|
Blog > Komentarze do wpisu
Co można robić z dzieckiem
Internetowy romans mojej znajomej jest w pełni udany, choć Brazylijce Norwegia łatwiej skojarzy się z dorszem niż z krajem dającym kochających mężów. Stereotypy przegrały, małżeństwo ma się doskonale, a chłopczyk jest uroczy. Moim zyskiem są opowieści o Norwegii widzianej z brazylijskiej perspektywy. Wprawdzie Olek trochę mi o owym kraju opowiadał, ale jego polskie oko dostrzegało inne widoki.
Zaskakujące są jej opowieści jak Vinicius rozbisurmanił swoją przedszkolną grupę. Tam młody człowiek wie, że ma siedzieć spokojnie i bawić się. Ale dzieci brazylijskie inaczej rozumieją spokojne siedzenie i teraz wszystkie przedszkolaki wiedzą, że pupa nie jest przyklejona do krzesełka i fajnie jest trochę pochodzić. A jak łatwo się domyślić, norweskie przedszkolanki nie grożą, nie robią brzydkich min a klaps jest nie do pomyślenia, więc nie wszystkie młodziki korzystają z łagodnej perswazji, by siedzieć spokojnie po dawnemu. Okazało się, że nie tylko klapsy ale i przytulenia oraz cmoki są nie do pomyślenia. Gdy Bia zrozumiała co się działo wyjaśniła przedszkolance Viniciusa, że absolutnie nie ma problemu z wzięciem go na kolana czy pogłaskaniem. Pani wychowawczyni bardzo się zadziwiła i obiecała, że nie będzie tych zbliżeń unikać, ale poprosiła, by tę swoją pedagogiczną zachciankę Bia przedłożyła na piśmie. Nieuchronnie przypomina mi się zwrot „zimny wychów cieląt”. A potem też opowiadanie innej znajomej, urodzonej w Brazylii, ale we włoskiej rodzinie, która część swoich wymiarów wyjaśniała modelem rodzinnej miłości: matka ich nie dotykała i uczucia wyrażała we wspaniałych potrawach. Dziewczyna jest psychologiem, więc łatwo odnajduje w owym modelu swój marsz ku lodówce przy każdym emocjonalnym załamaniu. Gdy to słyszałem dziwiłem się bardzo, bo mój stereotyp Włocha wyglądał inaczej i brazylijski obyczaj zwalania się sześcioosobowej rodziny na trzymiejscową kanapę uprzednio przypisywałem włoskim tradycjom. Tak czy inaczej, unikam w opisach słowa „normalne” ale dużo mi milej w społeczeństwie, w którym dotyk jest częścią kontaktu a nie wyrazem agresji. Dlatego jak zupełnie zwyczajny Brazylijczyk z niedowierzaniem oglądam reportaże ze Stanów, jak ten o zaaresztowanym ośmiolatku, który wysadził młodszą siostrzyczkę w ogrodzie na siusiu a czujna sąsiadka złożyła donos na policji o molestowaniu seksualnym. I jak Brazylijczyk parskam śmiechem gdy w kluczowej scenie filmu z Hollywood ojciec i syn parę sekund wahają się, aż wreszcie padają sobie w objęcia, a potem szybko od siebie odskakują, żeby to się czasem z homoseksualizmem komuś nie skojarzyło. I domyślam się co publiczność w Stanach myśli gdy widzi brazylijskich polityków poklepujących się po plecach i ramionach, masujących sobie brzuszki i karki – zapewne powszechne są biblijne odniesienia do Sodomy. A może to dowód na niedojrzałość południowych kultur. Nierzadkie w Brazylii gwałcenie córek przez ojców nie jest wynikiem kultury dozwalającej na dotyk jako codzienny kontakt, ale zdziczenia obyczajów w warunkach skrajnej nędzy, gdy umeblowanie rudery składa się ze stołu, czterech stołków i jednego barłogu. Nie sądzę, by w porównaniu z innymi kulturami o podobnych wskaźnikach ekonomicznych i edukacyjnych Brazylia odstawała lubieżnością i rozpustą. I jestem przekonany, że przeróżne obyczaje ze Stanów, które w Brazylii uchodzą za dziwactwa, biorą się z beznadziejnego poplątania seksualności i moralności przywiezionego do Nowego Świata przez sekty religijne, którym śmiech był grzechem a cierpienie cnotą. A że i dzisiaj słowo „poważny” jest w życiu społecznym prawie synonimem „wartościowego”, śmiejący się i wyrażający na zewnątrz radość życia stają sie podejrzani o braki moralne. Tendencję do coraz surowszego podchodzenia do sfery życia, która ze swej natury jest nieobliczalna i nieprzewidywalna, widzę od lat i bardzo mnie ona niepokoi. Po słynnym geście Putina cmokającego niemowlaka w pępek, który komentowano jako prawie zboczenie, nastąpił niewiarygodny dla mnie moment, gdy ten agent KGB był mi bliskim i normalnym człowiekiem a setki zachodnich komentatorów ofiarami dziwnej i groźnej psychozy. Rozumiem komplikacje i potrzeby interwencji państwa w życie rodzin i doskonałym przykładem jest tu szwedzki zakaz bicia dzieci. Niechętnie widziany w chwili wprowadzenia przed 29 laty, teraz jest tam uznaną powszechnie oczywistością. (Polskie przedłużanie zdziczenia rodzinnych obyczajów argumentami w stylu „klaps jest potrzebny” nie jest opinią dzieci ale niedojrzałych rodziców, którzy nabruździli w wychowaniu a potem nie wiedzą jak naprawić swoje błędy.) Uznanie dzieci i kobiet za osoby a nie za zabawki „pana domu” wymaga poparcia sankcji prawnych, by uniknąć roli cennych acz nierealnych marzeń. Ale z pewnością zagipsowanie ról rodzinnych coraz widoczniejsze w regułach ogłaszanych w Stanach nie jest receptą dla świata jak tworzyć rodzinną harmonię a dowodem braku powszechnego szacunku dla bliźnich, który łatwiej ujawnia się w rodzinie niż w pracy. Dlatego właśnie uważam, że opisany tu dramat teksańskiej sekty poligamistów, którym policja odebrała prawa wychowywania ich kilkuset dzieci i musiała szybko odkręcić całą akcję, ma tak wielkie znaczenie. Nie sądzę, by w zachodnich społeczeństwach owa sekta mogła zgromadzić wielu przyjaciół czy zwolenników, ale w tym dość jaskrawym przypadku stało się jasne, że mimo wszystko to nie władze a rodzina ma zasadniczy głos. Co do mnie, mam tak mało sympatii do koncepcji owej sekty jak do wysyłania nastolatków do medresy czy do wysyłania pierwszoklasistów na lekcje katechizmu, ale nie widzę lepszej od rodziny instytucji do podejmowania takich decyzji. (Kto słyszał o Makarence i o praktyce domów dziecka w Związku Radzieckim wie czemu mam lekcje o cierpieniu Jezusa Chrystusa za mniejsze zło.) Więc nikt nie zabroni rodzicom wkładania do głowy swoich dzieci takich mitów jakie są im miłe i wszystko pozostanie jak jest w tym najlepszym ze światów. niedziela, 06 lipca 2008, andsol-br
TrackBack
Komentarze
kwik-maz
2008/07/06 08:08:20
A w Rzepie akurat wywiad z Frankiem Furedi, brytyjskim socjologiem (i współzałożycielem Rewolucyjnej Partii Komunistycznej) - Licencja na przytulanie.
2008/07/06 08:18:37
Polityczna poprawność dochodzi już do kompletnego aburdu i moim zdaniem - efekty są przeciwne do zamierzonych. Ludzie są różni i dlaczego to ukrywać ? Czy nie lepiej dążyć do zrozumienia, że inny nie oznacza gorszy ?
A rodzina to wspólnota, a nie miejsce czasowego pobytu nieletnich obywateli. 2008/07/06 13:26:16
Wszystko prawda, oprócz tego z Putinem. Ten chłopiec to nie był niemowlak, a pocałunek wyglądał tak: www.illuminati-news.com/graphics/06-07/070806/c/PutinPedophile.bmp
Dla mnie to raczej dowód, że opanowany Putin czasem ma momenty, gdy wariacja wyskakuje z niego pod postacią kompletnie bezsensownych i nieprzewidywalnych odruchów. Ten facet to nie pedofil, on ma po prostu nierówno pod sufitem, lecz zwykle dobrze to maskuje. Czasem mu nie wychodzi. 2008/07/06 13:42:05
A w Rzepie akurat wywiad z Frankiem Furedi, brytyjskim socjologiem (i współzałożycielem Rewolucyjnej Partii Komunistycznej) - Licencja na przytulanie.
Co to się porobiło? Komuch protestuje przeciwko totalitaryzmowi... Echhh... 2008/07/06 15:17:39
@Anuszka, zdjęcie znalazłem przez obrazki google'a wpisując PutinPedophile (bo Twoja linka nie ciągnie go), masz rację, coś mi się poprzestawiało i to wcale nie jest niemowlak i już agenta bronić nie będę, ale atakować od strony zboczeń też nie ma potrzeby. Przystaję na Twoją interpretację, dziwactwo, odbija szajba, ale to nie w kategorii seksualnej.
@He-kwik: a to mi się rzeczywiście śmiesznie zgrało w czasie. Czsasami już myślałem, że oni mają lekkie pomieszanie pojęć w kwestiach wychowawczych, bo chociaż Vierablu nie stawia tez, to jej opisy życia w UK są bardzo przenikliwe i więcej mi dają niż czytanie rozprawek. Ale lektura Harry'ego Pottera też prowadzi do tego podejrzenia, system internatów w klasach nadających ton chyba im poprzestawiał klepki. @Marzatela: no i tu wzięłaś się za esencję. Najpierw rozbija się skupiska rodzin przez rozsyłanie grup w różne miejsca za pracą, potem wielopokoleniowe i złożone układy rodzinne zastępuje się skorupką rodzinną na dwóch starych i paru młodych, a teraz i to rozbija się w najbardziej bzdurny sposób. I przybysze odwiedzający Brazylię widząc bardzo dorosłe dzieci żyjące w domu rodziców interpretują to w terminach ekonomii i egoizmu i braku dojrzałości - a nie wpada im do głowy prosta hipoteza, że ludzie, którzy się wzajemnie lubią nie chcą się rozstawać. 2008/07/07 02:26:21
Ja mam na temat przytulania pewne rozdwojenie. Z jednej strony wiem, ze kontakt fizyczny jest niezwykle wazny, z drugiej strony moje doswiadczenia z dziecinstwa jasno wskazuja, ze owa 'pedofilska paranoja' przesada wcale nie jest. (Tu zaznacze, ze te doswiadczenia nie sa drastycznie zle, ale wystarczajace do potwierdzenia powszechnosci seksualnego zainteresowania dzieciecym cialem).
Swietnie na przyklad pamietam chetnie przytulajacego sie wujka, jeszcze chetniej sadzajacego mnie na kolanach. Nigdy nie protestowalam, bo przeciez przytulanie sie bliskich czlonkow rodziny jest norma. Swiat, w ktorym nauczycielka musi miec pozwolenie na pismie od rodzicow na odwzajemnienie usciskow dziecka, ktorym sie opiekuje jest smutny, to prawda. Nie tracmy jednak z pola widzenia przyczyny tej smutnej sytuacji - sa nia tabuny obsciskujacych z podejrzanymi intencjami wujkow. Scisle ograniczenia obowiazujace przedszkolanki sa jedynie skutkiem. W idealnym swiecie wszyscy (lacznie z dziecmi) z jednej strony mieliby swiadomosc powszechnosci pedofilli i wiedzieliby jak reagowac, z drugiej strony pilnie obserwowaliby zachowanie dziecka - jak sie chetnie przytula, to ok, przytulamy sie. No ale nie zyjemy w idealnym swiecie. 2008/07/07 20:51:28
Vierablu, rzecz nigdy nie była jednoznaczna i teraz wzmocniłaś i moje rozdwojenie :) Z pewnością nie chodzi o zostawienie wszystkiego po staremu (bo jak już wracać to może do obyczajów sprze 200 lat z okaleczaniem synów, żeby się lepiej z nimi żebrało?) tylko jakiej miarki użyć i czego.
Pełne ustrzeżenie się przed wszelkimi groźbami nie istnieje i nowości czyli zatruwanie umysłu dziecka przez specyficzne materiały sieciowe, są nielepsze niż dwuznaczne a może i jednoznaczne przytulanki. Ale taka groźba to nie motyw dla wykluczenia pewnych zwrotów i obrazów z Sieci. Chyba istnieje pewien poziom zła, który mamy ze tolerowalny; nie dlatego, byśmy trochę zła lubili, ale dlatego, że wymiecenie ostatniego śmiecia może mieć zbyt wysoki koszt. I ten rozkurz nieuchronnie będzie przynosił indywidualne tragedie, ale statystycznie prawie nieodczuwalne, dające robotę raczej sądom i policji. Ale tu jest i drugi element. Problem wujków zawsze będzie istniał, w istocie olbrzymia większość groźnych a nawet przestępczych zajść odbywa się wewnątrz rodzin. Tu tylko jasne i szczere rozmowy z dziećmi mogą pomniejszyć ryzyko. Niestety wiele matek nawet nie pomyśli, że wśród bliskich może czaić się niebezbieczeństwo. Ponadto, choć ukryte kamery udokumentowały wielką ilość brutalnych aktów opiekunek dzieci, nie słyszałem dotychczas o jednym jedynym incydencie mającym znamiona pedofilii z przekraczającą normy obyczajowe kobietą. To nie jest wyraz wiary, że kobiety są ulepione z lepszej mąki, sądzę, że nadużycia i przedwczesne zbliżenia a nawet i gwałty popełnione chłopcach istnieją ale są dużo trudniejsze do ujawnienia i do udowodnienia. Niemniej jednak skala zjawiska z pewnością jest minimalna i automatyczne stawianie wszystkich wychowawczyń przedszkolnych w pozycji obronnej jest dla mnie bezsensem. Owszem, jak w każdym zawodzie robimy egzaminy przydatności psychicznej i fizycznej, ale trudno mi uwierzyć w istnienie problemu kobiet napędzanych nieopanowaną żądzą i wtykających ręce gdzie nie powinny. 2008/07/07 22:18:00
A ja przewrotnie powiem: mnie to wszystko zaczęło nagle przypominać XIX-wieczne praktyki zabezpieczania dzieci przed masturbacją: Pasy cnoty, podłączanie do prądu, nawet rozmaite operacje chirurgiczne. Wszystko dla dobra dziecka, a naprawdę - dla spokoju sumienia opiekunów.
|
|