|
Blog > Komentarze do wpisu
Okropnie śmieszne
W pięciu miejscach w polskiej Sieci znajduję tę historyjkę: „Boże” wykrzyknął, „pomóż mi a będę w Ciebie wierzył i innych uczył wiary” ...Cisza. Wtem potężny głos rozbrzmiewający echem w wąwozie: „wszyscy tak mówią gdy potrzebują pomocy...” „Nie, nie Panie, czy nie widzisz, że już zacząłem wierzyć słysząc Twój głos?” wykrzyknął człowiek. „Dobrze pomogę Ci, tylko puść gałąź” odrzekł Bóg. „Puścić gałąź? Czy myślisz że zwariowałem?” wykrzyknął człowiek... A. de Mello No i jest szósty ślad, sugerujący, że to fałszywka, bezmyślnie (lub, co gorsza, zmyślnie) przypisana temu pisarzowi: jego historie wyśmiewają głupotę, nie poglądy. Pewien chrześcijanin spadł ze skały. Spadając mógł złapać za gałąź i po drzewie zejść na ziemię, ale przekonany, że Pan Bóg ma go w swojej szczególnej opiece, modlił się w locie, zakończonym złamaniem sobie karku. sobota, 15 listopada 2008, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2008/11/15 13:45:01
Prawdę mówiąc, nie wiem czy podpisał ale z pewnością zatwierdził i nakazał publikowanie, co można tu sprawdzić.
Gdy są warianty, to już sprawa źle wygląda, bo autor zazwyczaj pisze tylko jedną wersję. Inne powinny być opatrzone uwagą "wedle A.deM." albo "wariacje na temat A.deM." czy coś podobnego. Nie przypominam sobie jego jednej jedynej anegdoty mówiącej o "ateistach". Natomiast jest ogromna ilość przypowieści w tym stylu (wyjmuję i tłumaczę z tomiku "Taking Flight", str.33-34): Pewnego razu była kobieta religijna, oddana miłości Boga i nią przepełniona. Co rana chodziła do kościoła. A po drodze dzieci wołały ją, żebracy zaczepiali ją, ale ona była tak pogrążona w swym oddaniu, że nawet ich nie zauważała. Pewnego dnia poszła jak zwykle po ulicy i dotarła do kościoła na czas przed mszą. Pchnęła drzwi, ale nie otworzyły się. Pchnęła je mocniej znowu i odkryła, że były zamknięte na klucz. Strapiona myślą, że pierwszy raz od lat opuściłaby mszę i nie wiedząc co robić spojrzała do góry. I dojrzała tuż przed sobą kartkę przyszpiloną do drzwi. Stało na niej: "Jestem tu, na zewnątrz."
Gość: , dynamic-78-8-148-197.ssp.dialog.net.pl
2008/11/15 14:07:11
Chyba nie znałam...i co w tym obrazoburczego na przykład? Przecież nauka Kościoła glosi,że Bóg jest wszędzie :)
2008/11/15 14:22:47
Obrazoburczego - z pewnością nic. Chodzi mi o jego styl - understatement, delikatna kpinka. Był człowiekiem wiary a nie misjonarzem, mówił o rozumieniu religii a nie o zapędzaniu coraz większego stada do kościoła. No, ale cech przekaźników religii (nie powiem, że dziedzicznych, ale takie bardzo wsobne sobie zgromadzonko) podejrzliwie oglądało te dziwne pomysły, że Człowiek komunikuje się z Bogiem. Jak to, bez Plebana?
2008/11/15 16:20:59
no tak... urzędnicy kościelni bywają pod wieloma względami bardziej boscy od samego Szefa:)
2008/11/15 17:27:18
:-))))) Ja ci zapodam jeszcze lepszą fałszywkę de Mello:
"Znam polskiego Mistrza Duchowego, Lalita Mohana. To wspaniały nauczyciel, albowiem zna zarówno mistykę chrześcijańską jak i hinduistyczną, buddyjską czy żydowską. Najlepsi Mistrzowie są ponad religiami. Biegli w mistyce każdej tradycji, której dotkną. Bóg Ojciec błogosławi każdego, kto jest uczniem Lalita Mohana. Mistrz Mohan jest skarbnicą wiedzy i mistycznych metod oświecenia. Lalita Mohan uzdrawia jak Jezus, Buddha, Krishna." - Anthony de Mello - India www.himavanti.org/kadzidlo.htm Guru sekty Himavanti, Mistrz Duchowy Śri Lalita Mohan Babadźi Ryszard Matuszewski siedzi właśnie w ciupie za rozbój, fałszywe dokumenty i liczne groźby karalne. To znaczy, dokładniej - struga wariata, w związku z czym przekazano go pod obserwację do szpitala psychiatrycznego w Świeciu. Szpital natychmiast zaczął być oblegany przez wiernych wyznawców. Wcześniej guru siedział już za groźby karalne, napad rabunkowy i usiłowania wymuszeń sporych kwot pieniędzy. 2008/11/15 17:40:27
Anuszka: and it brings us home. Jak mówi stare powiedzonko warszawskich adwokatów, gdy nikt nie wie o co chodzi, chodzi o pieniądze.
2008/11/15 17:50:54
Anuszko, widzę, że są też malutkie kłopoty ze strzałką czasu. Nigdy o tym panu nie słyszałem (to jak zwykle dobra robota mojego Anioła Stróża, który mnie chroni przed zbędnymi irytacjami), ale czytam, że odkrył się jako prorok w 1994, czyli w 7 lat po śmierci de Mello. No, ale gdzie wiara i cudy wchodzą w rachubę (no właśnie, w rachubę, dobrze mówię), takie drobne 7 lat to nie jest poważny problem.
2008/11/15 19:00:08
Jak mówi stare powiedzonko warszawskich adwokatów
Drogi Andsolu, ta sprawa ma z warszawskimi adwokatami więcej wspólnego niż myślisz: Jednym ze znaczniejszych wyznawców Ryszarda M. jest warszawski adwokat Jacek Wycech, o którym jakiś czas temu media dużo pisały. Otóż wpadł on na pomysł szantażowania obywateli: Do różnych osób wysyłał pisma ze swej kancelarii, że on wie, iż oni uprawiają piractwo komputerowe. I jeśli nie podpiszą z nim ugody, kosztującej pewną kwotę pieniędzy, to on doniesie na nich na policję. Podobno wielu ludzi dawało się na to nabrać i mu płaciło. Możesz wygóglać szczegóły. 2008/11/16 01:14:41
No i popatrz jaki ten świat mały... I co, i ten wielki talent, zamiast otworzyć Wyższą Szkołę Handlu i Informatyki, będzie teraz marnować się na rozprawach? Nie, jakiś adwokat go z tego wyciągnie...
2008/11/18 06:16:23
Mam to w książce "Modlitwa żaby". Po południu sprawdzę dokładnie wydanie - jeżeli to fałszywka przypisywana de Mello - to nabrało się takze wydawnictwo.
2008/11/18 12:35:39
@Marzatela: masz rację, odnalazłem to na str.105. No nie, wydawnictwo przypuszczalnie wzięło to z jakiegoś oryginalnego wydania, nie "ze słuchu". Więc odszczekuję sugestię, że to fałszywka, ale utrzymuję, że to dalece niereprezentatywne dla jego opowieści.
Cóż, przykre to jest, ale nie zmienię zdania o klasie pieśniarza z powodu jednego kiksu. Wolę myśleć o setkach mądrych refleksji, przekazanych przez niego. 2008/11/18 17:45:49
Nie uważam tej anegdoty za kiks. Moim zdaniem jej przesłanie jest zdecydowanie głębsze, nie tylko w wymiarze religijnym. Każdy ma coś lub kogoś, komu wierzy i ufa bezgranicznie, ale może warto się czasem zastanowić nad granicami tej bezgraniczności....
2008/11/18 18:01:30
Hmm... cóż, mam i tak za nadzwyczajne, że często miewamy podobne spojrzenie... Gdyby to zdarzało się zbyt często, rzecz by była podejrzana. Przecież muszą być jakieś różnice między katoliczką i bezbożnikiem.
2008/11/19 06:03:08
Ta różnorodność ludzka jest piękna :)
A jeśli chodzi o nasze wymiany poglądów - może odpowiedzią jest to, że ani się nawzajem nie zwalczamy, ani nie nawracamy, tylko szanujemy? 2008/11/20 10:33:06
Oo, właśnie znalazłam, że tego adwokata od sekty i szantażowania internautów ściga prokuratura: www.dziennik.pl/wydarzenia/article250999/Prokuratura_zajmie_sie_internetowym_szantazysta.html :-)
2008/11/20 17:14:20
Iiii, nic mu się nie stanie, supermoce Lalita Mohana i kolegów adwokatów go opatulą w zbawcze słowa... Stawiałbym na niską szkodliwość społeczną.
Gość: Antysekciarz, public-gprs102556.centertel.pl
2009/06/07 00:26:11
Zobacz sobie Anuszka tę stronkę. Bardzo pouczająca. Jak nie wiadomo dlaczego Bractwo jest prześladowane to znaczy, że chodzi o pedofilię. Kastrować jajca pedofilom razem z Bractwem Himawanti. I już.
himavanti.wordpress.com 2009/06/07 00:48:24
@Antysekciarz: na stronie, którą linkujesz stoi takie oświadczenie: W Irlandii Kościół katolicki już przyznał się do swych zbrodni gwałcenia co najmniej 40 tysięcy dzieci w drugiej połowie XX wieku. Wystarczy zajrzeć do irlandzkich (nie-kościelnych) źródeł, by zobaczyć zupełnie inne dane: w 250 instytucjach dla dzieci z rozbitych rodzin i w podobnych sytuacjach życiowych było w ogóle, w ciągu dziesięcioleci, 30 tys. dzieci. I była tam endemiczna pedofilia. "Endemiczna" nie oznacza "dochodząca do 130% realnej populacji owych przytułków". I "molestowanie" nie jest równoznaczne z "gwałceniem". Dane są skandaliczne, 9-letnie badania z wywiadami ponad tysiąca ofiar jasno zadokumentowały stan rzeczy i najlepszym przyznaniem faktów jest wypłacanie odszkodowań dla 12,5 tys. ofiar. Ale histeryczny krzyk zawyżający winy strony A nie czyni strony B niewinną w jakiejkolwiek kwestii.
|
|
Jak kilka innych opowieści lub zbiorów złotych myśli-znanych lub nieznanych autorów- w różnych wersjach wędrujących przez przez lata ,świat i ludzkie umysły:)
Nie wiedziałam natomiast o tym podpisie JPII na wspomnianym przez Ciebie dokumencie..
Teksty De Mello podobają się wielu ludziom,wielu czerpie z nich nadzieję, coś w głowie pozostaje, co pozwala jaśniej spoglądać w przód.. dokument zabraniający odgórnie czytania czyjejś twórczości jest w obecnych czasach czymś martwym i tchnie z lekka metodami Inkwizycji;)...ludziom myślącym,ciekawym świata-nie mozna zabronić czytać niczego...