S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Niewidzialne granice

W roku 1935 pozna³em w Krynicy bli¿ej in¿yniera Lejwê, którego poleci³ mi dr Blumenfeld. Historia tego cz³owieka by³a niezwyk³a. Pochodzi³ z Kielc; skoñczy³ tam szko³ê talmudyczn± i dopiero maj±c kilkana¶cie lat zacz±³ siê uczyæ po polsku. Wtedy natrafi³ na Ogniem i mieczem i zachwyci³ siê piêkno¶ci± tej powie¶ci. Przyzwyczajony do rozmy¶lañ doszed³ do wniosku, ¿e nie mo¿e byæ prawd± to, czego go uczono w szkole talmudycznej – ¿e wszyscy „goje” s± bez og³ady umys³owej, a ich pisma niewarte s± ¶wieczki potrzebnej do lektury. Z tego wysnu³ dalszy wniosek: je¿eli talmudy¶ci nie wiedz± o Sienkiewiczu, to z pewno¶ci± nie wiedz± o wielu innych rzeczach, z którymi warto siê zapoznaæ. Wobec tego zabra³ siê do nauki niewiernych i zda³ maturê, pojecha³ do Pary¿a, uzyska³ bardzo dobry stopieñ in¿yniera w Szkole Chemii i wróciwszy do Polski wyrobi³ siê na znawcê hormonów. Jako taki by³ pó¼niej zatrudniony w Pañstwowym Zak³adzie Higieny. Od niego dowiedzia³em siê te¿, ¿e modne w Krynicy zapisywanie mê¿atkom zastrzyków hormonów mêskich jest czyst± szarlataneri±; te hormony mog³yby wywo³aæ maskulinizacjê, czego chyba nie pragn± pacjentki. Najciekawsze by³y jego opowiadania z czasów kieleckich. Nie wiedzia³, co to znaczy i¶æ do lasu na spacer, nie rozumia³ przyrody. T³umaczy³ to tym, ¿e „buchery” kieleckie siedzia³y w domu lub w szkole, czytaj±c Talmud, a w chwilach wolnych ba³y siê wychodziæ na miasto, gdzie mog³y byæ psy lub ulicznicy gotowi do rzucania kamieni. Kiedy wróci³ do Kielc z Pary¿a, o pi±tej rano odwiedzi³ go jego kolega ze szko³y rabinackiej i koniecznie chcia³ dowiedzieæ siê w jednym zdaniu wusy dues Einstein [(¿argon ¿ydowski) Co to jest Einstein?].

Hugo Steinhaus, Wspomnienia i zapiski, z rozdzia³u W uniwersyteckim Lwowie 

sobota, 17 maja 2008, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/05/17 08:02:36
Ciekawe.
Ale przy okazji przysz³a mi do g³owy smutna refleksja: dzisiejsza m³odzie¿ kojarzy Trylogiê tylko z Tolkienem, a Sienkiewicza nie czyta. Dlaczego nie potrafi± znale¼æ "tego czego¶", co my znajdowali¶my ?
-
2008/05/17 13:09:27
Odbijê Ci refleksj± jeszcze smutniejsz±: póki jedno i drugie dzieciê b³±dzi, winiæ by mo¿na gena z lewej czy z prawej strony. Ale gdy b³±dz±cych jest armia, podejrzenie pada na rozstawienie i jako¶æ drogowskazów...
-
2008/05/17 18:55:29
Masz racjê. Jednak wcale nie czujê siê w ten sposób usprawiedliwiona i rozgrzeszona - mój osobisty syn (tegoroczny maturzysta) te¿ w pe³ni wpisuje siê w szablon. Niestety :(
-
2008/05/17 19:18:47
Wiem, ¿e to boli, bo mam to te¿ w krajowej rodzinie (³udzê siê nadziej±, ¿e to przepracowanie, ¿e mo¿e wróci do ¶wiata z ksi±¿kami). I w obu przypadkach widzê szansê nadziei w rodzinnych wzorach: mo¿e w chwili jakiego¶ przesilenia m³odzi ludzie przypomn± sobie, ¿e bliscy siêgali po ksi±¿ki i robi±c podobnie odkryj±, ¿e rady ¿yciowe tam zawarte, choæ nie bezpo¶rednio wy³o¿one, s± ciekawsze ni¿ te z seriali i z czatów. Ale gdzie nadzieja dla dzieci z tych rodzin gdzie na prezent nie kupuj± ksi±¿ki, bo "on ju¿ ma jedn±"?
-
2008/05/17 20:57:24
Niestety, na pewno nie w szkole ...
-
2008/05/17 23:16:20
Jeszcze smutniejsza refleksja, to ¿e akurat Trylogia Sienkiewicza pos³u¿y³a temu m³odemu cz³owiekowi jako przyk³ad kultury wysokiej... 8-O
Ja tam wola³abym Talmud.
-
2008/05/17 23:44:11
Anuszko, goniê z odsiecz± Sienkiewiczowi. Po pierwsze, mog³aby¶ równie zasadnie ¿a³owaæ, ¿e ów cz³owiek zbyt wiele wydawa³ na telefon komórkowy. Przecie¿ w relacji Steinausa nie ma s³owa ani o wysokiej ani o kulturze, czytam tylko, ¿e zachwyci³ siê piêkno¶ci± tej powie¶ci. Piêkno jest warto¶ci± niewymierzaln±. Nastêpnie, je¶li na pocz±tku XXw. wydawano jednocze¶nie w 70 (o ile pamiêtam) jêzykach dzie³a Sienkiewicza i to bez jakichkolwiek dotacji rz±dowych, to znaczy, ¿e si³a przyci±gania jego prozy by³a uniwersalna. Po trzecie (jeszcze o warto¶ciach powszechnie uznanych), choæ dla siebie nie mam w±tpliwo¶ci kto g³êbiej i m±drzej ujmuje zawik³ania ludzkiego losu, Szymborska czy Sienkiewicz, nie mam te¿ ¿adnej w±tpliwo¶ci kto z nich dwojga wiêcej sympatii po³±czy³ ze s³owej "Polska" i pochodnymi. Wiêc je¶li mogli¶my dzia³aæ razem w oporze przeciw Giertychowym manipulacjom, by z Sienkiewicza i innych, ³atwo czytalnych pisarzy czyniæ ¼ród³o wiedzy o historii i patriotyzmie, tu na pewno nie poprê Twojej deprecjacji ksi±¿ek, z którymi spêdzi³em kiedy¶ wiele godzin i to z w³asnej, nieprzymuszonej woli.
-
2008/05/18 12:13:24
Oj, Andsol. Sienkiewicz to pierwszorzêdny pisarz drugorzêdny. Jego ksi±¿ki to takie wschodnie westerny.

Przytoczona przez ciebie historia to tak, jakby dzi¶ - powiedzmy - zniewolona kobieta z afgañskiej wioski, której wmawiano, ¿e Zachód to szatan, z³o i rozpusta, nagle odkry³a piêkno i g³êbiê zachodniej cywilizacji czytaj±c Harrego Pottera.

No mo¿na, Duch Bo¿y wieje kêdy chce. Ale jednak to smutne.
-
2008/05/18 14:53:44
No, ale w koñcu Sienkiewicz pisa³ "ku pokrzepieniu serc" i to mu siê raczej uda³o.
Mo¿e dlatego w czasach wolno¶ci nie czuje siê tego ?
-
2008/05/18 15:22:20
Anuszko, nastajesz, by rzecz sprowadzaæ do intelektualnych walorów Sienkiewicza. Mo¿emy i o tym, ale najpierw w sprawie afgañskiej kobiety.

Nieznaczna cz±stka moich uciech czytelniczych wchodzi do blogu. Raz postawione tu, nale¿± do czytelnika i ma on prawo je czytaæ po swojemu, nawet z przerzutni± do Afganistanu i Harry'ego Pottera. Ale prostsza i bli¿sza jest mi ta lektura: w tym sprawnym szkicu widaæ t³o. Choæ niezaznaczone przez sw± (dla autora) oczywisto¶æ, nabiera formy po chwili refleksji i mówi mi, o czym czasami nie wiedzia³em, a czasami nie ³±czy³em z reszt± opisu ¶wiata: du¿a czê¶æ spo³eczno¶ci ¿ydowskiej tylko geograficznie tkwi³a na
polskiej ziemi, ich integracja z zewnêtrznym ¶wiatem by³a mniejsza ni¿ Anglików w Ugandzie; choæ odej¶cie od w³asnej kultury dla Lejwy musia³o byæ szokuj±ce dla jego rodziny, jednak nie odrzucili go i sfinansowali mu "gojowe" studia; podjêcie studiów w Pary¿u by³o (dla posiadacza ¶rodków pieniê¿nych) ³atwe; antysemityzm w Polsce nie by³ instytucjonalny, skoro cz³owiek ten zosta³ w³±cz±ny do obiegu wiedzy i umiejêtno¶ci potrzebnych w Rp II.

Oprzymiotnikowanie Sienkiewicza by³o mi "za Giertycha" postaw± obronn±, dzi¶ nie potrzebne mi s± te nastawienia. Skoro klasyfikujesz, powiem, ¿e osoba, której o nieznajomo¶æ dobrych wzorców nikt nie oskar¿y nie ma tej szybko¶ci ciosu w rozmowie o Sienkiewiczu. Od siebie dodam, ¿e win± nauczycieli jest uwa¿anie go za wzór lektury historycznej. A jêzykowo jest mi on swoj± ludzk± sk³adni± i tokiem my¶li bli¿szy ni¿ m³odsi od niego ¯eromski, Gombrowicz czy Iwaszkiewicz.

I nie widzê niczego smutnego w fascynacji Sienkiewiczem, bo by³o to demokratyczne, naturalne i dla jako¶ci jêzyka, którym m³odzi ludzie siê pos³ugiwali, bardzo cenne. Nie powtórzê tych uwag o dzie³ach J.K.Rawlings czy P.Coelho, bo tu dzia³a naoliwiana milionami dolarów machineria wt³amszania przekonañ do g³ów.