|
Blog > Komentarze do wpisu
Wychodzę z szafy językowej
Coś tu będę musiał o sobie opowiedzieć. Najpierw informacje niedobre (które zresztą już się tu pojawiły). Popatrz na to zestawienie, napatoczyło mi się ostatnio w jakiejś książeczce, w której poza tym nic sensownego nie było: Nie uczyłem się nigdy łaciny. Zwalę winę na wszystkich z otoczenia, nikt w rodzinie ani wśród bliskich nie mówił po łacinie. No, może ks. Nowicki, ale nie ze mną, a z Panem Bogiem. O ile nauka portugalskiego po przyjeździe do Brazylii by była łatwiejsza... A teraz informacje dobre. Gdy miałem 16 lat wziąłem się za hiszpański. Pochwalę tylko siebie, bo nikt w otoczeniu tego języka nie znał. Radziłem sobie wtedy dobrze z rosyjskim (tak, tak, zachwyt Majakowskim... a później to i Jasieńskim, ale to już po polsku) i z angielskim (chciałem wiedzieć co się działo w świecie ale nie miałem zdrowia do zagłuszanej Wolnej Europy. BBC po angielsku nikt nie zagłuszał) i przecież mogłem zostać przy tym. Młodzi mają swoje dziwactwa. Po roku zostawiłem to, bo do czytania miałem tylko „La Nueva China” ze wzruszającymi historiami o dobroci chińskich komunistów i to było jak z minimalizmem, po przeczytaniu jednej historii znało się je wszystkie. Ale kilkaset słów i zwrotów w głowie okazały się po latach „jak znalazł”. Niby hiszpański to inny język niż portugalski, ale jak człowiek jest zmęczony i zacznie czytać to może tego nie zauważyć. A co komu do tego? Nie, ja tylko tak, bez ukrytych intencji. Tyle, że dla pewnej ilości Polaków zawsze Polska będzie milsza z oddalenia, szczególnie dla tych, co na codzień wolą życzliwość a nie pyskówki. I przy pewnych typach wykształcenia, które bywa dobre w Polsce, człowiek nawet za 20 czy 30 lat znajdzie zatrudnienie w Brazylii, bo ten kraj od setek lat chętnie wchłania innych. A ja, jako Brazylijczyk, wolałbym, żeby przyjął 20 tysięcy Polaków a nie Chińczyków. I znam sporo osób, które pojechały do różnych sławnych krajów, bo te kraje były sławne, a nie pojechały do Brazylii, bo się bały języka. A jak wszystko dobrze zmierzyć to nie sądzę, by te sławne kraje dały więcej radości życia niż Brazylia, ale przyznam, że jeśli ktoś lubi wielkie miasta z piękną architekturą, powinien raczej zostać w Budapeszcie czy w Kopenhadze. Zaraz, o czym to ja mówiłem... aha, żeby nie uczyć tego języka, którym mówią w Lizbonie i w Porto, bo on jest twardszy, trudniejszy i niepotrzebniejszy. czwartek, 18 września 2008, andsol-br
TrackBack
Komentarze
Gość: abiekt, aarg184.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/18 02:38:10
To pierwsze wyjście z szafy? A gdzie drugie :
2008/09/18 04:23:05
Kiedyś zbiorę odwagę i publicznie przyznam się, że kochałem się po cichu w tej piegowatej Zdziśce z mojej klasy, ale to może być niebezpieczne, bo jeśli ona we mnie też i do dzisiaj, to co ja zrobię z rodziną? I z Bilu?
|
|