|
Blog > Komentarze do wpisu
Sponsorowanie nauki
Leonard Gillman. 91 lat. Mo¿e byæ dumny z wielu wyników matematycznych (to jeden z tych, którzy znali wszystkich wielkich, by³ w MIT i w Princeton, mia³ wp³yw na rozwój matematyki w Stanach), ale na swojej stronie wiêcej miejsca po¶wiêca swojej karierze pianistycznej. Nazwisko zna³em ju¿ na studiach, by³o zawsze ³±czone z drugim: Leonard Gillman, Meyer Jerison, Rings of continuous functions. Klasyk. Wpad³y mi w oko jego wspomnienia (1 i 2). Jak zwykle, „nasz cz³owiek”, mateczny dziadek to polski ¯yd. Uwielbiam te lektury. Mo¿e pojawiæ siê zaskakuj±cy opis postaci (na przyk³ad, kto¶ by³ tak pompatyczny, ¿e powiedziano o nim: „to jedyna osoba, która potrafi majestatycznie kroczyæ siedz±c”). Mogê mieæ wgl±d w wiêcej wêze³ków ³±cz±cych ludzi, o których ju¿ co¶ wiem. Potwierdziæ, ¿e moje zaurocznie Raimim (moja zak³adka) nie jest fanaberi±, ¿e i wielcy ludzie maj± dla niego wielkie uznanie. I przede wszystkim, znowu zobaczyæ jak olbrzymia odmiana nast±pi³a w ci±gu zaledwie kilkudziesiêciu lat w ¶wiecie nauki i jej instytucji. Rozmach, z jakim nauka przetworzy³a ¿ycie spo³eczeñstw czê¶ciej jest na¶wietlany i omawiany ni¿ dramatyczne przewroty, które spo³eczeñstwa wymusi³y w jej strukturze. Pewien urywek jego wspomnieñ pojawi siê tu wkrótce w do¶æ technicznej rozmowie. Dzi¶ chcê pokazaæ co¶ innego, wskazuj±cego, ¿e jednak nie wszystko tak bardzo siê zmieni³o. (Na wszelki wypadek prewencyjnie podkre¶lê, ¿e wszelkie podobieñstwo do ¿ywych osób jest dzie³em z³o¶liwego przypadku.) Gillman opowiada jak zacz±³ swoje dzia³ania na uniwersytecie, który go zatrudni³ jako dyrektora instytutu w 1960r. W ci±gu mojego pierwszego roku w Rochester napisa³em list do Joe Wilsona, prezydenta korporacji Xerox a tak¿e Rady Nadzorczej Uniwersytetu, przedstawiaj±c moj± wizjê uniwersytetu. Miêdzy innymi, zaleca³em tam zamkniêcie Studium Wieczorowego, ¿a³osnego przedsiêwziêcia, w którym ka¿dy wyk³adowca, niezale¿nie od swej akademickiej jako¶ci, dostawa³ tê sam± nikczemn± stawkê. Po paru dniach Mac Hazlett powiedzia³ mi: „Leonardzie, czy u¶wiadamiasz sobie, ¿e dziêki pieni±dzom, które dostajemy ze Studium Wieczorowego, mo¿emy p³aciæ pensje wyk³adowców na Wydziale Sztuki i Nauk?” Natychmiast mu odpowiedzia³em: „nie, ale je¶li chcemy prowadziæ dodatkow± firmê dla zebrania pieniêdzy, to czemu nie otworzymy burdelu? Mo¿na zarobiæ wiêcej i szybciej.” Gdy powtórzy³em ten dialog Arnoldowi Ravinowi, nowemu dziekanowi (Mac zosta³ mianowany wicerektorem), skomentowa³ on: „To jest to samo. Studium Wieczorowe to intelektualny burdel.” wtorek, 18 listopada 2008, andsol-br
TrackBack
Komentarze
banderzwierz
2008/11/18 08:54:12
Pyszne. Z 1960? Kto by pomy¶la³.
2008/11/18 09:31:45
To tak jak pewien kierownik katedry na pewnym uniwersytecie (dok³adniej filii) wyzna³ ju¿ na trzecim roku, w przyp³ywie szczero¶ci, swoim studentom zaocznym: "a wiecie Pañstwo, czemu na waszym roczniku jest o 1/3 wiêcej osób przyjêtych? Bo nam nego roku z kalkulacji wysz³o, ¿e braknie pieniêdzy na ogrzewanie i trzeba by³o dziurê za³ataæ". Zas³yszane z pierwszej rêki.
2008/11/18 10:46:13
"Pewnego razu podczas omawiania ci±g³o¶ci jeden ze studentów (bardzo dobry) na moment siê pogubi³ i zada³ pytanie, którego Pfeiffer nie zrozumia³. Przez jaki¶ czas nie mogli siê porozumieæ, wreszcie student wypali³:
- Ale przypu¶æmy, ¿e wybiorê sobie du¿e epsilon? - Ach - odpowiedzia³ Pfeiffer mrugaj±c - ale Pan nie wybiera epsilon. Ja wybieram epsilon."
Go¶æ: MB, 207.61.173.6*
2008/11/18 11:44:03
Teraz to siê nazywa "zaoczne". Bo "wieczorowe" zla³y siê ze zwyczajnymi ("dziennymi") w jedne popo³udniowe.
A mi ci±gle zimno i ontaryjsko. MB 2008/11/18 12:03:49
@Banderzwierz: oj, nie brak tam rodzynków. Szczególny urok ma dla mnie ta dykteryjka:
Woodbury by³ o krok od nie¶miertelno¶ci w czasie kampanii prezydenckiej Dewey'a i Trumana. Wszystkie istniej±ce badania opinii i wszelkie analizy przewidywa³y zwyciêstwo Dewey'a. Woodbury opracowa³ w³asny program ale z konsternacj± u¶wiadomi³ sobie, ¿e przewidywa³ on wygran± Trumana. Poniewa¿ by³o to wyra¼nie b³êdne, zachowa³ wyniki dla siebie. @MB: waha³em siê trochê tu, wybra³em "wieczorowe", bo "zaoczne" to te¿ takie z jedn± zbiorcz± sesj± na jaki¶ czas, a s±dzê, ¿e chodzi³o tu o codzienne (cowieczorowe) chodzenie do szkó³ki. Ale mo¿e masz racjê... Co do pogody, nie wiem czy zmiana pó³kuli ostatnio wysz³a by Ci na dobre. Nigdy nie podejrzewa³em, ¿e w niebie jest tyle wody. @Jurgi: ¶wierzbi mnie jêzyk, bo z obu moich krajów "niebuduj±cych" przyk³adów mam moc, ale wiesz... jak to kto¶ powiedzia³, praca matematyka jest lepsza ni¿ lekarza s±dowego, bo da siê plotkowaæ zawodowo przy ¶niadaniu. Wiêc co ja bêdê sobie (i innym) psu³ apetyt.
Go¶æ: Wiechu., ici2.internetdsl.tpnet.pl
2008/11/18 23:17:05
Za moich czasów, sprawno¶æ nauczania w tym burdelu intelektualnym wynosi³a 12/40.
Czego w nim brakowa³o studentom? Kontaktów z Mistrzami. G³ównie z Mistrzami. Pogwarka na egzaminie i konsultacjach, to by³o naprawdê za ma³o. Za to ksi±¿ek mam, oj mam, sporo. Na kursie in¿ynierskim 9-semestrowym zdawa³em 57 egzaminów i zaliczeñ æwiczeñ z dobrym odpytywaniem. Kurs magisterski to dalsze cztery semestry i proporcjonalna ilo¶æ egzaminów. Wiechu. 2008/11/18 23:53:17
Wie¶ku, w jakiej¶ rozmowie cytowa³em Ci powiedzonko pewnego cz³owieka z mego instytutu: student studiuje z profesorem, bez profesora lub pomimo profesora. Przy takim pojmowaniu studiowania nawet Studium Zaoczne mo¿e staæ siê Centrum Doskona³o¶ci. Ale trzeba wokó³ niego stworzyæ atmosferê osi±gania rozwoju intelektualnego a nie zdobywania papierków ze stempelkami...
Go¶æ: Wiechu, ici2.internetdsl.tpnet.pl
2008/11/19 00:37:36
Jak poczytaæ o aferach z upominkami w ró¼nistych akademiach, to nie tylko rêcê opadaj±. Gdybym nosi³ poñczochy, te¿ by opad³y. Ale jak powiada góralskie przys³owie: gówna p³yn± z pr±dem; pod pr±d ino szlachetna ryba. A tej jakby mniej siê widzi w tych potokach.
Masówka w produkcji to obni¿enie kosztów jednostkowych. A jak "braków" nie wolno odrzucaæ to ju¿ taniocha jak barszcz. Wiechu. |
|