|
Blog > Komentarze do wpisu
Walka klas
Podstawowym celem ucznia w szkole od najdawniejszych czasów jest pokazanie nauczycielowi, ¿e uczeñ jest od niego m±drzejszy. Klasa, która stara siê wykoñczyæ nauczyciela u¿ywaj±c instrumentów i przemocy fizycznej przegrywa przez walkower, bo pokazuje, ¿e jest g³upsza od bramkarza strzelaj±cego samobóje. Jak mo¿na wdaæ siê w tak klasyczny sport nie maj±c pojêcia o regu³ach gry! Wykoñczenie nauczyciela za³atwia siê pytaniami g³upimi albo przem±drza³ymi, rozz³oszczeniem, durnymi minami albo doprowadzaniem do rozpaczy w³asn± têpot±. Pod pok³adem jêzykowego nawozu by³a kiedy¶ ro¶linka sensu, ale zdech³a. Chodzi³o o to, ¿e je¶li da siê opisaæ krzywe p³askie przy pomocy algebry, to taka krzywa siê o¿eni z takim zapisem, a inna z innym. Ale zapis to nie jest krzywa p³aska. S³owo byk napiszê na czerwono i s³owo nie w¶cieknie siê, a byk na czerwone by siê w¶ciek³. Wiêc zapis byka i byk to nie jest to samo. czwartek, 31 stycznia 2008, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2008/01/31 10:15:39
Pokomplikowa³e¶ strasznie, mistrzu.
Nie ma powodu winiæ nauczycieli i pisz±cych podrêczniki za nieporozumienia z cyframi. Tu na ogó³ to towarzystwo jasno mówi, ¿e cyfra to znak graficzny do zapisu liczb. Czy Ty chcesz dobiæ nastolatków tym ma³ym s³ownikiem? Nawiasem, mój najdurniejszy zakup ksi±¿kowy to dwutomowa koby³a EDM z MIT za US$90 plus strach mówiæ ile dla poczty. Nigdy tego nie u¿y³em. Skoro zamiesza³e¶, to zaraz narysujê wrys (to taki wpis rysowany) o paraboli. Bo mi czytelnika ut³uczesz zanim on zdo³a wyci±gn±æ komórkê i odpaliæ telefon na pogotowie ratunkowe (sms E00063 na numer 71222). 2008/02/01 16:07:05
Ach... wyk³ad o paraboli chyba nie na mój dzisiejszy nastrój... poczytam innym razem. Przytaczaæ przyk³adów na g³upie nauczanie te¿ nie bêdê... nie wiem które wybraæ ;) zreszt±, podawa³am ich kilka wcze¶niej. Powiem tylko, ¿e Anna istnieje naprawdê. Funkcjonuje. Jednak powoli chyba staje siê ide±... (zaraz popadnê w nastrój jeszcze bardziej dziwny i puszczê sobie ca³± dyskografiê Cohena).
Nie by³o mnie. Wróci³am. 2008/02/01 16:29:03
To dobrze, ¿e jeste¶. I ¿e Anna jest. Ja jestem jak ta ciota na kanapie, co udaje, ¿e nie patrzy, ale pod szalem zaciska kciuki, ¿eby by³ szczê¶liwy koniec, i ¶rodek, i wszystko.
2008/02/09 13:48:58
„Ilo¶æ” liczb naturalnych, nie „liczba”.
w szkole mówili, ¿e mamy liczby rzeczowników policzalnych i ilo¶ci niepoliczalnych a liczby tak na oko wydaj± sie policzalne bo przecie¿ jedna liczba a potem dwie liczby. wiêc choæ zakaz mówienia o nieskoñczonej liczbie ma sens to jej zastêpowanie ilo¶ci± jak dla mnie nieco godzi w regu³y naszego jêzyka. 2008/02/09 14:13:37
@Glomek: nie, nie ma sprzeczno¶ci. Jak po³o¿ysz na stole CA£Y zbiór liczb naturalnych, to nie ma liczby na policzenie ile tam jest elementów.
Tak naprawdê, to wprowadza siê pojêcie liczby kardynalnej” i u¿ywaj±c go wyra¿a siê liczbowo” ró¿ne nieskoñczone ilo¶ci, ale rzecz jasna to ju¿ jest bardzo zmodyfikowane stare s³owo liczba”. 2008/02/10 11:14:04
ale ja mniej wiêcej rozumiem ¿e nie ma liczby na policzenie ca³ego zbioru liczb naturalnych.
stad i rozumiem, ¿e niepoprawnie jest mówiæ o nieskoñczonej liczbie liczb tyle, ¿e równocze¶nie wydaje mi siê i¿, nie do koñca mo¿na mówiæ o nieskoñczonej ilo¶ci liczb - co sugerowa³e¶ gdy¿ w ogóle nie mo¿na mówiæ o ilo¶ci liczb, je¶li liczbê jako czê¶æ mowy, rzeczownik, uznaæ za policzalny 2008/02/10 11:59:23
@Glomek: i tak± uwag± wchodzisz w ¶wiat antynomii, czyli pozornych paradoksów, które trapi³y matematykê (a ¶ci¶lej: matematyków i logików) przed wiekiem. To, co piszesz jest podobne do antynomii Russella, nie pamiêtam jakich s³ów u¿y³ on, powiedzmy ¿e autonomiczny, antynomiczny”. Otó¿ nazwiemy autonomicznymi wszystkie przymiotniki, które same siebie opisuj± (krótki, wielosylabowy, ¶wiszcz±cy), wszystkie inne s± antynomiczne. Pytanie z ka¿d± odpowiedzi± prowadz±dz± do sprzeczno¶ci:
czy autonomiczny” jest autonomiczny czy antynomiczny? W zasadzie pó¼niejsze o pó³ wieku rozwa¿ania Alfreda Tarskiego o prawdzie (tak, nasz ch³op, czyli polski ¯yd, czyli Amerykanin) zrobi³y w ba³aganiku porz±dek. Dla matematyka nie ma k³opotu. To co nazywasz liczbami to s± obiekty i liczê je (je¶li jest ich skoñczenie wiele) nie przejmuj±c siê ich natur±. To jakby nieczu³o¶æ na kolory, co przychodzi do rêki idzie do szuflady, bez selekcji na rodzaj obiektu. Nie mam ¿adnych wewnêtrznych sprzeciwów nawet przy jednoczesnym liczeniu liczb i krasnali. Jak to zbiór to mogê próbowaæ liczyæ. Tylko, ¿e co to jest zbiór? Takie co¶, co ma swoj±... liczbê kardynaln± :) |
|
Has³o o krok dalej: parabola Neila. Pó³sze¶cienna, niczym nie przypominaj±ca na rysunku tej z definicji, nawet tej równowa¿nej, ¿e to jest krzywa (p³aska) powsta³a z przeciêcia sto¿ka p³aszczyzna nie przechodz±c± przez jego wierzcho³ek,....
I dalej parabola sze¶cienna. Ró¿ni±ca sie od obu, co widaæ na rysunku.
No wiêc, jak to jest z parabolami?
Krzy¿yk, kropka, brak obu znaków miêdzy innymi znakami co robi± za liczby to nie pomys³ fiakra.
Choæ mo¿e kelnera. Bo jest taki kelnerski sposób mno¿enia: dwa razy dwa ..dwadzie¶cia dwa, trzy razy trzy trzydzie¶ci trzy. Razem za dwa mielone i trzy piwa p³aci szanowny pan 55 pln-ów.
Szanowanie!
Pozosta³y jeszcze cyfry, wielkie cyfry.
W nich wyra¿ane s± najczê¶ciej poniesione straty bo o zyskach nie wypada mówiæ.
Wiechu.