|
Blog > Komentarze do wpisu
Miron
¦wiêty Franciszek powiedzia³ pod koniec – Chcia³em zbawiæ ¶wiat, a za³o¿y³em jeszcze jeden zakon. Nie wzi±³ siê z niczego. ¯yli przed nim na po³udniu Francji waldensi. Podobno niektóre cechy Valda i Franciszka pomiesza³y siê w tradycji. Valda potêpi³ Ko¶ció³, bo chyba pobi³ biskupa. Franciszek by³ zawsze ³agodny. Przeciw wojnom z mahometanami. Bra³ naukê Chrystusa dos³ownie. Teraz od¿y³ w hippisach. Przy okazji robi± z niego superstar. Widzia³em obrazek z Chrystusem rycz±cym ze ¶miechu, podpis, ¿e Jezus te¿ siê ¶mia³. Przyznam siê, ¿e nie mogê tego zaakceptowaæ w takiej formie. W ¿aden sposób nie pasuje nam Jezus pok³adaj±cy siê na boki ze ¶miechu. [...] opowiada³a o wywiadzie, który robi³a we Wroc³awiu z Bia³oszewskim. Za¿±da³ sobie pój¶cia na Dworzec G³ówny. Tam w nocy sprzedawano piwo. Przy akompaniamencie jej pytañ dopija³ to czego nie wypi³ w dzieñ, po czym znienacka podniós³ siê i zacz±³ wrzeszczeæ na ca³± olbrzymi± halê: „¯ona kurwa, rz±d z³odziej! ¯ona kurwa, rz±d z³odziej!” Ma³o kto obróci³ g³owê. Niektórych wielkich ludzi lepiej ogl±daæ z oddalenia. wtorek, 25 listopada 2008, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2008/11/25 11:22:36
Chyba wszystko jedno, alkoholik czy narkoman czy choroba psychiczna. Znasz kogo¶, rozwijaj± siê powi±zania ale jest w nich co¶ trochê dziwnego, mo¿e i przez to znajomo¶æ ciekawa. I znienacka ¶wiat wybucha, znajdujesz siê w jakich¶ upchniêty w jakies absurdalne problemy, gdzie mieszaj± siê krzywdzenie siebie i innych, ponure fantazje i urojenia, realne samobójstwa. Przemieszanie b³ysków i rozpaczy - i brak drogowskazu jak wyj¶æ z tego. A najczê¶ciej jeszcze (to szczególnie ostre w³a¶nie przy alkoholizmie) okrywanie problemu przez otoczenie, no czego chcesz od ch³opaka, nie, on tak tylko ¿eby zapomnieæ, on z tego wyjdzie...
By³em wystarczaj±co blisko paru takich osób, by dok³adnie wiedzieæ jak to straszne, wystarczaj±co daleko, by nie zniszczyli mojego ¿ycia. Ale czasami nakomplikowali. Do ksi±¿ek refleksy rozchwiania nie tak czêsto dochodz±... chcê powiedzieæ, do "normalnej" ksi±¿ki, nie takiej wsobnej, zafascynowanej swoj± chorob±. Te istniej± dla mnie na innej planecie, odsuwam gdy widzê, ¿e to o ludziach, którzy chc± strasznych przej¶æ i rozkoszuj± siê tym. Jerofiejew to wyj±tek, bo cienki i prawie parodia. A w czytanych, nawet je¶li kto¶ tworzy³ zapity w trupa, to potem redagowa³, cyzelowa³, oczyszcza³... Lektur± mnie nie niepokoi. Wiêc masz racjê, nie rozpozna siê, chyba ¿e siê wi±¿e lektury i inne rzeczy. Gorzej bywa z muzyk±. Kiedy¶ poszed³em na koncert Baden Powella, by³ zdrowo zalany... 2008/11/25 11:31:03
Swego czasu by³ na ekranach ¶wietny film - "Parê osób, ma³y czas" o Bia³oszewskim, przedstawili go bardzo ciekawie, sympatycznie ale bez kokieterii. A ja Bia³oszewskiego uwielbiam, bo to idealna abstrakcja jak na mój mózg.
2008/11/27 05:23:34
Czyta³em to co napisali¶cie chyba ze cztery razy. Przyznajê, ¿e to z niezrozumienia o czym tam prawicie. Natomiast nie banalna tego tre¶æ a dobrze znany wydaje mi siê unosz±cy siê nad ni± przykry nastrój wynik³y z powodu opisanych tam wielu - w alkoholowym upojeniu - potraconych w±tków . Nigdy dla mnie nie bêdzie to pe³en optymizmu smutek Jerofiejew a raczej pogr±¿ony w rozpaczliwej bezsilno¶ci Wojaczek, mo¿e Stachura, mo¿e H³asko, mo¿e te¿ WItkacy? Ba³bym siê wymieniaæ tu WSZYSTKICH - tylu chyba wystarczy? Tam, u Was ta prawda jest naiwna. Zdrówko!
2008/11/27 19:16:03
Tadku, jak by to niemile nie brzmia³o, moje przekonanie ma wys³owienie brutalnie proste: pijany z trze¼wym mog± siê zrozumieæ w dwóch sytuacjach: gdy pijany wytrze¼wieje lub gdy trze¼wy siê upije. A ja, trze¼wy, do upicia siê piæ nie bêdê.
Odmiany pijañstwa to dla mnie ten sam stopieñ abstrakcji co odmiany krasnoludków. Wszystko ma czapeczkê. 2008/11/27 21:15:51
achaaaaaaaaa, tiepier ponia³: w któr±kolwiek by¶ nie poszed³ stronê zawsze trafisz na Dworzec Kurski (to z Moskwy - Pietuszki)
|
|
Najpierw wyobrazi³em sobie, ¿e czytam jak±¶ ksi±¿kê, czytam sobie spokojnie, a¿ tu nagle autor zaczyna RYCZEÆ (nie ma innego wyj¶cia: RYCZY na stronach ksi±¿ki, w jej tek¶cie), czyli np. zachowuje siê jak Bia³oszewski we Wroc³awiu, wykrzykuje jakie¶ alogiczne, wulgarne oskar¿enia pod jakim¶ absurdalnym adresem. Aby w chwilê pó¼niej wróciæ (w tek¶cie ksi±¿ki) do przerwanej tym RYKIEM narracji.
Rzeczywi¶cie, by³oby czego siê przestraszyæ. Ale nigdy nie zdarzy³a mi siê taka sytuacja (lekturowa ;). Wiêc zastanawiam siê dalej: sk±d móg³by mi siê wzi±æ strach, ¿e podczas lektury nagle to siê zdarzy? ¯e -- jako siê rzek³o -- autor zacznie RYCZEÆ? No chyba tylko ze wzglêdu na tego typu do¶wiadczenie z przesz³o¶ci, je¶li za¶ go nie mam (takiego do¶wiadczenia), to nie powinienem siê baæ. Z tego punktu widzenia, lektura ksi±¿ek autorstwa alkoholików wydaje siê bezpieczna, ba, samo rozpoznanie na podstawie jedynie tekstu ksi±¿ki, ¿e jej autor jest alkoholikiem, wydaje siê bardzo trudne, a jego (rozpoznania) wyniki -- niepewne.
No i teraz zastanawiam siê dalej, nad powodem "unikania w prawdziwym ¿yciu" (prawdziwym?) alkoholików, tak mocnego unikania, ¿e historyjkê Niny Kra¶ko cytujesz, andsolu, ju¿ drugi raz ;).