Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Dzieło kupię, tajną wiedzę posiądę

Tuście mi, ozdobne roślinki! Wkrótce każdy, kto tu
zagląda, dowie się ode mnie co w was siedzi!

półka z literaturą ezoteryczną

 

środa, 06 lutego 2008, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/02/06 05:26:17
NIGDY nie widzialam lepiej umieszczonej ksiazki o roslinach. Przeciez to absolutnie wiedza tajemna. Magia czysta i rzeczywista. Kto przezyl, ten wie...;-)
-
2008/02/06 10:13:40
Może to są "Rośliny ozdobne dla zaawansowanych"? Tam chyba jest jeszcze podtytuł, może on wszystko wyjaśnia.
-
2008/02/06 15:51:41
@MEP: i jak każda wiedza tajemna, wpadając w oko opróżnia kieszeń. Najniższa znaleziona cena: 114 reali (158 złotych). To ja wolę szpulkę, w którą się dmucha z góry a karta leżąca pod nią wcale nie spada, choć nic jej od dołu nie podtrzymuje (i magia nazywa się zasadą Bernoulliego i samoloty z niej korzystają). Czyli z oszczędności wlazłem w naukę. A czuję, że byłbym dobrym biskupem andsolizmu.

@Kwik: Podtytuł mówi: „arbustivas, herbáceas, trepadeiras”, co znaczy (biolodzy, nie bijcie!) drzewkowate, pełzające, włażące. Jakie by nie były, u mnie mrówki wszystko zjedzą. To moja cecha genetyczna.
-
2008/02/06 18:21:01
Rośliny pełzające i włażące też bym chyba na wszelki wypadek wstawil do ezoterii. Wnijdzie taka gadzina i nawet mrówki nie pomogą.
-
2008/02/06 18:39:23
Pełzające i włażące to jak najbardziej ezoteryczne. Coelho powinien czuc się zaszczycony...
-
2008/02/06 21:31:35
O, Nowa Blada Twarz na placu... Witay. A powiedz, jak odkryłeś, że Cię zalinkowałem? Życzliwi donieśli ? :)
-
2008/02/06 23:06:40
Co jakiś czas sprzątam po kątach i podejrzliwie obwąchuję ślady stóp poszukując maniaków Zambrzyckiego. Vitay nawzajem.
-
2008/02/07 00:54:47
A mnie się wydawało, że ten Coelho to raczej kategoria "literatura" (jak wysokich lotów, to rzecz dyskusyjna) a nie żadna ezoteryka czy inne gusła. I roślinki też niewinne chyba - a może to jakieś halucynogeny mają być? Zresztą - o sancta simplicitas! - na co komu magia jak wystarczy psychologia? Ale co kto lubi...
-
2008/02/07 01:36:26
@Babilas: jak będziesz pisał literatura z cudzysłowem to nam się dostanie od Bralka.
On go lubi. To chyba tak jak kiedyś było z Castanedą, jedni czytali jako literaturę a drudzy prawie się do tego modlili.
-
2008/02/07 08:38:46
Alez drogie u Was te ksiazki! No chyba, ze zarabiasz (w przeliczeniu) tryliard zlotych;)
Moze cos podeslac? Inna strefa klimatyczna, ale zawsze:)
Mam ojca denrologa - pasjonate. Arboretum wokol domu zaklada. Ksiazek Ci u nas dostatek.
A tak z ciekawosci, co najbardziej przeszkadza w Brazylii "uprawiaczom" - szkodniki? klimat?
-
2008/02/13 01:04:36
MEP, czasami trudno jest odpowiedzieć na proste pytania. Nie, nie o szkodniki. Tu odpowiedź jest prosta: mi przeszkadza brak siewnego genu. Niektórzy są amuzykalni, a ja jestem asiewny. Mi w zasadzie nic nie wychodzi, poza rucolą (przerośnięta rzeżucha) i ostatnio udała się cierpiętnica, ale dlatego, że sama. Ja jej nie siałem, tylko codziennie zbieram.

Co do Twojego ojca – czy on wdaje się w derenie? Mój przyjaciel jest dereniofanatyczny, niejaki Ireneusz Zabłocki z Minden, dość znany wśród podobnych wariatów. Gdy mogę, podsyłam mu kontakty.

A teraz do tego, co mnie przytrzymało. Książki tu są cholernie drogie i na ogół tutejsze kupuję z sieci antykwariatów (o której kiedyś napiszę). A z zagranicy są tanie ale poczta nieprzyzwoicie droga. I dlatego nawet własną rodzoną siostrę rzadko proszę o dosyłki. Więc zastanawiałem się jak grzecznie wytłumaczyć, że dziękuję i doceniam ale. A potem pomyślałem, że gdybym (powiedzmy) wysyłał coś do przyjaciół w Kraju to bym się zeźlił na jakieś opowiadania, że to dla mnie drogo. Jak ślę, to wiem co robię. I pomyślałem, że kiedyś Jurek przysłał mi ze Stanów „An Instance of the Fingerpost” (Iain Pears) i chyba z przesyłką łącznie wywalił na moją edukację z $80, ale to była moja najpiękniejsza lektura z ostatnich lat. Więc dla pewności przypomniałem sobie taki dowcip z RP II.
Adiutant budzi swego dowódcę: „panie generale, szklaneczka wódeczki?” a ten odpowiada rykiem: „co?! wódka przed śniadaniem?! bez czyszczenia zębów?!! Z największą przyjemnością!!”

Ale ponieważ wahałem się przez parę dni to nie trafisz już tutaj, więc mamy decyzję z powodu braku decyzji, czyli sprawa się rozwiązała sama.

Aha, na zarobki nie tylko nie skarżę się, a także na polski zarobek bym nie wrócił, ale gdy porównuję wydatki ze strukturą polskich wydatków z czasów studenckich, to aż mnie zatyka. Wtedy szło na kulturę 10-15% i było to normalne... Teraz jestem poniżej 6% i nie mogę pozwolić sobie na więcej. Oczywiście szkoła chłopców to nie kultura a konieczność.