Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Ten naród trzeba trzymać za mordę

Witold Bereś, Krzysztof Burnetko: „Marek Edelman Życie. Po prostu”, Świat Książki, Warszawa 2008, str.247.

O atmosferze tamtych czasów wiele mówi również spotkanie Marka Edelmana z generałem Mieczysławem Moczarem, tym samym, który dwadzieścia lat później będzie sterował kolejną antysemicką akcją w Polsce, symbolizowaną przez wydarzenia Marca'68, a zakończoną między innymi falą wymuszonej emigracji. Ale w roku 1946 Moczar – zresztą jak i większość komunistów z PPR – stara się powstrzymać emigrację żydowską, a pogromy zwalcza jako przejawy działań antykomunistycznych narodowców.

Edelman: – Moczara poznałem w Łodzi. Był tam szefem bezpieki. Wezwał mnie na UB wkrótce po pogromie kieleckim. Odbyliśmy długą, trzygodzinną chyba, rozmowę o sytuacji Żydów w Polsce. Było jasne, że i w Łodzi może wybuchnąć pogrom. A jego sytuacja była jeszcze bardziej skomplikowana: połowa tutejszego UB to byli ludzie z NSZ. Chciał się ich pozbyć, ale nie wiedział dokładnie kogo. Ale nie to, że Moczar chciał mnie zwerbować czy zmusić do kapowania. Chciał mnie przekonać, że to on ma rację. Zresztą mówił to samo co Cyrankiewicz: ten naród trzeba trzymać za mordę. Cyrankiewicz – ten był ostry. Mówił: przecież mamy do czynienia z kretynami. Nie ze złej woli tak mówili, ale czuli, że nie są w stanie opanować tego faszyzmu inaczej niż trzymając za mordę.

Moczar radził, aby Żydzi nie mieszkali pojedynczo, najlepiej, żeby się skoszarowali i – przede wszystkim – dał Żydom broń. Nie wiem, czy wtedy przeważyło u niego dobro władzy ludowej nad antysemityzmem, ale dał ... Dlaczego? Jest przekonany, że ci jego NSZ-owcy mogą i tu spróbować pogromu, żeby zaszkodzić Żydom, ale i PPR.

Tak, Moczar był bandytą. Naprawdę nie był to mój bohater. Jak ponownie się pojawił w latach sześćdziesiątych, już wiedziałem, kto to jest. Zresztą Moczar wszystko wyraźnie powiedział jeszcze chyba w 1966 roku. Wtedy zimą czekali na Okęciu dużą grupą na jakiegoś ministra, który miał przylecieć z Berlina. Ten samolot się rozbił, było zimno i cała ta delegacja pojechała do domu Moczara na wódkę. I oni tam mówili: że Żydów trzeba wypchnąć z Polski. Opowiadała to moja bliska koleżanka, która tam była z nimi.

Ale w Łodzi, w tej konkretnej sprawie, nic mu nie mogę zarzucić. Wtedy wobec Żydów zachował się nadzwyczajnie.

 

Zazwyczaj nie opatruję ciekawych cytatów własnymi komentarzami. Po pierwsze, gdy cytat jest dobry, nie ma potrzeby. Po drugie, włączanie się z własnymi uwagami może stworzyć wrażenie, że bez zaproszenia przypisuję się do poziomu cytowanych ludzi. Po trzecie, 20-miesięczna historia blogu pokazuje, że docierającym tu czytelnikom nie są potrzebne objaśniające komentarze.

Jednak dzisiejsze użycie jako tytułu prowokującego cytatu zmienia sytuację. Użycie figur retorycznych czy gry słów, liczenie na domyślność i wiara w chwytanie kodów w locie bywa ryzykowną zabawą. Bezpieczniej będzie, jeśli niedwuznacznie powiem co myślę o recepturach społecznych Moczara czy Cyrankiewicza oraz tylu polityków dnia dzisiejszego.

Otóż chronienie społeczności przed jej własną głupotą przez trzymanie za mordę jest podobne do leczenia AIDS czosnkiem: w pewnych zacofanych regionach świata jest to przepis popularny i ceniony w różnych kręgach, ale nie poparty jednym jedynym przykładem dowodzącym skuteczności środka.

Rozumiem rozdrażnienie i niecierpliwość, ale są dwa wyjścia: edukacja lub trwanie w bagnie. Nie, trzeciego wyjścia nie ma.

niedziela, 26 października 2008, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: cyncynat, 118-93-239-37.dsl.dyn.ihug.co.nz
2008/10/26 04:57:56
sa tez inne drogi, chyba. np taka: indoktrynacja. oczywiscie, o ile nie wlaczyles indoktrynacji do edukacji, ale uwazam, ze warto miec te dwie rzeczy osobno.
-
2008/10/26 05:18:39
Indoktrynacja wydaje mi się mentalną odmianą trzymania za mordę i spływa z człowieka w tych szczęśliwych okolicznościach gdy poznaje on samego siebie. To chyba wyjaśnia czemu wielu smutnych ludzi o przyzwoitych poglądach za czasów peerelu stało się wesołymi antysemitami w demokratyczniejszym systemie.

Mnie też boli, że pewne problemy nie mają szybkich rozwiązań, ale tu mi pomaga moja tragiczna kondycja matematyka, który musi wiedzieć o wielu niemożliwych (dla ludzi, zwierząt i bogów) rzeczach, ot, choćby o kwadraturze koła.
-
Gość: cyncynat, 118-93-239-37.dsl.dyn.ihug.co.nz
2008/10/26 09:55:34
andsol,
edukacja, trzymanie za morde i indoktrynacja to sa rozne sposoby na to samo - sa to, pardon my french, rozne metody programowania, albo - powiem nieco inaczej - persrwazji.
edukacja - ta wyidealizowana - jest ta metoda, wobec ktorej nie mam wiekszych zastrzezen natury moralnej. co nie zmienia faktu, ze w wielu przypadkach jest ta medota rownie odpowiednia, co edukacja nazistow podczas przerw w ich "pracy" w obozach koncentracyjnych.
skutecznosc edukacji mozesz obserowac po np skutecznosci nauczania geometrii w szkolach srednich. albo algebry.
znacznie prosciej i skuteczniej jest wziac duzy mlotek i wtloczyc baranom do glowy pare prostych regul. taki gwalt na baranach jest, niestety, zupelnie mi obcy. wyrazem mojej niewiary w edukacje i mojej zasadniczej niecheci do przemocy (chocby nawet edukacyjno-indotrynacyjnej) na baranach, jest fizyczna odleglosc ktora dzieli mnie od spoleczenstwa 17stej RP, ktore chcialbys edukowac.
-
2008/10/26 11:37:33
Ja myślę, że jest jeszcze jedna droga, jeszcze wolniejsza, ale ważna: przyglądanie się, czy to, co na zewnątrz nie mieści się też przypadkiem w nas. Będąc wychowana przez autorytarne społeczeństwo muszę mieć to też w sobie i to musi w jakiś sposób wpływać na moją codzienność, a nie rozpoznane i nie nazwane być może uniemożliwia wszelaką zmianę.
Popularnym rozwiązaniem w Polskiej polityce i życiu społecznym - tym zbiorowym i tym na lokalnym podwórku - jest lokowanie problemu gdzieś tam, w innych, na zewnątrz. Nie wiem, skąd się to bierze, nie rozumiem tego, ale to mocny mechanizm i u siebie też go dobrze poznałam. Skoro więc pewnie dla wielu to poszukiwanie rozpoznania najpierw w sobie a potem na zewnątrz jest obce, myślę, że trzeba o tym mówić, czy pisać. Nazwane daje wybór. Zresztą edukację też można zobaczyć jako nie indoktrynację (choć wiem, że też tak jest używana, jak to wcześniej było napisane w komentarzu) ale jako dawanie wyboru. Zależy od jej ukrytego celu.
-
2008/10/26 13:17:05
Cyncynat, zwrot "edukacja nazistów" (w obozach koncentracyjnych) może mieć efekty wybuchowe, więc na początku spróbuję go rozbroić. Są słowa, które odnoszą się tak do konsensualnego jak i wymuszonego przyjmowania informacji, na przykład trening czy instruowanie, z pewnością nie jest nim edukowanie. Gdy jest przymus, bezmyślność, nakaz - nie ma edukacji. To hammer the formulas into pupils' heads jest parodią edukacji, ma tyle powiązania z edukacją co BigMac z pożywieniem.

Ciąg nieporozumień ma chyba źródło w zbyt ścisłym kojarzeniem edukacji ze szkołą. Wyśmienicie by było, gdyby te instytucje miały ściślejszy związek. Ale dopóki szkoła będzie pod ostrym nadzorem biurokratów i polityków, lepiej nie marzyć o tym. (Nie chcę Ci psuć humoru na cały dzień, ale muszę przypomnieć przypadek miernoty zwanej Jarosław Kaczyński, która jako premier powołuje miernotę zwaną Roman Giertych na ministra MEN, a potem zastępuje ją miernotą zwaną Ryszard Legutko.)

Esencją edukacji jest dobrowolne i krytyczne przyswajanie sobie faktów i interpretacji, usprawnianie mechanizmu wyboru i odrzucania, ulepszanie sposobów montowania elementów rzeczywistości w spójne ciągi, a potem składanie tych ciągów w przekonania i poglądy użyteczne w sprawnym i etycznym działaniu wśród bliźnich.

Jestem świeżo po lekturze wspomnień Barbary Skargi, która wyszła z łagrów i zsyłki zachowując charakter i intelekt. Przypominam sobie jej inne wspomnienie (umieszczone w tomiku wywiadów "Innego końca świata nie będzie"), że w rodzinie nauczyła się, by pierwsza mówiła parobkom "dzień dobry". Taka była edukacja w (niektórych przynajmniej) domach ziemiańskich. Jest mi oczywistym związek między zjawiskami z tych wspomnień z różnych okresów.

Część moich pojęć o edukacji wyraża skrótowo mój Schlagwort, że (w świecie dojrzewających i dojrzałych) nie ma wartego coś nauczania, jest uczenie się.

-
2008/10/26 13:59:01
Andsol: Podoba mi się to Twoje rozumienie edukacji. Choć muszę stwierdzić z przykrością, że byłam poddawana takiemu procesowi niezmiernie rzadko. Co nic nie tłumaczy, teraz jest wybór, sama mogę zdecydować, co zrobić z moim rozumieniem faktów i sprawdzić w jaki system się zbudowały.
Pozdrowienia zza nowych okien na świat :) (Choć muszę przyznać, że miałam chwilę przerażenia, gdy stare okna zostały wyrwane i były tylko ziejące pustką dziury - mam jakiś archaiczny lęk wokół tego, żartowałam próbując przykryć niepokój, że to jak jakaś stara ruina, albo wygląda jak na wojnie, od których to żartów zrobiło mi się jeszcze bardziej straszno...).
-
2008/10/26 13:59:40
Ehym, nie wiem jak w Brazylii, ale w Polsce edukacja jest przymusowa do 18. roku życia... :-D
-
2008/10/26 14:29:01
Poprawka w ostatnim zdaniu: czegoś[/i[, nie coś.

Melusina, to o czym mówisz jest dla mnie jednym ze sposobów dochodzenia do uczciwej diagnozy, trudno jest naprawić coś gdy nie wiemy dokładnie co jest chore. I tym trudniejsza sprawa, że ten sam mózg należy do lekarza i pacjenta. Więc ćwiczenie umiejętności oglądania zjawisk bez nadmiaru klisz i szablonów, wychodząc poza pojęcia "normalności" uznane we własnej grupie, jest nieodzowne, by dojść do ładu ze sobą i ze światem.Nadzieja w tym, że świat widziany z niezależnego punktu widzenia potwierdzi sensowność wybranych już hierarchi i klasyfikacji, czyli zastanego systemu. Ale jeśli wynik będzie inny... Więc burmistrz, ksiądz, poseł, dyrektor szkoły, wszystkie władze boją się, że mogą coś stracić, bo nie taka znów silna jest ich wiara we własną słuszność, by wystawiać się na stałe próby. I kto może, stara się tak przetasować tę talię, by jego karta była na wierzchu.

Nowe okna mogą pomóc w walce o niepodległość. Ale nie wiem czy czerwone okna ułatwią życie - prawica może mieć podejrzenia co do Twoich głębszych intencji.

Anuszko, tu przymus chodzenia do szkoły podstawowej (8 klas, które przemianowują na 9, bo doliczają przedszkola). Ale Ty też utożsamiasz edukację ze szkołą. Owszem, to się zdarza - tak jak czasami w dyskotece zaczyna się prawdziwa i wielka miłość :)
-
2008/10/26 14:35:44
Heh, nie przejmuję się za bardzo tym czerwonym. Już się nauczyłam, żyjąc w Polsce, że cokolwiek się nie zrobi to ktoś będzie miał wątpliwości co do tego, czy tamtego, nie przewidzisz...
-
2008/10/26 15:09:12
Andsol, a jak ty sobie wyobrażasz masową edukację, którą postulujesz?!
-
2008/10/26 16:17:18
Anuszko, jeśli "masowa" oznacza "jednolita na skalę wielomilionowego narodu", to czemu ja miałbym sobie wyobrażać niewyobrażalne? MEN może dać ogólne wskazówki, zachęty, ustalić poziom wymagany przy przyjmowaniu na specjalistyczne i ogólne wyższe uczelnie, oraz zachęcać przemysł i usługi dla inwestowania w pewne regiony ze względu na ich dobre standardy edukacyjne. Reszta powinna być od końca do końca w rękach władz co najwyżej powiatowych, a dużo lepiej gminnych.
-
2008/10/26 20:33:08
Nie schodź z tematu. Zarzucasz mi, że utożsamiam edukację ze szkołą. No to z czym TY utożsamiasz edukację, tak żeby nie wiązała się ona ze szkołą, a jednocześnie była masowa, co sam przecież postulujesz?
-
Gość: cyncynat, 118-93-239-37.dsl.dyn.ihug.co.nz
2008/10/26 20:40:08
akurat nie kojarze szkole srednia z edukacja, w obecnej formie jest to zdecydowanie indoktrynacja. by Twoja edukacja dzialala w szkole, powinny byc spelnione kilka zalozen. jednym z nich jest np dobrowolne sluchanie tego co nauczyciel ma do powiedzenie (czyli - minimalna jakosc studentow). drugim warunkiem jest to, ze nauczyciel posiada zdolnosc przekazywania wiedzy oraz zdolnosc przekonywania (jesli chodzi wartosci), no i ze sam posiada te wlasnie wartosci. w przypadku duzej spolecznosci te warunki nie maja sie nijak do rzeczywistosci. czyli bottom line: mozliwosci ucznia + zdolnosci nauczyciela.

teraz o edukacji w mediach - bo to ostatnia nadzieja na edukacje mas. tu sytuacja jest jeszcze gorsza, bo ma sie do czynienia z juz w duzym mierze zaprogramowanym spoleczenstwem, ktore dobrowolnie nawet nie bedzie chcialo czytac czegos, co nie bedzie pasowac do juz przyswojonych schematow. a wiekszosc ludzi nie bedzie chcialo czytac czegos dluzszego niz dwa akapity, a gazeta powinna miec cene 1zl i miec gola babe na pierwszej stronie. tu widze mozliwosci edukacji jeszcze bardziej pesymistycznie. bo mozliwosci uczni sa znacznie mniejsze niz te w szkole, a dobrych nauczycieli dajej nie ma.
ale mozliwosci tluczenia mlotkiem w mediach sa, i to wlasnie widze. np polityczna poprawnosc. czy to podpada pod edukacje? nie, to raczej tresura z kijem.

no i zauwaz, ze Twoj przyklad jak to Barbarze Skardze "przekazali" ze musi pierwsza mowic "dzien dobry" parobkom, jest najprawdopodobniej elementem tresury rodzinnej, bo chyba nie sadzisz, ze ojciec odbyl z nia dluga filozoficzna dyskusje, po ktorej dziecko wyszlo z tak szczegolowym wnioskiem, ze "nalezy parobkom mowic, jako pierwszza, 'dzien dobry'". w rodzinie tez czesto edukacja sprowadza sie do tresury: zakazow, nakazow itd.
-
2008/10/27 01:11:24
Co do trzymania za mordę - ładne nie jest, ale skuteczne bywa. Do czasu, więc nie można popuścić. Rozpad Jugosławii pokazał, że nawet przerwaną II wojnę światową można spokojnie dokończyć prawie pół wieku później.

Cyncynat chyba nieźle uchwycił na czym polega upadek kultury. Kiedyś zdjęcia z gołymi babami były na ostatniej stronie.

Generalnie jestem zwolennikiem samouctwa. Tu żaden nauczyciel nie stanie na przeszkodzie.
-
2008/10/27 02:57:39
Anuszko, unikam rozmów mających wrzuty, zarzuty i odrzuty, bo to może coś dać przy kopaniu rowów ale nie przy cyzelowaniu pojęć i wizji. Taka robota wymaga pewnej ciągłości i chętnie bym o modelach porozmawiał, co wskazuję oponując przeciw zbyt ścisłemu kojarzeniu edukacji ze szkołą. W centrum uwagi ustawiam edukację, czyli proces formowania jednostki za jej zgodą i z jej systematycznym współdziałaniem. Na to odpowiadasz pytaniem jak ja sobie wyobrażam masową edukację. To jest inny temat, edukacji narodowej, która ma tyle związku z edukacją co garkuchnia z kuchnią. Ale rozumiem powiązanie między tematami, więc odpowiadam, że tym większe szanse na podobieństwo wytworów tej instytucji do domowych posiłków im mniejsza tam przelotowość i gdy są tam kucharki a nie pracownicy baru. A Ty mi nakazujesz: nie schodź z tematu. Nie wszedłem nań, więc i nie zejdę, jedynie odpowiedziałem (mam nadzieję, że uprzejmie) na temat, który Ciebie zajmuje.

Powtórzę in extenso Twoje kolejne pytanie:

No to z czym TY utożsamiasz edukację, tak żeby nie wiązała się ona ze szkołą, a jednocześnie była masowa, co sam przecież postulujesz?

Wkładasz między moje poglądy dwa nastawienia nie do utrzymania w dyskusji i nie do wytrzymania dla rzetelnie myślącego człowieka. Jeśli powiem, że nauczanie nie może odbywać się wyłącznie w ławkach w prostokątnych salach, bo grzbiet się dzieciom krzywi a mózg prostokąci, to wcale nie wzywam do porzucenia raz na zawsze sal i ławek. Czy doprowadzasz moje pozycje do ciemnego kąta, żeby tam je łatwiej zbić?

Edukacja to wielopoziomowy proces i jest w nim miejsce i dla szkoły; ustalenie, że głównie szkoła dba o edukację młodych osób przynosi nieuchronne zwyrodnienie procesu. To jakby ktoś ogłosił, że dla rozwoju siły i zdrowia fizycznego nastolatki mają głównie uprawiać boks.

Nigdy nie postulowałem edukacji masowej. Nie walczę z nią, bo nie mam szansy wygrać z nią wojny, ale bardzo źle o niej mówię. Owszem, uznaję wartość edukacji powszechnej i jasno powiedziałem jak ją widzę: z modelem ustalanym w gminach - a co najwyżej w powiatach.

-
2008/10/27 03:39:09
@Cyncynat: stałe eksponowanie gołej baby nie wzbudza ... tego, no... zainteresowania ucznia, więc koniecznie będzie wkrótce przejście na akt sodomii i z obniżeniem ceny do 50 groszy. A raz na miesiąc będzie naukowy przerywnik z dyskusją numerologów o tym czy Jezus miał jedną czy cztery żony.

Twoje uwagi są precyzyjna analizą schorzeń systemu. Niewątpliwie większość szkół na nie cierpi. Ale pozycje tak jest i tak musi być łączy Most Samobójców i na ten spacer nie wybiorę się.

Wróćmy do przykładu pani Barbary Skargi. Natychmiast założyłeś tam istnienie tresury rodzinnej i ironizujesz: bo chyba nie sadzisz, ze ojciec odbyl z nia dluga filozoficzna dyskusje ... Zabawne, że tak łatwo umknęło z widoku bardzo proste odmienne rozwiązanie: gdy dorośli z otoczenia budzą podziw, naturalny szacunek przemienia się w chęć podobnego postępowania, by stać się kimś podobnym.

O współżyciu ucznia z nauczycielem tu nie rozwiodę się, bo wpis o tym jest prawie gotowy i stanie wkrótce w blogu. Tu dodam tylko dwie uwagi.

Po pierwsze, kłopoty z edukacją są wynikiem kłopotów z ustaleniem przez Polaków jakie są ich wartości. Chwilowo miesza się w tym garze niestrawne zupsko z radości, że przypieprzyliśmy jednym pod Cedynią a drugim pod Wiedniem i rozżalenie, że mimo tego to nie my dostajemy Nobla w nauce; raduje nas, że nie ma komunistów, ale martwi, że nie chcą sami pójść do więzienia i że nowe państwo daje takie małe płace. I cała rodzina przy tv i wódce radośnie ogląda sprawozdanie z pielgrzymki, w której uczestniczy córka. A komentują to takim słownictwem, że kot się skręca pod dywanikiem. No więc edukacja to przekaz wartości, nie ma wartości to nie ma i przekazu.

Po drugie, dowodem, że szybko i sprawnie sytuacja może się zmienić, dowodzą Chiny. Nie mówmy o technice, która przyniosła rodzinie jednego jedynego syna, bo nie zamierzam bronić młotowej inżynierii genetycznej, mówię o istniejącym stanie rzeczy. Młodzi są mamisynkami, rozpieszczanymi, ochuchanymi i każda rodzina rozumie: sukces tego chłopca to sukces naszego rodu. I stwarza się atmosferę, w której dzieci chcą być świetnymi i przykładnymi uczniami, wierzą, że wiedza i dobre zachowanie prowadzą do przyszłego sukcesu i w salce na 60 osób siedzi 80 dzieci w takiej ciszy, że wyraźnie słychać pyskówkę much. I biada naszym społeczeństwom jeśli nie zrozumiemy natychmiast jak szybko zmienia się tam mentalność.

@Kwik: przykro mi, ale nie mam się o co z Tobą spierać. Masz tyle racji, że to wręcz okropne.
-
Gość: cyncynat, 118-93-239-37.dsl.dyn.ihug.co.nz
2008/10/27 04:35:12
nie mam dzis za wiele czasu wiec tylko dwie sprawy:

1) mozemy sie spierac na gdybanie, ale dobrze byloby poznac jak faktycznie Skarga wpadla na swoja regule. mi to nie wyglada na przypadek obserwowania i nasladowania. zreszta, uwazam, ze na samym obserwowaniu i nasladowaniu, bez dodatkowej perswazji, daleko by nikt nie zajechal.

2) z Chinami to imho kula w plot. te wartosci, ktore wymieniles, nie powstaly ostatnio, nie sa konsekwencjami jakiejs akcji edukacyjnej. te wartosci to wynik wielotysiacletniej historii Chin. z *edukacja* spoleczenstwa to nie ma niczego wspolnego, raczej ze stopniowa ewolucja kultury, z powolnym budowaniem i mozolnym przekazywaniem czegos swoim dzieciom.

pozytywne przyklady ktore znam - rowniez Twoj przyklad Chin - to nie sa dzialania edukacyjne, raczej powolne zmiany ktore sie nawarstwialy i do ktorych spoleczenstwo dochodzilo samo, bez zadnej edukacji. czy ktos nauczyl Brytyjczykow demokracji parlamentarnej? nie, ale dobrze im dziala. a teraz popatrz na demokracje przyuczone - w Polsce, na Ukrainie, i w Rosji. i jeszcze do Iraku i do Afryki zajrzyj - by uzupelnic wizje mizernych skutkow edukacji zakrojonej na szeroka skale.

moja teza, by wyluszczyc, jest taka: mamy jako takie pojecie o tym jak nalezy wychowywac male dzieci. ale ta wiedza staje sie malo uzyteczna gdy zaczynamy myslec o edukacji spoleczenstwa. tu skala wplywa na strukture i cala nasza madrosc staje sie malo uzyteczna - bo nieskalowalna.
-
Gość: cyncynat, 118-93-239-37.dsl.dyn.ihug.co.nz
2008/10/27 04:50:08
troche uzupelnie by wyprostowac, bo nie chcialbym by zrodlem dyskusji bylo jakies nieporozumienie terminologiczne.
wydaje mi sie, ze postulujesz akcje edukacji spoleczenstwa. gdy mowisz o edukacji, odwolujesz sie do bogatych doswiadczen czlowieczenstwa w edukowaniu dzieci przez rodzine czy szkole. na tej samej zasadzie wydaje Ci sie, ze mozna np nauczyc cale spoleczenstwo by bylo lepszym speleczenstwem. no i z tym (o ile dobrze odczytalem) ja nie tyle sie nie zgadzam, co jestem bardzo pesymistyczny. pesymizm moj bierze sie z tego, ze nikt na razie nie wymyslil jak wyskalowac "edukowanie dziecka" tak aby sie to nadawalo do edukowania np Polakow jako 35mln spoleczenstwa.
-
2008/10/27 06:38:22
Cyncynat, jaka kula, jaki płot i jaka wielotysiacletnia historia Chin? Nastawienia rodziców chińskich to grassroot movement, powszechna reakcja na podobne bodźce, występujące "tu i teraz" a nie w legendarnej historii Chin. W naszym społeczeństwie zanikła znajomość greki i łaciny bez tortur i morderstw, po prostu zbrakło zachęty dla dwóch pokoleń i co było standardem polskiego inteligenta stało się dziś oznaką rzadkiej erudycji. W Chinach przez kilkadziesiąt lat tępiono książki i ich czytelników i bawi mnie jak często powtarza się wzruszające historie o ich odwiecznej kulturze. Czym niby ona była przekazywana, chromosomami? Miejmy nieco spójniejsze spojrzenie na świat: jeśli Powstanie Warszawskie odczuwamy niedostatkami naszej inteligencji po 60 latach, czy będziemy trzymali się złudzenia, że proces anihilacji kilkudziesięciu milionów Chińczyków, przede wszystkim wykształconych, zostawił tkankę tradycji kulturowej prawie nietkniętą? Z historii to oni mają wspomnienie upokorzeń z Wojen Opiumowych i tyle jest głównie ich starożytnej chińskiej kultury.

Źle jest z imiesłowami. Widzę, że jestem piszący ale nieczytany. Święty Kalasanty, jakie skalowanie?! Przecież piszę, że nie chcę myśleć o masówce. To przecież jak rozdymanie szczura w skali 1:1000. Wcale go się nie boję, bo mu nerki wypadną na podłogę. Skalowanie edukacji nie jest edukacją powszechną, a żałosną kpiną.

Nastaję na edukację na poziomie gminy dla prostej przyczyny: w takiej sytuacji nie Dziadek Mróz, wielki Ju-Ju z Rzeki ani wiceminister przyniesie prezent rodzicom ze słowami: "tak uczcie dzieci wasze". Rodzice muszą się zebrać w szkole, wybrać (albo odebrać :) ) dyrektora i wreszcie zacząć zastanawiać się na jaką cholerę będą wysyłali swoje pociechy do szkoły i po kiego czorta im pitagorasy i homerasy i kościuszkasy. I w takim Jedwabnem albo w innym Zadupiu Świata zdecydują, że będą uczyć tylko obsługi komputera z XP oraz prowadzenia samochodu, ale za parę lat okaże się, że wszystkie dobre posady zajmują absolwenci szkół z nieco innym programem.

Czyli: pozwólmy splajtować tym, którzy szczerze i wytrwale chcą być bankrutami. Chcą się zapić całym powiatem na śmierć? Proszę bardzo, ale pamiętajcie: sami siebie leczcie w szpitalu, który sami sobie po pijaku zbudujecie, bo Św. Mikołaj pojechał na wczasy na Wyspy Kanaryjskie.

Ani mi w głowie nauczyć całe społeczeństwo, by było lepszym społeczeństwem. Samo się nauczy. Jeśli przyłoży się do nauki, to przy niskich kosztach.

No, teraz to się posypie. Pierwszych 20 komentarzy o hitlerowskich metodach eutanazji przepuszczę, ciekaw jestem czy mi wystarczy cierpliwości na wytrzymanie następnych. Ale wolałbym. by mi nie wpierano poglądów, których nie wyraziłem, a których ktoś się tu domyśla. Na wszelki wypadek ogłaszam: nie wierzę w istnienie społeczeństw samobójczych, a jeśli takie były to nic o nich nie słyszałem. To nie jest teoria wędki i rybki, to jest naturalne nastawienie bezbożnika: jak nie ma pana boga, to pana świętego mikołaja też nie ma i licz na krewnych oraz sąsiadów, a zacznij od pomagania im, żeby i oni ci później pomogli.
-
Gość: cyncynat, 118-93-239-37.dsl.dyn.ihug.co.nz
2008/10/27 07:35:07
andsolu, gdzie ja Cie zle zrozumialem? piszesz o problemach na poziomie spoleczenstwa, a swoj tekst konczysz tak: "Rozumiem rozdrażnienie i niecierpliwość, ale są dwa wyjścia: edukacja lub trwanie w bagnie. Nie, trzeciego wyjścia nie ma." Rozumiem, ze trwania w bagnie nie chcesz, zatem opowiadasz sie za edukacja. Piszesz o edukacji na poziomie gminy. Moze napisz troche o tym? Jesli nie bedzie masowa, to jaka? I jak niemasowa edukacja moze rozwiazac cokolwiek na poziomie spoleczenstwa?

Twoje spojrzenie na to co zostalo z historii Chin, obawiam sie, jest poza konkursem. Polacy moga pamietac o Odsieczy Wiedenskiej, Rosjanie moga pamietac o Piotrze I, a Chinczycy beda pamietac wylacznie wojny z Brytyjczykami? Ciekawe.
-
Gość: cyncynat, 118-93-239-37.dsl.dyn.ihug.co.nz
2008/10/27 08:21:48
"Cyncynat, jaka kula, jaki płot i jaka wielotysiacletnia historia Chin? Nastawienia rodziców chińskich to grassroot movement, powszechna reakcja na podobne bodźce, występujące "tu i teraz" a nie w legendarnej historii Chin. W naszym społeczeństwie zanikła znajomość greki i łaciny bez tortur i morderstw, po prostu zbrakło zachęty dla dwóch pokoleń i co było standardem polskiego inteligenta stało się dziś oznaką rzadkiej erudycji. W Chinach przez kilkadziesiąt lat tępiono książki i ich czytelników i bawi mnie jak często powtarza się wzruszające historie o ich odwiecznej kulturze. Czym niby ona była przekazywana, chromosomami? Miejmy nieco spójniejsze spojrzenie na świat: jeśli Powstanie Warszawskie odczuwamy niedostatkami naszej inteligencji po 60 latach, czy będziemy trzymali się złudzenia, że proces anihilacji kilkudziesięciu milionów Chińczyków, przede wszystkim wykształconych, zostawił tkankę tradycji kulturowej prawie nietkniętą? Z historii to oni mają wspomnienie upokorzeń z Wojen Opiumowych i tyle jest głównie ich starożytnej chińskiej kultury. "

poanalizuje, jednak, ten fragment.

1) "Nastawienia rodziców chińskich to grassroot movement, powszechna reakcja na podobne bodźce, występujące "tu i teraz" a nie w legendarnej historii Chin." A jakies argumenty na podparcie na poparcie tej tezy? Skoro to "powszechna reakcja na podobne bodźce" to nie powinno Ci sprawic problemu pokazanie innych przykladow tej powszechnej reakcji, ktora to powszechna reakcja nie ma zakorzenienia w historii i kulturze? Czekam ze zniecierpliwieniem na przyklady.

2) "W naszym społeczeństwie zanikła znajomość greki i łaciny bez tortur i morderstw, po prostu zbrakło zachęty dla dwóch pokoleń i co było standardem polskiego inteligenta stało się dziś oznaką rzadkiej erudycji."
Zdaje mi sie, ze pisales o bardziej podstawowych problemach. Bylo chyba o antysemityzmie? Znajomosc greki zanikla, laciny tez - a antysemityzm dalej zyje. Pozwol, ze zacytuje Ciebie: "Czym niby on był przekazywany, chromosomami?"
A poza tym, dlaczego ludzie sie tak podniecaja ta greka? Dzis jest potrzebny angielski. A jutro - calkiem prawdopodobnie - chinski.

3) "W Chinach przez kilkadziesiąt lat tępiono książki i ich czytelników i bawi mnie jak często powtarza się wzruszające historie o ich odwiecznej kulturze. Czym niby ona była przekazywana, chromosomami?"
To jest tak madre, ze nawet nie wiem od czego zaczac. Moze poczytaj sobie o tym jak przetrwala kultura antyczna? Obeszlo sie bez chromosomow, wystarczyly ksiazki importowane od Muzulmanow.

4) "Miejmy nieco spójniejsze spojrzenie na świat: jeśli Powstanie Warszawskie odczuwamy niedostatkami naszej inteligencji po 60 latach,"
Ja raczej tu widze taki mechanizm: jest niedobrze, wiec poszukajmy gdzies w historii jak nas skrzywdzili i - viola! - mamy wyjasnienie dlaczego jest niedobrze. Przypominam, ze byl jeszcze Katyn i rozbiory. To powinno wyjasnic zanik laciny i greki. A moze nawet geometrii.

5) " czy będziemy trzymali się złudzenia, że proces anihilacji kilkudziesięciu milionów Chińczyków, przede wszystkim wykształconych, zostawił tkankę tradycji kulturowej prawie nietkniętą?"

Andsolu, z kim tu dyskutujesz? Przejrzalem wszystkie komentarze i nie zauwazylem, by ktos pisal o "prawie nietkniętej tkance tradycji". Zdajesz sobie sprawe, ze jest sporo sporo mozliwosci pomiedzy "prawie nietknieta tkanka tradycji" a "martwa tkanka tradycji". Kultura europejska przetrwala dzume i dwie wojny swiatowe, a Chinczycy mieliby zapomniec o swojej kulturze po rewolucji kulturalnej?


6) " Z historii to oni mają wspomnienie upokorzeń z Wojen Opiumowych i tyle jest głównie ich starożytnej chińskiej kultury."

Mysle, ze zanim sie zabierzesz za antysemityzm w Polsce, masz jeszcze do wykonania troche pracy we wlasnym ogrodku. Masz jakies usprawiedliwienie na tak niedorzeczne i krzywdzace uogolnienie?
-
Gość: Vasko, ip-89.171.122.222.static.crowley.pl
2008/11/02 06:38:33
"Jest przekonany, że ci jego NSZ-owcy mogą i tu spróbować pogromu, żeby zaszkodzić Żydom, ale i PPR. "
www.youtube.com/watch?v=Laqvv0P6ayM
No no, niezłych rzeczy można się doczytać między wierszami.
Ale ci żydzi są obłudni i zakłamani. Gardzę nimi za manipulacje i fałsz. Szkoda że niemcy przegrali wojnę...juz wolałbym być okupowany przez nich niż przez żydów.
-
2008/11/02 15:07:00
Drogi Vasko, nie wiem w czym Tobie przeszkadzają Żydzi Kaczyńscy i Tusk, ale przyznaję, że Żyd Wojtyła znacznie tu naszkodził. Dziś można ufać jedynie prawdziwym Polakom schowanym w Puszczy Białowieskiej jako bartnicy, choć niektórzy z nich są przebrani za niedźwiedzi.

A co do Kąkolewskiego, to zapomniał on dodać, że biskup Czesław Kaczmarek był żydowskim agentem NKWD, ale możesz napisać o tym Twoją własną książkę.

Co do Twoich odważnych tez o okupacji, współczuję Ci, że ci Żydzi z www.polonica.net nie odważyli się ich opublikować, ale zrozum mnie, nie mogę być dużo bardziej prawicowy niż polska czarna sotnia. To jest taki blogowy podział sfer interesów. Jeśli oni Cię wywalają na zbity pysk, to niestety następnym razem i ja będę musiał to zrobić.