|
Blog > Komentarze do wpisu
A popierają go prawie jak Putina...
Czy kiedyś podałem się za specjalistę od polityki? Nie? Co za szczęście. Musiałbym robić jak i inni dziwne wygibasy, by wyjaśniać niewyjaśnialne, że partia Luli ma się tak sobie, a Lula, po 6 latach rządu, po comiesięcznych nowych a masowych akcjach wystawiania go na odstrzał, ma w Brazylii koło 70% poparcia. Niektóre instytuty rejestrują nawet 75%, to zależy od dokładnych sformułowań pytań. I fala tak narasta, że coraz częściej mówi się o zmianie prawa i umożliwieniu trzeciego mandatu wyborczego w wyborach prezydenckich, bo wszystko wskazuje, że w uczciwych, demokratycznych wyborach w 2010 znowu on by wygrał. Co ciekawsze, nawet najzłośliwsi dziennikarze nie są w stanie wywieść tego ruchu z inspiracji osób z jego otoczenia. Sama popularność ma uzasadnienie czyli sens. W Nordeste ludzie, którzy nie jedli, jedzą; miliony dzieci wróciło do szkół, bo im rodzicom to się bardziej opłaca niż wysyłać latorośle do pracy, a z nieznaną uprzednio częstotliwością policja wsadza do aresztu utytułowane i bogate osoby. Nawet niedawno poleciała głowa nr 2 z samej Policji Federalnej. Rzecz jasna, to nie prezydent łapie i zamyka, ale widać klimat sprzyja temu, co lud nazywa „sprawiedliwością”. Nawiasem, Sprawiedliwość, czyli sędziowie Sądu Najwyższego szybko większość aresztowanych wypuszcza. To nie tak łatwo odmienić pięćsetletnie obyczaje. Ale ta jego popularność nie przenosi się na towarzyszy partyjnych – może też dlatego, że nie próbuje on czynić cudów. Mamy teraz wybory municypalne. To taka siekanka, co cztery lata wielkie wybory prezydenckie, gubernatorskie i parlamentarne, a w połowie okresów między nimi, czyli też co cztery lata, wyborki powiatowe. Ale raczej ważne, wybory do miasta São Paulo dają wybranemu dostęp do kasy dużo większej niż mają prezydenci wielu krajów europejskich. No i w tych wyborach w moim mieście stają do konkursu piękności dwie lewice: durna, od prezydenckiej partii, i okropnie durna, od prawdziwej proletariackości, zwalczająca obyczajowo reakcyjnego Lulę. Więc na szczęście Lula nie popiera żadnej durnej lewicy, czyli na nieszczęście wygra jedna ze sprytnych, oj, znacznie za sprytnych i już od lat skompromitowanych prawic. Tak, demokracja to bardzo dobre lekarstwo na gruźlicę, ale jak nie ma gruźlicy to człowiek się zastanawia po co łyka to świństwo. A sukcesy międzynarodowe Luli i jego wczorajsze trofea dziennikarskie po wystąpieniu w ONZ mają dwa źródła. Po pierwsze, mówi z sensem, choć wolałbym, żeby wreszcie przestał wierzyć w swoje zdolności impowizacyjne. Tym razem udało się, ale dawniej już parę razy musiał rektyfikować i modyfikować i cośtamować. A po drugie, cały świat, który po jego wyborze oczekiwał końca świata, widzi, że Lula to nie Chavez. Więcej powiem, koniec Chaveza nastąpi wkrótce, bo coraz mu bliżej do ogłoszenia, że Lula to lokaj Busha i wtedy tak go wygwiżdżą, że ogłuchnie. wtorek, 23 września 2008, andsol-br
TrackBack
|
|