Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Skąd tyle ognia

– Psze pani! Tam za rogiem dzieci się filozofują!
– Jasiu, nie martw się, od tego nic im się nie stanie.


To będzie najbardziej nieuporządkowany wpis jaki tu
kiedykolwiek wstawiłem. Ale on ma być na dziś a nie
na przyszłe życie, więc albo wychodzi niedosmażony
albo zapraszamy na antresolę, gdzie są ciastka i kawa.

W zasadzie to jest ciąg dalszy wczorajszego wpisu, ale
proszę nie przymuszać mnie do wyjaśnień w jakim sensie
ciąg dalszy, bo to moje odczucie a nie teza.

Aha, już wiem: w dalszym ciągu pasożytuję na tekście
Nameste, a może na komentarzach do tekstu.

Wczoraj pojawiły się komentarze, a ja nic. Ani słówka.
Wbrew netykiecie? Nie wiem. Czułem, że powinienem
przeczytać (zrobiłem), pomyśleć (jeszcze się robi)
i zamknąć dziób (ale są tam nowe uwagi i dziób się
otworzy).

I zaczęły mi latać refleksje (jak wiadomo, w pustej
głowie łatwo o to), a gdy wróciłem do Nameste, były
tam nowe komentarze i z refleksji zrobiła się gęstka
(gęstka to niby zbitka, ale ruchoma). Aż się zdumiałem,
bo trójgłos Mep – Nameste – Camoes dotyka spraw
tak głębokich, że aż strach, ale w języku dostatecznie
rozważnym, by nie przywołać trolli. Jako obojętnik mam
lekki niedostatek motywacji, jako metafizyczny niedouk
brak informacji, ale co mi się pomyślało, tu położę. Lecz
pominę bezustatnne „jak mi się wydaje” i „sądzę, że”.

Wyłączywszy społeczności w stylu Amiszów czy Świadków
Jehowy, nie wychowujemy się ze zwyczajem przemyślenia
sensu naszych działań. W tym, co robimy i czego nie
robimy są różne „bo”, ale rzadko stanowią elementy
jednorodnego zestawu poglądów. Wybieramy rozrywki,
zawód, przyjaciół, obiekty uczuć i oświadczyn bardziej
dlatego, że to się robi, wszyscy robią, niż mając w tych
kwestiach przemyślenia. Mówię o Polakach. Kiedyś
Wacek wyznał, że czuł się przybity gdy przeczytał, że
Cook od dziecka wiedział co zamierzał robić i ciągle się
do tego przygotowywał. Kilku znajomych młodych
Brytyjczyków też byli takimi. Ale to precyzowanie swoich
pojęć nie wychodziło poza kwestie zawodowe.

Więc żyjemy nieporządnie, pospiesznie, improwizując...
co ja tu będę próbować, Szymborska już nam mówiła.
W gruncie rzeczy mamy to za naturalne. Gdyby młody
człowiek oznajmił: „mając 25 lat będę szukał spokojnej,
cichej dziewczyny z rodziny bez konfliktów i niepalącej,
która jest średniego wzrostu i ma lekki naturalny
zapach konwalii”, oskarżono by go o brak ducha, uczuć
i jeszcze o jakieś inne grzechy. Więc, powtarzam, życie
przypadkiem, zdarzeniami, niekonsekwencją, jest normą.

I tylko w kwestii pojęć religijnych (czy też anty) są
wymogi, by to było spójne, zgodne ze szczegółami oraz
z praktyką, z naukami Jana XXIII oraz księdza katechety
– i każdy jest sędzią jednoosobowego sądu, który
także skłonny jest do egzekucji wyroków. Nie ma innej
dziedziny gdzie by publiczne czepialstwo było ostrzejsze.
No, może czepianie się młodych mężatek kiedy wreszcie
urodzą.

Chyba nie rozumiem tego zjawiska. Próba odpowiedzi, że
to dlatego, że platforma religijna jest najważniejsza,
wszechobejmująca, nie przekona mnie. To by było zgodą
na to, że właśnie religia jest źródłem etyki, co mam za
duży i niemiły błąd. I dla jakości życia społecznego byłoby
ważniejsze gdyby ludzie w sposób bardziej przemyślany
traktowali problemy kuchni czy uśmiechania się także
poza okresami świątecznymi.

Jedyna stojąca mniej więcej równo idea skąd by się brała
ta zaciekłość w kwestiach wiary to (nieoryginalna)
teza, że to uproszczony substytut  jedności etnicznej.
Nie trzeba sprawdzać czy mamy wspólną pra albo prapra,
krótko i prosto deklarujemy: Polak mały. Katolik. Jak
i ty. No to możemy iść wypić.

poniedziałek, 07 stycznia 2008, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Akwizytorzy religii z Romana J. subiektywny ogląd świata
    Przyszła wiosna, a z wiosną ruszyli na ulice akwizytorzy religii - świadkowie Jehowy. Ponieważ poruszam się po moim miasteczku piechotą, więc dość często się na nich natykam. Szczególnie na drodze z i do pracy. Stosunek do nich mam ambiwalentny. Z ... »
Wysłany 2008/01/07 12:34:21
Komentarze
2008/01/07 13:11:23
Czyli religia jako forma realizacji potrzeby przynależności? To jest zgodne z moim obecnym światopoglądem. A bardzo dobrym dowodem tej tezy są Wyznawcy Ojca Dyrektora (z których wielu ryzykownie byłoby nazywać wyznawcami Jezusa Chrystusa).
Co do religii jako źródła etyki, to zgadzam się raczej z wyczytaną niedawno hipotezą, że źródłem etyki jest... ludzki mózg. Natomiast religia robi tutaj za transcendentalną, szlachetną matkę etyki, czyli nadaje jej szlachecki patent i odpowiednią rangę (nie jestem przekonany, czy jest to potrzebne; może niektórym).
Swoje przemyślenia religijne zawarłem kiedyś w notce w blogu, do której trackback podesłałem. Jeśli uznasz, że tematycznie nie pasuje, to go wywal. :)
-
2008/01/07 20:31:33
Natężenie emocji ma, moim zdaniem, podłoże ksenofobiczne, podobnie jak u kibiców sportowych czy (masz rację) kibiców "etno- / national wars", albo wyznawców Maca przeciwstawionych wyznawcom PC-ta. Nasze lepsze bo... nasze; stadny komponent opierania "tożsamości" na przynależeniu.

Ale to dopiero połowa zabawy, ta dotycząca wspólnoty rytu (szalika, języka, symboli na klawiaturze). Drugie pół jest już specyficzne dla religii. Której istotą ;) [ten uśmiech kieruję do MEP] jest splecenie dualnych argumentów: argumentu wiary i argumentu autorytetu. (Używam tu terminu "argument" w stylu scholastycznym: argument jako opoka, kotwica tezy.)

Piszę "dualnych", bo argument wiary buduje przestrzeń ukorzenia (się), poddaństwa (Prawdzie), emocji uczestnictwa aż do epifanii. Argument autorytetu rozdrzewia się na przestrzeń władzy, od Autorytetu Najwyższego, przez Hierofantów wielu klas, aż po istnienia pojedyncze, zgromadzone wokół lokalnego Muezzina (lub: odpowiednio). Te dwie przestrzenie nakładając się konstytuują religię.

I stąd właśnie bierze się owa (dziwiąca Ciebie, Andsolu) kompulsywna potrzeba uspójniania, powoływania się jak nie na autorytet ludzki, to na autorytet pisma itp. W tysiącach mikro- i makro-miejsc argument autorytetu przekształca się na (znany powszechnie i uniwersalny) "argument z autorytetu". Ani władza, ani wiara nie potrzebują uzasadnień (wręcz ich nie znoszą), obie potrzebują siebie wzajemnie, w swoim (dualnym) spleceniu. "Czepialstwo" zapewnia wystarczającą stałość granic tego układu względnie odosobnionego, chroniąc przed korozją od wewnątrz i inwazją z zewnątrz.

Urywam, bo jeszcze wyjdzie na to, że piszę własną notę na cudzym blogu ;)
-
2008/01/07 22:44:48
Andsol, nie no, ale tu spłaszczyłeś! Ty gadasz o "religii", a tak naprawdę masz na myśli rzymski katolicyzm. W innych religiach wcale niekoniecznie to tak działa, z tą spójnością i wszechogarnianiem.
-
2008/01/07 23:41:02
@Roman_j: zabawne, właśnie dziś usunąłem wpis jakiegoś niegrzecznego dziecka, które pokazywało, że zna wszystkie te słowa, bez których mogłoby żyć. A przed tygodniem wyrzuciłem takie ni w pięć ni w dziewięć reklamowanie czyjegoś bloga. Ale nigdy bym nie usuwał notki, która odnosi się do mego wpisu... Więc gdybym dawniej wyrażał się jakoś o Świadkach Jehowy to chyba użyłbym zwrotów podobnych do Twoich (nawiasem, pamiętałem treść Twego wpisu), ale przez przyjaciół miałem wgląd do ich wewnętrznych obyczajów i wymusiło to we mnie spore dla nich uznanie. Oczywiście nie za ich teorie czy za chodzenie i nudzenie (śliczna dziewczyna mówi, brzydka ciotka przygląda się uważnie), ale za ich wewnętrzne relacje, pełną solidarność, solidność...

No fajnie, mózg, ale jaki model działania? Jaka rola, zabezpieczenie grupy? Jednostki? Rytualizacja doświadczeń? Poczekałbym, nim z neurofizjologii pojawią się jaśniejsze opisy jak brak zachowań uważanych za etyczne wiąże się z zakłóceniami w działaniu kawałków mózgu.

@Nameste: znasz tę historię jak pytano wioskowego idiotę jak on mnoży w pamięci te olbrzymie liczby? No, mówił, że w myśli idzie po ulicy z płotem i przy każdej sztachecie ustawia jedną liczbę i potem je zbiera. Więc muszę najpierw poustawiać przy sztachetach Twoje wywody: czy chodziłoby o to, że model monoteistycznej religii tak ściśle przylega do modelu ziemskiego jednowładztwa, że nieuchronne było w praktyce ich połączenie się? Nie wiem jak dla drugiej strony, ale dla ziemskich autorytetów takie zespolenie byłoby bardzo pożyteczne i godne popierania _wszelkimi_ środkami.

@Anuszka: chyba masz rację. Mógłbym bronić się, że czytałem o takiej i owakiej religii, ale w kwestii wytwarzania temperatury nie jest ważne co one głoszą (vse my miroliubimyje i progriessivnyje) ale jak działają na codzień. A tu mam bliższe doświadczenia tylko z KK.
-
2008/01/09 15:33:48
Roman_J: "...ryDzykownie byłoby nazywać wyznawcami Chrystusa..." ;)