|
Blog > Komentarze do wpisu
Bądź ze mną wariatem (5)
Cieszmy się. Bój to jest przedostatni. Ponadto, w XIX wieku pojawiły się liczby zespolone a także kwaterniony, którym nie można było zabronić legitymowania się nazwą liczby. A w XX pojawili się i inni nieproszeni goście. Czy pamiętasz te malutkie zbiory z 4, 5 czy 7 elementów, w których można było wykonywać wszystkie cztery działania arytmetyczne, więc i one miały prawo do nazwy zbiorów liczbowych? (Nazwaliśmy je ciałami.) Tak więc pytanie brzmi: co odróżnia liczby rzeczywiste od innych ciał? (Dobrze, przez pierwsze pół godziny masz prawo do wybornych żartów językowych na temat ciał. To jest jak różyczka, niemiłe, ale szybko przechodzi). I. ℝ z dodawaniem jest grupą przemienną. F. A co postawić w słowniku? Te rozważania nie nadają się do podręcznego słownika czy do ściągi. I nie są potrzebne. Słownik nie powinien udawać encyklopedii. Czemu by nie podać na użytek uczniów, by streścić sensownie długie opowiadanie, takiego określenia? Jeśli mamy zbiór liczb, które umożliwiają nam mierzenie wszelkich odcinków i powiedzenie w jakim kierunku przebiegamy odcinek (jeden z nich nazwiemy dodatnim, drugi – ujemnym), będziemy mówili o zbiorze liczb rzeczywistych. wtorek, 15 stycznia 2008, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2008/01/15 13:55:44
@Nameste: oczywiście, niedopatrzenie, szybciutko poprawiam na sugerowaną formę.
2008/01/15 18:34:01
Nie jestem zadowolony z propozycji do umieszczenia w słowniku. Bo nie wiem:
— co to w ogóle jest "liczba"; – po czym możemy stwierdzić, że "zbiór liczb, które mamy" (i co to znaczy, że go "mamy"?) umożliwia mierzenie itd.; — czy do mierzenia nie nadają się również rozszerzenia zbioru liczb rzeczywistych (używanie konstrukcji nadmiarowych może być idiotyczne i niezgrabne – coś jak wbijanie gwoździa zegarkiem – ale wykonalne). Z drugiej zaś strony w życiu bym się nie odważył użyć jakiegoś nieodpowiedzialnego terminu, np. w stwierdzeniu, że zbiór l.rzecz. to "najmniejszy" zbiór liczb umożliwiający sensowne mierzenie, nawet gdybym wiedział precyzyjnie co to znaczy "mierzyć" i podał jakieś kryteria "sensowności". Byłoby to stwierdzenie pod każdym względem nieodpowiedzialne, choć skądinąd przeczuwam, iż zbiór liczb rzeczywistych jest istotnie konieczny (wymierne nie wystarczą, co potwierdza przekątna kwadratu) i dostateczny, by sobie z sensem pomierzyć :) Słowem, ciągle czuję się niekomfortowo ;( 2008/01/15 19:14:00
@Nameste: a tu możesz bić do woli, i z boku kibicować będę, bo nie tu jest esencja andsola. To tylko próba powiedzenia czegoś w stylu you're ok, I'm ok i nie będziemy się silili na naukowość”.
Dotykasz tu trudnego problemu języka nauk ścisłych; w opowiadaniu mogę powiedzieć coś wieloznacznie, co dla czytelników z siedmiu kręgów wtajemniczenia ujawni siedem poziomów rozumienia. A tu trzeba bardzo jasno postawić kto ma być odbiorcą. I ktoś szukający informacji o l.r. w słowniku a nie podręczniku analizy matematycznej oczywiście nie dba (a może i nie ma przygotowania) w kwestii minimalności modelu, jego jedyności i precyzji pomocniczych terminów. Ktoś _myśli_, że wie co to jest liczba i mierzenie, radzi sobie z ideą liczby wymiernej dzięki (wybacz słówko) ułamkowi, ale zacukał się gdy słyszy o l.r. I to dla niego ta słownikowa próba. Do poprawienia, bien sûr. Masz rację, że zegarek też by się nadał jako młotek, jak mam odcinek w przestrzeni, cudnie go opiszę kwaternionem, ale dostanę jako nieunikniony bonus informację o trzech kątach tworzonych z osiami. 2008/01/15 19:31:47
Ale z drugiej strony, trudno zaprzeczyć, iż w pierwszych dwóch odcinkach *wariatkowa* zdrowo się ponatrząsałeś z zapisów, z których niejeden też (jakby) błyszczał z zadowolenia, zdając się mówić: "I'm OK".
2008/01/15 19:44:49
Nabijałem się nie z prostoty a z przyozdabiania w naukowość, albo z kompletnie błędnych tropów, albo z przemycanych akcentów emocjonalnych. Sądzę, że nie wpadam w te dołki, ale gdyby mi się to zdarzyło, to po pierwszym sygnale, że sprawa śmierdzi, poszedłbym poprawić.
Gość: , dvg78.internetdsl.tpnet.pl
2008/01/15 22:05:14
Do mierzenia polecam metrówkę pięciometrową zwijaną a nie składaną bo z mierzeniem mogą być czasami problemy.
Kolega pracujacy w stoczni opowiadał jak rozmierzali położenie wręg w kadłubie takimi składanymi. Romierzali " w obie strony", od dziobu i od rufy. Tak sie robi dla sprawdzenia poprawności rozmieszczenia. I nie zgadzał się rozstaw wręg. Raz od rufy, raz od dzioba zostawał spory naddatek. Powtarzali kilka razy a efekt był ciagle taki sam. Problem wyjąśnił się jak użyli długachnej taśmy mierniczej, zwijanej. Ta pięciometrowa metrówka nie miała jednego segmentu ćwierćmetrowego. Wiechu, na wesoło. 2008/01/16 01:51:04
@ANDSOL
To nie był zarzut, próbowałem odtworzyć pozycje, z których prowadziłeś krytykę owych cymeliów definicyjnych :). Podałeś je wprost, dzięki. Zresztą, to istotnie sprawa nienajważniejsza. Mnie ciekawią intuicje, sens kryjący się za konstrukcjami (formalnymi). Parę dni temu pozwoliłem sobie w komentarzu na grube przybliżenie (l. naturalne – do numerowania; l. całkowite – do zliczania; wymierne – do wyrażania stosunków [tu był śmieszek]; rzeczywiste – do mierzenia). Zrozumiałem z Twojej uprzejmej odpowiedzi, iż nie wygłupiłem się *nazbyt*. Myślę sobie o tym nadal i zastanawiam się nad poznawczymi kategoriami "kantowskimi", które determinują schematy poznania. Wyobrażam sobie stworzenie, którego środowiskiem życiowym (i ciałem zarazem) jest jakieś pole energetyczne, w którym nie sposób odróżnić "indywiduów", bo wszystko się w jakimś stopniu przenika. Stwór taki dochrapałby się (może) pojęć matematycznych (może) podobnych do naszych, ziemskich, ale zapewne intuicje budowałby na innych fundamentach. Nas, z naszą matematyką, której centralnym paradygmatem [hihi] jest badanie mnogości indywiduów [zbiory, klasy, itd. złożone z obiektów-poszczególnych], nie dziwi, że pierwszym odkryciem poznawczym jest odróżnienie siebie od reszty, a jednym z szybkich następnych – ustanowienie "liczb" najbardziej naturalnych, czyli "ja", ty", "reszta" (1, 2, dużo). Nie ma sensu kontynuować tej (niedopracowanej literacko) bajki; piszę poniekąd na kolanie. Niemniej, tradycyjny porządek nauczania od l. naturalnych, całkowitych, przez wymierne do rzeczywistych i dalej – ma sens. Również taki, że zbiory bardziej złożone (a zarazem pod pewnymi względami bardziej "uniwersalne") konstruowane są i rozumiane w oparciu o te prostsze. Wracając do moich stworzeń = zgęstków pola. Można sobie (dla zabawy) wyobrazić, że dla nich najbardziej "naturalną", pierwotną byłaby przestrzeń liczbowa ciągła, bez dziur. A może nawet nie dorobiłyby się pojęcia liczby (=punktu w przestrzeni), a uprawiałyby "matematykę pokryć"? Czy doszłyby do wyróżnienia liczby 1? Przepraszam za zaśmiecanie bloga zgoła nienaukowymi fantazmatami :) 2008/01/16 05:17:29
Nameste, nie tylko ani kropelki nie wygłupiłeś się, ale zrobiłeś syntezę, którą uczący matematykę zawsze powinien zaproponować, bez tego to jest wykładanie po polsku norweskich imiesłowów biernych i czynnych dla chińskich studentów.
Więcej powiem, choć ze smutkiem, że nie będzie niespodzianki: zespolone są po to, żeby działania arytmetyczne wyrażały też translacje, obroty i odbicia w osiach na płaszczyźnie. Co do Kanta, sympatyczniej bym myślał o jego kategoriach gdyby miał za sobą ze dwa lata pracy u Konrada Lorenza nad zachowaniami zwierząt, a potem ze trzy lata u Vilayanura Ramachandrana badając patologie. A że tego nie zrobił, trzeba mu pomóc takimi s-f, jakie Ty proponujesz. Oczywiście, stworzonka z Solaris miałyby nieco inną matematykę. A zresztą... a skąd ja wiem? Wiem tylko, że od lat zabawia mnie podobna do Twojej refleksja, ale o dużo skromniejszym zakresie. Pamiętasz, jak to jest ze zmysłami węży? Tym oczkiem na czółku patrzy na Ciebie i mierzy powierzchnię promieniowania i temperaturę. I przetwarza dane: na żabę za duże. Na ptaszka za chłodne. Niejadalne. Idziemy spać. Jakie by były kategorie matematyczne węża gdyby coś mu się w uzwojeniu skomplikowało i myślałby sprawnie i szybko? Nie wątpię, że dopracowałby się WężoBoga i WężoRydzyka, ale to mnie mało obchodzi, ciekaw jestem ile wymiarów by użył, by opisać swoją rzeczywistość i jaka by była jego hipoteza continuum czy Goldbacha... |
|
jeśli mam działanie łączne, jest tam element neutralny i każdy element ma swój przeciwny (lub odwrotny), taki obiekt nazywam grupą; gdy ponadto działanie jest przemienne, obiekt nazywam grupą przemienną