Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Powtórzmy proces

Pan prof. Jerzy Robert Nowak, jak poinformowała mnie prasa, znalazł stosowny ton. Mianowicie, przed ołtarzem krakowskiej bazyliki (ołtarz to miejsce odprawiania modłów i ceremonii religijnych, jak prawie wszyscy, prócz ateistów i złych Polaków, wiedzą) publicznie rugał byłego ministra, pana W.Bartoszewskiego: „Kiedy w parlamencie izraelskim oskarżano nas o rzekomy udział w ludobójstwie, siedział milcząco przez kilka godzin i ani be, ani me, ani kukuryku!.”

No właśnie, tym językiem trzeba mówić. Przypomnę, że w zachodnim świecie rolę symbolu wyładowania antyżydowskich przesądów stanowiło aresztowanie we Francji w roku 1894 kapitana Alfreda Dreyfusa. Była tam siła złego na jednego i najwyższa hierarchia francuskiej armii brała udział w kryminalnym spisku chroniącym winnego i zrzucającym winę na innego. Émile Zola sprawił, że wydalony z wojska Dreyfus, rzucony do więzienia na Wyspę Diabła, doczekał się w 1899 roku nowego procesu. W którym znowu został skazany i uzyskał natychmiastowe przebaczenie. A Zola trzy lata później zakończył życie, jak wszystko na to wskazuje, przy pomocy środowiska, którego winę wykazał.

A na wschodzie inaczej to rozgrywano. Wstępem do antyżydowskich zbrodni XX wieku był proces Menachema Mendla Bejlisa, aresztowanego w 1911 r. za rytualny mord popełniony na chrześcijańskim chłopcu. Władze carskie zrobiły co mogły, ale choć w tym procesie z 1913 r. nie było w obronie osób tak sławnych jak Émile Zola, to kompetencja i rzetelność obrońców zmiażdżyła tezy biegłego wezwanego przez oskarżenie.

Był nim litewski ksiądz katolicki Justyn Bonawentura Pranajtis. Wezwano go na proces z jego taszkienckiej parafii w Turkiestanie, bowiem jako autor dzieła Tajne nauki rabińskie dotyczące chrześcijan z 1892 r. był uważany za specjalistę od wszelkich żydowskich niegodziwości, w szczególności od rytualnych mordów. Bowiem jak wielu dobrych chrześcijan wiedziało, Żydzi w okresie Paschy potrzebowali krwi chrześcijańskich dzieci do wyrobu swojej białej macy.

Dzieło jego życia miało imprimatur abp. Kozłowskiego z Mogilewa. Nie ma wiadomości o tym, by władze eklezjastyczne w którymś momencie kwestionowały odkrycia księdza uczonego w Talmudzie czy wyraziły zaniepokojenie owym oficjalnym zezwoleniem.

W czasie procesu dowiedziono, że wiedza o Talmudzie, na której biegły opierał swoją sławę, nie docierała do znajomości terminów: Hullin, Erubin, Yevamot i wielu innych, które mają być (wedle znających się na rzeczy ludzi) za należące do podstawowego zakresu tej wiedzy.

Francja wyszła z afery Dreyfusa nieco czystsza. Rosja wyszła z afery Bejlisa znacznie brudniejsza. I nawet po latach, na terenie Królestwa Warszawskiego, odczuwa się konsekwencje. Na tych ziemiach znaczną rolę odgrywał Kościół Katolicki i to on wszedł w aferę zbrukany, a wyszedł upodlony.

A od tego czasu różnych miał namiestników Pana na Ziemi, czyli papieży:

Pius X,
Benedykt XV,
Pius XI,
Pius XII,
Jan XXIII,
Paweł VI,
Jan Paweł I,
Jan Paweł II,
Benedykt XVI

i każdy z nich mógł i powinien powiedzieć owieczkom swoim: dobrzy ludzie, katolicy, nie wierzcie przez chwilę w tę kosmiczną bzdurę o dzieciach na macę! Ale wszyscy, wszyscy co do jednego ani be, ani me, ani kukuryku!

Proszę mi nie wciskać landrynki o JPII, który prosił starszych braci o odpuszczenie win. Tyle to warte co przepraszanie lasu, że chodząc po nim depczę trawę. O ponurej legendzie macy, błąkającej się po podziemiach Watykanu, nasz wielki rodak nigdy się nie wypowiadał.

Kosztem, naszym polskim kosztem tej rytualnej bzdury była kielecka rzeź.

Warto wspomnieć, że gdzie władze kościelne otwarcie potępiały antysemityzm, nawoływania do pogromu i tę oszczerczą, a tak tragiczną w skutkach bzdurę o mordzie rytualnym, gdzie wzywały do spokoju i przypominały wiernym ich chrześcijański obowiązek, tam albo nie dochodziło do antyżydowskich rozruchów, albo były one małe i mniej wspierane przez mieszkancow.

Tak np choć już zbierało się na pogrom w Częstochowie, nie doszło do niego dzięki biskupowi Teodorowi Kubinie, który otwarcie i mocno potępił pogłoski o mordzie rytualnym.


To prof. Tadeusz K. Gierymski piszący w 1996 roku.

Tam też pisze o biskupie Wyszyńskim odmawiającym Żydom pomocy, bo niewiadomo jak to było z Bejlisem. Nie Marek Edelman pierwszy przypomniał to rodakom, ale gdy Gierymski o tym mówił, Kościół zdołał udawać głuchego. Tym razem, na fali poruszenia książką Grossa słowa Edelmana brzmią dużo głośniej i teraz już o tej tragicznej prawdzie nie zapomnimy. Ani o kieleckich Żydach, którzy PRZED rzezią prosili o pomoc biskupa Kaczmarka, a ten odesłał ich z niczym. Proszę zauważyć, że nie ma wielkiego znaczenia czy mord był planowany w Moskwie czy sterowany z Warszawy, kieleccy Żydzi o planowanych prowokacjach nie mieli jak wiedzieć, oni chcieli ochrony przed powojennym otaczającym ich społeczeństwem. I proszę pamiętać, że byli Polakami. Jeszcze raz powtarzam: Polacy, z wymordowanymi całymi rodzinami, czekający znowu na czyhającą na ulicy śmierć. Ale śmierć przyszła do ich domu.

Czytam z zainteresowaniem wywiady i raporty o stanie dusz młodych ludzi czujących powołanie i idących do seminariów. Dużo bardziej niż ich motywacje by mnie zainteresowało przeczytanie czy słyszeli oni o tych żydowskich mordach rytualnych przed pójściem do seminarium czy w nim. A jeśli w nim to od kogo i w jakich warunkach.

Chorobą społeczną gorszą niż nierówności materialne czy chamstwo i egoizm, prawdziwym odpowiednikiem myślowego raka w naszym organizmie, jest ta zapiekła nienawiść do Żydów. To niczego nie rozwiąże jeśli roztrąbimy, że 90% społeczeństwa ma zdrowe i uczciwe nastawienia do wszelkich nacji. Gdybyśmy odkryli, że tylko 10% naszych kobiet to prostytutki a 10% naszych mężczyzn to prostytuci i sutenerzy, odkrylibyśmy, że żyjemy w największym na świecie burdelu. Jeśli jest w naszym Kraju „tylko” 10% idiotów wierzących w macę z krwią chrześcijańskich dzieci, a wśród tych 10% jest sporo duchownych autorytetów, to trzeba ratować ten Kraj wszelkimi środkami. Pierwszy z nich to odsunięcie od nauczania etyki w szkołach wszelkich nauczycieli, którzy nie stwierdzą jasno i niedwuznacznie, że w owe brednie nigdy, absolutnie nigdy nie wierzyli.

Do rzeczy powiedzianych w artykule i w dyskusji na temat mitu dorzucę znalezisko o jego pojawieniu się w Anglii już w 1144 r. I refleksję, z pewnością niezbyt oryginalną, że chrześcijanie, oskarżani o kanibalizm (bierzcie i pijcie, to jest krew moja) w stosownym momencie odbili oskarżenie ku swoim bliskim w religii, bo inne, chwytliwe oskarżenie, o seksualne przewiny, w owym czasie nie miałoby tej samej wartości w walce.

Oczywiście problem nie jest czystko polski. Zatyka usta czytanie, że biskup Wyszyński bredził, że „Niemcy mordowali Żydów za szerzenie komunizmu, a nie za bycie Żydami”, ale po chwili pamięć podsuwa, że sam papież Benedykt XVI opowiadał bardzo podobne dyrdymałki w czasie swojej wizyty w Polsce. Watykanu rzecz jasna nie naprawimy, ale może udałoby się odsunąć go trochę od wpływów na polskie sprawy?

Najchętniej widziałbym powtórzenie w polskim sądzie procesu Bejlisa, teraz, w roku 2008. Wezwałbym tych wszystkich kościelnych specjalistów od mordów rytualnych, by się raz na dobre skompromitowali przed polskim społeczeństwem. Ale jak znam życie, długo by się plątali a unikaliby odpowiedzi na proste i krótkie pytanie:

Czy ksiądz (eminencja, nieodpowiednie skreślić) wierzy, że w żydowskich społecznościach zdarzały się w istocie rytualne mordy dokonywane na chrześcijańskich dzieciach w celu użycia ich krwi na macę?

Nie ograniczałbym tego testu na poczytalność tylko do kleru. Wielu profesorów powinno być mu poddanych.

piątek, 15 lutego 2008, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/02/15 11:12:37
Zatkało mnie. Jestem pod wrażeniem /in plus/Ale to powinno być napisane w dzienniku ogólnopolskim . Blog czytają tylko nieliczni To powinno trafić do mas. Zrób z tego manifest i opublikuj.Może wreszcie ktoś zrozumie.
-
2008/02/15 13:06:25
Hmmm... Nienawiść musi mieć pożywkę dla rozwoju. Zawsze zostaną ci, co wiedzą lepiej i ci, którzy nie uwierzą. A nawet jeśli hierarchowie kościoła coś powiedzą głośno, to nie musi mieć to wpływu, na jad lany, po cichutku, do uszu wiernych.
-
2008/02/15 13:06:43
to, o czym piszesz, to są dosyć powszechne zjawiska,
parę dni temu okoliczności służbowe zmusiły mnie do uczestnictwa w spotkaniu z niajkim Piątkowskim - ministrze sprawiedliwości w rządzie Hanny-Wiecznie-Dziewicy (to taki facio, który zawsze był związany z akcyjkami typu WAK, ropniaki, elpeer...) - spotkanie było ze studentami!
facio już w czasach rządowych (raptem niecałe pół roku) dał się poznać jako niezly pojeb, ale teraz to kaftanik konieczny;
gostek miał mówić o tranzycji ustrojowej w ramach wymiaru sprawiedliwości, a właściwie cały czas jechał na Grossa, pseudopolaków i innych wiadomego pochodzenia, a Jerzy Robert to świętość i aksjomat!
-
2008/02/15 13:09:12
przepraszam - literówki: miało być "niejaki" (choć "nijaki" też odpowieda prawdzie) i KAW (katolicka akcja wyborcza), a nie WAK
-
2008/02/15 17:13:02
Podpisuję się również,
tylko ten akapit o nauczycielach etyki jest do wyrzucenia. Jak się zjechahało autolustrację na uczelniach, to trzeba być konsekwentnym. Dlaczego akurat nauczyciele etyki mają się zarzekać że niewinni ?

Poza tym bardzo dobre.
-
2008/02/15 18:11:37
@Acel: a gdzie byś sugerowała, „Nasz Dziennik” czy „Rp”? :) Bardzo się boję, że to jak z tym młodocianym bandytą na ulicy w São Paulo: widzę skrzywdzone dziecko i wiem, że nie ma ratunku, wkrótce umrze, przypuszczalnie zabijając przedtem innych. Tylko trepanacja czaszki i wysączenie ropy z mózgu mogłoby pomóc, ale przecież w demokracji takich rzeczy się nie robi... Więc alternatywa to zapraszać takich Nowaków do tv i pozwolić, że zrobią z siebie durni, co powinno im przyjść bez wysiłku...

@Daria: a ja w grzywny wierzę. Gdyby wymówić Konkordat i przestać wsączać bezwarunkowo te miliony, uzależnić dotacje od kontroli jakości nauczania, coś powoli by się zaczęło zmieniać. Plus pewna ilośc uczciwie osądzanych spraw sądowych... Ale kto wie czy nie byłoby równie ważnym wyśledzenie gdzie rosną nowe pęcherze nienawiści, bo na tym antyżydowskim długo nie da się jechać.

@Kuszelas0: mam nadzieję, że nie zaskoczę Cię niemile, ale politycy mnie martwią mniej. Zawieje inny wiatr i nawiedzi ich inny duch. Niejakiego Kwaśniewskiego nie pamiętasz? Ileż to osób go nie wychwala, wcale nie trąci im komuną... Gorzej z nawiedzonymi, którzy lepiej niż ich własny Bóg wiedzą kogo On wybrał na ulubiony naród.

@A_14: wybaczysz skasowanie powtórki? To nie dlatego, że nie chcę słyszeć jeszcze raz Twojej dość słusznej uwagi. Ale trochę bym się bronił. To nie duch lustracji, to jak sprawdzanie braku ataków padaczki u motorniczego w warszawskim tramwaju. Może to mieć przykre indywidualne konsekwencje, ale zbiorowe bezpieczeństwo jest ważniejsze. Ale nie będę się upierał. A może będę. Muszę trochę pomyśleć. Ile tygodni mi dasz?
-
2008/02/15 18:57:47
Gdyby tak spróbować spełnić Twoje postulaty - dopiero by się zaczęło :)
Debata wokół Grossa - byłoby to małe piwo. I nic by to nie dało. Nie da się przekonać ludzi, którzy swoje wiedzą i już. Dodatkowo każdą najmniejszą nawet próbę dyskusji traktują jako atak na Polskę, Polaków itd.
Problem też polega na tym, ze nie ma autorytetu, który mógłby odnieść skutek tłumacząc oczywiste ? Kto to miałby być ? I wiesz, gdyby nawet osławiony Ojciec Dyrektor próbował wyprostować sprawę, skończyłoby się tym, ze od arzu byłoby multum świadków potwierdzających w stylu: " musiał to powiedzieć, ale mówiąc wyraźnie mrugnął okiem, zmienił tonacje głosu itp." - czyli powiedział, ale wszyscy wiedząc, że tak naprawdę coś jest na rzeczy ....
Jednym słowem - sytuacja patowa.
-
2008/02/16 14:31:17
@Anuszka: jak pamiętasz, wpisałem się wówczas do rozmowy, choć już nie po odniesieniach do odkryć owego Toaffa. Zdumiewa jak chętnie i łatwo ludzie tworzą mentalne konfuzje. Nawet gdyby odkryto jakąś mściwą i egzotyczną sektę z przeszłości (a ile by ona miała czasu na swe działania), a co to ma do tematu rytualnych porwań? No są tu w Brazylii jacyś maniacy picia świeżego moczu na czczo i bardzo wierzą w lecznicze tego walory – i czy na podstawie tego da się budować tezy, że wierzący rozpijają się siusiami?

Tym razem poszedłem do wskazanego przez Ciebie forum z 2005 i zatkało mnie w dwóch miejscach: że w Kalwarii Zebrzydowskiej wisiał odnośny obrazek (no to wierni mieli dowód, nie?) i ta osoba, która wie, że „kiedys taki obrzadek u zydow”. Czemu ja się tu urodziłem... Aha, już kiedyś o tym pisałem ...
-
2008/02/16 14:35:20
@Marzatela: obśmiałem się szczerze, choć nie powinienem. Ale masz rację, ufność w słowo zanika w narodzie, mrugnięcie lub specjalny znak jest ważniejszy, o ile współgra z własną teorią. I myślę o poczętych ale nierozwiniętych przyjaźniach z Arabami, zawsze z ich strony pojawiały się podejrzenia, intrygi, implikacje... Czy to możliwe, że z etosu Rycerza o Jednym Słowie ewoluujemy w kierunku Arabskiego Księcia Pozbywającego Się Podstępem Wrogów?

Debata wokół Grossa to dobre piwo. Zmiany w mentalności zawsze bolą. Ale fakty zostają na półce.

Byłbym mniej pesymistyczny w kwestii autorytetów. Nieuchronnie będą to musieli być myśliciele czy działacze chrześcijańscy i zapewne żaden z nich nie jest teraz widoczny w mediach, ale po pierwsze są setki wysoko postawionych mądrych ludzi, którzy nie przez bicie w stół dochodzą do publicznego uznania, a po drugie mamy olbrzymi kryzys moralny, a autorytety wyrastają właśnie w krytycznych sytuacjach.
-
2008/02/16 15:39:48
O żywotności mentalnych konfuzji:

"No więc ta moja babcia, do dziś głęboko wierzy, że w wieku lat 10 cudem uniknęła śmierci. Że Żydzi ją chcieli na macę przerobić, ale się im wymknęła."

tekstowisko.com/comment/532844/Lorenzo-szanowny-i-pozostali-konfederaci

I jest to głos we właśnie się toczącej dyskusji rytualnej, w której nawet (zdawałoby się) rozsądni ludzie dają się wpuścić w teorię Spisku, mającego na celu dyskredytację Dobrych Polaków. O bałwaństwie bałwanów nie wspominając.
-
2008/02/16 15:43:11
Autorytety może i wyrastają w sytuacjach granicznych, ale współczesny autorytet to osoba wykreowana przez media, innych już nie będziemy mieli. Chyba skończyły się czasy pracy u podstaw i autorytetów, ktore rodziły się z tłumu... i to jest właśnie współczesny kryzys... tak se myślę :)
-
2008/02/16 18:19:01
Abiekt ma rację - autorytet musi błyszczeć w mediach. Ale i tak zawsze można go zdyskredytować wskazując, że dane medium jest powiaząne kapitałowo z kimś tam, a więc nie reprezentuje interesów prawdziwych Polaków :(
Jedynym wyjściem jest praca u podstaw.
-
2008/02/16 20:06:00
No nie, tak łatwo „odwrotnej teorii spiskowej” nie przyjmę. To nie kartel. Oni współzawodniczą i oprócz wymyślania faktów czasami ich szukają. Ponadto zawsze wisi nad nimi Bicz Boży o nazwie „NIE”, więc czasami muszą mieć kontakt z realnym światem.

@Nameste: a ja bym babcię do Wojewódzkiego zaprosił i niech tam opisuje jak już macą była owinięta i jak taki duży Żyd z zielonym nożem do jej serca się zbliżał... Brzydko z babć się śmiać, ale lepsze to niż trzymać opowieści babci w szafie.

Kurcze, a w mojej rodzinie doszliśmy tylko do tego, że gdy siostra uważała, że krzywda się jej dzieje to twierdziła, że była księżniczką porwaną przez Cyganów i wciepaną do nas. Czemu właśnie do nas nigdy nie zostało wyjaśnione.
-
Gość: Lampucera, d150-6-240.home.cgocable.net
2009/02/01 03:47:27
Masz racje: w ludzie polskim kraza takie historie od lat! Jak bylam mala dziewczynka wiele wiele lat temu babcia katoliczka zawsze mnie straszyla Zydami(ze zlapia mnie i przerobia na mace) albo Cyganami(ze mnie porwa z domu rodzinnego i kaza zebrac na ulicach ). Na Zyda mowila "bejlis". I bylo to w centrum W-wy! A pozniej sie okazalo, ze jej maz a moj dziadek byl Zydem przechrzczonym...
-
2009/02/01 04:17:24
@Lampucera: póki to "lud", "ludzie", "gdzieś na prowincji" tak mówią, człowiek odbiera to jeszcze spokojnie. Ale było dla mnie prawdziwym szokiem gdy wrócilem do wolnej, niekomunistycznej Polski i między dawnymi dość bliskimi znajomymi, usłyszałem jakieś wahające się, niby ostrzegające mnie: "no wiesz, nie wiadomo jak to z tym było, różnie o tym mówią..." Ludzie z ukończonymi studiami uniwersyteckimi, bywali, z dostępem do takich lektur jakie chcieli sobie wybrać, swój wybór zawężali właśnie do dzieł p. Nowaka czy p. Ratajczaka. I dopiero wtedy zacząłem rozumieć co to znaczy anihilacja klasy myślących ludzi... A rekonstrukcja inteligencji narodowej to długi i kosztowny proces.