|
Blog > Komentarze do wpisu
A gdybym się urodził Żydem
Jak Żyd rozumie fakt, że Tora to Księga Prawa? Czym jest dla niego halacha? Z Tory wynika treść 613 przykazań (micwot) judaizmu. Jeśli liczbę tę zapiszemy w alfabecie hebrajskim, w którym każda litera ma wartość liczbową, otrzymamy słowo tarjag (literze taw odpowiada liczba 400, resz – 200, jud – 10, zaś gimel – 3). Przykazania to 248 nakazów i 365 zakazów. Jeden zakaz na każdy boży dzień? Trudno uwierzyć, ale to jest zachęta. Do kupienia książki. Widzę, że łatwiej by było przekonywać lud do kupowania Elementów Matematyki Bourbakiego. Gdybym urodził się Żydem, to mój Dzielny Gołąbek by przepalił sobie skrzydełka z przelatania. I boję się nawet myśleć o lekturze Koranu (choć niby leży na jakiejś półce), bo wiem jak bym to czytał i od razu widzę brodatych typów ogłaszających fatwę. Coraz bardziej cieszy mnie Prostota Doktryny Latającego Potwora Spaghetti. I cudowna lekkość i próżność egzystencji bezbożnika. W zasadzie tylko jedno przykazanie: pij, rabuj i morduj, jak dobry bezbożnik. Przepraszam bardzo, ale muszę iść, pozarzynać trochę niemowląt. środa, 17 grudnia 2008, andsol-br
TrackBack
Komentarze
Gość: cyncynat, 118-92-197-91.dsl.dyn.ihug.co.nz
2008/12/17 07:54:33
Panie AndrzejuC, Zydzi byli Europejczykami juz wtedy, gdy Polacy jeszcze na drzewach siedzieli.
Gość: AndrzejC, cache-1.haifa.ac.il
2008/12/17 08:42:40
Drogi Cyncynacie, zgoda, ale z tego jeszcze nic nie wynika. Ja piszę tylko tyle, że dla nas, współczesnych Europejczyków trudno pojąć religię żydowską, wcale jej nie wartościując. A to, że niektóre rzeczy są w ich zakazach śmieszne, to przecież sami Żydzi to widzą i traktują je z przymrużeniem oka. Z pewnością śmieszą ich również dogmaty wiary chrześcijańskiej, szczególnie katolickiej, ale czy również i my nie traktujemy ich właśnie z przymrużeniem oka?
2008/12/17 09:27:00
Tak, a odtwarzacze MP4 to narzędzie Szatana, o czym też pisałem: my.opera.com/Jurgi/blog/2008/06/30/dewot-narzedzie-szatana
W czasach, kiedy Żydzi byli wędrownymi pasterzami pewnie większość ich przepisów religijnych miała znaczenie dla przetrwania w trudnym klimacie. Niestety, mało, że obowiązują i dziś, kiedy nie mają większego sensu, to jeszcze z biegiem czasu kostnieją i się degenerują. 2008/12/17 10:14:10
Był o tym żart. Bóg powiedział: dam wam przykazania. Żydzi: "A ile kosztują?" "Są za darmo". "No to weźmiemy na początek tak... kilkaset".
A na serio, mnogość przykazań służyła chyba głównie zachowaniu odrębności narodu - ze względu na przepisy dotyczące żywienia, szabatu, wymaganego quorum przy niektórych modlitwach itp. praktykować ortodoksyjny judaizm da się właściwie tylko w dużej grupie, ze wsparciem ze strony społeczeństwa czy lokalnej społeczności. I było to skuteczne dla przetrwania kultury, bo dało się żyć albo w obrębie tego świata, albo poza nim, być w nim albo zdecydowanie, dramatycznie odrzucić, bez powolnej, niedostrzegalnej asymilacji z kulturą dominującą na danym terenie - a tak zaginęło wiele innych kultur. Współczesna interpretacja wielu zakazów rzeczywiście bywa zabawna i przegięta po prostu, ale to tylko jeden z przykładów skrajnie materialistycznego traktowania religii (są "zreformowane" odmiany judaizmu, które podchodzą do wszystkiego mniej dosłownie) - sensem szabatu jest "odpoczywać", ludzie w dawnych czasach mogli nie zrozumieć, o co chodzi, więc trzeba było im to powiedzieć szczegółowo, potem czasy się zmieniły... Wiele religii chrześcijaństwa nie wyłączając cierpi na to przywiązanie do dosłownego, materialnego zakazu czy nakazu pomijając związany z nim kontekst i cel, u Żydów jest to co najwyżej bardziej spektakularne, bo mieli skłonność do bardzo drobiazgowego rozpisywania prawa. (Dobra satyra na "religię konstytucyjną" jest w "Pomniejszych bóstwach" Pratchetta-Gaimana). 2008/12/17 10:28:15
Skoro sami uwaźają rzecz za absurdalną czemu przy niej uparcie obstają? A ten spryt można by bez przesady nazwać hipokryzją, czyż nie?
2008/12/17 12:56:46
Ciekawe. A lepiej mówiąc: bardzo nieciekawe. Czy to dlatego tylu Żydów uciekło się do abstrakcji matematyki i fizyki (i - przepraszam za złośliwość - strukturalizmu)? Bo życ w takim realu raczej trudno.
Może komuś wyda się śmieszne, że dopiero teraz, w ileś tysięcy lat po zniesieniu przykazań z góry przez Mojżesza i Armię Pomocników, wyrażam moje zaskoczenie nimi, ale w ciągu historii miałem dużo roboty z wypełnianiem jedynego przykazania bezbożnika i nie zastanawiałem się nad konkurencją. Gdy prawie dwa lata temu zaczynałem bloga, w tajnej i zbrodniczej agendzie był zamiar popisania o 10 przykazaniach, bo mnie bardzo bawią. Jeszcze nie zacząłem, ogrom zadania mnie przywalił. Więc współczuję żydowskim bezbożniczym blogerom, bo ci to naprawdę mają przegrane. 2008/12/18 08:37:39
To tak wygląda dziwnie i niepraktycznie dla nas, z zewnątrz, podejrzewam. Ale samo w sobie?... Gdyby uważnie przyjrzeć się niby znanemu chrześcijaństwu, szczególnie w średniowieczu, też byłoby dziwne. Bardzo rozbudowana w stosunku do czasów antycznych doktryna, mnogość nieczytelnych dziś dla ogółu symboli i odniesień, mnóstwo świętych z przypisanymi im funkcjami, hierarchie dobrych i złych duchów, z listami imion nawet. Posty i przepisy postne, szczegółowe zestawienia grzechów dla spowiedników, z zalecanymi sankcjami i pokutami...
Im bardziej się przyglądałem obu religiom, im bardziej rozumiałem, skąd dziś mają taką postać, skąd się wzięły rozmaite elementy, tym mniej mnie dziwią. Nadal dziwią mnie wyznawcy, ale to już osobna sprawa. Podejrzewam, że w judaizmie, podobnie jak w chrześcijaństwie, większość wyznawców po prostu nie ogarnia swojej religii. Nie zna ani jej historii, ani Biblii, ani całości doktryn, nakazów, zakazów, przepisów, zaleceń. Ot, głównie tradycja... 2008/12/18 18:52:13
@banderzwierz: jedyne, co mi przychodzi do głowy w takim momencie to urywek z Surely You're Joking, Mr. Feynman! - niestety mam go tylko po angielsku:
While in Kyoto I tried to learn Japanese with a vengeance. I worked much harder at it, and got to a point where I could go around in taxis and do things. I took lessons from a Japanese man every day for an hour. One day he was teaching me the word for "see." "All right," he said. "You want to say, 'May I see your garden?' What do you say?" I made up a sentence with the word that I had just learned. "No, no!" he said. "When you say to someone, 'Would you like to see my garden? you use the first 'see.' But when you want to see someone else's garden, you must use another 'see,' which is more polite." "Would you like to glance at my lousy garden?" is essentially what you're saying in the first case, but when you want to look at the other fella's garden, you have to say something like, "May I observe your gorgeous garden?" So there's two different words you have to use. Then he gave me another one: "You go to a temple, and you want to look at the gardens . . ." I made up a sentence, this time with the polite "see." "No, no!" he said. "In the temple, the gardens are much more elegant. So you have to say something that would be equivalent to 'May I hang my eyes on your most exquisite gardens?'" Three or four different words for one idea, because when I'm doing it, it's miserable; when you're doing it, it's elegant. I was learning Japanese mainly for technical things, so I decided to check if this same problem existed among the scientists. At the institute the next day, I said to the guys in the office, "How would I say in Japanese, 'I solve the Dirac Equation'?" They said such-and-so. "OK. Now I want to say, 'Would you solve the Dirac Equation?'--how do I say that?" "Well, you have to use a different word for 'solve,' "they say. "Why?" I protested. "When I solve it, I do the same damn thing as when you solve it!" "Well, yes, but it's a different word--it's more polite." I gave up. I decided that wasn't the language for me, and stopped learning Japanese. |
|
W Torze jest na przykład zapisane, że nie można w szabas (od zachodu słońca w piątek do zachodu słońca w sobotę) rozpalać ognia. Rabini to zinterpretowali, że nie można w szabas jeździć samochodem (bo przecież w silniku tez się pali ogień), ale nie można też włączać prądu. W związku z tym latarnie uliczne włącza się tu jeszcze przed szabaszem. W restauracji w szabas nie dostaniesz nic ciepłego, bo nie można włączać prądu. Raz zamówiłem pizzę już po zachodzie słońca, ale kelnerka powiedziała mi, że o zachodzie może dopiero włączyć piec, który nagrzewa się przez godzinę.
Żyd nie może nawet używać windy w szabas, bo musiałby włączać przycisk, a to jest przecież włączanie prądu. Ale Żydzi sprytny naród, poradzili sobie z tym. W szabas w hotelach jeździ winda szabasowa. To jest ta sama winda, ale jeździ bez przerwy z dołu do góry i z powrotem i zatrzymuje się automatycznie na każdym piętrze. Taką windę może używać nawet ultraortodoksyjny Żyd, bo przecież nie musi wciskać przycisku. To, że w wysokim budynku musi na nią czekać nawet 10 minut, to już inna rzecz.
W mądrej księdze zapisane jest również to, że co siedem lat nie wolno Żydowi uprawiać ziemi, musi ona sobie odpocząć. I właśnie przypadło to w tym roku (przepraszam według kalendarza hebrajskiego w zeszłym roku, bo zaczynają go około października). Dlatego właśnie w tym roku ceny produktów rolnych są w Izraelu wyższe. Alę Żydzi, mądry naród, radzą sobie i z tym zakazem. Gdy, zgodnie z Torą, nie mogą uprawiać ziemi, dzierżawią ją Arabom. Tak więc ziemia i tak nie odpoczywa. Rabini zorientowali się, co jest grane i chcą w latach, gdy nie można uprawiać ziemi, wprowadzić w całym Izraelu zakaz sprzedaży produktów rolnych pochodzących z Izraela. Zapewne wówczas Arabowie uprawiający tę dzierżawioną ziemię, będą produkty rolne najpierw eksportować do Jordanii i potem stamtąd je sprowadzać. Ale z drugiej strony, czy u nas nie było tak samo z Optimusem i z komputerami wywożonymi do Słowacji i sprowadzanymi z powrotem, aby (państwowe) szkoły kupujące je nie musiały płacić VAT-u?
Jest taki jeden dzień w roku (jakieś święto), w którym Żydzi nie mogą mieć zapasów zboża. Zapewne chodzi o to, aby swoje spichlerze napełnić zbożem z nowych zbiorów. W przedzień, naczelny Rabin Izraela spisuje umowę z Arabem, na mocy której sprzedaje mu za 1 szekla całe zboże Izraela na okres jednego tygodnia.
Żydzi sam śmieją się z tych zakazów widząc w nich absurd. Ale jakoś muszą z tym żyć. Zresztą tutaj religijnych Żydów wbrew pozorom jest niewielu - około 20%. Dzielą się na ortodoksyjnych (których mozna poznać po mycce na głowie) i na ultraortodoksyjnych, którzy noszą kapelusze i chałaty. W parlamenie ich partia ma około 20% mandatów i zawsze są języczkiem u wagi. Ponieważ lewicowa i prawicowa partia nigdy się ze soba nie porozumieją, więc obydwie zabiegają o poparcie tej religijnej partii. I w ten sposób mniejszość w państwie ma zasadniczy wpływ na całe życie. My, w Polsce mówimy, że Kościół ma u nas za duże wpływy. Niech przyjedzie, do Izraela, to zobaczy, jaki tutaj wpływ na życie ma religia. A Żydzi strasznie narzekają na tych ultraortodoksyjnych, bo oni nic nie robią, tylko studiują Torę i państwo Izrael utrzymuje tych darmozjadów, jak ich określają sami Żydzi.
Trudno się tutaj we wszystkim połapać, rok ma 354 dni i jest oparty na cyklu księzycowym. W związku z tym co kilka lat dodają jeden cały miesiąc. Ich święta są zatem każdego roku w innym dla Europejczyka terminie. Nowy rok zaczyna się tu raz we wrześniu, raz w październiku. Teraz mamy tu rok 5769 (liczony oczywiście od stworzenia Świata).