Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
KK - GW - dialog

Gdy pojawia się prasowy refleks dialogu między Kościołem a nie-Kościołem (jak wczoraj, w artykule z Gazety Wyborczej), nawraca do mnie refleksja, że najlepszy dialog z Kościołem to ten, którego nie ma.

Wiadomo z innych miejsc, że utworzenie społeczeństwa mającego przekonania metafizyczne za wewnętrzną sprawę osób, a nie za hasła powiewające na sztandarach, jest powiązane z ogólnym rozwojem edukacji. Może z opóźnieniem, ale i u nas zmniejszy się zapotrzebowanie na kołtuńskie poglądy, na ewangelie nienawiści Nowaków i Rydzyków. Pełne ich zniknięcie nie jest prawdopodobne, każda wioska potrzebuje swojego idioty.

Niestety, rozmowy z oświeconym klerem za każdym razem, nieuchronnie podkreślają jak blisko mu do Rydzyka a jak daleko do społeczeństwa, w którym łatwiej by było żyć. Nie jest to w gruncie rzeczy tak dziwne, przecież KK to organizacja z jedyną i uważaną za nieomylną głową, a nie ma tam ani emerytury ani zwolnienia z pełnienia obowiązków z powodu gadania bzdur.

Aktualna głowa od dziesiątków lat stara się rymować ateizm z nazizmem, nihilizmem i komunizmem – temu profesorowi teologii wybaczane są błędy faktograficzne, za które wyleciałby z egzaminu student historii czy socjologii. A jego poziom pogardy dla świata duchowego dawnych epok (z których chrześcijaństwo zapożyczyło większą część swoich pojęć) wyraża zwrot z jego encykliki, w którym mówi o poganach

że mieli oni bogów, że mieli religię, ale ich bogowie okazali się wątpliwi, a z ich pełnych sprzeczności mitów nie płynęła żadna nadzieja. Pomimo, że mieli bogów, nie mieli «Boga» i w konsekwencji żyli w mrocznym świecie, bez jasnej przyszłości.

Potem, jak każdy student historii wie, nastąpił okres jasnej przyszłości, nazywany technicznie Średniowieczem i od trzystu lat świat zachodni niestety odchodzi od tego ideału.

Więc czego można oczekiwać od KK? Buntu przeciw szefowi z takimi poglądami? Przecież wyklnie i może jeszcze napuści egzorcystów, którzy ostatnio znowu zrobili się modni. A może spodziewać się mrugnięcia: „panie ateistki, panowie ateiści, my tu będziemy mówili półgłosem, ale w wielu rzeczach zgadzamy się z wami”?

Praktyka pokazuje, że dialogiem dla przedstawicieli KK jest zmiana gazety z opakowania, ale ryba w środku jest ta sama co zawsze. Proszę zastanowić się nad zwrotami interlokutora, przedstawionego jako ksiądz Stanisław Opiela, jezuita:

Nauka społeczna Kościoła ma wiele elementów wspólnych z socjalizmem czy nawet z komunizmem, odrzucając oczywiście ateizm programowy.

Nowomowa. O ile istnieją głębokie powiązania fanatyzmów religijnych i społecznych, prawie zawsze chcących regulować kwestie własności, życia seksualnego i indywidualnych przekonań, to przez cały wiek XIX i sporą część początku wieku XX elementem łączącym Kościół z socjalizmem było wyklinanie go i prześladowanie jego zwolenników. Pomysł, że biedni mają prawo do głosu i decyzji mógł być życzliwie widziany gdy owa religia była jedną z chmary konkurujących sekt, z oparciem w niewykształconej biedocie. Ale gdy nastąpiło pełne zespolenie władzy duchowej i świeckiej, nie było wśród prałatów i kardynałów szczególnych motywacji do dzielenia władzy z plebsem.

Wrażliwość na sprawy społeczne jest jedną z podstawowych zasad religii chrześcijańskiej.

Wrażliwość na sprawy społeczne stanowi nieodłączną część kanonu śpiewów lewicowych, prawicowych i wszelkich dyktatur. Właśnie dlatego, że chce się tyle dobra dla społeczeństwa, tak bardzo chwyta się je za mordę. A jeśli chodzi o praktykę KK, owszem, widziałem tu, w Brazylii, księży wdrapujących się na wzgórza różnych faveli, wchodzących do jednoizbowych domków z dykty mieszczących chmarę dzieci i pytających kobietę przy garnku co ma ona do włożenia do niego, a nie dręczących ją pytaniami czy dzieci są z jednego i to zaślubionego mężczyzny. To byli entuzjaści Teologii Wyzwolenia. Poprzednik pana Ratzingera rozpędził ich po izolowanych parafiach i ich zastępcom przypomniał jak brzmią słowa obowiązujących psalmów i litanii.

Punkty wyjścia są jednak różne. Partie lewicowe kładą nacisk na kolektywizm, a powołanie chrześcijańskie na indywidualizm. Ale osoba w Kościele ma dążyć do utworzenia wspólnoty.

Najlepsza była ta wspólnota średniowieczna, bo było z niej jedno wyjście. Wprost do Nieba, poprzez stos. A co to za idiotyzmy z kolektywizmem partii lewicowych – i o jakich partiach lewicowych można mówić poważnie w Polsce?

Drogi księże, gdybyś milczał, mielibyśmy cenny i pełen wzajemnego szacunku dialog. A skoro musisz już mówić, to może by tak przedtem pomyśleć jak mówić bez atakowania niekatolickiej części społeczeństwa?

Na wszelki wypadek informuję, że traktowanie wszystkich, którzy są poza zasięgiem władzy KK, jako jednorodnej formacji filozoficznej ma tyle sensu co rozdział zasobów kuchni na kalarepy i niekalarepy.

piątek, 06 czerwca 2008, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu: