Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Sztuka obrażania

Syn tureckich Żydów, urodzony w Rosji, wykształcony we Francji, inżynier, przeniósł się z rodziną do Stanów. Mając 23 lata w 1907 roku stracił w wypadku przy pracy obie ręce. Przeżył, ale życie zupełnie się zmieniło. Zainteresował się matematyką, w ciągu kilku lat zrobił doktorat i został jednym z wybitniejszych matematyków XX wieku, jakże przecież bogatego w talenty. Piękna postać i piękna historia? Tym bardziej więc szokującym jest wprowadzenie go na scenę w „Niedyskretnych myślach”, które zarezerwował mu Gian-Carlo Rota:

Żaden rozmówca Lefschetza nie uniknął osłupienia jego grubiaństwem.

(Tekst Roty, nafaszerowany takimi uwagami, jest niezapomnianą lekturą i nie dziwi informacja podana we wstępie do książkowego wydania, że ktoś groził mu sprawą sądową, a szkic o wpływie matematyki na filozofię został odebrany przez paru filozofów jako osobista obraza.)

Z pewnością była w tym oskarżeniu substancja, bo Ivor Grattan-Guinness wspomina w artykule „The Mathematical Turns in Logic”:

O Solomonie Lefschetzu pamiętają, że miał zwyczaj wchodzenia na wykład Churcha na Uniwersytecie w Princeton i mówienia studentom: „marnujecie tu czas!”.

Zanim powiem jak się we mnie niekiedy wciela duch Lefschetza (niestety nie matematyczny, a dyplomatyczny) wspomnę o zapisku, który w oryginale i ze źródłem tu podaję, pokazującym, że takie wchodzenie na czyjeś wykłady było ongiś tolerowane w wysokich uniwersyteckich sferach. Aha, w swoich wspomnieniach Steinhaus wiele razy mówi o Marku Kacu, ale nie wspomina czy wierzył on w Boga. Więc podobno gdy Marek Kac wykładał w Caltechu, Richard Feynman przerwał mu pytaniem: „Czy to prawda, jak u nas między fizykami niektórzy mówią, że gdyby nigdy nie wymyślono matematyki, to postęp fizyki by się opóźnił mniej więcej o tydzień?” i rzekomo Kac natychmiast odpowiedział: „Zupełna prawda. Dokładnie o ten tydzień, w którym Pan Bóg stworzył świat.”

Otóż brnę przez różne teksty, które mam w domu i w świecie, bo chcę za jednym zamachem opowiedzieć tak zainteresowanym dorosłym jak i uczniom o rachunku zdań. A w dodatku chcę wyjaśnić co i po co go przyniosło na światło dzienne właśnie w drugiej połowie XIX wieku. I dobrze by było uniknąć zwyczajowych wstępów o sylogizmach i historii logiki. I tak to napisać, że gdyby na ten wpis natknął się logik i go szlag z rozdrażnienia trafił, to żeby rodzina jego nie mogła mnie winić, bo by przyznała, że takie rzeczy są normalne gdy spotyka się logik i matematyk. I w dodatku jeszcze zadbać o szczegóły, żeby mnie ktoś o niekompetencję nie oskarżył. No więc wiem gdzie i jak łupać w teksty Wittgensteina i Churcha, i cościk o tym tu będzie, bo tak mi każe doświadczenie. Mianowicie, gdy napisałem cykl eseików o liczbach rzeczywistych, to największym powodzeniem cieszyły się odcinki skandalizujące, czyli gdy pokazywałem co za durnoty się o tych biednych liczbach publicznie opowiada. A gdy wdałem się w wyjaśnianie jak je przyjemnie i łagodnie wprowadzić, brak zainteresowania był tak gwałtowny, że mi blog prawie uwiądł w ciągu tygodnia. Infamare necesse est.

Więc chcę powiedzieć, że najpiękniejsze w tych wynikach De Morgana i Boole'a i Lewisa Carrolla i Venna jest to, że można kompletnie, dokumentnie zapomnieć o tym, co zrobiono wcześniej i nauczyć się przydatnej, łatwej a poprawnej aż do szpiku kości logiki bez bólu i nudy zadawanej przez klasyków. I także moim posłaniem do kogoś chcącego nauczyć się logiki u Churcha by było „marnujesz czas” ale...

Ale Rota był na wykładach Churcha, opowiada tak złośliwe anegdoty, że to aż strach powtarzać, wyśmiewa się bez najmniejszej miarki szacunku, a potem tak rzecze:

Czego się człowiek uczy na wykładach, tego w tym czasie wcale nie wie, że się uczy. Ten nasz wykładowca był wcieleniem logiki. Jego pauzy, wahania, podkreślenia, ujawnianie (choć rzadkie) emocji i inne liczne pozasłowne zjawiska nauczyły nas o wiele więcej logiki niż mógł to zrobić jakiś spisany tekst. Uczyliśmy się myśleć z nim unisono gdy mówił, jak gdyby naśladując pokaz nauczyciela baletu. Wykład Churcha poprawił na zawsze ścisłość naszego rozumowania.

Bowiem jak Piękna kiedyś odkryła, nawet Bestia ma swoje miłe strony.

piątek, 12 września 2008, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu: