S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Jazda w nieznane (3)

Uprzednie odcinki romansu z ¿ycia liczb:
liczby trójk±tne oraz liczby figuralne.

Najpierw – powoli – jak ¿ó³w – ociê¿ale,
Ruszy³a – maszyna – po szynach – ospale...


(W³odzimierz Majakowski – Pie¶ñ o Stalinie)

¯e co? ¯e pomyli³em lokomotywê z parowozem? Racja.
To by³ ma³y sprawdzian jak stoisz w humanistyce. Moje
gratulacje, urodzony humanista. A teraz sprawdzimy co¶
równie ³atwego, ale z liczenia: ile jest par liter
w 23-literowym alfabecie? A czemu tak szybka zmiana
miny, z m¶ciwie-radosnej w skis³±, hê?

Wiêc jak Mistrz ka¿e, zacznijmy powoli. Masz w my¶li
(skoñczony) zbiór i pytasz mnie ile tam jest elementów.
Nie mam pojêcia, nie jestem cyrkowym koniem. Ale je¶li
TY mi powiesz ile tam jest elementów, bêdê móg³ ci
powiedzieæ ile jest tam par, trójek, czwórek i innych
mo¿liwych zestawów. Mo¿e lepiej nie mówiæ „zestawów”
a „podzbiorów”. Podzbiorów czego? No tego zbioru,
o którym my¶lisz.

Jest bardzo prosty symbol na te wszystkie podzbiory.
Zanim go napiszê, zastanówmy siê przez chwilkê: co taki
symbol musi w sobie mieæ? Na przyk³ad, zastanawiam siê
nad trójkami cyfr. Skoro cyfr jest 10 a chcê liczyæ
zbiory maj±ce 3 elementy, to ten symbol:
– musi zawieraæ liczbê 10 i liczbê 3,
– nie powinien byæ podobny do innych symboli z 3 i 10.

A wiêc symbol 10|3 by³by okropnie z³y, bo taka pionowa
kreska ma ju¿ pewne znaczenie („4|76” znaczy: „liczba
76 jest podzielna przez 4”). Pisanie 10\3 na pewno by
przywiod³o dzieci z dysleksj± do dzielenia. A dzieci
bez dysleksji do odejmowania. Jest pewnien stareñki
symbol, du¿e C, u do³u ma ma³y wska¼nik 10 a u góry 3.
Kiedy¶ by³ on ukochany przez aklamacjê, bo uwa¿ano
go za skrót s³owa „kombinacja” (oczywi¶cie, nie
pisanego po polsku), i by³y jakie¶ dziwne definicje
tego s³owa, ale dzi¶ rozwi±zujemy to prosto: mówimy
kombinacja, a my¶limy podzbiór
. I taki symbol jest
podobny do reprezentacji olimpijskiej, w której jest
prezes i dwóch tenisistów. Tenisi¶ci s± niezauwa¿alni
a prezes wypina brzuch i jest bardzo wa¿ny. Wiêc to
nie jest dobry symbol. Wiem, jest mnóstwo ksi±¿ek go
u¿ywaj±cych. Nie ma k³opotu, oddaj je na przemia³.

Prowadzone przez prawie 350 lat poszukiwania idealnej
notacji nie zakoñczy³y siê do dzi¶ (nastêpnym razem
opowiem jak wygl±daj± nowinki z ostatnich lat), ale
powszechnie u¿ywan± jest taka:

en nad ka

Czyli je¶li mam n elementów i chcê oznaczyæ ilo¶ci
mo¿liwych par, trójek, czwórek, piszê:

linia w trójk±cie Pascala

Zabawne: nie ma przyczyn, by zabroniæ u¿ywania notacji

en nad jeden

oznaczaj±cej ilo¶æ podzbiorów z jednym elementem. No,
tu nie ma w±tpliwo¶ci: tyle takich podzbiorów ile
ró¿nych elementów, czyli n. I jak m±drze to wygl±da:

en nad jeden to n

Prawie twierdzenie :)

Dobrze, zostawmy prze¶mieszki z jednoelementowych
zbiorów na potem i popatrzmy na oczywiste wyniki gdy
mamy zbiór z 3, a potem z 4 elementami.

trzecia linia

a potem

czwarta linia

Pewne ogólne zale¿no¶ci rzucaj± siê w oczy. Niewa¿ne
jakie jest n, oprócz ju¿ stwierdzonego bana³u na
temat jednoelementowych podzbiorów mamy dwie inne
proste, a u¿yteczne obserwacje. Zawsze w n-elementowym
zbiorze bêdzie jeden jedyny n-elementowy podzbiór –
ten¿e w³a¶nie zbiór. Czyli zawsze jest

en nad en to 1

Po drugie, gdy n=4, mamy tyle podzbiorów z jednym co
i z trzema elementami. Nic dziwnego. Wyobra¼ sobie, ¿e
wszystkie elementy stoj± w rz±dku, twoja wyobra¼nia ci
poda³a jaki podzbiór chcesz zmontowaæ i podajesz
komendê: „takie to a takie elementy, krok do przodu”.
Ale „wybraæ pewne” znaczy „odrzuciæ resztê”, czyli
zawsze gdy mamy jaki¶ podzbiór, mamy te¿ dope³niaj±cy
go inny. Tyle podzbiorów (z k elementami) ile innych,
dope³niaj±cych je (z n-k elementami). A wiêc, mo¿emy
nie wiedzieæ jakie to liczby, ale wiemy, ¿e s± one
sobie równe:

symetrie

czy ogólnie:

symetria, ogólnie

Co¶ ci to przypomina? Okrutne wzory, u³amki, rachunki
i liczenie minut do koñca lekcji? Wiem, matematyki ciê
uczy³a... Nie, nie bêdê siê wyra¿a³. Zgoda: kluczowym
momentem w tej ca³ej zabawie jest wzór Stifela, a je¶li
pan Michael Stifel opublikowa³ go prawie 500 lat temu,
mówi±c o tym, co on i Cardano zrozumieli w tej kwestii,
i ci±gle siê tego u¿ywa, to korzy¶ci z niego nie s±
banalne, prawda? Rzecz w tym, ¿e dla UDOWODNIENIA
tej zale¿no¶ci nie trzeba wiedzieæ jak siê wyra¿a te
liczby wzorkami, trzeba tylko chwilkê pomy¶leæ. Wzór
mo¿e i wygl±da nieprzyja¼nie:

wzór Stifela

ale mój listonosz to samo my¶li o naszym psie. Czyste
przes±dy. Pozwól, by ciê ten wzór pow±cha³ i poliza³...
nie, lepiej ty to zrób.

Zacznijmy tak: mam niebieskie klocki z numerami
od 1 do n i do tego zbioru dorzucam jeszcze jeden
czerwony klocek. I zastanawiam siê: ile podzbiorów
maj±cych k+1 klocków potrafiê zestawiæ u¿ywaj±c ten
powiêkszony zbiór?

Od razu jest oczywiste, ¿e te podzbiory s± z jednej
z dwóch grupek, i te grupki s± zupe³nie odmienne:
albo w podzbiorze jest czerwony klocek, albo go tam
nie ma.

W pierwszym przypadku muszê wybrany czerwony
dope³niæ k niebieskimi, czyli mam

en nad k

mo¿liwo¶ci.

W drugim przypadku wszystkie k+1 klocki s± niebieskie,
czyli ilo¶æ podzbiorów to

en nad k+1

Koniec, kropka. Wzór udowodniony. I dziêki niemu mamy
otwart± drogê do mechanicznego, bezmy¶lnego, ³atwego
liczenia naszego symbolu dwumianowego:

u¿ywanie wzoru Stifela

U¿yjmy go do u¶wiadomienia sobie, ¿e na przyk³ad wyniki
dla pi±tej linii mam „za darmo” z czwartej linii, bo u do³u
sumujê liczby, które stoj± u góry nad szukan± liczb±. A na
koniuszku linii dopiszê liczbê 1.

pi±ta linia otrzymana z czwartej

I ca³a nasza wiedza o ilo¶ci podzbiorów czyli wstêp do
KOMBINATORYKI (tak, to moment gdy wypada wyznaæ
dok±d ciê prowadzê) u³o¿y³aby siê w ³adny trójk±t liczb
gdyby...

Chcia³bym dopi±æ pewien kompromis grecko-arabski: by
móc czytaæ wszystkie dane z lewej na prawo albo na
odwrót. Ale brak mi jedynek na pocz±tku ka¿dej linii.
Inaczej mówi±c, chcia³bym dla pe³nej symetrii obrazka,
dla uczynienia nieodró¿nialn± stronê lew± od prawej,
mieæ taki wzór:

en nad zero

Mogê zrobiæ ten cud w jedyny sposób: POSTANOWIÆ,
¿e to jest prawd±. Przyj±c tak± definicjê:

definicja en nad zero

Co to znaczy? Ano, ¿e zawsze mam tylko jeden pusty
zbiór (zbiór bez elementów). I zanim zaczniesz
wybrzydzaæ, ¿e to nie ma sensu, popatrz jak wszystkie
nasze wyliczenia uk³adaj± siê piêknie w tabelkê, znan±
jako trójk±t Pascala:

trójk±t Pascala

Czy potrafisz wyt³umaczyæ sobie w jaki sposób pojawi³y
siê tu liczby trójk±tne? I czy przypominasz sobie do
czego te rachunki s³u¿±? Wskazówka: nim Pascal zacz±³
my¶leæ o wiecznym zbawieniu (z powodu wypadku, który
móg³ skróciæ jego ¿ycie) i zosta³ jansenist±, by³
oddany ziemskim rozrywkom, g³ównie hazardowi i dla
powiêkszania swoich szans w grach hazardowych rozwija³
to, co nazywamy dzi¶...

No w³a¶nie. Chodzi o rachunek prawdopodobieñstwa. Bez
którego nie ma ¿ycia du¿ych populacji. Pierwszy krok
do radzenia sobie z nim to ten, który zrobili¶my tutaj:
zawieranie przyja¼ni z symbolami kombinatorycznymi.

Bo teraz nie boisz siê ju¿ pytania: ile trójek ró¿nych
elementów mogê zmontowaæ z o¶miu cyfr? Trzeba tylko
dorobiæ jeszcze trzy linie w podanym tu pocz±tku
trójk±ta Pascala...

poniedzia³ek, 25 lutego 2008, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/02/25 12:05:55
No proszê, zaczynamy wchodziæ w coraz ciekawsze rejony. Trójk±t Pascala to moja podstawówka... wtedy nie lubi³am rachunku prawdopodobieñstwa, bo jak przysz³o co do czego to przy zadaniach miewa³am k³opoty z wymy¶leniem co mi potrzebne do zadania... czy kombinacje, czy permutacje, czy wariacje... potem mi ju¿ wyt³umaczono nieco ³opatologicznie i jak przysz³o ol¶nienie, to polubi³am. Wiesz, ¿e do dzi¶ s± rejony matematyki, których unikam jak ognia? Pewnie z roztrzepania i lenistwa... W sumie to za wiele tej matematyki na co dzieñ nie u¿ywam... I czemu te "trudniejsze" rzeczy ZAWSZE s± ³atwiejsze do zapamiêtania i naumienia?
-
2008/02/25 12:29:04
@Szukajmysie: no a czy da siê wierzyæ w biologa, który równie lubi fizjologiê ludzk±, cytologiê, zoologiê delfinów i paprocie? Minimum gustu wymaga, by siê wykrzywia³o na co¶ nos. Bardziej skomplikowana Twoja uwaga o trudnym, które czêsto okazuje siê ³atwiejsze. Sporo czasu zainwestowanego w my¶lenie o tym, odpowied¼ chudziutka: materia³y dydaktyczne s± du¿o lepsze ni¿ na poziomie elementarnym. Bo autorzy maj± wyselekcjonowan± publikê i mog± skoncentrowaæ siê na stronie technicznej, olewaj±c psychologiê, krytyków (oni nie wspinaj± siê tak wysoko), trolli...
-
2008/02/25 13:36:43
W sumie masz chyba racjê. Jakis czas temu mój brat poprosi³ mnie o wyt³umaczenie to¿samo¶ci... to chyba naj³atwiejsze w trygonometrii. I wziê³am jego podrêcznik, co by mu wytkn±æ palcem, ¿e o tu, ma wszystko ³adnie napisane na pewno i moje t³umaczenie mu do niczego nieprzydatne bêdzie i... umar³am. Tak z ciekawo¶ci przejrza³am z pó³ podrêcznika i... umar³am powtórnie. Jesli tak to siê teraz uczy matematyki, to ja siê nie dziwiê, ¿e dzieciaki w liceum maj± problem z to¿samo¶ciami. Wziê³am kartkê, napisa³am mu wzory plus ze trzy g³upawe zadania i zagrozi³am,¿e nie wypuszczê dopóki nie rozwi±¿e poprawnie. I wiesz co? Stwierdzi³, ¿e jego pan od matmy jest g³upi, bo móg³ te¿ tak zrobiæ i wszystko by³oby jasne i proste...
Za "moich czasów" to by³ Dróbka, Krysicki i W³odarski i taka pani od matematyki wspó³czesnej (zawsze zapominam) i jak wziê³am W³odarskiego, to nikt mi ju¿ ca³ek t³umaczyæ nie musia³. A jak wziê³am ksi±¿kê mojego brata, to chyba by te to¿samo¶ci dwa lata musieliby mi ³opat± do g³owy ³adowaæ. Ja nie wiem, ¿e cos takiego MEN dopu¶ci³ do u¿ytku w szko³ach. (Z ciekawo¶ci wziê³am te¿ podrêcznik historii mojego m³odszego - piata klasa podstawówki - brata i umar³am po raz który¶ z kolei. Wiesz, ¿e oni ich ucz± historii na D³ugoszu? Ja wiem, warto wiedzieæ, ze ktos taki by³, ale do cholery, dzieciak w pi±tej klasie nie jest tak do konca ¶wiadom, ¿e u D³ugosza to róznie z faktografi± by³o... O tekstach pisanych przez autorów nie wspomnê, bo by³aby to wypowied¼ wysoce niecenzuralna.)

A po drugie to chyba jest trochê tak, ze trudniejszym rzeczom poswiêcamy wiêcej uwagi, bo to i ciekawsze i bardziej zagmatwane, a popierdó³ki sa proste z za³o¿enia, wiêc traktujemy je troche po macoszemu...
-
2008/02/25 15:22:12
Taka pani od matematyki wspó³czesnej to z pewno¶ci± Zofia Krygowska, wielkiej m±dro¶ci kobieta, wieczny przyk³ad, ¿e dydaktyka matematyki to mo¿e byæ dobrej klasy matematyka a nie schowek dla pó³inteligentów. Wiele dobrego uczyni³a, by polska (i czeska) "nowa" matematyka nie ze¶lizgnê³a siê na bezdro¿a pitolenia. Zboczenie to by³o ³atwe na ca³ym ¶wiecie, kto czyta (podlinkowanego u mnie) Raimiego, uczestnicz±cego ongi¶ w Stanach w tworzeniu "new math" wie jak tam j± zamordowano jeszcze w ¿yciu p³odowym, zespolonym wysi³kiem owych "dydaktyków".

Co do to¿samo¶ci trygonometrycznych, czekam tylko na ustalenie przez AMM daty publikacji naszej (z Jurkiem Kocikiem) pracki, by pokazaæ tu jak je wszystkie wymordowali¶my; nie bêdzie wiêcej na ¶wiecie tej algebraicznej zmory, bêdzie tylko u¶miechniêta geometria odcinków w trójk±cie...
-
2008/02/25 15:30:23
No, wreszcie trochê matematyki! Bo ju¿ zw±tpi³em, ¿e to blog "trochê matematyczny"!
£adna rzecz tak kombinatoryka...
-
Go¶æ: Wiechu., ici2.internetdsl.tpnet.pl
2008/02/25 16:37:57
Kiedy¶, kiedy¶ mówiono, ¿e je¿eli Pan Bóg ma czas zajmowaæ siê matematyk± to uprawia geometriê.
Pó¼niej kiedy doszli do g³osu "algebraicy" to twierdzili, ¿e teraz najpweniej zajmuje siê algebr±. I u...pili ca³e piêkno geometrii.
Wiechu.
-
2008/02/25 17:41:30
@Fredf: no i po co ja siê kiedy¶ chwali³em, ¿e bywam matematykiem... jedni mi to wypominaj±, drudzy przypominaj±... I inni zapominaj±. Te typy z google'a , z World/Polska/Nauka_i_edukacja/Matematyka/ , ile bym siê nie prosi³, ¿eby mnie wpisali, s³yszeæ o mnie nie chc±. Mo¿e muszê skopiowaæ moje materia³y jako Kó³ko M³odych Matematyków z W±chrzewa?

@Wiesiek: a co¶ Ty taki roze¼lony na algebrê? W przypadku kombinatoryki, gdy pojawia siê ona w g³êbokich i trudnych to¿samo¶ciach z funkcji specjalnych, z pewno¶ci± wyra¿a niebanalne w³asno¶ci geometryczne (choæ niekoniecznie geometrii euklidesowej), ale póki rozwijasz pierwszych tysi±c twierdzeñ o wnêtrzu trójk±ta Pascala, algebra wydaje mi siê adekwatnym narzêdziem. Oczywi¶cie w takim stylu jak to Wilf + Zeilberger robi± w ksi±¿ce "A=B", masz to na p³ytce Math Landscapes.
-
2008/02/26 22:46:09
Przeczyta³am. Zrozumia³am!!!! Przypomnia³am sobie, ¿e swego czasu (ósma klasa podstawówki) by³ to mój ulubiony fragment matematyki. Przerazi³am siê skleroz±. Pocieszy³am, ¿e z odroczeniem, ale jednak jeszcze rozumiem. Czekam na cdn...
-
2008/02/27 00:15:04
C.d. bêdzie, ale bez po¶piechu. Tu obowi±zuje prawo je¿y (jak siê je¿e kochaj±? Bardzo ostro¿nie).
-
Go¶æ: zer00, 82.167.51.18*
2008/03/01 07:39:13
Jedno mnie peszy: na pocz±tku notki jest pytanie o liczbê par w zbiorze 23-elementowym, a potem ca³a reszta jest o podzbiorach k-elementowych ze zbioru n-elementowego. W szkó³ce gminnej, do której ¿em chodzi³ na bosaka, pod górê i po grudzie, dobra Pani od matematyki g³osi³a, ¿e para jest to uporz±dkowany zbiór dwuelementowy. Zgodnie z tym, liczba par w zbiorze n-elementowym by³aby dwa razy wiêksza od liczby odczytanej z odpowiedniego miejsca trójk±ta Pascala, czyli od liczby podzbiorów dwuelementowych z tego samego zbioru.

Czy s³owa dobrej Pani równie¿ powinienem oddaæ na mentalny przemia³?
-
2008/03/01 12:10:23
Drogi Zer00, nierzadko Panie w Szko³ach s± przekonane, ¿e Matematykê, jak± ona jest, szóstego dnia Pan stworzy³, i grzechem jest b³êdne rozumienie postanowieñ Jego. Je¶li Owa Pani jest (by³a) tego typu, grzecznie o zdrowie krewnych bym spyta³ i dyskusji matematycznych unika³, bo wiele pary z uszu by w rozmowie wypuszczono a sensu ¿adnego. Ale z osob± bardziej pragmatycznie nastawion± tak rozmawiaæ bym próbowa³:

chcê mieæ nazwê na zbiór dwuelementowy. Czy s³owo para by³oby u¿yteczne czy te¿ powinno ono nie¶æ od razu pojêcie ordynku (Ja¶ po prawej stronie Marysi to para, przeszed³szy na lew± stronê Marysi Ja¶ utworzy³ inn± parê)? Technicznie rzecz ujmuj±c oba wyj¶cia s± wyobra¿alne, ale które, wygodniejsze bêd±c, chêtniej zostanie zaakceptowane przez spo³eczno¶æ? Zbiór uporz±dkowany wcze¶nie jest powo³any do roboty w systemie wspó³rzêdnych, ale tam obie u¿yte liczby mog± byæ identyczne, wiêc
widaæ, ¿e dobrze by by³o odró¿niæ s³owa "para, trójka, czwórka" (uporz±dkowana czy nie) od terminu "podzbiór k-elementowy". I tak w istocie najczê¶ciej siê czyni, czyli moje pocz±tkowe u¿ycie s³owa "para" odnosi siê do codziennego, niesformalizowanego sensu. (Ale dziwny to by by³ autor nudz±cy technikaliami ju¿ od pocz±tku.) Odwo³anie siê do Sieci pokazuje, ¿e zestaw s³ów "ordered pair" pojawia siê ko³o 380.000 razy. Gdyby samo s³owo "para" nios³o pojêcie uporz±dkowania, ten matematycznie brzmi±cy zestaw by³by o jedno s³owo krótszy.

W praktyce przy pisaniu wyja¶nia siê intencje notacj±: {a,b} to podzbiór zbioru liter i ma jeden lub dwa elementy (je¶li a=b to jeden, powtórzenia nie licz± siê). Natomiast (a,b) to para. Uporz±dkowana czy nie? Nie wiem. Trzeba najpierw wyja¶niæ konwencjê. K³opot w polskim jêzyku powiêksza wieloznaczno¶æ zwrotu "mam parê rzeczy"...

Czy istnieje porz±dne (c'est le mot) rozwi±zanie? Tak, notacja Kuratowskiego jest idealna. Para uporz±dkowana to {{a,b},{a}}, czyli powiedziane jest, który element jest pierwszy. I nawet w przypadku a=b, choæ mam podzbiór jednoelementowy, tworzê parê uporz±dkowan±. Czy to jest do prze³kniêcia w szkole podstawowej? A po co? Jaki jest cel, nauka u¿ytków czy formalizmów?
-
Go¶æ: zer00, 82.167.51.18*
2008/03/01 22:00:31
Nasza Pani zaproponowa³a tak± mnemotechnikê: je¿eli przez drzwi przechodzi zawsze najpierw Ma³gosia, a potem Ja¶, to mamy do czynienia z par± (z definicji: uporz±dkowan±). A je¿eli kolejno¶æ przej¶cia tych dwojga przez drzwi nie jest okre¶lona, to znaczy, ¿e stanowi± zbiór dwuelementowy (z definicji: nieuporz±dkowany). Spo³eczno¶æ (naszej klasy) zaakceptowa³a tê definicjê :)

(Co do zapisu, przyjmowali¶my konwencjê, ¿e (a,b) jest uporz±dkowane, {a,b} - nie).

Dlatego na pytanie z pocz±tku notki odpowiedzia³bym odruchowo: 506.

Tym niemniej, dziêkujê za wyja¶nienie.
-
2008/03/02 02:20:13
Zer00, Twoje ostatnie uwagi wyja¶niaj±, ¿e Pani od Matematyki na pewno nie zas³ugiwa³a na mentalny przemia³, bo rozumia³a³a co to s± definicje, konwencje i pary. Twoje zakoñczenie "tym niemniej" daje mi do zrozumienia, ¿e maj±c wybór miêdzy dwoma konwencjami wolisz tê, której przedtem u¿ywa³e¶ i nie widzê powodów, by na to siê z¿ymaæ. Ciekawi mnie tylko jak przy owej notacji rozwi±zujesz delikatn± kwestiê czy maj±c a i b podane w jakie¶ do¶æ skomplikowane sposoby decydujesz o zapisie zbioru zawieraj±cego je (bo przecie¿ nie bêdziesz z góry wiedzia³, ¿e s± ró¿ne) i czy mo¿na z nich zrobiæ parê nieuporz±dkowan±. Bo przy notacji do¶æ powszechnej dzisiaj (o której pisa³em) hakuna matata, jak nie s± odmienne to zbiór {a,b} ma jeden element a para (a,b) jest uporz±dkowana. Nastawa³bym , ¿e to ja dziêkujê za postawienie problemu.
-
Go¶æ: zer00, 82.167.51.18*
2008/03/02 09:40:03
W³a¶ciwie jest mi wszystko jedno, której konwencji bêdê u¿ywa³. W sytuacjach praktycznych wa¿ne jest to, ¿eby wszyscy zainteresowani u¿ywali tej samej. Angielskojêzyczni mówi± na to "byæ na tej samej stronicy" albo "¶piewaæ z tych samych nut".

Co do zbioru {a,b}, gdzie a jest tym samym, co b, to przypomnia³a mi siê taka dziwaczna historia. Jako aspiruj±cy bur¿ua naby³em kiedy¶ drog± kupna pewn± liczbê akcji firmy, w której pracowa³em. Dostajê ci kiedy¶ pismo do domu, gdzie pisz±, ¿e wszystkie akcje bêd± teraz ksiêgowane elektronicznie, w ramach nowoczesno¶ci. Nie do koñca to zrozumia³em, ale patrzê potem przez internet na konto, gdzie te akcje s± trzymane (w jakim¶ biurze e-maklerskim, chyba) i widzê - Mister Zer00, stan konta: N akcji zwyczajnych i jeszcze N akcji zaksiêgowanych elektronicznie. Co jest, my¶la³em, czy¿by nast±pi³ tzw. split i mam nagle dwa razy wiêcej akcji i powinienem siê udaæ do sklepu z jachtami? Rzut oka na inn± tabelkê, z warto¶ci± konta w pieni±dzach, wyja¶ni³ sytuacjê: zbiór {N,N} dalej jest wart N razy cena. Tak ¿e odczu³em na w³asnej skórze, jak te sytuacje mog± byæ myl±ce. (Dobrze, ¿em nie zamówi³ tego jachtu).
-
2008/03/02 11:37:25
Urok niekonwencjonalnych konwencji pozna³a kiedy¶ moja siostra lec±c z Polski do Australii i na jakim¶ lotnisku (chyba by³o to w Abu Dubai) omal nie straci³a lotu. Wychowana w ¶wiecie gdzie liczby jednocyfrowe zapisywane by³y jedn± cyfr± nie przejmowa³a siê wezwaniami do pasa¿erów z wej¶cia zero cztery, w koñcu jej wej¶cie to by³o cztery...