|
Blog > Komentarze do wpisu
Wykład nieistniejący
Nie pamiętam w jakich latach i ile razy prowadziłem go. Chyba dwa. Ilu było studentów? Czy coś wynieśli? A może to lepiej nie wiedzieć. Tak czy inaczej, jakoś mi program zatwierdzono. W czasach formularzy i pieczątek, no, no, no... to był sukces. Zanim wyrzucę kartki, przepiszę ich treść i wrzucę do bloga, może ktoś kiedyś jakoś użyje jakichś kawałków. Teraz jest coraz łatwiej, bo materiały leżą pod opuszkiem. Aha, nazwę miał jakąś zupełnie durną, a kod jego był MTM1213. RIP. wtorek, 07 października 2008, andsol-br
TrackBack
Komentarze
banderzwierz
2008/10/07 08:39:23
Skopiowałem, bom chomik. Żałuję, że nie byłem na tych wykładach, ale choć przewodnik do lektur będzie pod ręką.
2008/10/07 11:33:06
Mon Dieu, nie będzie Waść szóstym na świecie czytelnikiem Principia Mathematicae? Ongiś nadludzkim wysiłkiem przekornikowałem się przez parę stron i długo miałem usztywnione jelita...
2008/10/07 12:13:09
Jakoś nigdy mnie nie ciągnęło to i teraz raczej nie pociągnie -tego rodzaju tytuły mają silną magię odstraszającą. Prędzej daję się uwieść na sugerowaną lekkość lektury, w rodzaju "Wstęp do rachunku prawdopodobieństwa" Fellera.
Miałem na myśli przystępne pozycje z historii myśli matematycznej, jak PI razy drzwi Barrowa albo Zero - niebezpieczna idea Seife'a czy bardziej monograficzne rozmaite, szczególnie o matematyce starożytnej. Z nieco mniejszym zainteresowaniem trochę dalej, no, powiedzmy do połowy mniej więcej punktów wykładu. Od fluksji zaczyna się młyn niesamowity, dużo się dzieje i różnych dziwnych rzeczy. 2008/10/07 12:46:50
Myślę, że i Ty odkryłeś już Prawo Wstępu: "dopóki autor uwodzi, jest lekki, wdzięczny i zrozumiały. Potem siada w fotelu i zaczyna nudzić." Więc czytam z czego mogę wstępy i przedmowy.
2008/10/07 14:56:16
tematy ciekawe lub ciekawie sformułowane.Nie wiem tylko jak długo bym wytrzymała...
mimo dobrych chęci.Ale ludzka natura ułomna jest pod tym względem-nawet dowcipny Ojciec Leon z opactwa Benedyktynów w Tyńcu pod Krakowem-twierdził zawsze,że wierny w kościele jest w stanie wytrzymac 10 min kazania( w sensie percepcji jakiej-takiej) a potem to juz mozna gadac co ślina na język...bo i tak ludeczkowie nie słuchają. Niestety ta zasada rozciąga się i na inne wystąpienia-na wykłady też..nawet najciekawsze... :) 2008/10/07 15:15:53
To był wykład semestralny na (o ile pamiętam) 72 godziny gadania. Czyli po parugodzinnej dawce pojawiał się koniec tygodnia i przy pomocy caipirinhi można było zregenerować komórki mózgowe.
Chętnie bym widział wykłady 10-minutowe, będące w istocie zachętą i wskazaniem gdzie są materiały i z czym warto się kłócić. Do przemyślenia też jest dostęp studencki do guzika "eject", ale ta przyjemność powinna być dość droga, żeby młódź nie pozbywała się wykładowców pod wpływem chwilowej emocji. 2008/10/07 16:52:08
andsol-br
przewidywałam,ze o tym wszystkim nijak nie da się ...krócej;) stąd moja wątpliwośc... aczkolwiek sama pamiętam wykłady z filozofii ( w schyłkowym okresie stanu wojennego) prowadzone przez wspanialego zaiste(!) wykładowcę ...mozna było słuchac..sluchac...i wychodzilo się z niedosytem...ale jak na skrzydłach ....Nie musze dodawac,że TE wykłady nie mialy w sobie nic z filozofii marksistowkiej-tego szczęścia studiując uniknęłam, bo czasy się zmieniły:) 2008/10/07 23:55:43
Ktos tych wykladow sluchal jednak bardzo uwaznie - BBC4 pokazuje wlasnie serial o matematyce, ktory wydaje sie byc zbudowany na planie Twojego wykladu. Obejrzalam dopiero pierwszy odcinek, zakonczyl sie na punkcie 9 i zapowiedzial, ze nastepny rozpocznie sie od punktu 11. Troche mnie niepokoi, ze umre nic nie wiedzac o Pappusie, ale w zamian wiem cos o Hypatii (?? - nie wiem, czy ma ona spolszczona wersje imienia).
2008/10/08 01:02:02
:)
Na począteczku naszego wieku oferowałem w jakimś kursie podniesienie noty za przetłumaczenie na miejscowy język tekstu, który Davide Cervoneświeżo wówczas wystawił w Sieci, a w jakiś sposób to przyuważyłem. (Liczyło się dostarczenie tłumaczenia odręcznym pismem. Nawet jeśli zrzynali, to przepisując coś chyba zrozumieli.) Trzy czy cztery osoby miały do mnie pretensje, że robię sobie dziwne zagrania z pseudonimami i tłumaczeniem na angielski, bo przecież od lat słyszą ode mnie dokładnie takie litanie. Moim zdaniem dziwne jest nie to, że tu i tam pedagodzy dochodzą do prawie identycznych sformułowań, ale że tworząc tak wielotysięczną rzeszę nie śpiewają prawie wszyscy unisono tych samych oczywistości. No ale nawet w piłce nożnej są takie problemy, jedni gonią z piłką do bramki przeciwnika, a drudzy uważają, że własna jest bliżej... 2008/10/08 01:11:53
A z Hypatią i Pappusem to tak jest, że o niej dość dokładnie wiemy kiedy zginęła, a o nim nie ma zgody nawet w przybliżeniu co do okresu życia. Za to z nim możemy skojarzyć sporo informacji matematycznych (niekoniecznie jego autorstwa, wydawcy mają pewne przywileje), a do niej przyklejają tylko przymiotniki i ani jednego konkretnego twierdzenia.
|
|