S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Zaproszenie

Pewnego razu, gdy andsol by³ m³ody i piêkny...

Chwileczkê, chcê opowiedzieæ o prawdziwym wydarzeniu, wiêc nie mogê dodawaæ sobie urody. Wystarczy powiedzieæ, ¿e grupa kolegów, z którymi studiowali¶my do¶æ zawik³any temat pobudza³a my¶lenie, ¿e by³em pracowity i ¿e wpad³ mi do g³owy dziwny pomys³. No i siedzia³em nad nim przy biurku, czasami patrz±c têpo w ¶cianê (której oczywi¶cie nie widzia³em, bo by³em w rozmaito¶ciach Grassmanna i w przestrzeniach w³óknistych), a czasem brudz±c rachunkami papier, który potem mi±³em przed powtórzeniem rachunku. I po miesi±cu czy dwóch, z dziwnego pomys³u wyszed³ dziwny wynik, pokaza³em go na seminarium, ca³a salka (czyli z 6 osób) patrzy³a z uznaniem i w powietrzu widzia³em cieñ s³awy i chwa³y. Koledzy nieufnie sprawdzali przez parê dni rachunki, wszystko wydawa³o siê okay, szef te¿ nie widzia³ b³êdu, ale niepokoi³o go, ¿e tak znacz±cy rezultat nigdy nie zosta³ zauwa¿ony, a teoria by³a w modzie i pe³na têgich umys³ów.

Mnie te¿ to niepokoi³o, wiêc chêtnie odszuka³em adresy trzech ¶wiatowych s³aw z dziedziny, a ¿e czasy by³y przed-emejlowe wys³a³em trzy kopie pracki w trzech listach z pro¶b± o stosowne komentarze. (Na u¿ytek ewentualnej wizyty specjalisty podam nazwiska owych s³aw, by go przekonaæ, ¿e chodzi³o o wielko¶ci rzeczywiste, a nie urojone: Frank Adams, Raoul Bott, John Milnor.) Po paru tygodniach nadesz³y trzy aerogramy, ka¿dy z nich wype³niony s³owami a¿ do do³u, ka¿dy mówi±cy, ¿e wynik nie móg³ byæ poprawny (jeden z nich powiedzia³, ¿e przyszpilenie b³êdu by³o zadaniem dla autora, dwaj mówili, ¿e nie dostrzegali b³êdu, ale musia³ tam byæ) i ka¿dy podawa³ odmienny argument dlaczego by³ pewien fa³szywo¶ci mojego wyniku.

Je¶li lubisz historie ze szczê¶liwym koñcem, to zauwa¿, ¿e w³a¶nie opowiedzia³em go: nie wyszed³em na durnia od publikacji z b³êdnym wynikiem, nie zosta³em ochrzaniony przez jakiego¶ polskiego znawcê, ¿e u niego to w szkole ¶redniej uczniowie wiedz±, ¿e to nie ma sensu, nie czeka³em zbyt d³ugo na odpowiedzi. Ale by³ i inny szczê¶liwy koniec, znalaz³em b³±d, zupe³nie banalna pomy³ka ze znakiem, a nowy, poprawny ju¿ wynik nadal by³ wystarczaj±co ciekawy, by wysz³a z tego publikacja, na któr± do dzi¶ patrzê z sympati± a zdaje siê, ¿e parê osób j± czyta³o.

Sens historyjki jest taki: nawet w tak teoretycznie ³atwej do weryfikowania dziedzinie, w matematyce, która jest konsensualna, nie ma czêstych dysonansów ideologicznych, czasami trzeba najwiêkszych na ¶wiecie specjalistów, by umieæ sprawnie odró¿niæ prawdê od fa³szu.

Staje siê to wielokrotnie trudniejsze gdy chodzi o inne nauki, a dociera do poziomu poznawczej rozpaczy gdy idzie o filozofiê. Czasami trzeba olbrzymiej pracy nim cz³owiek zrozumie, ¿e mowa jest o tym samym albo, wrêcz odwrotnie, o czym¶ ca³kiem innym, ¿e definicje opieraj± siê na odmiennych za³o¿eniach, do których ka¿dy ma swoje niew±tpliwe prawo i czasami trzeba jak dzielny mól przedrzeæ siê przez ca³± pó³kê, by zrozumieæ o co tak naprawdê chodzi. Dlatego moj± czêst± reakcj± na nawa³ pojêæ, których nie znam i nie rozumiem, jest odmachiwanie siê. A kysz, a kysz.

No i w³a¶nie co¶ takiego zrobi³em w dyskusji, która rozwinê³a siê u Tichego wokó³ nieskoñczono¶ci. (Prawda, ¿e to ³adnie brzmi? Dyskusja wokó³ nieskoñczono¶ci?) Jednym z dyskutantów by³ Stanis³aw Heller, jego argumenty zbija³em i odpycha³em – i doprowadzi³o to do imiennego a sympatycznego zaproszenia do czytania jego wywodów na jego stronach.

Co w tym takiego? Przecie¿ co krok widaæ jakie¶ pliszki, które przysiadaj±, za¶wiergol±: „fajny twój blogu¶, odwied¼ mojego fajnego, æwir, æwir” i po zrobieniu kupki komentarzowej odlatuj±. Rzecz w tym, ¿e tu sytuacja jest zupe³nie odmienna. Heller zaprasza do rozmowy cz³owieka, który ostro jego uwagi zwalcza³, który majusku³ami o¶wiadcza³, ¿e go tego typu filozofowanie nie interesuje i ¿e w ogóle podejrzewa³, ¿e tego siê nie da zrozumieæ. A wiêc – i z tego w³a¶nie jestem dumny, to mam za mój polemiczny sukces – wygl±da na to, ¿e zdo³a³em utrzymaæ siê wewn±trz zasad, które stale powtarzam: bij argument, nie dyskutanta. Je¶li stanowczo i jasno wyra¿aj±c moje opinie zdo³a³em unikn±æ zranienia czy zadra¶niêcia osoby maj±cej stanowisko odmienne (a to wszystko w s³awnym z brutalnych rozmów siedlisku prawicy, w S24), to znaczy, ¿e doro¶li ludzie mog± rozmawiaæ jak doro¶li ludzie, czyli ¿e rozmowa nie musi prowadziæ do sklepu z ostr± amunicj±.

Ale mo¿e byæ to zas³ug± nie tyle moj± co Tichego, którego tematy i kulturalny ton narzuc± styl i dyskretnie wyznaczaj± preselekcjê go¶ci.

¶roda, 10 wrze¶nia 2008, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/09/10 09:45:12
Hahaha! Jest w Bieszczadach pewna Chata, Chata Socjologa (otryt.bieszczady.pl). Jedn± z g³ównych zalet miejsca pozbawionego pr±du, gazu i bie¿±cej wody jest swoboda dyskutowania. Ró¿nimy siê bardzo, czasem jeste¶my na skrajnie przeciwleg³ych biegunach, ¿artujemy ze swoich pogl±dów, ale nie przeszkadza nam to przyja¼niæ siê i piæ razem wódki. Kiedy¶ gdy by³em w stanie odbiegaj±cym znacznie od stanu trze¼wo¶ci stara³em siê wyt³umaczyæ przechodnim turystom przy ognisku o co chodzi w tym miejscu. Koledzy odci±gali mnie, ¿ebym turystów nie mêczy³, ale moja determinacja spotêgowana alkoholem by³a wiêksza. Po jaki¶ dwu godzinach Opowie¶ci dotar³em do konkluzji: "bo najwa¿niejsze to ¿eby byæ razem" ;-) (Nie wiem jak tury¶ci, ale koledzy do dzi¶ siê ze mnie ¶miej±)

Czasem cz³owiek ma taka potrzebê, by wylaæ z siebie du¿o s³ów by uzasadniæ prost± prawdê ;-))))))))))))))
-
Go¶æ: Wiesiek., ici2.internetdsl.tpnet.pl
2008/09/10 10:52:12
A mogli po prostu, jak czyni to wielu s³awnych, przeczytaæ pobie¿nie lub bez czytania i bez komentarza wrzuciæ do kosza.
W czepku siê urodzi³e¶ Andsol !
Wiechu.
-
2008/09/10 18:10:56
@Igor: a co Ty pi³e¶, Absolut Riktig?

@Wiesiek: z czepkiem to czepkowa prawda, ale tu nie w tym rzecz. To w³a¶nie tak na ogó³ dzia³aj± wielkiej klasy specjali¶ci z mojego pólka.

Domy¶lam siê w goryczy Twojej uwagi refleksu Twoich do¶wiadczeñ, ale proszê Ciê, zwa¿, ¿e jest parê s³awnych sformu³owañ, które laicy rozumiej±, my¶l±, ¿e to jest proste i wymagaj± od specjalisty uwagi. Zrobi³bym krótk± listê z 10 tematów, w których fachowcy nie chc± byæ recenzentami dla osób spoza profesji... Ponadto, ¶wietny jeste¶ w intuicjach geometrycznych i pomys³ach konstrukcyjnych, ale Twój jêzyk jest in¿ynierski i czêsto matematyk po prostu nie rozumie go. Nie chodzi o to kto vinovat, kto prav, chodzi o praktyczne rozwi±zanie: je¶li bêdzie mówi³ slangiem matematycznym, jest niewielkie ryzyko, ¿e praca in¿yniera pójdzie do kosza.
-
Go¶æ: Wiesiek, ici2.internetdsl.tpnet.pl
2008/09/10 19:38:55
Kiedy¶ pomaga³em w t³umaczeniu pewnych instrukcji technologicznych wiêc wiem co znaczy wys³awianie siê w slangu. Jeden obszerniejszy akapit napisany po angielsku by³ tak zamotany, ¿e tylko fachowiec od tego co on opisywa³ ¶ledz±c s³owo po s³owie i maj±cy wyobra¼nie móg³ napisaæ w slangu:
"przed diamentowaniem ¶ciernicy obci±gn±æ j± koksem." To diamentowanie, obci±ganie i ten "koks" to wszystko mówi±ce s³owa w slangu (in¿ynierskim) rozumianym przez fachowców. A jak dodaæ, ¿e ¶ciernicê siê ostrzy, to ju¿ tylko szlifierze i in¿e wiedz± o co chodzi.
Tak wiêc rozumiem ten brak porozumienia miêdzy matematykami a in¿ami.
Wiechu.
-
2008/09/10 23:46:59
Je¶li stanowczo i jasno wyra¿aj±c moje opinie zdo³a³em unikn±æ zranienia czy zadra¶niêcia osoby maj±cej stanowisko odmienne (a to wszystko w s³awnym z brutalnych rozmów siedlisku prawicy, w S24 ), to znaczy, ¿e doro¶li ludzie mog± rozmawiaæ jak doro¶li ludzie, czyli ¿e rozmowa nie musi prowadziæ do sklepu z ostr± amunicj±.
Ale mo¿e byæ to zas³ug± nie tyle moj± co Tichego , którego tematy i kulturalny ton narzuc± styl i dyskretnie wyznaczaj± preselekcjê go¶ci.


Albo mo¿e to byæ zas³ug± narcystycznej osobowo¶ci dyskutanta, który lubi by o nim mówiono, nawet je¶li ¼le. Sorki, ¿e burzê twoj± wiarê w ludzi.

Moje spotkanie z panem Stanis³awem Hellerem udokumentowane jest tutaj:
mlodyfizyk.blox.pl/2008/03/Bron-Boze-nie-ten-Heller.html
mlodyfizyk.blox.pl/2008/04/Shut-up-and-calculate.html
Polecam ³±cznie z komentarzami.
-
2008/09/11 02:28:09
Anuszko, oba wpisy z komentarzami znam i robiê do nich zawoalowane odniesienie u Tichego, w odpowiedzi na zaproszenie do odwiedzin. B±d¼ pewna, ¿e w próbie rozumienia fizyki bêdê zawsze wybiera³ podej¶cia zmatematyzowene a nie filozofuj±ce, choæ muszê wyznaæ, ¿e paru wys³uchanych wyk³adów z teorii strun z jej nadmiernie licznymi wymiarami nie umia³bym jasno przypisaæ do jednej z tych dwóch szufladek.

Moja wiara jest selektywna ale oparta na do¶wiadczeniu, na przyk³ad wierzê w Kwika czy w Tichego. Wiêc ta jej czê¶æ nie bêdzie tak szybko zburzona. Aha, w Gleichgewichta te¿ wierzê. No i oczywi¶cie w tundrê.
-
2008/09/11 15:42:32
No tak, tak. Z teori± strun to rzeczywi¶cie tak jest. Póki co - spekulacja. I dlatego wszyscy tak teraz siê podniecaj± LHC, bo mo¿e siê okazaæ ¿e ich spekulacje s± diab³a warte.