|
Blog > Komentarze do wpisu
Małe tabliczki mnożenia
Wzruszyła mnie ilość i stałość pytań do google'a, przekazywanych przezeń do mnie, dotyczących małych tabliczek mnożenia. Najczęściej mniejszych niż 25. Domyślam się, że chodzi o to, by w tabliczce nie było większych liczb. Oczywiście, da się zrobić, co więcej, jest mi to po drodze, bo gdy zacznę mówić o rachunku zdań, dobrze by było gdyby zainteresowani czytali płynnie i śpiewnie różne tabliczki działań, bo ze znanych mi sposobów podawania wielu informacji mając mało miejsca, ten jest najprzyjemniejszy. (Zmniejszanie wymiaru literek jest nierzetelne.) Igraszki z małymi tabliczkami mnożenia ujawnią swój dydaktyczny sens jako przygotowawcze ćwiczenie przed mnożeniem zdań. Ale bardzo oficjalnie i serio oznajmiam, że to jest naprawdę poważny temat i kto go pozna, zyskać na tym będzie mógł. Tyle tylko, że dla poważnej produkcji zupełnie innych a malutkich tabliczek mnożenia trzeba zmienić punkt widzenia i wiele innych rzeczy. Gdybym znał to trudne słowo to chyba bym mówił o zmianie paradygmatu. A chodzi mi o to, że nie da się zacząć od pytania „ile jest sześć razy siedem?” ale musimy zastanowić się „co to jest mnożenie?” Jeśli chciałbym zrobić coś podobnego do arytmetyki, której uczono mnie w szkole, musiałbym wymyślić jak robi się cztery działania. Bez dodawania, odejmowania, mnożenia i dzielenia nie miałbym tworu podobnego do znanych ze szkoły liczb wymiernych. Wybacz, wystraszyłem zwrotem „liczby wymierne”? Tak chodzi mi o ułamki, ale nie lubię mówić o „ułamkach” (czyli o dzieleniu dwóch liczb), bo (log38)/π to też ułamek. Dla uniknięcia bałaganu, odróżniasz dodawanie od sumy a mnożenie od iloczynu? To taka różnica jak między smażeniem a befsztykiem. No więc chcę mieć cztery działania i odejmowanie ma być związane z dodawaniem („odjąć” to „dodać liczbę przeciwną”) a dzielenie z mnożeniem („podzielić” to „pomnożyć przez liczbę odwrotną”). Czyli dasz mi jakieś klocki i powiesz mi, który z nich udaje zero a który jedynkę, a ja mam wymyślić resztę: kto do kogo jest przeciwny, kto komu odwrotny, jak dodaję, i ma tu stać na nogach prawo rozdzielczości: dla wszystkich liczb r,s,t zawsze ma być tak:
Wymyślenie dodawania i liczb odwrotnych jest bardzo proste, myślisz o zjawiskach okresowych. Powiedzmy, że dostałem 5 klocków, nazywam je od 0 do 4 i ustawiam w kółko. I dodawanie to będzie dodawanie kąta (między pozycją liczby a pozycją zera) jak przy ruchu zegarka, a odejmowanie – dodawanie w drugą stronę. Nawet bez „tabliczki dodawania” można sobie radzić: wyobraź sobie linię pionową przechodzącą przez 0. Liczby stojące na tym samym poziomie (symetrycznie względem niej), są wzajemnie przeciwne: -1 = 4 , -2 = 3 i dodawanie (oraz odejmowanie) można robić w pamięci, ale jeśli ktoś naprawdę chce tabliczkę dodawania, to proszę bardzo (ale daruję sobie dodawanie zera):
Zauważ, że gdybym miał parzystą ilość liczb, powiedzmy 6, to liczba po środku (czyli 3) byłaby przeciwna do Jak dotychczas, nie jest to tak bardzo dziwne, często mamy rzeczywiste zjawiska powtarzające się okresowo (pory roku? kto płaci następną setkę? czyja kolej na robienie zakupów?) i takie rachunki na kółku mogą się nam zdarzyć. Może przypomnisz sobie, że w jednej z rozmów pojawiło się już „rachowanie modulo n”. (A jak wygląda dodawanie jeśli mam tylko dwie liczby, 0 i 1? Dziwnie jest myśleć, że 1=-1 i 1+1=0, ale wszyscy wiedzą, że to dziwactwo jest podstawą rachunków komputerowych...) Pokażę jak dla takich tabliczek dodawania dorobić tabliczki mnożenia – tak, żeby wszelkie zasady znane z „normalnej” arytmetyki: łączność i przemienność obu działań, rozdzielność, możliwość znalezienia liczb przeciwnych i odwrotnych (no, nie dla zera), żeby wszystko i tu działało. Myślę, że niedługie zastanowienie się doprowadzi do odgadnięcia jak zrobiłem te tabelki: po „normalnym” wymnożeniu liczb wziąłem resztę z dzielenia wyniku przez n. A inna rzecz łatwa do zauważenia to użycie w przykładach liczb pierwszych: 2, 3, 5, 7. Naturalne pytanie: czy dla innych liczb pierwszych mógłbym stworzyć inne przykłady? ma łatwą do uzasadnienia odpowiedź: tak! Dużo ciekawsze i bardziej złożone jest pytanie (właśnie) o liczby złożone. Czy dla nich da się coś podobnego stworzyć? Otóż „coś” – owszem, ale tylko dla potęg liczb pierwszych i trzeba podejść do tego w zupełnie inny sposób, czyli rachunki na kółku nie dadzą pożądanego wyniku (coś zawsze będzie się psuło przy szukaniu liczb odwrotnych dla niektórych elementów). Ale technika, której nie potrafię wyjaśnić w paru liniach (choć to wcale nie znaczy, że jest trudna) pozwala mi stworzyć takie przykłady, dla których mogę dać gwarancję ważną na 200 lat, że wszystko gra. Oto najmniejszy możliwy z nich, dla czterech elementów. (Tak, to jest prawie tak dziwne jak Arabowie tańczący ballady Cohena.) Chyba każdy nauczyciel matematyki ze szkoły średniej powie, że takie twory nazywają się ciałami. Przekład z innych języków nie dawał wielkiego wyboru. Albo wychodziło z tego pole (jak z angielskiego) albo ciało (jak z niemieckiego). Obie nazwy nieintuicyjne. Zastosowania? Przeróżne, ale co dla ciebie znaczy słowo „zastosowanie?” Są pożytki w maszynach, które się kręcą, wiercą i piszczą, ale to mnie mniej tu ciekawi, bo opis ich byłby tak podniecający jak analiza podmiotu lirycznego w poezji Asnyka. Ale jest pożytek pojęciowy, który szybko i łatwo mogę przedłożyć. Otoż mamy liczby zwane wymiernymi, a oprócz nich algebraiczne, albo rzeczywiste, albo zespolone (jeśli którychś z nich nie znasz, cierpliwości, jak się dostatecznie długo siedzi na blogowisku, każdy czworonóg kiedyś się pojawi). I staramy się zrozumieć czym są one podobne, a czym odmienne od siebie, i jak je opisać czysto formalnie, tak, żeby Marsjanie to zrozumieli. Dochodzimy do stworzenia listy wymogów (rzeczone przemienności, łączności itd) i mówimy: oto definicja. Co tu wlezie, ciałem jest. I odkrywamy (dokładnie tak jak to się przydarzyło w starożytności z oskubanym kogutem), że mamy dwunoga, z głosem, bez piór, ale nie jest człowiekiem. Czyli nasza definicja jest dużo bardziej liberalna niż byśmy pierwotnie chcieli. Wyrzucić definicję szkoda, naprawić trudno, najlepsze co możemy zrobić to przyzwyczaić się do nowych stworów i powiedzieć im: witamy, czujcie się jak u siebie w domu, ta matematyka jest także wasza. I do jakichś praktycznych robótek wcześniej czy później potrafimy te stworzonka zaprząc. Na przykład do skończonych geometrii czy kryptografii. środa, 09 stycznia 2008, andsol-br
TrackBack
Komentarze
fredf
2008/01/09 07:06:06
No, wygląda to poważnie! Jak powiedzieć coś nietrywialnego o matematyce bez straszenia ludzi, nawet tych co o niej nie myślą często, a jak myślą to bez przyjemności... Tu potrzeba cierpliwości Syzyfa! Obserwuję z życzliwością :)
2008/01/09 07:14:36
No tak... ja sie juz nie dziwię wcale, ze w szkołach polskich matematyka jest na poziomie na jakim jest, skoro porządni nauczyciele wyjechali do Brazylii.
jej, jak ja uwielbiam czytać te Pańskie matematyczne wywody :)
Gość: (nie)wierny czytelnik, gpftor3.privacyfoundation.de
2008/01/09 09:43:59
Piszesz:
Dla uniknięcia bałaganu, odróżniasz dodawanie od sumy. A ja: oczywiscie, ze odrozniam sume ale nie od od dodawania tylko od innych mszy. Suma to jest ta pozniejsza, na ktora bym chetnie chodzil zamiast na 9-ta gdyby nie trwala tak dlugo. Mnie jest trudno zdzierzyc nawet te 45-cio minutowa. I juz nie wiem co wiecej moglbym dodac. 2008/01/09 15:46:59
@Fredf: w głębi chciałbym pisać śliczne erotyki, ale w tej dziedzinie duża konkurencja. Więc poszedłem na łatwiznę.
@Szukajmysie: to my już się nie lubimy? I teraz będzie Pan-Pani? I tylko kartki pocztowe na Wielkanoc? @(nie)wierny czytelnik: prawda. Raz przespałem mszę o 9 a nie chciałem iść do piekła, więc poszedłem na sumę. To tylko dla prawdziwych macho. Były tam tylko silne starsze. No i ksiądz. Ale z dodawaniem więcej jest lepiej niż to się wydaje. Na przykład bierzesz 6 liczb, od 0 do 5, ciała z tego się nie zrobi, ale odkrywasz zupełnie nowe zjawiska, powiedzmy 4∙4=4 . Tak, w liczbach naturalnych coś podobnego było, 1∙1=1 oraz 0∙0=0, ale to 4 nie jest podobne ani do 0 ani do 1... Czyli w pierścieniach , które nie są ciałami jest dużo ciekawych rzeczy. 2008/01/09 16:49:50
Oj, oj, tak mi się jakoś sformalizował wpis chyba pod wpływem Bralczyka ;)
A dla prawdziwych macho to nie są żadne sumy, tylko ingresy biskupa do katedry, tudzież msze, na których wyświęca się nowych kapłanów... minimalny czas trwania: trzy godziny z hakiem. Mam dalej opowiadać? ;) 2008/01/09 17:27:15
@Szukajmysie: jak będą wyświęcali pierwszą kapłankę to mogę odsiedzieć i cztery godziny. A na inne okazje to już miałem za swoje, dziękuję.
2008/01/09 19:24:37
Dwójka jest fascynująca bo pomnaża się przez samą siebie, więc jest komórką? albo zygotą? ale robi to dzieląc jedną komórkę, a nie dwie. Chyba się tutaj zaplątałem :-(
2008/01/09 19:54:28
@Antrim, zaplątałeś, ale kierunek masz słuszny. Mój przyjaciel wyspecjalizowany w teorii liczb mawia, że powinno się dwójce wystawić pomnik, bo ona jest zupełnie inna. Przy dowodzeniu różnych twierdzeń trzeba robić osobny dowód dla wszystkich nieparzystych liczb pierwszych, a potem osobny dla dwójki.
2008/01/10 12:57:40
Z mnożenia można całkowicie zrezygnować i zastąpić je dodawaniem i przesuwaniem. Wyśmienicie funkcjonuje to w systemie dwójkowym i tak liczą nasze kompy. Całkowicie bez mnożenia.
2008/01/10 15:54:56
Od wielu lat studiuję liczby pierwsze w nieco innym kontekście i wydaje mi się, że pięć to też jakis odmieniec. Liczby pierwsze mają zawsze końcową liczbę 1,3,7,9 czyli tylko dwie nieparzyste które są także pierwsze, dwie nieparzyste z których 9 nie jest liczbą pierwszą, a 1 jest, ale się nie liczy.
A pięć jest nieparzysta i pierwsza ale nie wolno jej być końcową bo wtedy taka liczba nie byłaby pierwsza. Dwójka to persona non grata liczb pierwszych. 2008/01/10 17:01:20
@Krzysztof: a sekretem schowanym w tym powiązaniu mnożenia i przesuwania jest powiązanie (ściślej mówiąc: izomorfizm dwóch pierścieni: liczbowego Z_2 (który jest nie tylko pierścieniem ale i ciałem) oraz algebry Boole'a podzbiorów zbioru {1}, po tam magicznie przy dodawaniu (którym jest różnica symetryczna) mamy {1}∆{1}=∅. A to, że spotykające się jedynki dają zero, inżynier przerobi na shift-a. I wszystko to jest niejadalne dla laika, czyli bardzo proste zjawiska czasami mają mniej proste wyjaśnienia :)
@Antrim: gdybyśmy na obu rękach mieli po 13 palców (co ze względu na ciąg Fibonacciego jest bardziej prawdopodobne biologicznie niż 7 czy 11 palców), to nasz system pozycyjny miałby 26 cyfr i liczba pierwsza 13 miałaby takie własności jakie teraz ma 5... 2008/01/10 18:10:31
To ja może już zostanę przy tym inżynierskim shifcie i sposobie interpretacji. To mój świat. ;)
2008/01/10 18:29:44
@Krzysztof: miłą stroną wszelkich nauk jest możliwość doszlusowania kiedy się chce i na ile się chce, decyzja dziś dziękuję nie” pozostawia ofertę świeżutką i cieplutką na jutro czy pojutrze.
2008/01/26 16:17:53
@user-e-157: dziękuję za szczerość i jeśli chcesz, spróbuję wyjaśnić, bo przeszkodą tu NA PEWNO nie jest złożoność tematu a kąt widzenia, zafiksowanie się na znanych pojęciach, które utrudniają inne podejście. Możemy zrobić tu cykl pytań i odpowiedzi a możesz napisać do mnie po prostu na andsol małpa andsol kropka org ; zasadniczym pytaniem jest czy rzeczywiście chcesz to zrozmieć.
Mówiąc w miarę krótko i zostawiając na boku żarty, które miały zachęcić ludzi do lektury, chodzi o to, że wszystko, co znamy ze szkoły, dodawanie i mnożenie, z ich zasadami, działa też pozornie _tak_samo_ w zupełnie innych zbiorach, nie na liczbach” czyli warto przemyśleć co to naprawdę są liczby” i co to są działania na nich. Do następnych wyjaśnień przydałby się Twój odzew, żebym wiedział czego w istocie nie rozumiesz i jaki jest Twój poziom znajomości matematyki, żeby wybrać odpowiednie słownictwo... Pozdrawiam i zachęcam do wytrwałości i uporu.
Gość: matin, 82.160.239.23*
2008/02/21 20:18:20
jhjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjj
2008/02/21 22:49:45
@Matin: nie martw się, po paru nocach zmora się męczy i nie wraca do śniącego...
|
|