|
Blog > Komentarze do wpisu
Rachunek i pomyślunek
Wpis miał nazywać się Poprawnie czy sprawnie, bo z pomyślunkiem jest właśnie sprawniej niż nastając na rachunki, ale ktoś mógłby zrozumieć, że sprawna ścieżka ma w sobie coś niepoprawnego, więc zrezygnowałem z pomysłu. A chodzi o pokazanie zupełnie prostej sprawy, jak liczy się różne kąty w pięciokącie. Sporo osób przychodzi tutaj właśnie dla odwiedzenia pięciokąta, więc czasami zerkam na konkurencję, by zobaczyć co ona ma czego ja nie mam – i jak jej jeszcze lepiej ukraść jej wizyty. I widzę często, że ma ona wiele rachunków, o których nie będę mówił źle, bo przecież są poprawne, ale będę myślał o nich źle, bo nie widzę ich sensu. To ważna sprawa jakie nawyki utrwalamy w naszym działaniu. Jeśli chodzi o przechodzenie na drugą stronę ulicy, przechodzenie po zebrze pod kątem prostym jest wyśmienitą rutyną, bo nie zawsze chodzimy ulicą skupieni i czujni i taki obyczaj powiększa nasze szanse na dotrwanie do wieku emerytalnego. Ale ocenianie ludzi po staranności ich fryzury może doprowadzić nas kiedyś do poważnych błędów myślowych. W rozpaczliwie częsty i nudny sposób przekazujący szkolną matematykę (zwani nauczycielami, niezależnie od tego czy nauczają czy też musztrują) dają pierwszeństwo rachunkom, nawet gdy uniknięcie ich jest milsze i szybciej prowadzi do pożądanego wyniku. Chcę pokazać to na przykładzie pytania o wewnętrzne kąty pięciokąta. Zachęcam do odwiedzenia konkurencji, a potem do powrotu do naszej rozmowy. Ale nawet jeśli rachunek jest zrobiony sensownie, nie jest teraz potrzebny. Przyzwyczajmy się do używania, o ile to możliwe, najbardziej elementarnych faktów. W ten sposób ułatwia się łowy na ewentualne błędy i lepiej rozumie się co skąd się bierze. Elementarne fakty w geometrii to twierdzenie Talesa, twierdzenie Pitagorasa i twierdzenie o kącie centralnym środkowym. Oto rysunek mówiący o tym ostatnim z trójki ważnych: Chodzi o to, że patrząc na rudą cięciwę (odcinek, strunę, nazwij jak chcesz) z centrum okręgu widzisz ją pod kątem dwukrotnie większym niż patrząc z jakiegoś punktu na okręgu („powyżej” tego odcinka). Z jakiegoś znaczy z jakiegokolwiek, z każdego, czyli mamy stąd łatwy wniosek, że zmieniając punkt na okręgu nie zmieniamy kąta k. Czyli po okręgu bez zmiany kąta można ślizgać się punktem – albo odcinkiem. Dziecko może (i powinno) udowodnić to sobie. A my teraz to wykorzystamy. Zielone boki (mają równe długości!) są widziane pod tym samym kątem a z punktu na okręgu. Więc kąt centralny środkowy ma 2a, pięć takich kątów daje kąt pełny czyli 360° i kąt wewnętrzny k=3a=108°. Przepraszam za nudzenie, jeśli jest to dla ciebie oczywistością. Ale wygląda na to, że nie tacy jak ty tworzą większość wśród mówiących i piszących o pięciokącie. Ten tekst jest ukłonem dla kolekcji Bartosza Zajączkowskiego, dotyczącej sprawnego myślenia. piątek, 26 września 2008, andsol-br
TrackBack
Komentarze
Gość: Bartosz Zajączkowski, bb10.itcmp.pwr.wroc.pl
2008/09/26 11:49:27
Dziękuję podwójnie za inspirujący materiał i dobre słowo na temat efektów mojej grafomanii. Pozdrawiam serdecznie...
2008/09/26 13:53:50
hi hi hi... Gdyby to była grafomania, to bym do Ciebie zajrzał co najwyżej jeden raz w życiu... Przy okazji: nie zapomniałem o obietnicy spisania paru uwag, którą złożyłem u Ciebie w komentarzu do japońskiej tabliczki mnożenia. Na szczęście dla mnie w obietnicy nie podawałem daty :)
Gość: taria, 37-bem-6.acn.waw.pl
2008/10/03 00:12:39
A faktu, że suma kątów w dowolnym n-kącie (klasycznym, czyli o nieprzecinających się bokach) wynosi 180n-360 stopni to się w szkole nie dowodzi wcześniej, niż poznaje twierdzenie o kącie wpisanym?
Dowód który automatycznie pojawia mi się w głowie, to rysunek wielokąta z dorysowanymi w wierzchołkach kątami przyległymi, a obok pokazane, że te dopisane kąty składają się do kąta pełnego. Wzór widać bez żadnych obliczeń: mamy n kątów półpełnych, od których w sumie odejmiemy jeden pełny. Jakoś tak intuicyjnie i "na oko" większość dziesięciolatków rozumie, że jeśli półproste tworzące kąt 'przesuniemy bez obracania', to jego miara się nie zmieni. To, że z okręgu widzimy cięciwę stale pod tym samym kątem jest zdecydowanie trudniej przyjąć do wiadomości. Trzy kąty z ryciny nie wyglądają na pierwszy rzut oka tak samo , prawda? 2008/10/03 02:22:32
Masz rację, dowód, o którym mówisz, z "poślizgiem" dopełniających zewnętrznych kątów jest intuicyjny i chyba bardzo wcześnie będzie zrozumiały dla dziecka. (Przypuszczam, że najtrudniejszym momentem by była próba zastosowania go do najprostszej sytuacji, do trójkąta, gdzie warto przepchnąć inaczej i inne kąty :) )
Nie mam więc powodów, by sprzeciwiać się Twemu punktowi widzenia, myślę, że to jest dobra dydaktyka, i w pełni zgodzę się też, że dla większości osób przy pierwszym spotkaniu twierdzenie o kącie centralnym może być sporym zaskoczeniem. Mimo tego mam dróżkę przedstawioną we wpisie za godną uwagi z dwóch przyczyn: po pierwsze, owa technika zewnętrznych kątów jest nieco ad hoc - przypominam sobie tylko jeden z dowodów twierdzenia Herona, gdzie używa się dość podobnej idei - a po drugie, z twierdzeniem o kącie centralnych to trochę jak z rasową krową, im więcej doić tym więcej mleka da. W każdej konstrukcji powiązanej z okręgiem warto czujnie spozierać czy to twierdzenie może być tam użyte raz czy wiele razy... |
|