S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Amcha?

Dwa dni temu obieca³em przed³o¿enie urywka ksi±¿ki Johna Sacka „Oko za oko”, zawieraj±cego do¶æ nieoczekiwane akcenty. Przypomnê, ¿e t³umaczem jest Roman Palewicz i jemu zawdziêczam skany stron polskiego wydania. Ponadto, w lutowym wpisie pojawia siê Pinek M±ka, jeden z bohaterów poni¿szego opisu. Tam wystêpuje jako student Politechniki Warszawskiej. Tu jego rola jest odmienna.

Poni¿ej jest tekst. Przypisy (przez ograniczenia, które Blox narzuca) stoj± osobno.

Na tym ogromnym obszarze [w Polsce i administrowanej przez Polskê czê¶ci Niemiec] Urz±d Bezpieczeñstwa Publicznego prowadzi³ 1255 obozów dla Niemców i dos³ownie w ka¿dym z nich zmar³o od dwudziestu do piêædziesiêciu procent wiê¼niów.

Jednak¿e wie¶ci o tym wszystkim wydostawa³y siê na zewn±trz. Docieraj±cy do Berlina poci±gami ludzie alarmowali Brytyjczyków i Amerykanów, którzy w pêkatych, p³óciennych workach wysy³ali ich doniesienia do Londynu i Waszyngtonu. Kto¶ najwyra¼niej je czyta³, bo w czwartek, 16 sierpnia 1945, Winston Churchill wsta³ w Izbie Gmin i powiedzia³: – Ogromna ich [Niemców] liczba nie jest zupe³nie brana pod uwagê. Nie jest rzecz± niemo¿liw±, ¿e za ¯elazn± Kurtyn± rozwija siê tragedia na gigantyczn± skalê. – Inny cz³onek Izby Gmin zapyta³: – Czy za to umierali nasi ¿o³nierze? – za¶ w Waszyngtonie pewien amerykañski senator zapisa³ w Notatkach Kongresowych, w pi±tek, 2 sierpnia: „Mo¿na by siê spodziewaæ, ¿e po zgrozie nazistowskich obozów koncentracyjnych, nic podobnego nigdy siê ju¿ nie zdarzy. Niestety...” Nastêpnie opisa³ bicie, rozstrzeliwanie, tortury wodne, podcinanie ¿y³ i têtnic, oraz „mózgi bryzgaj±ce na sufit” w obozach Urzêdu. Potem owe doniesienia wêdrowa³y do Warszawy, gdzie brytyjski ambasador czu³, ¿e podobnie jak Nelson w Kopenhadze, powinien przy³o¿yæ teleskop do swego ¶lepego oka, za¶ amerykañski odnosi³ wra¿enie, i¿ Niemcy przesadzaj± w swych skargach. Obaj jednak z³o¿yli protest w polskim rz±dzie.

Najg³o¶niejsze by³y zastrze¿enia Czerwonego Krzy¿a – nie tego Miêdzynarodowego, w Genewie, lecz Amerykañskiego. Jego warszawscy przedstawiciele udali siê do Katowic, aby porozmawiaæ z ¿ydowskim ch³opakiem, który by³ tam Sekretarzem Bezpieczeñstwa Publicznego – z Pinkiem – lecz on zd±¿y³ siê ju¿ wyzbyæ swej anielskiej osobowo¶ci. Jego wargi przypomina³y teraz dwa paski twardej gumy.

– Czego sobie ¿yczycie? – zapyta³ ich po niemiecku.

– Chcemy zobaczyæ ¶l±skie obozy.

– Dobrze. Jed¼cie do O¶wiêcimia. Dlaczego nie pojechali¶cie tam w czasie wojny?

– Jeste¶my Amerykanami.

– Dlaczego nie zrobi³ tego Czerwony Krzy¿ z Genewy?

– Nie wiemy.

– Je¿eli nie pojedziecie do O¶wiêcimia, to na razie nie pojedziecie nigdzie – o¶wiadczy³ Pinek, który bêd±c w partyzantce, zdoby³ raz niemiecki nadajnik radiowy i nadawa³ z niego depesze:

– Kropka-kropka-kreska... Pilne, pilne, setki ¯ydów s± mordowane – lecz nigdy nie otrzyma³ odpowiedzi. – Nie pomogli¶cie ¯ydom, zatem ja nie bêdê wam teraz pomocny.

– Bêdziemy musieli donie¶æ o tym Warszawie.

– No to zróbcie to. Ja nie uznajê Czerwonego Krzy¿a.

– A wiêc sporz±d¼my notatkê. Prosimy pana o...

– Id¼cie do diab³a! – wrzasn±³ Pinek po angielsku i mê¿czy¼ni w mundurach khaki spiesznie wyszli z jego biura. Pojechali do Warszawy i poskar¿yli siê Jakubowi, ¯ydowi, który by³ szefem Urzêdu Bezpieczeñstwa Publicznego.

Jakub Berman, z Warszawy, by³ ostatni± na ziemi osob±, która nazwa³aby Niemca „¶wini±”. W dzieciñstwie s±czy³ wino ze srebrnego kielicha, ilekroæ w pi±tek jego ojciec mówi³: – B±d¼ b³ogos³awion, o Panie, który stworzy³e¶ winne grono. – Jeden z jego braci zosta³ chirurgiem, drugi nauczycielem, a trzeci psychologiem, siostra obroni³a doktorat z germanistyki, za¶ sam Jakub doktoryzowa³ siê z historii Polski, pisz±c pracê na temat s³u¿by domowej z koñca osiemnastego wieku. W Partii Komunistycznej zosta³ szefem wywiadu, ale dba³ tak¿e o siebie, donosz±c o tym i owym polskiej policji. Kiedy wkroczyli Niemcy zbieg³ do Rosji. Stalin wyznaczy³ go do polskiego rz±du tymczasowego i w styczniu 1945 Jakub powróci³ do Warszawy jako elegancki dowódca Urzêdu Bezpieczeñstwa Publicznego. Jego krawiec zrobi³ sobie manekina jego postaci i szy³ garnitury, których nie powstydzi³aby siê Wall Street. Jakub nosi³ je w pa³acu prezydenckim, gdzie siadywa³ w wykonanym w Indiach, wy¶cie³anym jeleni± skór± fotelu z oparciem w kszta³cie liry, i d³ugimi, zgrabnymi palcami unosi³ kielich Beaujolais, mówi±c: – Za Now± Polskê!

W Warszawie Jakub by³ g³ównym cz³owiekiem Stalina. Na jego biurku sta³ telefon, w którego s³uchawce, je¶li siê j± podnios³o, kto¶ mówi³: – Tutaj Moskwa. – Wszelako Jakub nie nosi³ ¿adnego tytu³u, poniewa¿ wola³ byæ „szar± eminencj±”, wiêc gdy otrzyma³ wiadomo¶ci z Waszyngtonu, Londynu, Moskwy i od Czerwonego Krzy¿a, nie wezwa³ po prostu Pinka do siebie i nie zapyta³ go: – Co siê tam u was dzieje? – tylko pojecha³ do Katowic wraz z dwoma ¿ydowskimi ministrami i sekretarzem Partii, Gomu³k±. Weszli wszyscy czterej do pluszowego biura Pinka, a on powita³ ich s³owami:

– Towarzysze! To dla mnie zaszczyt!

– Proszê przedstawiæ nam sytuacjê – powiedzia³ Gomu³ka, a Jakub usiad³ sobie z boku, uj±³ w swe wymuskane paluszki fili¿ankê herbaty, od czasu do czasu s±czy³ napój i odzywa³ siê z rzadka, podczas gdy Pinek, uj±wszy wska¼nik d³ugo¶ci dwóch stóp, stan±³ przy mapie Polski i rozpocz±³:

– Towarzysze. W Katowicach faszy¶ci s± teraz osaczeni, ale Rosjanie wci±¿ pope³niaj± gwa³ty. Tutaj – wskaza³ czesk± granicê – i tutaj – przejecha³ wska¼nikiem wzd³u¿ granicy niemieckiej – mamy swoje patrole i nikt nie mo¿e wyjechaæ z Polski nielegalnie. Ostatnio usi³owa³o tego dokonaæ trzydziestu ludzi i Urz±d sprowadzi³ ich do Katowic. Byli to ¯ydzi i powiedziano mi, ¿e próbowali przemyciæ jakie¶ z³oto. Swoje zegarki. ¦lubne obr±czki. Towarzysze – ci±gn±³ Pinek ze ³zami w oczach – ci ludzie byli w hitlerowskich obozach. Cud boski, ¿e zachowali ¿ycie. Je¿eli nie chcieli pozostaæ w Polsce, to kim¿e ja jestem, aby im tego zabraniaæ?

– Co zrobili¶cie? – zapyta³ Gomu³ka. Pali³ ogarek papierosa w taniej metalowej cygarniczce. Jakub siedzia³ nieruchomo, ws³uchuj±c siê w ka¿de s³owo Pinka.

– Powiedzia³em ch³opakowi, który ich aresztowa³: „Te zegarki, te obr±czki, to bzdury. Je¶li jeszcze raz narazisz na nieprzyjemno¶ci jakich¶ ¯ydów, to aresztujê nie ich, ale ciebie”.

– A ci ¯ydzi?

– Pozwoli³em im wyjechaæ do Niemiec.

Gomu³ka wsta³. Podszed³ do Pinka i poklepa³ go. – Post±pili¶cie s³usznie – rzek³. – Moja ¿ona jest ¯ydówk± i znam ten naród. Usiad³ ponownie. – A co z obozami dla Niemców?

– Wiêkszo¶æ Niemców nie powinna tam przebywaæ – stwierdzi³ Pinek. – S± niewinni i nale¿a³oby ich wypu¶ciæ.

– Dlaczego tego nie robimy?

– Potrzeba nam wiêcej sêdziów.

– Zajmê siê tym – powiedzia³ jeden z ministrów.

– Ale jak s± traktowani ci Niemcy? – zapyta³ Gomu³ka.

– W porównaniu z tym, jak oni traktowali ¯ydów, to maj± jak w raju.

– Nie wolno nam siê nad nimi znêcaæ – przypomnia³ Gomu³ka.

– Nie znêcamy siê – rzek³ Pinek. Naprawdê w to wierzy³, bo nie je¼dzi³ na juble Szlomo, a jego m³odszy brat, który bra³ w nich udzia³, nigdy mu ich nie opisywa³. – Nie jeste¶my mordercami.

– Có¿, mamy pewien problem z Czerwonym Krzy¿em.

– Nie powa¿am Czerwonego Krzy¿a.

– Ale oni siê niepokoj± o Niemców.

– O Niemców – sarkn±³ Pinek. – Kto kaza³ Niemcom naje¿d¿aæ na Polskê? Niszczyæ polskie miasta? Zabijaæ Polaków? Pope³niæ ludobójstwo na ¯ydach? Powiedzia³em tym z Czerwonego Krzy¿a, ¿e powinni zobaczyæ ¯ydów, którzy opu¶cili niemieckie obozy!

– Ale¿ towarzyszu! – zaoponowa³ Gomu³ka. Niewiarygodne, dzia³a³ tak, jakby nie móg³ po prostu powiedzieæ: „To jest rozkaz, kapitanie!” Waln±³ piê¶ci± w biurko Pinka, a skóra na jego ko¶ciach policzkowych napiê³a siê jak u Indianina wstêpuj±cego na wojenn± ¶cie¿kê. – Musimy przestrzegaæ postanowieñ Konwencji Genewskiej!

– Je¿eli ka¿ecie mi wpu¶ciæ Czerwony Krzy¿, to tak zrobiê.

Gomu³ka przerwa³.

– Nie, nie bêdê wam wydawa³ rozkazów.

– Towarzyszu – odezwa³ siê wreszcie Jakub. – Mamy wasze s³owo, ¿e Niemcy s± traktowani dobrze. – Mówi³ powoli i podobnie jak najwiêksi aktorzy, wcale nie gestykulowa³. Jego matka, ojciec, jeden z braci i siostra nie ¿yli, wiêc czu³ niewiele mi³o¶ci do Niemców, ale mia³ lat czterdzie¶ci cztery, by³ u szczytu w³adzy w Polsce i nie chcia³ wypa¶æ z tego toru mówi±c Czerwonemu Krzy¿owi „Wynocha!” By³ bardzo rad mog±c zostawiæ to Pinkowi, zatem ostro¿nie powiedzia³: – Za¶ co do Czerwonego Krzy¿a...

Pinek czeka³.

– Zróbcie to, co uznacie za najlepsze.

– Dziêkujê – powiedzia³ Pinek.

Potem on sam i jego czterej go¶cie przeszli do mieszkania Pinka, który podj±³ ich wódk± w czechos³owackich kryszta³ach, oraz w charakterze przystawek, ¶ledziami na resztach rosenthalowskiej porcelany ze z³oconymi brzegami. Po obiedzie Pinek gra³ na pianinie Steinwaya rosyjskie piosenki, jak choæby Jab³ka i gruszki, a wielcy ludzie Polski ¶piewaj±c wraz z nim, podrygiwali niczym Kozacy. Pinek nazywa³ Jakuba „Jakubem”, a Jakub mówi³ do niego per „Pawe³”, którego to imienia sekretarz Bezpieczeñstwa Publicznego u¿ywa³ w pracy. W pewnym momencie Berman zapyta³ go cicho:

Amcha? – co po hebrajsku znaczy „Naród?” i mia³o zast±piæ pytanie „Czy nale¿ysz do Narodu?”, a Pinek odpowiedzia³ mu w jidysz: – Ich bin ayn Yid. Tak, jestem ¯ydem. – Potem Pinek zapyta³ Gomu³kê: – Amcha? – ale ten odpar³: – Co powiedzieli¶cie? – i Jakub za¶mia³ siê taktownie. Jeden ¿ydowski minister zasn±³ na sofie Pinka, ale drugi bawi³ siê w najlepsze, klepi±c wszystkich po plecach. O wpó³ do drugiej grube ryby zasnê³y w pokojach go¶cinnych Pinka, lecz gdy gospodarz siê obudzi³, ju¿ ich nie by³o, tak samo jak czechos³owackich kryszta³ów, porcelany Rosenthala i anielsko zdobionych sreber. Na ich miejscu le¿a³ napisany odrêcznie li¶cik:

 

Drogi Pawle,

Nie wiemy jak wyszabrowaæ co¶ Niemcom i stoimy zbyt wysoko aby usi³owaæ to robiæ. Dziêkujemy ci za tw± go¶cinno¶æ i za te wszystkie piêkne rzeczy. Zobaczymy siê w Warszawie

Gomu³ka i Grupa

 

Przeczytawszy to, Pawe³ wybuchn±³ ¶miechem. W Urzêdzie powiedzia³ wszystkim ¯ydom: – Ale¿ z nich gonifs! Ale¿ z nich z³odzieje – Nigdy nie wpu¶ci³ Czerwonego Krzy¿a – ani Amerykañskiego ani Miêdzynarodowego – tak samo jak szefowie Urzêdu w innych polskich prowincjach, wiêc Niemcy nadal ¶piewali swe ³abêdzie pie¶ni w ¦wiêtoch³owicach, £ambinowicach i innych obozach. W ci±gu nastêpnych trzech lat w instytucjach prowadzonych przez Urz±d mia³o straciæ ¿ycie od sze¶ædziesiêciu do osiemdziesiêciu tysiêcy ludzi, znacznie, znacznie mniej ni¿ wynosi³a liczba ¯ydów u¶mierconych w O¶wiêcimiu, ale wiêcej ni¿ zginê³o ich w Belsen, Buchenwaldzie, czy te¿ tysi±cu innych miejsc, o których ¯ydzi ¶wiata mówi± teraz: „Nigdy nie zapomnimy.”

 

sobota, 10 maja 2008, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Go¶æ: , host19.181.219.81.magma-net.pl
2008/05/10 14:13:18
kiczowata bzdura i tylko seksu brak.G
-
Go¶æ: Wojciech Kubalewski, chello087206043075.chello.pl
2008/05/10 18:25:49
Podpisu pod komentarzem te¿ zabrak³o.
-
2008/05/10 19:19:36
A co, Wojtku, gdyby ta osoba siê podpisa³a to co by to zmieni³o? Przecie¿ to uczuciowe prychniêcie a nie argument dyskusyjny...
-
Go¶æ: Wojciech Kubalewski, chello087206043075.chello.pl
2008/05/11 11:09:40
Mo¿e trudniej by³oby emocjonalnie prychaæ, gdyby trzeba by³o siê podpisaæ? czas zatem na kilka s³ów ad rem. Czyniê to bardzo niechêtnie, bo ten format dialogu - podpisy pod cudzym blogiem - jest najmniej ergonomiczny ze wszystkich znanych mi formatów dialogu w internecie. Istnieje granicz±ce z pewno¶ci± prawdopodobieñstwo, ¿e nie bêdzie dalszego ci±gu, bo zwyczajnie zapomnê, ¿e tu siê odezwa³em. Przezwyciê¿aj±c zatem niechêæ: nie pierwszy to dla pozbawionego "¶wiêtej mi³o¶ci kochanej ojczyzny" (to jest forma intelektualnej ¶lepoty) czytelnika obraz pokazuj±cy, ¿e historia II WW nie jest ¿adnym dowodem na jak±¶ zupe³nie wyj±tkow± i ¶wiatu nie znan± morderczo¶æ nazizmu. Albo zgo³a 'narodu niemieckiego' (wiadomo, ¿e cudzys³ów jest niezbêdny wobec liczebnego udzia³u Austriaków w instytucjach 'Zag³ady' o innych nacjach nie zapominaj±c). Polacy (*) spod ro¿nych sztandarów - katoendeckiego, ¿ydokomunistycznego (rozdzielam epitety 'po równo', aby mieæ pewno¶æ, ¿e siê nara¿ê wszystkim formom patridiotyzmu jednako) - maj± ³adnie tu zilustrowany powód do zgrozy i przera¿enia na swój w³asny temat. Jak dot±d nikt - nie licz±c anonimowego warkniêcia - nie skorzystali z okazji do wyra¿enia go. To zapewne winna ³adnej pogody majowej i trwaj±cego wyraju?. No to bêdê pierwszy.

Wojciech Kubalewski

P.S.
Dla kogo¶ kto chcia³by rozmawiaæ ze mn± i uwierzy³ mi, ¿e mogê tu ju¿ nie zajrzeæ (co, drogi Andsol nie jest objawem z³ej woli, tylko wygodnictwa wykszta³conego przez lata korzystania z list dyskusyjnych) podaje namiar wojciech a t kubalewski dot com.

(*) "Polacy" w tym zdaniu zostawiam z lenistwa oraz dlatego, ¿e w tak krótkim komentarzu nie zdo³am przekazaæ my¶li o tym, ¿e to bez ró¿nicy, czy tam, w tym zdaniu jest rzeczownik "Polacy", "¯ydzi", "Niemcy", czy "Turcy". Rachunki s± porównywalne i nikt nie ma specjalnie komfortowej sytuacji i mo¿liwo¶ci bezkarnego pokazywania palcem na innych.
-
2008/05/11 14:58:08
Wojtku, nie pierwszy (i na pewno nie ostatni) raz krytycznie przygl±damy siê przeciwstawieniu "listy dyskusyjne versus blogi' i podrzucê tu argument "quick and dirty": by³e¶ na ¦wiatowidzie, prawda? Spróbuj zlokalizowaæ w Sieci jaki¶ swój wk³ad do tamtych dyskusji... Owszem, odszukasz eseje prof. Gierymskiego czy Micha³a Babilasa ze "Spojrzeñ", ale to dziêki Jurkowi Krzystkowi, który zachowa³ ich archiwa na swoim serwerze. Z zanikiem ¶wistaków i adresów zaczynaj±cych siê od ftp:// znik³o wiele piêknych my¶li... Nie mówiê ju¿ o listach dyskusyjnych tak prywatnych, ¿e nie indeksowanych przez google i im podobne.

Byæ mo¿e blogi bêd± po czasie nieco trwalsze i choæ nie od razu czytelnicy wyra¿aj± swoje opinie, ich powroty ¶wiadcz±, ¿e materia³y komu¶ siê przydaj± do przemy¶leñ. Mogê podaæ konkretny przyk³ad. Wspomniany tu Micha³ napracowa³ siê, by zdemontowaæ bliski polskiej prawicy mit pomagaj±cego ¯ydom generalissimusa Franco. Poszed³em jego tropem, troszkê pogrzeba³em w materia³ach z innych jêzyków - i widzê, ¿e warto by³o, statystyki pokazuj±, ¿e zawsze znajdzie siê kto¶, kto u mnie szuka informacji o tej aferze. Wiêc miejmy cierpliwo¶æ. Kwas siarkowy szybciej przeniknie w glebê ni¿ fosfaty, ale te¿ mniej dobrych rzeczy bêdzie ros³o na terenie nim podlanym...
-
Go¶æ: Wojciech Kubalewski, chello087206229088.chello.pl
2008/05/11 21:20:23
Co to, to tak. Blog to wspania³e miejsce do publikowania swoich my¶li lub odkryæ (np. zrobionych podczas lektury). Jest pewna nadzieja (podzielam j±), ¿e publikowane w nim tre¶ci stan± siê dobrem publicznie dostêpnym. Stawiam (niektóre, bo zalew bana³em jest i w blogach ogromny) niektóre blogi bardzo wysoko w¶ród ¼róde³. Na równi z dobr± ksi±¿k±, wystaw±, spektaklem, rozmow±. Ale, zwa¿, ¿e pisa³em o dialogu, który wokó³ blogów siê zawi±zuje (aka 'komentarz'). Gdy siê ju¿ wie, ¿e ma siê co¶ wa¿nego do zakomunikowania (to nie jest mój przypadek), to blog jest jedn± z opcji. Dziêki swej tanio¶ci i szybko¶ci w uruchomieniu nie bez atrakcyjnych zalet. Ale to s± raczej wyk³ady, ni¿ seminaria.
Pisz±c du¿o i zawile sam sobie przeczê, bo zapowiada³em, ¿e raczej nie wrócê w ten k±t. Ha, trudna rada, tak ³adnie nam idzie, ¿e nie mogê inaczej.

Wojciech
-
2008/05/12 01:01:49
Tak, z tymi wyk³adami masz racjê (zreszt± kiedy¶ pokpi³ sobie ze mnie Antrim na ten temat, na szczê¶cie dla mojej mi³o¶ci w³asnej pozablogowo), jedni - jak ja - nieumiej± utrafiæ w ton zachêcaj±cy do rozmowy; inni szukaj± ostatecznej, doskona³ej formy, planuj±c pó¼niejsze przygotowanie materia³ów do ksi±¿kowego wydania. Te¿ wola³bym widzieæ wiêcej dialogów, lecz w komentarzach wielu s³ynnych (i czêsto warto¶ciowych) blogów szybko¶æ komunikacji zbija jej jako¶æ. Tu jednak listy dyskusyjne góruj± lepszym przemy¶leniem w³asnych pozycji.

Cieszy mnie bardzo, ¿e mimo swojej (do¶æ pryncypialnej) opozycji przeciw blogom jednak czytasz i komentujesz, bo tu to zostaje widzialne; a pozostaje lekki smutek, ¿e tyle m±drych uwag z list, na których byli¶my (ot, rzucê imiona Wojtka J., Magdy M. czy Jurka K.) s± nie do odszukania, chyba ¿e w prywatnych archiwach. Ka¿da ciekawa technologia ma swoje kanty...
-
Go¶æ: Wojciech Kubalewski, chello087206043075.chello.pl
2008/05/18 11:49:11
No proszê! To jest ósmy komentarz do Twojego wpisu. Po³owa z nich jest Twojego autorstwa. I ju¿ jeste¶my na etapie, ¿e tylko my dwaj ¶ledzimy ten w±tek. To nie jest naturalnie los ka¿dego wpisu i wszystkich mu nastêpuj±cych komentarzy, ale nie jest to te¿ sytuacja nietypowa. Gdyby¶my do tej rozmowy u¿yli zwyk³ej epoczty, to czytelników by³oby tylu samo. A ¿e to tu jest/bêdzie widoczne/dostêpne? Po wsze czasy? Bêdzie, ale nie mam poczucia, ¿e wzbogaci³em swoimi mozolnie dukanymi linijkami umys³owy dorobek ludzko¶ci. Podkre¶lam, ¿e piszê o warto¶ci moich _wy³±cznie_ linijek. Inne oceniam czasem wy¿ej. Walcz±c z objawami odstawienia po latach listowiczowania, czytam parê blogów znanych mi osób, czasem zab³±dzê do innych, nowych dla mnie i w marynacie banalno-egotycznej znajdujê teksty poruszaj±ce. Kupujê te¿ gazety, tygodniki, s³ucham radia. I tam te¿ znajdujê. Pryncypialnie to ja jestem za ró¿norodno¶ci± (ergo nie jestem przeciwny blogowi), choæ mam tam swoje bardziej lub mniej ulubione formy. Pisz±c, ¿e blog ma czêsto formê zbli¿on± do wyk³adu stara³em siê z tej formy komunikacji wydobyæ jej istotn± _zaletê_, a nie wadê. Co do Antrima, to da siê napisaæ. ¿e przygania³ kocio³ garnkowi.

Nie wiem, czy dotar³e¶ do napisanego pó³ ¿artem, a pó³ serio felietonu Romana Kurkiewicza w 'Przekroju', wiêc podrzucê tê linkê. Ja siê dobrze, czytaj±c, bawi³em.

przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=3796&Itemid=100 .

Wojciech
-
2008/05/18 18:36:46
Tak, wiem o tym, ¿e z komentarzy w jakim¶ zapomnianym w±tku mo¿na zrobiæ sobie publicznie dostêpny a w pe³ni niekrêpuj±cy schowek, ju¿ tego dla zabawy kiedy¶ u¿y³em z pewn± osob±... Có¿ to znaczy? Ano, ¿e ta setka czy dwie dziennie, które do mnie zagl±daj±, ¿eby siê nauczyæ tabliczki mno¿enia i konstrukcji pentagonu, nie ma ¿adnej ciekawo¶ci w kwestii podnoszonej przez Sacka - i nic w tym dziwnego, to dla nich z innej planety. Ale od czasu do czasu kto¶ to wygugluje i mo¿e mu siê to przyda. Wiêc trzeba mówiæ i dyskutowaæ, nawet je¶li rytm rozmowy nie odpowiada naszym psychicznym potrzebom...

Tego eseju nie zna³em, ale te¿ cz³owiek mia³ pecha, ¿eby do w³a¶nie owego zgromadzenia trafiæ... Tam mo¿na mówiæ o prze¿ywalno¶ci, nie o frajdach.
-
Go¶æ: noa, popeye.kopernet.org
2008/05/25 14:22:16
No i jestem jedn± z tych"googluj±cych". Dzi¶ rano, po ca³onocnym maratonie, skoñczy³am "Oko za oko" J. Sacka. Moja wizyta tutaj jest przypadkiem i efektem niezaspokojonej babskiej ciekawo¶ci. Chcia³am dowiedzieæ siê czego¶ wiêcej o Pinku M±ce i Szlomo Morelu. Wiêcej, chcia³am obejrzeæ ich twarze, jak i twarz Loli, Chaima oraz pozosta³ych. Uda³o siê ( choæ nie za spraw± tego miejsca ). Postanowi³am jednak pozostawiæ swój ¶lad dla potwierdzenia prawdziwo¶ci s³ów ostatniego komentarza. Zatem pêdzê dalej gnana niezaspokojon±, wrodzon± dociekliwo¶ci±. Pozdrawiam
-
2008/05/25 16:04:23
@Noa: choæ babskiej ciekawo¶ci nie mam, dziadowska we mnie zadzia³a³a. Poka¿ gdzie zdo³a³a¶ znale¼æ jakie¶ ciekawe informacje. Mo¿e raczej o Pinku i Loli ni¿ o Szlomie Morelu... Pozdrawiam