|
Blog > Komentarze do wpisu
Cykl: entuzjaści (4)
W bilardowym salonie stężenie napięcia było wręcz namacalne fizycznie. Nasz Mistrz zbliżył się do stołu. Wśród setek obserwujących go z góry widzów nie było jednej osoby, która by nie miała dlań najgłębszego szacunku. Ale w chwili gdy odłożył kredę, sala wybuchła jazgotem rad, zachęt i narzekań. Taka była mniej-więcej przed rokiem sytuacja Wojciecha Kowalskiego gdy żądanie powrotu Berlinki, niemieckiej kolekcji sztuki, wybuchło ponownie w formie międzynarodowej awantury, oczywiście podniesionej nie przez tego, kto kolekcję ma i mu z tym dobrze. Ten człowiek to profesor prawa, specjalista od złożonych kwestii restytucji dzieł sztuki i praw do ich posiadania. Uczony, negocjator, dyplomata. Był w codziennej prasie i w tygodnikach. Głównie po to, by po sesji obgłaskiwania słyszeć od dziennikarzy i czytelników wykłady jak powinien działać w swoim zawodzie. Aha, dziś nikt nie rodzi się dyplomatą. Poszły sobie czasy gdy syn księcia reprezentował kraj i jego interesy. Pominąwszy pewne wypaczenia, które mają raczej związek z wypaczeniami charakteru rządzących niż pojęcia reprezentowania, w coraz bardziej złożonym świecie konkurencji i współpracy, pomocy i szpiegowania, w tym zawodzie trzeba mieć wiedzę i charakter. Mimo stałych zarzutów strony niemieckiej, że jest twardy, Kowalski ma szacunek ludzi z nim dyskutujących o niesłychanie cennych obiektach. Mało który polski specjalista jest otoczony taką dozą międzynarodowego uznania. Ale my... Czasami wydaje mi się, że Polacy potrzebują autorytetów, żeby mieć na co wskakiwać. Choć podstawa polskiego popularnego myślenia jest niesłychanie prosta: „oni zaczęli, to my ich teraz w mordę”, sprawa ma wiele niebanalnych aspektów. Nie tylko dlatego, że Niemcom Polacy nie bardzo jak mogą podskoczyć pokazując muskuły i każde rozwiązanie wymaga porozumienia, ale także z tej prostej przyczyny, że w swojej 1000-letniej historii Polska nie zawsze była Dziewicą Narodów – i na nasze szczęście nasz specjalista, a nie tylko antagoniści innych nacji, zna detale tych problemów. Stąd zresztą część jego autorytetu moralnego. Klasę jego prezentacji można podziwiać czytając czteroczęściowy artykuł Wstęp do międzynarodowego prawa dotyczącego restytucji dzieł sztuki zrabowanych podczas zbrojnych konfliktów (tak, choć tekst jest czytelny, a nawet fascynujący, to tytuł ostrzega: to jest naprawdę praca naukowa), drukowany w niemieckim piśmie z lat 1995-98, przedstawionym w internecie na rosyjskim serwerze. Ech, gdyby tak ludzie chcący dyskutować o tych problemach zechcieli najpierw nauczyć się czegoś od Wojciecha Kowalskiego... Przełożę jeden z początkowych fragmentów nie tylko, by zachęcić do lektury. Dodatkowym zyskiem jest przypomnienie sobie, że nasi kochani, pokojowi i stateczni słowiańscy bracia z południa nie zawsze byli dobrymi braćmi, a nawet można by pomyśleć, że niekiedy były z nich zdrowe psubraty... Ale to nie powód, by domagać się od nich oddania nam dziś Wyszehradzkiego Zamku w Pradze. Mowa o tym, że Prawa Narodów wdawały się w przeszłości w detale dotyczące łupów tylko gdy chodziło o obiekty powiązane z religią. (Przy okazji, kto chce poznać szczegóły widziane z innej strony: „Slavný Břetislav, jasný vrcholem ctností, perla Čechů a zářivé světlo svých otců, když si s pomocí Boží podrobil celé Polsko”, może zechce zajrzeć do tegorocznej pracy magisterskiej potomka naszych najeźdźców :) Polski kronikarz podaje nam nieco szczegółów o przypadku Katedry Gnieźnieńskiej, złupionej przez księcia Bohemii w 1039 roku. Wśród wojennych łupów były relikwie świętych, rzeźby, naczynia liturgiczne i dzwony. Papież Benedykt IX wysłuchał obie strony. Czesi utrzymywali, że „nasz książę Břetislav i czeski lud byli głęboko przekonani, że słusznymi były łupy, zgodne z prawem wojny, którą wszczęli przeciw Polakom”. Jak dalej pisze kronikarz, słysząc to, papież zbeształ posłów i zakończył, że ich wymówki były bez sensu ani podstaw. Nie jest stosownym w jakiejkolwiek wojnie ograbiać kościoły Pana z ich świętości i obiektów oddanych Bogu, nawet jeśli wojna była słuszną. [...] Albowiem wojny toczy się przeciw ludziom, a nie przeciw obiektom związanym z Niebem i z oddawaniem czci. Dlatego powinni zwrócić wszelkie relikwie zrabowane w Katedrze Gnieźnieńskiej i w innych polskich kościołach lub muszą mieć świadomość, że Stolica Apostolska z całą surowością wyklnie Břetislava i praskiego biskupa Severusa.” (Jeśli istnieje polski oryginał to bardzo przepraszam za próbę re-tłumaczenia i szybko zastąpię ją właściwym tekstem.) sobota, 16 sierpnia 2008, andsol-br
TrackBack
Komentarze
Gość: kwik, clo130.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/08/16 20:59:04
Niestety Kowalski kończy się bez błyskotliwej płęty, za to wzmianką o swojej książce. Dla leniwych linki do tego co jest, czyli część pierwsza, druga, trzecia i czwarta.
2008/08/16 21:40:41
Brak płęty to oczywista wina bloggera a nie bohatera opowieści. Podlinkowanie czterech części będzie Ci zapamiętane w niebie; sam tego nie zrobiłem mając nadzieję, że skłoni to niespiesznych do przyglądnięcia się wszystkim zeszytom 0 - 5, ale może masz rację, niespiesznych jest coraz mniej na świecie.
2011/06/12 15:46:48
Rzecz znamienna, w polskiej Wikipedii jest czterech Wojciechów Kowalskich, a tylko ostatni ma hasło :-)
Wojciech Kowalski prawnik, publicysta z zakresu dziedzictwia kultury Wojciech Kowalski chirurg krakowski Wojciech Kowalski taekwondzista, uczestnik pokazowego turnieju taekwondo podczas igrzysk olimpijskich w Seulu (1988) Wojciech Kowalski tenisista, olimpijczyk, reprezentant Polski podczas igrzysk olimpijskich w Seulu (1988) Zresztą na ogół sportowcy mają w tej encyklopedii tak średnio 10-krotnie dłuższe hasła niż uczeni - wystarczy porównać Roberta Kubicę z Alfredem Tarskim... 2011/06/12 16:20:09
To jest pesymistyczny ogląd rzeczywistości. A optymistycznie to możesz zauważyć, że nie ma słynnego bramkarza Wimmera...
|
|