|
Blog > Komentarze do wpisu
Zrób to sam
Zdjęcia dwóch dzieł Eugeniusza Geta-Stankiewicza skłoniły Tadka Kurandę do dorzucenia cennych uwag. Refleksje dotyczące równania Geta „1+1=2” pojawiły się już tutaj. Teraz przedstawiam obiecane przez Tadka dalsze wyjaśnienia na temat rzeźby Zrób to sam.
Drogi Andrzeju, Napisałem Ci, że jedna i druga tablica została potłuczona – jedna z przyczyn ideologicznych a druga z religijnych. Ale właściwie, to niepotrzebnie zrównałem te fakty używając dla nich jednego słowa „przyczyn”. Do drugiej części tej dewastacji lepiej pasowałoby słowo „potrzeb”. Co prawda w jednym i w drugim przypadku istotnym czynnikiem sprawczym prowadzącym do destrukcji była kwestia wiary jednak w tym drugim jednak raczej potrzeby. Zdaj sobie sprawę, że tablica wisi na wysokości 4 metrów. Ktoś ją potłukł młotkiem. Celował w jedno miejsce. W napis a nie Chrystusa będącego przecież jej elementem - jak się okazuje - mniej ważnym. To stwierdzam oczywiście przekornie. Niszczy się ważne… przecież. To ważne żeby pomieścić to w rozumie. W jakiś sposób. Dla mnie, urodzonego we Wrocławiu po wojnie nie jest dziwne niszczenie cmentarzy z nagrobkami w obcych napisach, obtłukiwanie niemieckich napisów na budynkach, porcelany z niemieckimi napisami, niszczenia niemieckich książek. Pamiętam z dzieciństwa szkolne akcje zbierania makulatury i z tej przyczyny grzebałem w szkolnym magazynie nurkując w zwałach niemieckich książek. Wiem, czym jest brak tego, czego już nie ma i nie będzie. Choć to nie jest moje to jednak mi tego brakuje. Żyję w czymś zniszczonym. W czyimś zniszczonym świecie. Wciąż na gruzowisku. To gruzowisko ma niezwykle szeroki wymiar. Co stwierdzam z wiekiem. Przenosi się to na moją czułość do takich drobniuteńkich detali, które pozostały. Zauważam je. Oczywiście coraz mniej też… niewypałów. Kiedyś w mojej szkole przynajmniej raz na tydzień był apel poległych. Bo ktoś bawił się pociskiem. No cóż. Nic się nie stało. Ktoś potłukł, zniszczył, bo coś. Bo coś. Bo tego potrzebował? Dlaczego? Kto to wie? Myślę sobie, że potem zbrodniarz sobie wreszcie spokojnie zasnął? Teraz przechadza się w tym miejscu z większym spokojem ducha trzymając za rączkę swoje dziecko albo może wnuka i palcem pokazuje co zrobił. Teraz ładniej. Pewnie częściej niż zwykle odwiedza to miejsce? Bo to jest teraz jego miejsce. Zawłaszczył je. Sam Andrzeju popatrz co się z tego robi? Dochodzi do artefaktów, zawiadujących naszym życiem. Coś może być nasze bo to zamordujemy? Zamordujmy Chrystusa i stanie się nasz na zawsze. Wtedy wszystko możemy z nim zrobić. Fajnie. Zamordujmy go dla wszystkich. Pro publico bono. Dodatkiem dopiszę, że dzieło zyskuje przez zawłaszczanie. Ożywa, a nie ma się wciąż takie samo. Jakiś Japończyk obtłukł młotkiem genialną pietę Michała Anioła. Takie obtłuczenie to jak końcowe napisy filmu gdzie pojawia się napis „i inni”. I to jest to. Inni twórcy. Nawet jeśli są to destwórcy. Dzieło ożywa w innej przestrzeni kiedy jest porzucone już przez twórcę. Dalej opowiadając o genezie tablicy. Jak było? Wzięło się to bodaj z wizyty Geta w zakładzie produkującym dewocjonalia. Uderzył go widok kobiet przybijających figurki Chrystusa do krzyży. Seryjna produkcja! Jako absolwent Lotniczych Zakładów Naukowych (technikum LZN), więc człowiek kształcony w praktyczności, od razu wpadł na pomysł zestawu domowego majsterkowicza. Mały lekarz, mały konstruktor, mały faryzeusz itd. A tu takie proste: trzy gwoździe, Chrystus i oczywiście krzyżyk. Pudełeczko z napisem ZRÓB TO SAM. Był plakat i były zestawy do samodzielnego montażu. Nie wiem czy to rozsądne adresować swoje przemyślenia tak w powietrze i bez potrzeby, ale jako artysta czuję się wytłumaczony w każdym przypadku. (Tamerlan ponoć, spośród podbitych oszczędzał nauczycieli, poetów i artystów). Mówię tu oczywiście o jednym z wielu nietrafionych pomysłach Geta. Nietrafionych, bo majątku na tym nie zrobił. I trudno się dziwić. Widać, sam rozum to za mało. Pomysły jednak bardzo dobre. Gdyby miał lepsze przebicie… to kto wie? Chrystus w przeciwieństwie do niego miał lepsze przebicie (nie wiedzieć czemu?). Bardzo chciał się spotkać z Getem reżyser Andrzej Wajda żeby o tym zjawisku porozmawiać. (Nie pamiętam szczegółów ich rozmowy w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Ale niech tak będzie, że ten list do będzie nienasycony faktami.) ZBRODNIA Gdybym to ja był Sherlokiem Holmesem to na pewno nie pomyślałbym, że zrobił to olbrzym uzbrojony w młot Thora albo dwie dewotki stojące jedna na drugiej, lecz (Watsonie) drogą dedukcji doszedłbym jednak do instytucji drabiny. W tym momencie historia staje się nader interesująca. Interesujące jest to, że znalazł się ktoś, komu aż tak bardzo zależało, skoro przylazł w przeddzień Wigilii, w nocy, przydźwigał drabinę, wlazł tam wysoko i tłukł tym młotkiem nie przejmując się z tym, że to słychać też po drugiej stronie muru. Cóż za determinacja? Wątków tej historii może być oczywiście wiele, ale to jest zadziwiające. Na kościele św. Elżbiety jest chyba setka epitafiów – nikt ich nigdy przez stulecia nie obtłukiwał, choć bywało różnie w tym miejscu, choć przecież napisy są tam łacińskie, a nie nasze. Napis DO IT YOURSELF musiał być dla barbarzyńcy czytelny, więc go oburzył aż tak, że nań się targnął z młotkiem. Zapewne krew się w nim wzburzyła na to hasło. Dlaczego? W końcu zbrodniarz, zapewne wezwany tym napisem, zrobił to sam. (Chyba, że ktoś trzymał drabinę?) Może w zapamiętaniu uznał, że zawsze lepiej żeby robili to inni? Stąd to wszystko… Do tego mam [ja - andsol] komentarze i dodatki. Bo najchętniej słucham bez przerywania, ale jak trzeba to i zadam parę pytań. Oto efekty. 1. Jest jakiś symboliczny a niejasny dla mnie przekaz w tym, że rzeźba była wykonana w pracowni rzeźbiarskiej na cmentarzu żydowskim na Ślężnej. 2. Jedna drabina woła drugą i trzecią... Get przemyśliwał nad odtworzeniem napisu, ale podjął inną decyzję. Kuranda, wówczas w agencji reklamowej, wspiął się na drabinę, wymierzył i zszedł z drabiny. Poszedł do swego komputera i odtworzył napis w pleksiglasie. W agencji wykonano projekt, ktoś inny wspiął się na trzecią drabinę i umocował go. 10 lat minęło i nie pojawia się inny maniak z czwartą drabiną. Może pleksiglas nie prowokuje odruchu łupania w obywatelach z epoki kamienia. 3. To nie jest sugestia, że blog się tym wpisem zamknie, ale dopina się tu cykl zaczęty moimi uwagami z pierwszego blogowego wpisu, zatytułowanego „Szanuj patynę”, rzecze Tadeusz. Zamierzałem spierać się z nim, ale w ciągu mijających 15 miesięcy nie zdołałem ubrać mojej wewnętrznej niezgody w sensowne zwroty. Najlepiej jak problemy same się rozwiązują (choć wymaga to nieco cierpliwości), decyzja Geta, by nie niweczyć śladów wandalizmu a włączyć je do historii dzieła, jest ciekawym argumentem o roli patyny. (I pacanów.) 4. Nie sądziłem, że tak podobny mamy podkład. Wprawdzie nie było Festung Stettin, ale były dywanowe naloty aliantów i zniszczenia były tego rzędu co i we Wrocławiu. W (mieszkaniowej, nie wojskowej) szczecińskiej dzielnicy Niebuszewo szedłem 15 minut przez gruzy, żeby dojść do szkoły, która, prawie że zachowana, sterczała w tym krajobrazie. I w mojej klasie też grono kolegów czasami zmniejszało się po prowadzeniu przez nich doświadczeń z rozbrajaniem niewypałów albo wrzucaniem ich do ogniska. Chyba ludzie z Lublina czy Krakowa niełatwo zrozumieją czym to było. sobota, 24 maja 2008, andsol-br
TrackBack
Obywatelu! Zrób to sam!
z WROCŁAW
Skąd mu przyszedł taki pomysł do głowy? Grzebiąc w sieci odnalazłam blog Migotanie Słów wraz z notką opisującą w jaki sposób przyszedł artyście taki pomysł do głowy: Wzięło się to bodaj z wizyty Geta w zakładzie produkującym dewocjonalia. ... » Wysłany 2011/01/13 23:51:25
Komentarze
2008/05/25 18:02:31
Tadek (niezsynchronizowany z systemem Bloxa robienia tu wpisów) dorzuca te uwagi:
.. jeśli wolno mi dodać do tego coś jeszcze... to o nieodwracalności. Prawdopodobnie taka w pierwszym zamyśle Geta była idea żeby stworzyć taki właśnie przekaz. Nie zapytam go bo a nuż mu się przypomni i spodoba. Myślmy sobie co chcemy, skoro jemu też wolno. Bądźmy uważni. Jak pan Cogito. 2011/01/13 23:52:43
Ośmieliłam się zacytować:
miastowroclaw.blox.pl/2011/01/Obywatelu-Zrob-to-sam.html A ogólnie to fajny blog :) Pozdrawiam 2011/01/14 00:37:10
Ależ, ależ... takie ośmielenie się mnie onieśmiela :) Tym większa to przyjemność, że Twój wpis o Gecie jest rzetelny i ciekawie zrobiony. A jeśli nie znasz tej historii o jego lustracji, to dobrze się ubawisz.
Pozdrawiam jako wszech-wrocławianin (bo mieszkałem tam w kilkunastu miejscach...) 2011/03/07 11:56:21
A dziękuję :) Ale ja przede wszystkim "param" się fotografią, dlatego po opisy sięgam do innych źródeł. A Twój wpis był naprawdę świetny i zrobił na mnie wrażenie :)
2011/03/07 14:22:11
:) Przy okazji: dziwne odczucie, spotkać zwrot parać się pierwszy raz nie wiem od kiedy, bo w używanym teraz języku dźwiękowo leży w zupełnie innym pólku skojarzeń. Po portugalsku parar = zatrzymać, stanąć, stąd parada = przystanek (kiedyś po hiszpańsku to był przegląd wojska, raczej stojącego). Z etymologią nadzieja była w nieco zwariowanym słowniku Andrzeja Bańkowskiego - i rzeczywiście słowo jest tam. Wywodzi on to ze staroczeskiego párati se, párati = pruć, ryć.
|
|
czego ni erozumiemy, tego sie boimy. I na wszelki wypadek niszczymy ....