Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Cierpliwość obojętnika

W piątkowym wpisie u Nameste pełnia doznań i smaków. Trzeba mieć myszkę dobrze odkarmioną i odespaną, bo będzie ganiała po blogach i witrynach, ale warto. Nawet wywody Junga i debiut polski czyli orangutana mi się przypomniały. I godne uwagi wpisy jego gości, z których jeden wchodzi wprost w temat moich ostatnich zmartwień. Pisze tam Mep:

Nie wymagam od przeciętnego (w sensie statystycznym) blogera, by przeczytał Summę Teologiczną, ale Katechizm Kościoła Katolickiego, na przykład, już powinien, skoro zabiera głos w jakichś (zasadniczych) sprawach związanych z KK.

I pomyślałem sobie: powtarzam, że jestem obojętnikiem – a jedno zerknięcie na moje archiwa pokazuje jak wiele kbyte'ów i czasu tematy religijne i kościelne mi tu zajmują. Cóż to za obojętnictwo?

Odpowiedź: szczere, ale nazbyt często prowokowane przez obie szlachetne (lecz nie zawsze szlachetnie) wojujące strony. No, po prostu nie da się siedzieć cicho. I choć nie wybieram sobie celowo tras poprzez krainy Wierców i Niewierców, co krok takie jakieś gadanie słyszę, że nolens volens w myślenie na temat się wdaję, a chętnie bym nie.

Robienie uczciwego tematycznego skontrum nie pociąga mnie, zamiast tego jako ilustrację problemu opiszę parę refleksji, rozbudzonych (a niekiedy rozjuszonych) tym, co mi w tekstach ludzi znajomych i nieznajomych przyszło czytać. Nie piszę skąd i kto (widmo skontrum), nie chcę (przynajmniej teraz) szczegółowych dyskusji, chcę po prostu powiedzieć: pozostać niewinnie czystym obojętnikiem czasami jest tak trudno jak przejść przez centrum São Paulo w koszuli, która do końca spaceru jest biała. Najpierw refleksje z powodu tych na „nie”, potem z powodu tych na „tak”.

N1. Gdy na operowej scenie 120-kilowa pani się miota, widzisz (tak, jak libretto prosi) cierpiącego motylka, wzruszasz się i masz odczucia transcendentalne. Ale gdy ludzie wychodzą z mszy dziwnie jaśni i odmienieni, mówisz, że to zabobon. A więc pytanie: hmmmmm?

N2. Na manify i parady pójdziesz z plakietką, że nic nikomu do seksualnego życia jednostki. To czemu tyle zapału w głoszeniu, że księża powinni być żonaci i to w dodatku w związkach heteroseksualnych?

N3. I o owym celibacie powtarzasz oklepany po tyłku (bo głowy on nie ma) argument, że wymyślono go, żeby księża nie oddawali swych majątków dzieciom. Ale brak zakazu małżeństw u członków partii komunistycznej czy w korporacjach międzynarodowych nie zastanowił cię?

N4. Zgadzasz się, że Greków nie zrozumie się bez ich bogów, ale uczyłbyś historii w szkołach mając w ręce tylko roczniki statystyczne?

N5. Uważasz, że młódź powinna zapoznać się z innymi światopoglądami (szczególnie z muzułmańskim) poprzez kontakt z życzliwymi Islamowi ludźmi. Ale o religii katolickiej nie powinni mówić księża?

N6. Odróżniasz piękno idei socjalizmu od wypaczeń jej w formie chińskiej, wietnamskiej, rosyjskiej i paru innych. Ale Inkwizycja nie do naprawienia i raz na zawsze zhańbiła ideę katolicyzmu. No to jak, istnieje rodział teorii i praktyki czy tylko w wybranych  dziedzinach?

N7. Jesteś demokratą ale wkurza cię okropnie, że są idee zniewalające umysły prostych ludzi i wiodące je w zabobon. Czyli mogą ale nie powinni – czy raczej mogą, ale na pewnym poziomie (niereligijnej) edukacji? I kiedyś będzie jeszcze więcej demokracji, ale nie będzie już tego zabobonu?


A teraz

T1. Jeśli twoje kochanie unika dotyku, oglądania, wąchania i brania bliźniego do buzi, to czy na ten typ czysto słuchowej miłości nie mógłbyś życzliwie sobie wymyślić nowego słowa?

T2
. Wzruszające ile wszystko ma korzeni w jednej i tej samej idei, ale jakim cudem potrafisz nie zauważać postronków, więzów i batów?

T3. Czemu tak starannie unikasz datowania odwiecznych przykazań KK? Przecież nie chcesz stworzyć wrażenia, że to sam Pan Jezus wymyślił idee pierwszy raz ludom przedłożone w XVIII czy XIX wieku?

T4. Co to za wmawianie mi jakichś starszych braci? O ile wiem (choć pewności absolutnej nie da się tu mieć) nie mam żadnego brata Żyda.

T5. Czy długo będę musiał jeszcze słuchać, że przed zejściem Mojżesza z góry na Ziemi była chuć, grzech i poróbstwo i żadnych idei etycznych?

T6. Zrozumiałem, że Inkwizycja byla złem niedużym ale koniecznym, bo herezja była okropna. Czy gdyby ktoś takimi kretyństwami bronił Gułagu, jak długo byś wytrzymał przed zawałem?

T7. Kościół jest jeden, wiara jest jedna, ale tu (na waszej uczelni) mówią, że to Żydzi wszystkiemu winni, a tam (na waszej starej uczelni), że wszyscy jesteśmy braćmi i nikt niczym nie jest gorszy. Czy dałoby się ustalić jedną wersję, bo nie mam czasu na studiowanie waszych podziałów?


To taka zupełnie luźna próbka, motywowana lekturami z ostatnich tygodni. I bądź tu obojętnikiem...

niedziela, 06 stycznia 2008, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: MEP, inet20909ng-0.eranet.pl
2008/01/06 09:30:36
Andsol,
dziekuje bardzo za ten wpis i to bynajmniej nie dlatego, ze gdzies tam, przypadkiem, przewinal sie moj skromny nick.:)
Rowniez moim zdaniem ani postawa na "tak", ani na "nie", ani na "wszystko jedno" nie powinna zwalniac od zadawania sobie pytan, myslenia, dowiedzenia sie.
Zbyt latwo dajemy sobie prawo do skrajnej oceny, uproszczenia, przejscia do porzadku nad czy wykpienia.
Pokora to jest chyba "to" slowo....

P.S. No, jesli TY jestes obojetnikiem, to....;-)

-
2008/01/06 12:49:08
Też jestem obojętniczką, i do tego to już drugie pokolenie u mnie w domu. I łapie się często, że brak obycia w katolicyzmie - mimo przejścia przez parę etapów obrzędowych - właściwie utrudnia mi często zrozumienie historii. Staram się to przekraczać, ale słabo to "czuję" - bo historia Polaków to też historia katolicyzmu. Wiele już razy rozmawiałam o tym z przyjaciółmi, że choć nie szukam związków, obojętniczką pozostaję, to patrząc z prespektywy osobistej czuję się wśród społecszeństwa mojego kraju obco. Dlatego twoje rozważania, nawet hasłowe mają dla mnie znaczenie inspirujące. Ucieszył mnie twój wpis, Andsolu. Ja niestety jestem hmmm, jak to nazwać, może : katolicką analfabetką, więc zazwyczaj staram się nie zabierać głosu w sprawach KK, a już zwłaszcza współczesnego (bo oczywiście zasób wiedzy odnośnie epok wykładanych mam), bo tego właśnie nie czuję. Jak się obczytam, mnoże kiedyś będę odważniejsza... Zresztą od czego zacząć?? Katechizm mam czytać? żartuję oczywiscie, jest co czytać, ale chyba wolałabym jednak spotkać się z jakimś znawcą problemu, najlepiej też z duchownym, co zechce mi poświęcić czas i nieco oświecić... . Na koniec powiem coś chyba niestosownego: nie rozumiem pojęcia inteligencja katolicka, bo mi się te światopoglądy mało zazębiają... To znaczy, wiem, że jest inteligencja wierzącą, ale jak to godzić z Darwinem, ciemną materią w kosmosie, kwarkami i kwantami. Chyba że znów wyłazi mój analfabetyzm teologiczny i np. dla myślącego katolika to już dziś nie problem pogodzić... Ale się rozpisałam, przepraszam :)

PS. Ha ha, pierwszy raz mi się to zdarza, że nie mogę załadować komentarza. Komputer mi mówi, że "tempo wpisania komentarza wskazuje, że być może jesteś automatem spamującym...". A ja go tylko wkopiowałam ponownie. To dopiero metafizyka ;) W kontekście powyższego wpisu: istny palec boży. Zresztą czuję się ostatnio jak automat spamujący, więc w sumie - co za różnica ;)
-
2008/01/06 13:33:56
Obojętniak nie trudzi się celnymi pytaniami i mądrymi przemyśleniami, bo to zaprzecza jego wierze, którą jest miwisizm. Wiara jest wbudowana w bycie człowiekiem. Nawet nihilista wierzy w to, że w nic nie wierzy.Wiara jest, niestety, twierdzą, której każdy wierzący będzie bronił do ostatniego tchu. Obojętniak tyż :-)
-
Gość: MEP, inet20909na-0.eranet.pl
2008/01/06 13:47:00
Kabirio,
to moze sprawdz sobie w internecie ksiazki Jozefa Tischnera, Mieczyslawa Malinskiego, Leona Knabita czy Joachima Badeniego. A w kwestiach naukowych Michala Hellera.
Dwaj pierwsi "oswajaja" tez katechizm, bez ktorego sie nie obedzie;).. Wszyscy autorzy bardzo "przyjazni"
Lektura na pewno bedzie jakas namiastka rozmowy z kims zyczliwym.
-
2008/01/07 00:57:11
Obojętniakiem być się nie da, to znaczy może się i da, ale ryzykuje się "zeszwajcarzenie".
Zgadzam się, ze wiara jest wbudowana w bycie człowiekiem, ale religijność (rozumiana głównie jako czci oddawanie) już nie,; choć można by się spierać, czy oklaski dla primadonny wyrazem tego właśnie nie są...
Grzechem największym religii wszelkich jest uzurpowany monopol na prawdę i nieprzejednana chęć na nią "niewiernych" nawracania- życzę sobie w spokoju być pozostawioną jako i ja w spokoju pozostawiam tych, którzy jak ja nie myślą (podyskutować jak najbardziej - pod warunkiem, że argumenty nie będą "święte" bo z takimi dyskutować się nie da). Amen.
-
2008/01/07 01:08:18
@andsol

Impresyjnie. Mam wrażenie, że tak (nie)określone obojętnictwo jest by-productem kategoryzacji. T/N. Wiercy/Niewiercy. Tymczasem (uwaga, ujęcie fenomenologiczne ;) te sprawy są słoniem wychodzącym z kąpieli (np. w wannie), z wody wynurza się gdzieś coś-jak-trąba, gdzie indziej coś-jak-kieł, fragmenty same w sobie słabo identyfikowalne. Niemniej, zakładasz (domniemuję po owocu), że to słoń, zaraz też pojawiają się te dychotomiczne kategorie, a jeszcze milisekundę później okazują się ponuro zbyt ciasne. Obojętnictwo jako reakcja alergiczna na samozatrzaskujące szufladki?

Wybacz frywolność, u mnie zapada noc, a mysz moja głodna, chuda i powłóczy ogonem.

@antrim

Powinno się na te sofizmaty i słowijce napuścić jakiś ciężki walec, np. Russelowski (ten od rozjeżdżania Kreteńczyków), albo ten drugi, od analizy typów przekonań ;). Dopiero byś się miał z pyszna!
-
2008/01/07 05:19:50
@Kabiria: częstokroć automat mi mówi, że to ja (przypuszczalnie) jestem automatem. A niech on się idzie wyleczyć.

Popatrz, jak mało to ważne: gdybyś nie powiedziała, nie miałbym pojęcia gdzie w gamie poglądów ustawić Twoje, a przecież niemiało już Cię poczytałem.

@Antrim: odróżnik obojętniaka (bywalca knajpy Tuwimisi) od obojętnika (osobnika bez genu metafizyki) i mało skłonnego na rozważania pt. "ja i śmierć".

@Mep: oj, więcej książek do kupienia... Bo książek religijnych nie wypada kraść w bibliotece, nie?

@Reniferiada: chyba to celna uwaga o oklaskach... Jest coś tajemniczego w szukaniu obiektów do wspólnego oklaskiwania.

Co to religii samej oraz zespolonej z dominacją, popełniłem kiedyś wierszyk. Wprawdzie stoi na mojej witrynie, ale powtórzę go tu:
Przemiany

Śpiewną poezja jest bez krytyka,
Radosnym wyścig bez mecenasów,
Ciepłą religia nim wzniosą kościół,
Rozważnym władca bez hord fagasów.

Jak treściom przetrwać bez szat ochronnych?
Istnienie uczy sztuki sztafażu.
I stąd dylemat bez rozwiązania:
Jak zostać sobą, choć w makijażu?

@Nameste: może jest jeszcze gorzej, że podstawa pojmowania to dychotomia: słoń – niesłoń? Ale jak tego uniknąć? Chyba to nasza struktura mózgu...

Przykro mi z powodu myszy, trudno ją chyba wypaść na mrozie.



-
Gość: MEP, inet20908ng-3.eranet.pl
2008/01/07 06:13:19
Andsol,
ja bym tam pozwolila krasc, jak Krolowa Bona wloszczyzne, niech sie krzewi...;-)
-
2008/01/07 06:35:56
@MEP: ach, to u nas też to było? Wiedziałem tylko (od Stommy Seniora?) o Ludwiku Którymś, co przyzwalał na kradzież bulw ziemniaczanych, dzięki czemu nie miał buntów Riazańskich...
-
2008/01/08 21:25:26
nie jestem obojętnikiem...nie mam też klapek na oczach.Przynajmniej we własnym odczuciu i oby to była prawda:)
andsol-szeroko otworzyłam oczy czytając Twoje punkty.Jestem pod wrażeniem,muszę przemyśleć kilka punktów...dotykasz pewnych niewygodnych dla wiekszosci ludzi tematów,na które jednak chętnie część z nich lubi sobie pokrzyczeć siedząc wygodnie w fotelu:) bo to łatwiej niż przeanalizować kilka "za i przeciw"...
-
2008/01/09 04:01:31
@Sufrinia: chyba w ostatecznym rozrachunku sprawa się sprowadza do lubienia. Po obu stronach linii podziału są ludzie, których bardzo lubię i cenię – i jak raz dla nich właśnie rzadko ta linia jest tak okropnie ważna...