|
Blog > Komentarze do wpisu
Skąd tyle ognia
– Psze pani! Tam za rogiem dzieci się filozofują! poniedziałek, 07 stycznia 2008, andsol-br
TrackBack
Akwizytorzy religii
z Romana J. subiektywny ogląd świata
Przyszła wiosna, a z wiosną ruszyli na ulice akwizytorzy religii - świadkowie Jehowy. Ponieważ poruszam się po moim miasteczku piechotą, więc dość często się na nich natykam. Szczególnie na drodze z i do pracy. Stosunek do nich mam ambiwalentny. Z ... » Wysłany 2008/01/07 12:34:21
Komentarze
2008/01/07 20:31:33
Natężenie emocji ma, moim zdaniem, podłoże ksenofobiczne, podobnie jak u kibiców sportowych czy (masz rację) kibiców "etno- / national wars", albo wyznawców Maca przeciwstawionych wyznawcom PC-ta. Nasze lepsze bo... nasze; stadny komponent opierania "tożsamości" na przynależeniu.
Ale to dopiero połowa zabawy, ta dotycząca wspólnoty rytu (szalika, języka, symboli na klawiaturze). Drugie pół jest już specyficzne dla religii. Której istotą ;) [ten uśmiech kieruję do MEP] jest splecenie dualnych argumentów: argumentu wiary i argumentu autorytetu. (Używam tu terminu "argument" w stylu scholastycznym: argument jako opoka, kotwica tezy.) Piszę "dualnych", bo argument wiary buduje przestrzeń ukorzenia (się), poddaństwa (Prawdzie), emocji uczestnictwa aż do epifanii. Argument autorytetu rozdrzewia się na przestrzeń władzy, od Autorytetu Najwyższego, przez Hierofantów wielu klas, aż po istnienia pojedyncze, zgromadzone wokół lokalnego Muezzina (lub: odpowiednio). Te dwie przestrzenie nakładając się konstytuują religię. I stąd właśnie bierze się owa (dziwiąca Ciebie, Andsolu) kompulsywna potrzeba uspójniania, powoływania się jak nie na autorytet ludzki, to na autorytet pisma itp. W tysiącach mikro- i makro-miejsc argument autorytetu przekształca się na (znany powszechnie i uniwersalny) "argument z autorytetu". Ani władza, ani wiara nie potrzebują uzasadnień (wręcz ich nie znoszą), obie potrzebują siebie wzajemnie, w swoim (dualnym) spleceniu. "Czepialstwo" zapewnia wystarczającą stałość granic tego układu względnie odosobnionego, chroniąc przed korozją od wewnątrz i inwazją z zewnątrz. Urywam, bo jeszcze wyjdzie na to, że piszę własną notę na cudzym blogu ;) 2008/01/07 22:44:48
Andsol, nie no, ale tu spłaszczyłeś! Ty gadasz o "religii", a tak naprawdę masz na myśli rzymski katolicyzm. W innych religiach wcale niekoniecznie to tak działa, z tą spójnością i wszechogarnianiem.
2008/01/07 23:41:02
@Roman_j: zabawne, właśnie dziś usunąłem wpis jakiegoś niegrzecznego dziecka, które pokazywało, że zna wszystkie te słowa, bez których mogłoby żyć. A przed tygodniem wyrzuciłem takie ni w pięć ni w dziewięć reklamowanie czyjegoś bloga. Ale nigdy bym nie usuwał notki, która odnosi się do mego wpisu... Więc gdybym dawniej wyrażał się jakoś o Świadkach Jehowy to chyba użyłbym zwrotów podobnych do Twoich (nawiasem, pamiętałem treść Twego wpisu), ale przez przyjaciół miałem wgląd do ich wewnętrznych obyczajów i wymusiło to we mnie spore dla nich uznanie. Oczywiście nie za ich teorie czy za chodzenie i nudzenie (śliczna dziewczyna mówi, brzydka ciotka przygląda się uważnie), ale za ich wewnętrzne relacje, pełną solidarność, solidność...
No fajnie, mózg, ale jaki model działania? Jaka rola, zabezpieczenie grupy? Jednostki? Rytualizacja doświadczeń? Poczekałbym, nim z neurofizjologii pojawią się jaśniejsze opisy jak brak zachowań uważanych za etyczne wiąże się z zakłóceniami w działaniu kawałków mózgu. @Nameste: znasz tę historię jak pytano wioskowego idiotę jak on mnoży w pamięci te olbrzymie liczby? No, mówił, że w myśli idzie po ulicy z płotem i przy każdej sztachecie ustawia jedną liczbę i potem je zbiera. Więc muszę najpierw poustawiać przy sztachetach Twoje wywody: czy chodziłoby o to, że model monoteistycznej religii tak ściśle przylega do modelu ziemskiego jednowładztwa, że nieuchronne było w praktyce ich połączenie się? Nie wiem jak dla drugiej strony, ale dla ziemskich autorytetów takie zespolenie byłoby bardzo pożyteczne i godne popierania _wszelkimi_ środkami. @Anuszka: chyba masz rację. Mógłbym bronić się, że czytałem o takiej i owakiej religii, ale w kwestii wytwarzania temperatury nie jest ważne co one głoszą (vse my miroliubimyje i progriessivnyje) ale jak działają na codzień. A tu mam bliższe doświadczenia tylko z KK. 2008/01/09 15:33:48
Roman_J: "...ryDzykownie byłoby nazywać wyznawcami Chrystusa..." ;)
|
|
Co do religii jako źródła etyki, to zgadzam się raczej z wyczytaną niedawno hipotezą, że źródłem etyki jest... ludzki mózg. Natomiast religia robi tutaj za transcendentalną, szlachetną matkę etyki, czyli nadaje jej szlachecki patent i odpowiednią rangę (nie jestem przekonany, czy jest to potrzebne; może niektórym).
Swoje przemyślenia religijne zawarłem kiedyś w notce w blogu, do której trackback podesłałem. Jeśli uznasz, że tematycznie nie pasuje, to go wywal. :)