(---> początek ) Wojna z Paragwajem (wygrana przez nieuczestniczące
UK) odmieniła nastawienia niewolników. Wykazawszy
swoją bitność i odwagę, potwierdzoną medalami (tych,
którzy przeżyli, bo 60 tysięcy Brazylijczyków poległo
tam) nie mieli ochoty znowu zginać karku na polach.
Ucieczki stawały się coraz bardziej masowe, a nastroje
niewolników w gospodarstwach budziły coraz większe
obawy właścicieli pól i dusz.
Co gorsza, ceny europejskich produktów dzięki niskiej
płacy tamtejszych niewolników, czyli proletariuszy,
czyniły brazylijskie wytwory coraz trudniejszymi do
sprzedania. Dlatego nawet najgoręcej popierający
naturalny porządek rzeczy, czyli obszarnicy, zaczynali
dopuszczać myśl, by skończyć z nieopłacalnym dla nich
niewolnictwem, ale w rozsądny, cywilizowany sposób:
państwo odkupuje od nich niewolników, zostawiając ich
jeszcze na 20 lat na gospodarstwach, by można było
przejść do odmiennego systemu gospodarki. Jak widać,
gdy nadchodzi właściwy moment, postępowa idea
znajduje ogólne poparcie.
Wdając się w moje krótkie opowiadanie o tej długiej
historii mam nadzieję, że kto to czyta, zajrzy do
różnych źródeł – ale wiem, że przywiodą go one
do nieporozumień z powodu ukrytych założeń. Słowa
armia, cesarz czy kapitalista rozumiemy po swojemu
bez wprowadzenia koniecznych poprawek. By pokazać
jak trudno jest przenosić europejskie przekonania na
rozumienie tutejszych spraw powiem, że gdy w Europie
Comte był studiowany w ukryciu a jego nazwisko
wzbudzało takie uczuciowe stany (u przedstawicieli
przeciwstawnych ideologii) jak wiek później Che
Guevara, a masoni byli uważani za forpocztę szatana,
w Brazylii miano pozytywizm za nadzieję i teorię
odmiany świata, która przemieniłaby też ów kraj na
lepsze. Dzieła Comte'a studiowano w armii, szczycono
się masońskimi powiązaniami, a przyświecała temu
życzliwość cesarza.
Ponadto warto mieć na uwadze, że arystokracja była
raczej stanem przejściowym niż kastą, bo nadawane
za zasługi tytuły nie były dziedziczne.
W okolicach roku 1880 duch republikański, pełen wiary,
że to zmiany instytucyjne odmienią kraj na lepsze,
zyskiwał na sile i miał oparcie w części rozwijającej
się z wolna burżuazji. I postulaty republikańskie były
naturalnie wiązane z żądaniem zniesienia niewolnictwa.
I to jest ostatni moment, by wprowadzić na scenę
córkę drugiego cesarza, Dom Pedro II. Księżniczka
Izabela (princesa Isabel) nie była trzpiotką bawiącą
się próżnym życiem dworskim. Świadoma obowiązków
wdawała się w palące kwestie epoki i w czasie podróży
ojca jej podpisem były wprowadzane ważne dla
istnienia cesarstwa kwestie. Już w roku 1871 25-letnia
księżniczka wsławiła się takimi działaniami. I dla
kogoś, kto uważnie śledził jej poczynania, nie było
niczego odbijającego od poprzednich działań w jej
podpisie złożonym pod dokumentem zwanym Lei Áurea
(złote prawo) w roku 1888, uwalniającym natychmiast,
bez warunków i odszkodowań, wszystkich niewolników.
To był w Brazylii koniec niewolnictwa. A po roku także
brazylijskiej monarchii. Możni nie przebaczyli utraty
tak genialnego przekrętu.
Szło lepsze. I idzie do dziś. Ale cholernie powoli.
A może to wcale nie tak źle. Przecież i z przyczyn gospodarczych padł komunizm.