Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Nie wiń Katriny (2)
Początek eseju Underclass

– Wielu ludzi poza granicami USA zdumiewa, że jak to jest możliwe, że w najbogatszym kraju świata … itd. itp. Ja tego zdumienia nie podzielam. Historia zna więcej przypadków, że dany kraj czy państwo może dobrze funkcjonować nosząc wewnątrz bardzo poważne nierozwiązane problemy społeczne. Nikt chyba nie zaprzeczy, że USA jako kraj lub państwo funkcjonuje dobrze. Funkcjonować będzie do czasu, ale nikt nie jest w stanie przewidzieć kiedy ten czas nastąpi. Podałem poprzednio przykład Afryki Płd. Sięgając dużo wcześniej, można powołać się na przykład starożytnej Sparty, która przez całe dekady była najsilniejszym państwem greckim mając dość zadziwiający ustrój społeczny. W końcu jednak wady tego ustroju przyczyniły się do jej zguby. Ale przynajmniej Sparta raz do roku oficjalnie wypowiadała swym helotom wojnę – wojna, którą amerykański mainstream prowadzi z underclass jest dużo mniej oficjalna, choć toczy się po cichu od zarania dziejów tego kraju, a już na pewno od Wojny Secesyjnej.

– Jest dość zadziwiajace, że ten sam kraj, który ma u siebie tak poważny i jak najdalszy od rozwiązania problem natury społecznej, ma inklinacje do pouczania reszty świata o walorach demokracji. Ciśnie się na klawiaturę słowo zaczynające się na „h”, czyli hipokryzja, ale to chyba coś głębszego. Hipokryzja zachodzi wtedy, kiedy ktoś zdaje sobie sprawę z danego zjawiska, ale woli je pomijać milczeniem. W tym wypadku skłaniam się do opinii, że większość mainstreamu tak dalece nie przyjmuje do wiadomości istnienia fenomenu, o którym piszę powyżej, że trudno nawet oskarżać go o hipokryzję. Podobnie jak Ojców Założycieli, którzy pisząc w konstytucji „All men are created equal” nie mieli oczywiście na myśli czarnych niewolników, a nawet i tych wolnych ludzi, którzy byli pod kreska cenzusu majątkowego. Taki był wtedy Zeitgeist i dzisiaj mamy też Zeitgeist, choć trochę inny.

– Kraj ten wybrał sobie w kilku kolejnych wyborach (prezydenckich i parlamentarnych) pewną zdecydowaną opcję ideologiczną, zwaną współczującym konserwatyzmem (compassionate conservatism), która na swych sztandarach niesie radykalne zmniejszenie roli rządu federalnego w dziedzinach innych niż wojsko, wywiad i policja. Według tej ideologii krajowi temu jako całości dużo lepiej się wiodło w przeszłości, kiedy nie było takich pomysłów jak Welfare, Social Security czy Medicare i powinno się do takiej sytuacji powrócić, tzn. każdy powinien pracować na siebie samego i dawać sobie radę w życiu sam, nie oglądając się na żadną władzę. Jest więc oczywiste, że aktywność rządu w dziedzinach takich, jak pomoc ofiarom katastrof żywiołowych musi również być zredukowana do minimum, a być może w ogóle anulowana. Każdy, kto miał na to środki, powinien się z Nowego Orleanu ewakuować o własnych siłach. A jak nie mógł, to jest sam sobie winien i kropka, może się utopić (nie do końca rozumiem jak to się ma do „współczującej” części tej wersji konserwatyzmu, ale to inna sprawa). Według mnie, i nie tylko mnie, tłumaczy to kilkudniowy poślizg w uruchomieniu mechanizmów pomocy, które w końcu lepiej czy gorzej, ale zadziałały. Zadziałały, bo ideologia opisana jak wyżej ciągle jeszcze nie jest dominująca, a ograniczona tylko do pewnej, wprawdzie niezwykle zamożnej, wpływowej, nadającej ton polityce i pozostającej przy rządach grupy mainstreamu i niespecjalnie dobrze się sprzedaje ogółowi społeczeństwa. Ale poczekajmy lat parę na dalsze zmniejszenie dochodów państwa przez redukcję podatków, a tym samym dalsze obniżenie jego sprawności i nie takie rzeczy będą nas zadziwiać.

 

PS. We wczorajszej poczcie dostałem tę uwagę autora eseju:

Dzisiejszy NYT przynosi mały PS do mojego tekstu, na wypadek gdyby ktoś twierdził, że temat jest wymyślony.

To rzadki przypadek wypłynięcia konfliktów, o których mowa, na powierzchnię.

x-x-x-x-x-x-x-x-x-x-x-x-x-x-x-x

Serdecznie dziękuję Jurkowi Krzystkowi za zgodę na przedstawienie tu jego uwag.

Jakość wypowiedzi nie ujawni się przy porównaniu jej ze średnią krajową z gazet i pism kolorowych. Trzeba sięgnąć po najwartościowe znane publikacje, to jest właściwe tło i stosowny kontekst. Otóż mam dwa wyśmienite teksty na ten temat i serdecznie cię zachęcam do przeczytania ich. Autorem pierwszego, zatytułowanego On Our Own jest pisarz ze Stanów, Darryl Pinckney. Drugi jest nasz, polski, napisał go Marcin Król, warszawski filozof. Tekst zatytułowany Wina historyczna i współczesna został opublikowany w sekcji Opinia (czyli pismo nie chce z tym być utożsamione), w Rzeczpospolitej, 21/IX/2005 w numerze 221. To są dane czysto abstrakcyjne, eseju nie ma w Sieci, kto chce niech płaci, by sprawdzić czy w archiwach Rp nie został podmieniony przez bardziej zgodny z obecną linią redakcyjną jakiś utwór Rafała A. Ziemkiewicza. Dlatego przedstawiam tutaj (bez pytania autora o zgodę) ten artykuł.
niedziela, 10 sierpnia 2008, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/08/10 18:46:50
Bardzo ciekawy tekst. Nawet jeśli Amerykanie wypierają i przez to przestają być hipokrytami, to jednak znowu zaczynają nimi być, gdy przyjżeć się amerykańskiej polityce zagranicznej... Ech... Wychodzić zaczyna na to (NATO) że USA od Chin wcale ustrojowo tak wiele nie dzieli. (Myślał indyk o niedzieli?)...
-
2008/08/10 20:39:10
Pojęcie naczyń połączonych niezbyt dobrze opisuje rozkład pieniądza czy wolnego czasu, ale jeśli chodzi o parszywe ideologie, fascynująco dobrze przeciekają między systemami i upodobniają je nie do rozpoznania...