|
Blog > Komentarze do wpisu
Tractatus Cactatus
Je¶li boisz siê wielkich imion, mo¿e lepiej nie czytaj? Bo Bertrand Russell dobrze w przedmowie o dziele mówi³. No, nie tak dobrze jak Ludwik Wittgenstein by chcia³, bo autor dzie³a nawet autora przedmowy z lekka ochrzani³ i przedmowy siê pozby³, ale ona pó¼niej jako¶ siê wydrukowa³a. I gdyby wszyscy utytu³owani, co dobrze o dziele mówili, wziêli siê za rêce i stanêli jeden obok drugiego na Wielkim Murze, to by by³ naj¶mieszniejszy obrazek na ¶wiecie, ale nieco za d³ugi na jedno zdjêcie. Wiêc je¶li decydujesz siê czytaæ dalej, to na w³asn± odpowiedzialno¶æ. I to dowodzi, ¿e masz co¶ dziwnego w genach. Ja wcale nie bêdê t³uk³ wszêdzie i równo, bo czasami s± tam ciekawe uwagi. A czasami, gdy mowa o Bogu, tylko Bóg wie o co chodzi. Ale za kawa³ki matematyczne spokojnie mogê siê wzi±æ, bo jednak po 1920 dostatecznie du¿o o matematyce wiedziano, ¿eby nie musieæ takich ¿arcików opowiadaæ. Tractatus Logico-Philosophicus w jednej rêce? Druga rêka t³umi ziewaj±ce usta? No to na wykopki. Wje¿d¿amy do ¶rodeczka, a raczej bli¿ej koñca – popatrzmy na cztery zdania zaczynaj±c od oznaczonego numerem 6.233. 6.233 Na pytanie czy potrzeba intuicji, by rozwi±zaæ problemy matematyczne nale¿y odpowiedzieæ zwa¿ywszy, ¿e sam jêzyk dostarcza konieczn± intuicjê. 6.2331 Proces liczenia przywo³uje w³a¶nie tê intuicjê. Liczenie nie jest eksperymentem. 6.234 Matematyka jest metod± logiki. Oczywi¶cie nie jest konieczna irytacja, mo¿na autora potraktowaæ jako pre-Derridê, czyli b³yskotliwe skojarzenia, którym zbrak³o formy, by sta³y siê poezj±, a zbyt ma³o tre¶ci, by zostaæ nauk±. Wiêc na tê koñcow± tezê (która jest powtórzeniem w formie ostatecznego dowodu tego, co ju¿ powiedzia³ w zdaniu 6.2) nie musi siê reagowaæ gniewnie „a ty mnie te¿” ale spokojnie, a ironicznie temu ba³aganikowi siê przyjrzeæ. Otó¿ d³uga jest tradycja obra¿ania przez usadzanie, mo¿na zacz±æ na prostym pi³karskim poziomie („bramkarz jest odsuniêtym do ty³u przydatkiem napastników”), jechaæ po p³ciach („kobieta jest cennym dodatkiem w rodzinie”) i zabrn±æ nawet wy¿ej („cz³owiek jest królem stworzenia”); wiem, Gauss te¿ tu siê brzydko dopisa³ z t± królow± nauk. To tylko dowodzi, ¿e gdy m±drzy ludzie wdaj± siê w partyjn± politykê, szybko im wychodz± kiksy. Z ca³± przyja¼ni± dla logiki, niech zostanie to jasno powiedziane: niedobrze siê dzieje gdy autobus zaczyna sobie wyobra¿aæ, ¿e jest zbiorowym mózgiem, a ka¿dy z jego pasa¿erów – jedn± z realizacji autobusowego my¶lenia. S± ró¿ne przeka¼niki informacji, wiedzy, postaw. Które s± dobre? To zale¿y od towaru. Nasza cywilizacja najwy¿ej oceni³a takie tre¶ci, które przekazuje siê logik±. Jako jeden z milionów funkcjonariuszy firmy zwanej Zachodni± Cywilizacj± nie my¶lê nawet narzekaæ, ¿e nie rozwinêli¶my siê tak, by cenniejsz± nam siê sta³a telepatia, przekaz zapachami czy objawienia. Dobrze mi w ¶wiecie nauki i dlatego gdy trzeba co¶ przywie¼æ czy odwie¼æ, je¿d¿ê tylko pojazdem zwanym logik±. Ale ten pojazd nigdy, jamais, never nie stworzy³ jednego jedynego towaru, który do niego potem siê ³aduje. I zanim komu¶ przyjdzie ochota na jakie¶ wywody o indukcji i dedukcji, proszê przeczytaæ jaki¶ kawa³ek Sherlocka Holmesa, wyrzuciæ wszystkie Deus ex machina, wszystkie zagrania w stylu Agenta 007 i karty schowane w rêkawie – i zauwa¿yæ, ¿e zostanie czysta esencja nieczytelnej, ale za to dedukcyjnej nudy. A indukcja jest po prostu b³êdem rozumowania, skakaniem do nieuprawnionych wniosków. Tak, pozycja logiki jest zagwarantowana w naszym ruchu ko³owym. Skoro te¿ sama sobie przejê³a rolê policji drogowej, niech jej bêdzie. Ale z procesem produkcyjnym, z tworzeniem, nie ma ¿adnego zwi±zku. Tam du¿o bli¿ej owych telepatii, hormonów i ol¶nieñ ni¿ uporz±dkowanych procesów. Nie ma dobrych wyja¶nieñ na czym polega dostrzeganie analogii, tworzenie metafor czy modeli, ale to nie robota dla biurokratów. Zaplanowaæ sobie mo¿na produkcjê szturmówek na manifestacjê, ale nie ciekawy eksperyment o sroce czy hipotezê Riemanna. Matematyka nie jest metod±, dwunastnic± ani krzes³em logiki. Najkrócej mówi±c, nauki siê poklasyfikowa³y albo tematem studiów albo u¿ywanym narzêdziem. Te od narzêdzi przyswoi³y sobie nazwê „¶cis³ych”. Trywializuj±c niepomiernie i zapominaj±c o coraz to bardziej nowoczesnych narzêdziach: ruch? zapewne zajmie siê nim fizyka. Co¶ pachnie i zmienia kolory? Mo¿e chemia, mo¿e fizyka. Opis formy, porz±dkowanie, liczenie? Najczê¶ciej matematyka. To wszystko s± opisy ¶wiata, wytwarzaj±ce te¿ (z konieczno¶ci) w³asne jêzyki, ale to nie gramatyka. Dobrze jest odró¿niaæ miêsko w kuchni od opisu potraw w menu. Jad±c do góry: ale¿ oczywi¶cie, ¿e liczenie jest eksperymentem. Powtarzalno¶æ, mo¿liwo¶æ sprawdzenia, niezale¿no¶æ od ubocznych okoliczno¶ci. Jak znudzi siê robienie tego samego rachunku, szuka siê wyja¶nieñ, teorii, która pozwoli wyja¶niæ co tu siê dzieje. Proces liczenia u¿ywa intuicji? Nie, prowadzi do niej. Ale o tym za chwilê. Rozwi±zywanie problemu matematycznego a u¿ytek z wiedzy siedz±cej w jêzyku? ¯eby rozwi±zaæ problem ile ro¶linka wch³ania wêgla z gazów, najpierw trzeba sobie wyobraziæ, ¿e to jest w ogóle mo¿liwe, potem zaplanowaæ eksperyment, potem porobiæ pomiary, zbudowaæ matematyczny model, wytestowaæ jego warto¶æ na innych gazach i ro¶linkach i wtedy mówiæ o jakim¶ rozwi±zaniu. Wiara, ¿e odpowied¼ jest w jêzyku jest uto¿samieniem jêzyka z Panem Bogiem. Wszystko do góry nogami, co czêsto siê zdarza³o w historii z lud¼mi, którzy wdawali siê w holistyczne tañce, ale bez wieloletniego grzebania siê w detalach jakiej¶ konkretnej specjalno¶ci. Chcemy znale¼æ g³êbiê i m±dro¶æ – a przy tym i prostotê – w jednym krótkim zdaniu? Proszê bardzo. Wchodzi matematyk, informatyk, in¿ynier Richard W.Hamming i w swojej ksi±¿ce „Numerical Methods for Scientists and Engineers” z 1962 roku wrzuca bombê: The purpose of computing is insight, not numbers. Celem rachunków jest intuicja, nie liczby. Brzmi dziwnie na pierwszy rzut oka? Zróbmy drugi rzut: „celem rolnictwa s± plony, nie dziury w ziemi”. Albo „celem gry na fortepianie jest us³yszenie muzyki, nie stwardnienie opuszków”. Przepraszam za opowiadanie takich trywialno¶ci. Ale i to bywa konieczne w ¶wiecie, w którym strasz± matematyk± zamiast cieszyæ siê ni±. Ci±g dalszy niechybnie nieuchronnie nast±pi, choæby ¶wiat mia³ siê zawaliæ lub andsola przywaliæ. ¶roda, 27 sierpnia 2008, andsol-br
TrackBack
|
|