|
Blog > Komentarze do wpisu
Okropne? To proszę mi dolać!
Kwik pisze ostatnio o kompilacji odpowiedzi na ciekawe pytanie Stevena Pinkera i przy okazji mówi o podobnych inicjatywach Johna Brockmana i jego fundacji. O używaniu odpowiedzi na jedno z takich pytań, a dokładniej mówiąc na pytanie „What is the most important invention in the past two thousand years” pisałem przed paru miesiącami opowiadając jak starałem się zachęcić studentów do zajrzenia choć przez małe okienko do świata idei (punkt 4 owego wpisu). Uniknąłem komentowania co to daje, mówiąc, że to kiedyś będzie wiadomo (innymi słowy: nie mam pojęcia czy dzisiaj cokolwiek w nich to odmienia) i nie widziałem potrzeby mówić wtedy o tym co mi to daje, choć łatwo się było domyślić, że jestem jego głównym beneficjentem. Nie ma tu niespodzianki, qui docet discit. I chciałem coś sympatycznie skrobnąć u Kwika w formie dopisku, ale znalazłem tam komentarz ton nadający a tak brzmiący: Wszystko co robi John Brockman, to jest grafomańskie, a on to nazywa "trzecią kulturą". Walą do niego, bo dobrze płaci (multimilioner). Ponieważ autor uwagi ma bloga, gdzie są rozważania ponad moją miarę (tak w głębi uwag jak i ilości otrzymywanych komentarzy), nie wydało mi się wskazane wdawanie się w polemikę, tym bardziej, że umiem radzić sobie ze zdaniami używającymi kwantyfikatorów egzystencjalnych i uniwersalnych. Ale gdy wchodzą w paradę kwantyfikatory cholernie uniwersalne, rozsądek (mój czy leasingowy) mi sugeruje, że lepiej cicho siedzieć. Za to u mnie mogę sobie mruknąć cościk i to w sposób niekontestowalny, bo mruknę nie o wszechświecie, a o sobie. I powiem jak to ja sam odbierałem owe odpowiedzi, którymi zasypałem studentów. Pierwsze spotkanie z tekstem (chyba w roku 2000) zauroczyło mnie, nie znałem podobnej inicjatywy. Różnorodność punktów widzenia, wymuszony krótki schemat odpowiedzi, jakość rozmówców czyniła ten długawy tekst świetną rozrywką. Ale gdy studenci referowali różne urywki i czynili niekiedy całkiem sensowne komentarze, ujawniały się wady i braki wykończenia projektu. I przy trzecim chyba użyciu owego materiału (a było to właśnie w zeszłym semestrze) uświadomiłem sobie, że najcenniejsze dla zabawy dydaktycznej są właśnie wady całości. I tego też łatwo się było domyślić, bo błąd sprawniej włącza mózg do działania niż absolutnie słuszna prawda i to dopięta na ostatni guzik. Właśnie przez to, że wielcy ludzie odwalili niekiedy fuszerkę, albo gadali nie na temat, albo gadali w zasadzie o swojej wąskiej dziedzinie, studentom łatwiej było uwierzyć, że utytułowani i powiązani ze słynnymi uczelniami ludzie są przede wszystkim ludźmi, że tu coś im się uda, a tam coś sknocą. I świetnie, bo w istocie między nami (studentami ze mną) a owymi Wielkimi Głowami jest milowa odległość dokonań, możliwości i umiejętności, ale gdyby była zbyt wyraźnie podkreślona, czyniłaby nas zacukanymi i biernymi odbiorcami Natchnionych Słów. A to nie jest nastawienie, które powinno być rozwijane na jakimkolwiek uniwersytecie. Więc w pewnym sensie im gorzej (u wielkich) tym lepiej (dla średniaków). W zasadzie to nie jest koniec historyjki, bo Eine, ów Kwikowy komentator, dopisuje i drugą uwagę, równie, a może i jeszcze bardziej wyrazistą, miażdżącą i rozwałkowującą Brockmana (lecz zwykły, domowy andsol oprze się jednak tej presji psychologicznej człowieka, który się określa „fizyk, pracownik naukowy” i nie wyrzuci Brockmana ze swoich zakładek) i owa późniejsza uwaga skłania do sformułowania paru uwag na temat „a co ja mam z dobrze zrobionych naukowych syntez?” Ale prawo blogowej puszczy nie odpuszcza: jak tekst jest za długi, to wszyscy bezlitośnie uważają, że jest za długi i nie ma ani jednej przyjaznej duszy, która go doczyta do końca. Ponadto, wierzę, że prawda, którą sobie używam na adwersarzach, warta jest coś i dla mnie, a brzmi ona: „jeśli masz dobrej jakości rację, to przez parę dni ona się nie zepsuje, więc może poczekać na swoją kolejkę”. Więc tschüß. niedziela, 17 sierpnia 2008, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2008/08/17 20:21:08
Kwiku, na tej półkuli połączenia neuronowe są powolne. Czasami dzień mija zanim się domyślę, że chce mi się spać. A matuś mi mówili najpierw myśleć, a potem pisać.
Czytałem w Wired (gdy w Twoim wpisie przykazałeś) i miałem dziwne wrażenie, że już to znałem, choć nie dokładnie w tym wysłowieniu. Ale tyle było z nim wywiadów... O ojcu i kwiatach może stoi na jego wizytówce? Zaciekawiło mnie to o ścinkach. No właśnie, trzeba przysiąść przy dobrym stole, a nawet jak trzeba to pod nim. Przyznaj się, czy w takich momentach zawsze używasz widelca? Ponadto, wolę jak mądrzy ludzie się czasem wygłupią niż ... niektóre elaboraty z Salonu. Więc nie oddamy oponentom ani przyczółka ani brzegu. Śmietnik to temat bliski mi, może kiedyś o tym opowiem, ale chyba zakładając inny blog, bo to jakieś bardziej osobiste :) |
|
"My father used to say to me, 'Johnny, get your flowers out of the fridge and pack them, or they're going to die,'" Brockman says. "That's what I try to do with ideas."
Na stronach Edge jest dużo i darmo, w dodatku całkiem jadalne. Trochę jak ścinki z torcików wedlowskich (torcik jest okrągły, ale wycięty z kwadratowego). Byłem zachwycony, gdy odkryłem te strony. A nawet jeśli ktoś widzi tam tylko wysypisko śmieci, to przecież na wysypisku też można znaleźć mnóstwo ciekawych rzeczy. Ale trzeba pójść z własnym workiem i sitem.