|
Blog > Komentarze do wpisu
Rozeźlenie
Proste rozważania o składaniu wektorów sił, wedle pomysłu Mistrza Newtona, szybko przekonują, że nie warto wdawać się we frontalne ataki. Ile u przeciwnej strony siły, tyle mojej siły zostanie zużyte tylko na to, żeby nic a nic się nie ruszyć. Więc mądrzej jest stanąć obok i próbować wybrać się na jakąś wspólną przechadzkę (w nadziei, rzecz jasna, że spacerowicza się wykołuje i pójdzie tam, gdzie chciałem, choć coś innego może tu się zdarzyć) albo jeśli taka wizja bardzo niemile wygląda, temat zignorować. Walka to marnowanie czasu i energii. Mam na sprzedaż wiele podobnych mądrych rozważań, ale czasami sam o nich zapominam. Rzecz jasna, do zapomnienia trzeba czegoś, co bardzo człowiekiem zatrzęsie. No i takim czymś był przed dwoma miesiącami komentarz Telemacha w blogu Azraela na temat Aleksandra Wolszczana. Ujrzałem tam najbardziej mi obmierzłe tezy i zareagowałem tak ostro jak raz na ileś lat to mi się zdarza. I po dziesięciu godzinach okazało się, że wyszedłem na durnia, bowiem punkt widzenia przedstawiony w komentarzu Telemacha nie był wyrazem jego poglądów, a wynikiem zabiegu literackiego, w którym autor wczuwa się w kogoś stojącego po odwrotnej stronie sporu. Telemachowi udało się to tak dobrze, że od pierwszych słów mnie rozwścieczył i odebrało mi to zdolność sensownego zareagowania. Oczywiście, nic z tego by nie nastąpiło gdybym znał jego blog. Niestety, wcześniej nie natknąłem się na niego. Ale nawet nic o autorze nie wiedząc, mogłem zastanowić się nad reakcją współkomentujących. Albo po prostu zapytać, upewnić się czy dobrze odczytuję to co czytam. To bardzo proste zasady ruchu blogowego – i bardzo łatwo zapominane w momencie rozeźlenia. Jedna sprawa to przeproszenie Azraela i Telemacha za zupełnie niepotrzebne rozdziawienie pyska. Druga to ciekawość czy czegoś z tej historyjki się nauczę, na przykład stosowania się do swoich własnych, jakże słusznych wniosków o prawach zachowania energii. Oczywiście musiałem to tu opowiedzieć, bo bez tego bardzo dziwnie by wyglądało pojawienie się bloga Telemacha w moim blogrollu. Trzeba będzie jeszcze pomyśleć chwilkę gdzie się on dopasowuje w mojej niezgrabnej taksonomii. niedziela, 30 listopada 2008, andsol-br
TrackBack
Komentarze
Gość: Jurgi Filodendryta, 80.54.22.10*
2008/11/30 12:52:35
Gorącym tematem łatwo się oparzyć...
Gość: AndrzejC, cache-1.haifa.ac.il
2008/11/30 17:08:52
Andrzeju,
po co się tak rozeźlasz. Mó syn powiedziałby: zluzuj łydę. Dziś są przecież Twoje imieniny, więc świętuj. Z tej okazji życzę Ci abyś dalej wytrwale prowadził Twój bardzo dobry blog. Przy okazji pozdrawiam V. i chłopaków. Pozdrawiam z Haify (moim miejscem pracy jest "Brasil Bulding" - czy wiesz dlaczego tak się nazywa?) AC 2008/11/30 17:19:13
Drogi autorze,
na początek: najserdeczniejsze z okazji. A co do pradawnych dyskusji: każde zadanie i każdy pogląd, o ile odzwierciedlają własne doświadczenia i przemyślenia, mogą być - jak sądzę - punktem wyjścia do dialogu z którego może coś pozytywnego wyniknąć. Dla jednej - albo jak w opisanym przez Ciebie przypadku - dla obu stron. Reagujemy wszyscy tak jak reagujemy. I nikt z nas nie ma monopolu na rację i prawdę absolutną. Moc pozdrowień T. 2008/11/30 18:25:16
Telemachu, w każdym razie droga jest przetarta do wypicia kiedyś jakiejś caipirinhi.
Andrzeju, ja jestem od Boboli, zresztą okropnego typa, jeśli poczytasz jego biografię. Ale w Brazylii - może pamiętasz - tak jak nie zna się osób po nazwisku, tak nie zna się instytucji imienin. Tylko urodziny. Pozdrowienia odwzajemnione, V. ciągle pamięta świetne lekarstwa, którymi Ela odratowała ją z ciężkiego przeziębienia. Chlopcy też mile Cię wspominają. Ale dziś to łatwiej Ty się do nich przytulisz niż oni do Ciebie :) Jakoś ponadwymiarowo wyszli. Nazwy budynku mogę się tylko domyślać. Cześć się oddaje zmarłym i bogatym. Ponieważ Brazylia ma się dobrze, to chyba brazylijscy Żydzi postawili im Instytut, nie? Ale nie wierzę, że jest lepszy od zielonogórskiego, który do dziś zdumiewa mnie jakością.
Gość: AndrzejC, 132.74.99.8*
2008/11/30 19:29:04
Andrzeju,
mogę się tylko domyślać, że nazwa "Brasil Bulding" jest w związku z tym, że architektem Uniwersytetu w Haifie był Oskar Niemeyer (czy dobrze pamiętam pisownię). Miał facet łeb na karku, bo budynki są ładnie wkomponowane w okolicę. Z góry Karmel widoki zapierają dech w piersiach. Dzisiaj widać na ponad 100 km, więc na południu widze Tel Awiw a na północy ośnieżona górę Hermon w Syrii. Jescze raz pozdrawiam i samotnie wypijam Twoje zdrowie 2008/12/01 00:58:15
Tak, tak, ta wspólna przechadzka to bardzo ważna rzecz. Ja odkryłam to dopiero w tym roku, wcześniej często rozeźlałam się, najczęściej skrycie...
Napisz jak tam wody płynące, czy dalej tak bardzo jak opisywałeś? (Zrobiłam mały ciemny blog na różne mistyczne rzeczy, jak to kiedyś nazwałeś zamknięty obecnie Kształt, jest w linkach na Peak and Vales, obiecałam, że będę zostawiać nitki :)) 2008/12/01 02:06:52
W Itajai (portowe miasto!) i w Blumenau bardzo źle. Mnóstwo osób na materacach po szkołach. Cała Brazylia zbiera datki. Ale zniszczonych domków, mebli, dokumentów, śladów życia, nikt nie da. I podobno zapowiada się na dwa miesiące lania. Tu spokojniej,
akwedukty naprawione... Nie potrafię domyślić się która to linka. Mężczyźni nie są zbyt domyślni. 2008/12/01 11:06:57
To tu Ci podam tą linkę, to prawda, kobiety tak zawsze na okrętkę różne ślady zostawiają :):)
szekinanoc.wordpress.com/ 2008/12/01 11:18:12
Myślę jeszcze o tych zniszczonych przedmiotach, tak, one są jak zniszczone ślady życia.
I jakie ślady zostawia w ludziach, to jak łatwo się je traci gdy przychodzi taki czas. Jest w tym niesłychana kruchość... Dobrze, że u Ciebie spokojniej. |
|