|
Blog > Komentarze do wpisu
Cd amazońskich zakusów
Wygląda na to, że porzekadło brazylijskie „cutucar a onça com vara curta” (szturchać panterę krótkim drągiem) w pełni stosuje się do sytuacji stworzonej niedawnym alarmem międzynarodowej prasy. Do podniesienia larum użyto brazylijskich materiałów rządowych (agencja FUNAI zajmująca się opieką nad Indianami jest organem rządowym) mówiących o sfotografowaniu przed miesiącem grupy Indnian, przypuszczalnie nietkniętych tzw. cywilizacją, czyli bez kontaktu z białymi, czarnymi, brązowymi i szarymi, tworzącymi brazylijskie społeczeństwo. Alarm (pisałem o nim przedwczoraj) opierał się na materiałach przygotowanych przez parę tzw. nierządowych organizacji, które nazywają się mile, ale działają jak klasyczna forpoczta kolonializmu. Oficjalna reakcja brazylijska była przewidywalna, ale nie spodziewałem się takiej szybkości i sprawności. Wczorajszy wyjątkowo długi reportaż najbardziej znanego programu Fantástico z TV Globo zajął się szczegółami działań nierządowej organizacji Cool Earth. A że wszystko było świetnie przygotowane, mam wrażenie, że te NGOs (Non-Governmental Organizations) wpadły w zastawioną na nie sieć. Zacznę od tego, że oficjalne dane mówią o ponad 50 tys. km² wykupionych w Brazylii przez obywateli innych krajów; połowa tego w Amazonii. Podpisuję się obu rękami pod sugestią dziennikarzy, że prawdziwy zakres zjawiska jest dużo większy, bo w Pantanale przesuwałem się obok fazend o rozmiarach od 13 do 70 tys. ha (między 130 a 700 km²), których prawdziwych właścicieli przybrzeżne populacje dokładnie znały, choć oficjalny pionek, podstawiony do kupienia tych księstw, miewał na ogół niewinnie brzmiące nazwisko Costa albo Silva albo Costa da Silva. Łatwo tu zakpić sobie z prawa, szczególnie jeśli pomogą lokalne władze. Następnie, muszę tknąć się natychmiast słynnych płuc świata, choć zamierzałem mówić o tym później, przy spisywaniu dłuższej relacji (ale dwa razy pisze kto szybko pisze). 30% tlenu pochodzące z puszczy amazońskiej to genialne zagranie marketingowe, ale totalna bzdura botaniczna. Lądowa roślinność świata jest odpowiedzialna za 10% tlenu (resztę produkują algi), a i te są tu przydatne tylko za swej młodości. Puszcza amazońska jest przeważnie stara i więcej produkuje niż zatrzymuje dwutlenku węgla. (Ditlenku, jeśli to kogoś uszczęśliwi.) Gra nie idzie o międzynarodowy tlen a o brazylijskie minerały, zasoby wody i drewno. Przed paru laty na scenę amazońską wchodzi miliarder szwedzki, żyjący w UK, Johan Eliasch. Tysiące ludzi dobrej woli wspomagają jego prywatne miliony gdy ogłasza on, że jego organizacja Cool Earth skupując amazońskie tereny, chroni je przed wypalaniem i zachowuje w naturalnym stanie (tak, tak, zwalczamy przegrzanie Ziemi...). Obietnice postępu dla miejscowego ludu pomaga zdobyć życzliwość miejscowych władz, któż odmówi prezentu w formie szkół, ośrodka zdrowia i naprawionych mostów. Stoją już one. W sprawozdaniach organizacji, ale ani ich śladu dziennikarze nie odnaleźli na ziemi. Odszukali natomiast sporo rozeźlonych osób, których zdjęcia, jako rzekomo korzystających z wszelkich tych dobrodziejstw, używa owa ONG. Spodziewali się, że nowy właściciel obszaru mającego koło 600 km² pokaże im nowy świat, a on im przywiózł księcia Andrews na parę godzin wizyty. (Było to przed laty. Leżałem znużony popołudniowym upałem, gdy rozciągnięty na mnie syn ogłosił mi wprost w ucho: „tata, komar! Zabij go!” „Dobrze, synku”, odpowiedziałem i wydałem jakieś okrzyki w stylu: „pach! pach!” „Tato”, ochrzanił mnie trzylatek, „ręką, nie buzią!”) I od razu kolejny reportaż – wywiad prezydenta Luli. Energiczny, dobrze przygotowany – i sympatycznie fotografowany, jakby było zawieszenie broni między prawicową prasą a postacią zazwyczaj pokazywaną jakby był czymś z rodziny kartofla:
Jest we Włoszech, bierze udział w konferencji FAO. Mówi do rzeczy: nic tu innym rządom i organizacjom. Zapowiada o czym będzie mówił oficjalnie: sztuczność cen ropy naftowej; jej nowe brazylijskie zasoby, które chyba już za rok wejdą na rynek. Mniejsze zanieczyszczenie etanolem niż benzyną. Brak związku między obecną produkcją trzciny cukrowej w centrum kraju a planami dotyczącymi plantacji amazońskich. Amazonia nie jest producentem zbóż. Nowe tworzywo do produkowania części samochodowych, zrobione z odpadków z trzciny cukrowej (ma w ręce śliczny biały model). Krytykują ciężką pracę przy zbiorach trzciny cukrowej? Zgoda, praca jest ciężka, prawie tak ciężka jak w europejskich kopalniach węgla. Ale Brazylia nie wyraża opinii o warunkach pracy europejskich górników. Białe ubranie, biały model samochodu, czysta robota. Brazylia mająca potężne zasoby ropy naftowej, niezależna od importu z Iraku czy z Wenezueli, mówi pełnym głosem. Wydaje się, że to nie ostatni odcinek tego serialu. poniedziałek, 02 czerwca 2008, andsol-br
TrackBack
|
|
Na początku lat 80-tych Brazylia wydobywała tylko 15% potrzebnej ropy, a program etanolu był kranem do dolewania pieniędzy do zbiorników krewnych i znajomych króliczka. Gdy się rząd odwalił od tego, sprawa etanolu ruszyła szybko. Z wydobywaniem i innymi operacjami Petrobrás jest dużo tajemnic, wypuszczano próbne balony na temat sprzedania przedsiębiorstwa, były tam na morskiej platformie dziwne wypadki i pożary, sugerujące sabotaże, ale zdaje się komuś jakieś przekręty nie powiodły się i firma wypływa na czyste, choć głębokie wody.