|
Blog > Komentarze do wpisu
Postać
João Alberto Lins de Barros, 1897 – 1955. Parę słów o nim pokaże jak niestosowne w losach brazylijskich mogą być schematy o lewej i prawej, o wojskowych i o cywilach... Najpierw parę informacji wyjętych z dość oficjalnej biografii: Wieczny wojskowy buntownik, w latach 20-tych jeden z komendantów słynnej partyzantki z Nordeste, coluna Prestes. Przez parę lat żyje w ukryciu, potem pomaga w objęciu władzy przez Getúlio Vargasa. W 1930 roku mianowany wojskowym interwentorem w stanie Săo Paulo, zezwala na działanie partii komunistycznej i grozi zamknięciem fabryk, które nie chcą zastosować przewidzianych przez nowe dekrety praw socjalnych broniących robotników – a zarazem stara się mieć dobre kontakty z obszarnikami, którzy mieli plantacje kawy. Przez parę lat działa jako dyplomata, nawet przez dwa wojenne lata jako ambasador Brazylii w Kanadzie. Wraca, by zostać prezydentem Koodenacji Mobilizacji Ekonomicznej czyli super-ministrem ekonomii okresu wojny. Po wojnie jako szef policji Dystryktu Federalnego wiele robi dla powrotu do demokracji. Inne źródła powiadamiają, że w międzyczasie robi ekspedycje geograficzne, jest radnym w Rio de Janeiro (z czego, jako zajęcia niesłychanie nudnego, rezygnuje) i działa przy zakładaniu Filharmonii. A oto parę słów o nim, które wygłosił w wykładach na kursie dziennikarskim jeden z najbardziej znanych tutejszych dziennikarzy, Márcio Moreira Alves. W kolumnie Prestesa, prócz noszenia działa i innych narzędzi wojennych, dbał o noszenie pianina, na którym grał gdy docierali do jakiejś osady, by w ten sposób nawiązać kontakt z ludnością. [...] Gdy w czasie wojny został koordenatorem brazylijskiej gospodarki, zwołał swoją ekipę i rzekł: „Słuchajcie, mianowano mnie na tę pozycję, która ma absolutnie podstawowe, bardzo ważne znaczenie, i w Brazylii ktoś z taką funkcją jest oskarżony o jedną z trzech rzeczy: że albo jest rogaczem, albo pedałem albo złodziejem. Chcę was poinformować, że jestem pedałem.” piątek, 28 marca 2008, andsol-br
TrackBack
Komentarze
krzysztof_nawratek
2008/03/28 08:13:12
to Polska dosc do Brazylii podobna sie wydaje... tylko oskarzenia o bycie Zydem brakuje...
2008/03/28 11:31:58
No właśnie... Taka Polska, złagodzona promieniami słońca, padającego na szyszynkę, pozbawiona przez to zaciekłej niechęci do samej siebie, ale skażona wiekami niewolnictwa...
2008/03/28 15:45:39
Ale wyznanie Alberto - pyszne:)
szkoda, że naszym politykom tak bardzo brakuje słońca 2008/03/28 16:40:50
Podobno Rostropowicz po wsiach syberyjskich jeździł na wiolonczeli pogrywając w towarzystwie akordeonisty, ludziska płacili im ziemniakami! :)
2008/03/28 16:46:15
@Kabiria: o, złapałaś brazylijski obyczaj, tu by było nieprawdopodobne, by ktoś o nim powiedział: " Lins de Barros", naturalne jest "Joo Alberto"...
@Reniferiada: to było po związaniu się z Sołżenicynem? Wtedy mógł to robić dla chleba... to znaczy, dla ziemniaków. |
|