sposob wieksza od tych naturalnych corocznych wahan. Jakie one sa I jak sie ma do nich 0.74C?


To nie są opinie laika, to są rzeczowe i fachowe uwagi, które nie rozstrzygają kwestii czy jest ocieplenie czy też go nie ma, ale mówią, że w rozsławionych publikacjach na ten temat zrobioną fuszerkę.
-
2008/12/21 01:00:02
Tierralatina, nawet przy szybkim czytaniu artykułu z GW rzuca mi się w oczy, że przy paru tezach jest epatowanie tytułami rozmówców, a rozmówcy ci obstają przy tezach, które już sporo czasu temu okazały się bądź to wątpliwe, bądź niewątpliwie fałszywe (idzie mi o emisję CO2 itp.). Ale pozwól, że nie tylko nie wdam się w szczegóły krytyki, ale w ogóle powstrzymam wenę pismacką i wyłączę się z tematu, bo rozpisywanie się mogło by stworzyć wrażenie, że temat jest drogi memu sercu i że mam w nim zajętą pozycję. Myślę, że właściwszy jest taki opis mojego nastawienia: bywają tematy, w których jest zaangażowanych tyle środków, autorytetów, ambicji (niezłym innym przykładem jest droga, którą rozprzestrzenił się po świecie AIDS), że racjonalna rozmowa publiczna jest prawie niemożliwa i rzadko prowadzi do sensownych wyników. Jedyne, co w takich wypadkach (sądzę) warto czynić to uważnie sprawdzać czy pozycje nie oddalają się za bardzo od tego, czego wymagają obyczaje i techniki krytycznego myślenia. To nie przesądza kto ma w sporze rację, ale chroni przed kupowaniem słabych argumentów. I jestem tak jak Wacek przekonany, że owe raporty ekspertów są spartaczone - nie mam pojęcia czy to ich wina czy też wina presji wywieranej na nich czy prewencyjnego wyboru ekspertów.

A o ekspertach to złośliwie zauważę, że co w ostatnich latach nie latało po świecie ekspertyz specjalistów od ekonomii... Też wszyscy oni mieli poparcie rządów, tytuły i dorobek...
-
2008/12/21 04:32:53
Akurat system pomiaru temperatur nie specjalnie ulegl zmianie na przestrzeni ostatnich 100 lat. Wciaz wiekszosc sluzb meteorologicznych na swiecie uzywa zwyklych termometrow. Poza tym istnieje wiele innych metod szacowania temperatur. Mam znajomego ktory od kilku dobrych lat pracuje na Antarktydzie. I zajmuje sie m.in. badaniem klimatu w bardzo odleglych epokach. W tym celu analizuje sie m.in. sklad powietrza uwiezionego w lodzie i z ktorego pobiera sie tzw. marchewki.

Wiecej chociazby tutaj:
www.seed.slb.com/en/scictr/watch/climate_change/change.htm
-
2008/12/21 06:47:41
Tierralatina, rozumiem, ale nic z tego nie odpowiada na wątpliwości, które Wacek jasno wyłożył. Rzecz nie w wyrafinowanych technologiach a w porównywalności danych, w braku informacji o metodologii statystycznej, w braku modelu potrafiącego odselekcjonować skutki przyczyn "naturalnych" od innych.
-
2008/12/21 09:50:31
Często słyszę głosy krytyczne, mówiące, że ludzkość w ciągu swego istnienia przeżyła o wiele drastyczniejsze wahania klimatu i że nawet w ciągu ostatniego tysiąca lat wahania temperatur były większe (od uprawy winorośli na terenie Polski, po zamarzający Bałtyk). I że wyginięcie nam nie grozi.
Tylko że tu nie chodzi o wyginięcie. Wbrew pozorom, dzisiejsza rozwinięta cywilizacja nie uniezależniła się od natury, a jest wręcz o wiele bardziej wrażliwa na zakłócenia. Ot, choćby stopień zaludnienia, jego zagęszczenie, uniemożliwia to, co stosowali nasi przodkowie: emigracje na tereny bardziej sprzyjające. Wyżywienie takiej ilości ludzi już jest na krawędzi możliwości: a wzrastające temperatury i niedostatek wody odbiją się na rolnictwie. Już się odbijają: we Włoszech i Hiszpanii jest to bardzo widoczne, a nawet już Polsce: latem mamy albo długotrwałe susze, albo ulewy. Wzrost cen żywności odbije się najbardziej na uboższych i zależnych krajach: w Egipcie już mamy wielokrotny wzrost cen i zamieszki. Eskalacja może prowadzić do lokalnych wojen.
Słabość globalnej gospodarki pokazał wywołany w USA kryzys. Kłopoty klimatyczne mogą się odbić wielokrotnie większymi skutkami. Wyobrażacie sobie globalną recesję, choćby taką, jaka teraz grozi Ukrainie?
Nie chodzi nawet o emisję CO2. Trzeba raczej przemyśleć i przemodelować sposób działania naszej cywilizacji jako całości.
-
2008/12/21 12:27:59
No jednak dałem się sprowokować (chyba "jasno wyłożonymi wątpliwościami"), muszę jeszcze nad sobą popracować. Nie wątpię, że Wacław Timoszyk jest sympatycznym i rozsądnym człowiekiem, ale jego tekst jest po prostu głupawy (to nic strasznego, sam piszę głupsze).

Punktem wyjścia i chyba jedyną sensowną wątpliwością jest zakwestionowanie stuletniego ocieplenia o 0,74C°, ale cóż, Autor nawet nie pokusił się o mały risercz, tzn. nie zapoznał z metodą, do czego się bezczelnie przyznaje: "Zapewne wykreślili krzywą ..."

Następnie Autor popisuje się czymś co można nazwać miksem anegdoty i erudycji, w krótkim tekście znalazły się: dolina rzeki Limpopo, tradycyjny tryb życia Eskimosów, Seszele (czy autor miał na myśli Malediwy?), Normanowie na Grendlandii, Everest i Andaluzyjczycy - brakuje tylko wujka Mieczysława z Krynicy, któremu ostatnio przy brydżu marzną stopy (kolejny dowód braku ocieplenia). Uważam, że na takim poziomie nie warto dyskutować.

Przedpłęta (Cóż może człowiek?) przypomina refleksje króla Salomona ze Starego Testamentu - człowiek jest tylko małym robaczkiem, niech sobie poużywa na tym łez padole. Problem w tym, że już nie jest. Nawet jeśli nie jest jasne, czy CO2 jest więcej, bo jest cieplej, czy też na odwrót - możliwe, że po zepsuciu powietrza przez człowieka i jego krowy jedno i drugie zaczęło się wzajemnie napędzać - to stały wzrost CO2 (Krzywa Keelinga) jest faktem słabo dyskutowalnym. Można się zastanawiać, czemu ta krzywa jest tak okrutna, czemu nie chwyciła kryzysu paliwowego (choć chwyta sezonowe wahania), ale zupełnie nie wypada jej ignorować.
-
2008/12/21 12:35:54
Hmmm... Moze rzeczywiscie trzeba byc matematykiem, aby zrozumiec watpliwosci Twego przyjaciela Wacka. Bo do mnie zupelnie one nie przemawiaja i wydaja mi sie typowym dla wielu naukowcow "szukaniem dziury w calym".
Ja podchodze do problemu w sposob absolutnie odwrotny. Wydaje mi sie on na tyle powazny, aby "dmuchac na zime". Tym bardziej, ze zimne w tym wypadku ewidentnie nie jest juz zimne, tylko coraz bardziej sie nagrzewa... :)
Widzialem na wlasne oczy wystarczajaca ilosc dowodow, ze klimat sie ociepla aby nie poddawac tego w watpliwosc. To w jakim stopniu jest to proces spowodowany przez czlowieka jest juz w sumie sprawa drugorzedna - tak czy inaczej musimy cos zrobic, przygotowac sie, zmienic nasze przyzwyczajenia.
Bo poki co nie mam watpliwosci, ze podcinamy galaz na ktorej siedzimy. Nie trzeba modeli matematycznych, ani specjalnej wiedzy ze statystyki aby zdac sobie sprawe, ze np. Haiti wyglada tak jak wyglada, tylko w wyniku dzialan czlowieka:
tierralatina.blox.pl/2007/02/Posadza-drzewa-na-Haiti.html

I ze to wlasnie te dzialania spowodowaly, iz naturalne zjawiska typu huragany koncza sie taki a nie inny sposob:
tierralatina.blox.pl/2008/10/Haiti-pod-blotem-suplement.html

-
2008/12/21 15:52:14
Argumentacja osób przekonanych o wartości tez o katastroficznych konsekwencjach ocieplenia, o istnieniu na nie dowodów i mających za wykazaną przewagę czynników ludzkich nad innymi jest mi w dużej mierze znana. Nie chciałbym, by jej zmasowanie tutaj zbiło mnie z mojej pozycji - sceptycznego, podejrzliwego nastawienia - i podsycając moją naturalną przekorność wepchnęło mnie do obozu przeciwników owych tez.


Nie wygłaszam poglądów typu "w zasadzie wszystko jest ok i widzimy procesy naturalne" i nie sądzę, by Wacek je propagował. Widziałem np. dane o produkcji metanu produkowanego na świecie przez setki milionów krów i byków i przekonały mnie one, że nasza mięsna dieta ma dramatyczny wpływ na warunki życia na planecie. Tak samo nie są podważalne skutki wycinki drzew na wszystkich kontynentach w ciagu wieków. Ale to wcale nie znaczy, że za każdym razem gdy grupa osób ogłosi, że jest naukowa i opublikuje raporty, które przyniosą więcej w dziedzinie indywidualnych karier niż w konsensualnej wizji świata, będę musiał przyjmować za prawdziwe ich wnioski. Mój mechanizm akceptacji nie jest biurkiem w stetryczałym i skorumpowanym ONZ, gdzie wysoko opłacani kumple przybijają sobie pieczątki słuszności.

Wolałbym, by rozmowy tego typu nie mieszały godnych zaufania informacji natury statystycznej (długofalowe trendy, dane z jasno opisaną metodologią ich zbierania) z osobistymi emocjonalnymi i wyrywkowymi obserwacjami z zakresu czyjegoś życia.

Myślę, że z przedstawionych tu głosów najbliższe są mi uwagi przedstawione przez Jurgi. Efekt skali jest bardzo ważny, pięciokrotnie większe miasto to nie pięciokrotnie większe ale mające tę samą strukturę wydatki, to jest zupełnie inny model i zmienia się wszystko. Więc nowy sposób myślenia jest konieczny przy zmianie skali zjawisk.

Ale które głosy uznaje się za ważne? Komu wierzyć, że szuka prawdy a nie dobiera danych wedle zamówienia niewidocznych na scenie graczy? W kwestii ocieplenia wielki mir ma ONZ, nawet marionetka od tej trupy otwierała ostatnią konferencję. A ja bym rozgonił tę mafię na cztery wiatry a prawie wszystko, co wyprodukowali, poddał bardzo uważnej lekturze doświadczonych ludzi z policji technicznej.

Dlatego uwagi Wacka mam za zasadne i dlatego prosiłem go o napisanie krótkiego tekstu przedstawiającego jego wątpliwości. Złośliwości Kwika nie wydają mi się rzetelną publicystyką. Żeby wykazać, że kula jest balonem wystarczy nakłuć ją w jednym czy innym miejscu i patrzeć jak uchodzi powietrze. Krytyk nie ma obowiązku budowania zastępczej lepszej kuli czy też poprawiania struktury balona.

O krzywej Keelinga: uwaga "można się zastanawiać, czemu ta krzywa jest tak okrutna, czemu nie chwyciła kryzysu paliwowego" pokazuje nasze odmienne metodologiczne nastawienia. Dopóki tak zasadniczy element nie zostanie wyjaśniony, taka teoria (o sprawczym wpływie spalin samochodowych) jest dla mnie lepiej czy gorzej nadętym balonem.
-
2008/12/21 17:00:02
Moje złośliwości są absolutnie nierzetelne i wzięły się stąd, że chwilę przedtem oglądałem na BBC jak topnieje "wieczna" zmarzlina na Alasce (sto eskimoskich osad do ewakuacji). A za oknem deszcz, trawa zielona i stokrotki, co jak wiadomo zwiastuje w Polsce Boże Narodzenie.

Po wielu latach upartego zamykania oczu (krzywa Keelinga ma już pół wieku) niemal wszystkim się oczy w końcu otworzyły, a potem przeszło to płynnie w proekologiczny wytrzeszcz. Ja też widzę wiele przesady w straszeniu ociepleniem, na razie niech się boją ci co na atolach mieszkają. Faktem też jest, że nie rozumiemy co się dzieje, skąd ten C02 wychodzi i gdzie znika, właśnie po to NASA chce wystrzelić satelitę specjalnie do badania C02 (czemu dopiero teraz?). Ale sprawa wygląda na poważną, oceany się zakwaszają, powierzchnia raf koralowych zmniejszyła się o 10% (podobno), a od naszego palenia i wycinania na pewno C02 nie ubywa. Err on the right side - lepiej się mylić na własną korzyść.
-
2008/12/21 17:58:13
Ech... a ja widziałam w BBC film dokumentalny, gdzie jasno i ładnie powiedziano, że nie zadne ocieplenie a epoka lodowcowa nadchodzi... i bądź tu mądry. Nie martwi mnie zbytnio w którą strone to pójdzie... Martwi mnie inna rzecz. Po kiego, za przeproszeniem, grzyba, uprawia się całą tę proekologiczną propagandę, skoro nie ma ona przełożenia na rzeczywistoś? taka historia: Dzieci z polskiej podstawówki przejęte losem planety zierały przez trzy miesiące makulaturę. Zebrały pół tony. Chciały kupic za nią sazonki drzew. Nie kupiły, bo ich ciężka praca ("specjalnie chodziłam do sklepu po kartony", "zbierałem od sąsiadów z bloku wzystkie przeczytane i niepotrzebne gazety") i pięcset kilo papieru zostały wycenione na pięc złotych polskich.
Proszę mi tu teraz ładnie i naukowo i rzetelnie wytłumaczyc: what the fuck??!
-
2008/12/21 18:56:44
@Kwik: niezależność popłaca. Przeżyłem parę faz w Teorii Pomidora, od tez o Pomidorze Rakotwórczym do obecnej, modniejszej, o Pomidorze Rakobrończym. A ja po prostu lubię od małego pomidory i mam gdzieś teorie. I lubię pory, nać pietruszkową i rzodkiewkę i jeść będę co mi mój własny a przyjazny mojej głowie organizm mówi. Więc mój organizm nie trawi jak jest na pożywieniu pieczątka rządnej czy nierządnej organizacji i dużo tytułów przy podpisach. Gore był trup i takim powinien był zostać a nie wracać na salony kuchenną windą. A w zielonych bardzo mi przeszkadza, że nie potrafią wyjaśnić nawet sprawy seksualnych fantazji o przedszkolakach u Cohn-Bendita, a myślą, że mają talenty do wyjaśniania jak biegną procesy przyrody. W większości wypadków wygląda mi to na strach przed eksperymentowaniem Le Parkour, przy pożądaniu dających go oklasków. I z różnych ekononsensów zrobiła się religia dla ignorantów. Dlatego jestem bardziej najeżony niż w przypadku innego typu nawiedzeń.
-
2008/12/21 19:00:31
@Szukajmysie: historia jest bardzo, bardzo smutna. Ale dorośli mają skłonność wpierania dzieciom różnych teorii bez sprawdzenia jak one działają w rzeczywistości. Czy słyszałaś np. o teorii, że dzieci powinny bardzo kochać swoją ojczyznę i nawet oddać za nią życie?
-
2008/12/21 20:03:29
O tak, Busha Gorowi nie zapomnimy, po przegranej z takim patałachem powinien zająć się hydroponiczną uprawą rzeżuchy (łatwe), a nie ratowaniem Ziemi.

Jako mieszkaniec stanu dotkliwie dotkniętego powodziami, rzekomo wynikającymi z globalnego ocieplenia (ze wspomnianego już artykułu w Wyborczej: ... także deszcz zmienił swoje zwyczaje. Niektóre regiony nawiedza częściej i obficiej - część wschodniego wybrzeża obu Ameryk ...) całkiem wiarygodnie wyglądasz w roli sceptyka. Ja na ociepleniu tylko korzystam (nie cierpię zimy), więc czułbym się w tej roli nieswojo.
-
2008/12/22 00:29:37
Kwiku, przy okazji, znasz ten utwór Toma Jobima "Marcowe wody"? Do obejrzenia i odsłuchania w www.youtube.com/watch?v=srfP2JlH6ls .Tekst znajdziesz tu:
letras.terra.com.br/tom-jobim/49022/ To inwentarz tego, co niosą powodzie marcowe (myslę, że już jesteś niezły w portugalskim).

Wracając do SC: tu są powodzie co parę lat. Bez wątpienia nie byłoby tak strasznie gdyby nie wycięto 85% drzew w stanie, gdyby nie wcinano się we wzgórza, niszcząc podściółkę, która lepiej niż siatki druciane trzymała je na swoim miejscu. Ale te przypadki śmiertelne to (przykro mówić) zdobywcy nagrody Darwina. Tyle razy już grano ten film, czas by był nauczyć się, że podkopanie się pod wzgórze z prymitywną budowlą tylko dlatego, że niby to ziemia niczyja, nie może mieć szczęśliwego zakończenia. Prawie wszystkie wypadki pokrycia domków (chatynek) przez błoto, kończące życie całych rodzin to brak instynktu samozachowawczego. To jest takie magiczne myślenie "w totka owszem, możemy wygrać, ale katastrofa nie z nami się zdarzy".

Zaświnianie rzek pomogło naturze. Brazylijczyk śmieci gdzie popadnie. A władze powiatowe i stanowe miały nadmiar czasu, by oczyszczać koryta, przygotować ujścia dla nadmiaru wody, nadzorować osiedlanie się w niebezpiecznych miejscach. Ale to nie daje głosów. Bo wtedy tragedia nie następuje, a jak zdobyć kredyt za to, co nie nastąpiło a rzekomo mogło?
-
2008/12/22 01:10:25
Cudowny duecik i musiałem to słyszeć, ale widzę na pewno pierwszy raz. Tu nawet nie trzeba znać języka pt_BR, piosenka ma swoją notkę w wikipedii: Waters of March, a na dole link do porównania obu wersji językowych (była też angielska). U nas w radiu chyba zawsze mówili Antonio Carlos.

Czyli w marcu znowu będziesz mieć powódź.
-
2008/12/22 01:28:02
Nie wiedziałem, że Tom Jobim sam napisał wersję angielską. Ciekawe porównania. Tutaj nieraz widziałem analizę tekstu, np. taką, widać, że tekst tylko pozornie jest prosty.

Nie, on pisał albo o Rio de Janeiro (jak to sugeruje Wikipedia) albo o Minas Gerais (co tutaj już słyszałem). Na południu te najgorsze deszcze są albo pod koniec roku albo w styczniu. Myślę, że na parę lat mam to odrobione (odlane).
-
2009/10/16 13:42:17
nameste, przeczytałem uważnie jeszcze raz uwagi Wacka i wszystkie komentarze. Oddaję kwikowi rację, że pointa Wacka skłaniająca do martwienia się kometami nie grzeje ani ziębi. Poza tym uderza stałe w takich dyskusjach utrzymywanie posiadanych nastawień. Wacek odzywa się na tematy dowodów statystycznych, ludzie nastają na omawianie klimatu. A nie o tym mowa. W centrum uwagi jest metodologia zbierania i przetwarzania danych i Wacek jasno wykazuje, że można ją sobie rozbić o kant dupy. Jak klimatolodzy wyznający tezę o globalnym ociepleniu chcą, mogą zebrać i opracować nowy materiał dowodowy, poprzedni umarł od amatorszczyzny i niespójności. Wydaje mi się, że i ja w komentarzach uważnie uniknąłem wyrażania mego zdania o meritum, potwierdzam jedynie metodologiczny bezsens przedstawienia materiału dowodowego.

W ostatnim akapicie wo stwierdza: Wzrost temperatury sam w sobie jest niewielki, rzędu pojedynczych stopni na stulecie. Zostawię mu w spokoju te jego "pojedyńcze stopnie :), gorsze, że najwyraźniej nie uświadamia sobie, że mówi o stuleciach (jedno stulecie mało znaczy, einmal ist keinmal), a jego lista wzrostu czujności sięga zaledwie 40 lat. A ja w międzyczasie znalazłem w blogu Immony ten komentarz, który w całości zacytuję:

Mam inna ciekawa historie o statystykach w bylym ZSRR. Wegiel do cieplowni byl rozdzielany centralnie i na podstawie danych pogodowych - te rejony gdzie byly silne mrozy dostawaly wiecej. Podobno miasta syberyjskie regularnie zanizaly 'odczyty' temperatury zeby dostac wiecej wegla. Cala sprawe odgrzebano kiedy nastala moda na globalne ocieplenie i sceptycy zaczeli badac wiarygodnosc starych danych klimatycznych. Sztucznie zanizone temperatury kiedys + bardziej wiarygodne obecne pomiary (Moskwa nie rozdziela juz wegla) = trend ocieplenia. Syberia jest wielka i ma duzy wplyw na globalnie usredniona temperature.

Podobny problem jest zreszta ze stacjami pomiaru temperatury w poblizu miast (wszedzie, nie tylko w ZSRR). Miasta rosna, jest coraz wiecej drog, parkingow, dachow i powoduje to lokalne ocieplenie ktore wplywa na odczyty w promieniu 5-10 kilometrow. Efekt ten jest znany jako UHI czyli urban heat island i powoduje ze odczyty stacji pogodowych w miastach, parkach na lotniskach itp maja sztuczny trend wzrostu.


Oj, dużo, dużo pieniędzy może być przekierowanych na walkę o klimat, chyba nie mniej niż na wojnę z terroryzmem. O tyle to lepsze, że nie ustawia jakiejś grupy etnicznej jako złoczyńców. WInni są mgliści posiadacze samochodów i natura ludzka. Wyjątkowo nie cykliści.
-
2009/10/16 15:31:16
Kiedy bo ja właśnie nie mam wrażenia, aby uwagi WT o metodologii zbierania danych były podparte czymkolwiek konkretnym. Znaczy, wtedy nie miałem i nie mam nadal.

WO mówi w pierwszej ważności o rzędzie wielkości, podkreślając zresztą znikomość wyniku, tzn. znikomość, która wynika z psychologicznej reakcji na "pojedyncze", bo przecież skutki takiego wzrostu (nie wchodźmy póki co w przyczyny) są bardzo znaczące. A komęt od immony -- to jaką wagę metodologiczną ma? (Anegdotyczną widzę.) Zwłaszcza że w dyskusji u WO argument z UHI został rozjechany jakby mimochodem :).

Trzeba by w tym bardzo, bardzo mocniej siedzieć, w zagadnieniu, żeby oceniać tezy i kontrtezy inaczej niż wg "utrzymywania posiadanych przekonań". Ja się tylko z boku przyglądałem dyskusjom u marutiego i a1berta w p24 -- ich argumenty nie wyglądały na ssane z kciuka; teraz się nadziałem na WO i pomyślałem, że przyda się tu ten link. Mówiąc krótko, krytyka amatorszczyzny powinna być profesjonalna, a tutaj (wyżej w wątku i u WT), wybacz, czegoś mi jednak brakuje.
-
2009/10/16 18:29:54
Ok, poproszę go, by - nie jako mat' i ż'enszczina - ale jako probalibista i statystyk wyraził się jeszcze raz, ale ściślej o kontrowersji.
-
2009/10/16 20:14:44
Chyba najciekawszym zaprzeczaczem jest Dyson F. (którego poza tym lubię): The Civil Heretic. Wypada tylko złośliwie dodać, że jest już w takim wieku, że problem go bezpośrednio nie dotyczy.
-
2009/10/16 22:37:29
@kwik: z pierwszego odcinka już widzę, że będę musiał przegryźć się uważnie przez wszystkich osiem; bardzo Ci dziękuję za tę ciekawą wskazówkę. Co do uwagi, którą mianujesz "złośliwością", nie w pełni rozumiem jej wymowę: czy nie powinienem np. kontynuować lektury Beaty Obertyńskiej "W domu niewoli", bo w moim XXI wieku problemy Sojuza bezpośrednio mnie nie dotyczą?
-
2009/10/17 03:46:57
@Nameste: wspomnianych przez Ciebie autorów na p^{24} poszukam jutro, dziś tylko rzekę, że napotkałem tekst Marty Śmigrowskiej, który dostał wiele ciekawych, acz na ogół nieżyczliwych komentarzy
-
2009/10/17 14:37:50
Próbowałem zdyskredytować Dysona jako starego sklerotyka jednocześnie podkreślając jego absolutną obiektywność wynikającą z braku interesu. Oczywiście jedno i drugie nieprawda, zdaje się nie tylko zachował jasność umysłu, ale i ma potomstwo.
-
2009/10/17 16:41:39
No i popatrz, kwiku, jak to trudno niekiedy ujrzeć niecałkiem widoczne dobre intencje. Nie pomyślałem, że tym zabiegiem stylistycznym chciałeś podkreślić możliwą obiektywność Dysona. Ale ja się poprawię, tylko nie domagaj się ode mnie podania terminu. Co nagle to wiesz sam.
-
2012/12/12 15:52:45
Hmm, fakt faktem, że nasz wpływ na globalne ocieplenie jest niewielki. Wydaje mi się jednak, że warto mimo to inwestować w rzeczy typu kolektory solarne, czy baterie słoneczne. Cennik takich akcesoriów nie jest zbyt wygórowany, biorąc pod uwagę stale drożejące ceny energii, a ich działanie nie kosztuje nas nic.






PT KOMENTATORZY, wiedzcie: wyrzucam (prawie) wszystkie komentarze gdy link z ksywki prowadzi do działań komercjalnych. To jest blog psa ogrodnika: sam nie zarobię tu i innym nie pomogę.