|
Blog > Komentarze do wpisu
Sierpień
W swych wędrówkach po Amerykach, przekraczając równik słowa często zmieniają sens. Północne „I'm sad and blue” żałośnie spogląda na brazylijskie pozdrowienie „tudo azul?” (wszystko na niebiesko? czyli: wszystko gra?) bo barwa bezchmurnego nieba odnosi się do radosnej przyrody a nie do szpitalnych ścian. A co do kwietnia, nie będzie tu zgody, że „april is the cruellest month”, bo wszyscy na południu wiedzą, że zły miesiąc to sierpień: „agosto, mês de desgosto”. Miesiąc przykrości, zmartwień. Od razu zacytują samobójstwo prezydenta Getúlio Vargas i coś jeszcze. A najgorsza z najgorszych dat to sierpniowy piątek, trzynastego. Był w 2004, będzie znowu w 2010. Początkowo myślałem, że on taki „niegustowny” dla rymu, ale wydaje się, że w Portugalii mieli powody, by nie za bardzo go lubić. Był to zły miesiąc do żeniaczki. Z powodu prądów i wiatrów ekspedycje na odkrywanie nowych ziem wyruszały w sierpniu. Wychodząc za mąż w sierpniu Portugalka mogła zostać wdową bez miodowego miesiąca. Atlantyk od strony Portugalii zawsze był okrutny, tam dziesięciometrowe fale są codziennością. I jeszcze jeden sierpniowy detal. Z przyczyn naturalnych a radosnych moja znajoma pojawiła się w zeszły piątek na wydziale położniczym jednego z miejscowych szpitali i aż się wystraszyła widząc tłum gotowych do rozdwojenia się pań. Powiedziano jej, że nie warto było rozważać jazdy do innego szpitala, wszędzie było to samo. To przezorne i rozważne matki starały się zapewnić swoim potomkom lepszą przyszłość, zamawiając sobie cesarskie cięcie na datę 08.08.08. Tak, mamy XXI wiek i wraz z homeopatią i astrologią, numerologia ma się dobrze. środa, 13 sierpnia 2008, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2008/08/13 04:30:45
Oj, te "off-topic" to materiał na zatrudnienie połowy dobrego uniwersytetu :( Więc tylko parę słów, by postarać się dowieść, że nie z mody pyskuję na różne "logie" i że rozumiem Twoje zastrzeżenia.
Czy jest może taką samą Wiarą? Często bywa. Chyba dlatego nie wydaję więcej pieniędzy na Skeptical Inquirer; doceniam celność elementów z osobna, powątpiewam w racjonalność całości przedsięwzięcia. Tendencja wyjaśniania wszystkiego za wszelką cenę, aby tylko w terminach dzisiejszej nauki, jest w oczywisty sposób bzdurna jeśli zastosować ją do jakiegoś okresu odsuniętego o parę setek lat; per analogiam, nie wydaje się zbyt godna zaufania i dziś. Stanowczo warto szukać tzw. racjonalnych wyjaśnień, ale trąci fanatyzmem przekonanie, że przy dzisiejszym poziomie wiedzy sukces jest zagwarantowany. Ponadto, nim się kopnie zbyt mocno różne "logie" zawsze warto sobie przypomnieć jak często stanowiły kiedyś część naukowego nurtu - i jak często bywały cenną inspiracją. (Chyba każdy uczony czy coś wart "naukowiec" miewa z lekka mistyczne motywacje, ale umie odselekcjonować buble i choć z bólem serca, to wyrzuca je do śmieci.) Więc nieuchronna jest strefa cienia, gdzie bardziej gusty i dobra wola zadecyduje czy ktoś ma jakieś teoryje za godne uwagi czy też nie. Chyba spora część instytutu w Santa Fe mieści się tam. Oni i podobni mówią prawie tym samym językiem co uznana nauka, ale czasami używają niezbyt standardowych trampolin i nie wszystkie ich loty da się prześledzić gołym okiem. Ale zdecydowanie poza tą strefą leżą tony dzieł każących wierzyć w to i tamto tylko dlatego, że "być może tak jest", "nie można odrzucić podejrzenia" i wiele podobnych bełkocików. Nie mam ogólnej teorii na zbawianie świata nauki, własnego ocalenia przed zalewem dziwnych rzeczy (to uprzejma nazwa, nieuprzejmie i na użytek domowy mówię o głupotkach) szukam w starannym olewaniu wszystkiego, co mi mówi, ze jest niesłychane i super-cenne ale pierwsze korzyści pojawią się w następnym stuleciu. Więc działam trochę jak prymitywny filtr anty-spamowy, mogę niekiedy utłuc cenny list, ale odmienne procedury zagrzebałyby mnie w głupotkach w krótkich abcugach. A więc rozwiązanie bez filozoficznej finezji, ale pozwalające mi żyć we względnym spokoju ducha i coś tam w miarę pożytecznego robić. |
|
Tak się zastanawiam, czy ktokolwiek z Racjonalnych powodów zaliczający homeopatię, astrologię, numerologię i inne jeszcze podobne im -logie do ciemnych zabobonów niegodnych XXI w. potrafi przeprowadzić definitywny dowód na to, że powyższe nie-nauki są w całej swej rozciągłości nie-racjonalne, nie-naukowe czy też po prostu nie-przydatne?
Bo jeśli nie, to czy aby owo przekonanie ma rzeczywiście jakiekolwiek Racjonalne podstawy? Czy też jest może tylko taką samą Wiarą jaką zabobonni, ciemni ludkowie obdarzają owe -logie tyle tylko że z przeciwną polaryzacją?
No bo jeśli takiego dowodu przeprowadzić nie sposób (?) to na jakich przesłankach Ratio ma wnioskować definitywnie i ostatecznie? Na przeczuciach? przekonaniach? czy też może ma rościć sobie prawo do ustanowienia prawomocnej rekurencji na podstawie skończonej ilości własnych, subiektywnych obserwacji?
A może to taka wewnętrzna hipokryzyjka Umysłu zeźlonego na to, że nie potrafi udowodnić swych przekonań ;)
No sam nie wiem...