|
Blog > Komentarze do wpisu
Znowu suma nieparzystych
Wrócê dzi¶ do sk³adania w kupkê, a raczej w kwadracik, kolejnych liczb nieparzystych. Niedawno pokaza³em, ¿e odkrycie, które zrobi³ w szkole Roman_J (a przed nim i inni uczniowie, a jeszcze wcze¶niej Galileusz) staje siê w miarê oczywiste gdy odpowiednio narysowane. Otó¿ niedawno przypomnia³o mi siê (pamiêæ chadza tam gdzie jej siê chce), ¿e kiedy¶ widzia³em zupe³nie inny szkic przedstawiaj±cy ten sam fakt z równ± jasno¶ci± ale w zupe³nie inny sposób. Ju¿ go tu pokazujê, ale je¶li kto¶ zapomnia³ wszystko o powiêkszaniu d³ugo¶ci i pól, przypomnê: je¶li w figurce przed³u¿ê wszystkie linie piêæ razy, pole jej powiêkszy siê dwadzie¶cia piêæ razy. Ogólnie: n-krotne rozci±ganie we wszystkie strony da n2-krotne powiêkszenie pola. To nie zale¿y ani od n ani od formy figury. W gruncie rzeczy to jest skutek naszej definicji miary pola oraz twierdzenia Talesa. No i teraz zrelacjonujê (w trochê zmieniony sposób) pomys³ sprzed 17 lat pewnego wêgierskiego matematyka (Jenõ Lehel, The Sum of Odd Numbers, Mathematics Magazine, 64 (1991), str.103, z serii Proof without Words czyli Dowód bez s³ów). Trójk±t (pó³-kwadrat) mierz±cy 1/2 powiêkszam n-krotnie i widzê, ¿e miêdzy zielonymi liniami mam 1,3,5,...,2n-1 jego kopii: Je¶li kto¶ zaczyna podejrzewaæ, ¿e istnieje jaki¶ tajny zamys³ w moim nawrocie do tak prostych przecie¿ matematycznych uwag, przyznam mu racjê i chêtnie go ujawniê. Kluczowe s³owa (a raczej pytajniki): kto, kiedy, jak? Odpowiedzi: Wêgier, niedawno, inaczej. Czyli sensowna dydaktyka to zabawa zespo³owa a nie przykopywanie cudzym graczom, robi siê to od wieków ale du¿o wiêcej robi siê ostatnio ni¿ kiedykolwiek i odmienne pomys³y wzbogacaj± rozumienie nawet bardzo prostych spraw. Tak nawiasem: wyobra¿am sobie, ¿e s± tacy ludzie, którzy bêd± siê upierali, ¿e ten nowy rysunek i tamten przedstawiony uprzednio wcale nie s± zbyt odmienne. Pe³na zgoda. Oto jak mo¿na opowiedzieæ o przej¶ciu ze starego do nowego. Przedtem by³y obrócone literki L. Wyobra¼my sobie, ¿e s± one obszarami zaznaczonymi przez napiêt± elastyczn± gumkê zahaczon± o 6 punktów, w których s± pineski. Wyrzucamy dwie pineski ze ¶rodka (tam gdzie jest spotkanie d³ugich linii poziomych i pionowych) i ka¿dy niebieski L staje siê pasem miêdzy zielonymi granicami... Takie zabawy ze zmienianiem formy obszarów bez psucia ich jakich¶ wa¿nych cech robi siê w topologii – to kawa³ek geometrii. Mora³: przechodniu, nie wstyd¼ siê u¿ywaæ pinesek. niedziela, 30 grudnia 2007, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2007/12/30 13:45:27
Trochê pomyli³em nazwisko autora: Doxiadis.
A ksi±zka dalej dostêpna jest w html i pdf na stronie wydawnictwa: znak.com.pl/doxiadis/index.html 2007/12/30 14:38:55
Bardzo przyjemnie zorganizowane strony, nie zna³em ich. Widaæ, ¿e wystarczy w wydawnictwie jeden zapaleniec z dostateczn± doz± cierpliwo¶ci, by zorganizowaæ po¿yteczn± i estetycznie wygl±daj±c± witrynê. Dziêki za wskazówkê.
2007/12/30 16:09:46
Dochodzê do wniosku, ¿e ta moja szko³a to taka najgorsza ze wszystkich nie by³a, bo rysunek znajomy siê wyda³ i tre¶ci wokó³ niego zawarte równie¿ :) A mo¿e to mój ojczym - zapaleniec mi to pokaza³? No nie wiem, wydaje mi siê, ¿e jednak szko³a, bo ojczym - zapaleniec to mi tylko zadania pokrêcone i z drugim dnem dawa³...
2007/12/30 17:04:53
Tak w ogóle polskie nauczanie matematyki w porównaniu ze ¶wiatem nie wygl±da ¼le. Prosty argument: w¶ród pism z matematyk± elementarn± i ciut bardziej rozwiniêt±, takich, o których w ogóle warto mówiæ, s± dwa polskie (Delta, Matematyka) i tak s± czytane przez nauczycieli jak i miewaj± od nich odzew (no dobrze, feedback). Wiêc wiele osób, jak Ty, nie mo¿e powiedzieæ, ¿e nie mia³a szansy. Jednak s± dwa k³opoty: to bynajmniej nie wszystkie szko³y s± w takiej sytuacji (i znowu prosty sprawdzian: co¶ tu jest je¶li w jakiej¶ szkole ¿aden uczeñ nie chce uczestniczyæ w Olimpiadzie Matematycznej). A drugi, powa¿niejszy, bo strukturalny. Po ¶wiecie hasa banda programów, które s± formalnie dobre i poprawne, ale ich realizacja jest po³owiczna, albo wrêcz b³êdna. Zalet± Polski jest jednak kontrolowanie, by te programy w pe³ni przepu¶ciæ przez ucznia. Ale sama jako¶æ programów, przejawiaj±cy siê w nich Weltanschauung, jest w±tpliwej jako¶ci. Po trosze bêdê siê do tego tu dobiera³. Na pocz±tek wystarczy przypomnieæ gorzk± uwagê bourbakisty Jean Dieudonné (z ksi±¿ki "Mathematics, the Music of Reason"), ¿e do szkolnej matematyki nie wchodz± rzeczy maj±ce mniej ni¿ 200 lat...
2007/12/30 18:22:57
Najwiêcej jednak zalezy od nauczyciela... na nic bowiem zdadz± siê najcudowniejsze programy, kiedy nauczyciel do bani... Mia³am ich kilkunastu (ca³y czas mówimy tylko o matematyce) i wiem co¶ o tym...
Zawsze by³am niepokorna matematycznie i nauczyciele walczyli ze mn± i moimi sposobami na rozwi±zywanie zadañ... do dzi¶ nie wiem dlaczego zbiera³am lacze za dobrze rozwi±zane zadania, tylko inn± metod±... Najbardziej ze wszystkich moich nauczycieli matematyki lubi³am mojego dziadka, który rozkocha³ mnie w matematyce pokazuj±c rózne skróty i sztuczki (dziêki "g³upotce" zapamietanej dawno temu nie obla³am egzaminu z algebry liniowej duzo pó¼niej...). Ojczym dawa³ mi zadania z drugim dnem i wyrobi³ nawyk szukania tego drugiego dna... nauczyciele podstawówkowi to no comments, bo jednej pani raz rozbi³am lekcjê pokazow± licz±c zadanie sposobem, którego nie zna³a... w ogólniaku mia³am matematyczkê do¶æ starej daty i ona akurat tolerowa³a moje wybryki... a na studiach trafi³am na profesora Z. i wtedy nabra³am pokory... a mo¿e pouzupe³nia³am dziury... on to dopiero odkry³ przede mn± ¶wiat... :) reasumuj±c: pewnie gdyby nie mój dziadek, który od dziecka próbowa³ zrobiæ ze mnie in¿yniera i nie mój ojczym, który w ramach pozbycia siê dzieciaka na jaki¶ czas, dawa³ mu porypane zadania, nie by³abym tu gdzie jestem, bo w±tpiê, ¿eby nauczyciele mnie zarazili bakcylem... i nie spotka³abym swojego profesora, bo by³abym matematycznym g³upkiem. ergo: nauczycielami matematyki powinni byæ tylko pasjonaci tej¿e. Bo to nie chodzi, o to, ¿eby obliczenia skomplikowane umieæ wykonaæ, ale by umieæ mysleæ logicznie i mieæ pojêcie jako takie chocia¿, bo a nó¿, za kilka lat mi³o¶æ Twojego ¿ycia zacznie rozprawiaæ o sinusie hiperbolicznym... i co wtedy? Chyba napiszê w tej sprawie list do MEN ;)
Go¶æ: , dvg78.internetdsl.tpnet.pl
2007/12/30 19:17:22
Po zastanowieniu siê nad hypotez± (jak mówi³ M.T.Huber) Goldbacha zauwa¿am, ¿e zdanie jakie wypowiedzia³ by³ wielki matematyk niemiecki, Leopold Kronecker, ¿e "dobry Bóg stworzy³ liczby naturalne, reszta jest dzie³em cz³owieka",
mo¿na zast±piæ zdaniem: "dobry Bóg stworzy³ liczby pierwsze, reszta jest dzie³em cz³owieka". Wiechu. 2007/12/30 20:50:47
@Szukajmy siê: w bli¿szym podej¶ciu s³ychaæ jaki¶ instrument odtwarzaj±cy brzmienie Zoszczenki: by³o tak dobrze, ¿e jak siê temu przyjrzeæ, to lepiej nie mówiæ jak tam dobrze by³o” :) Wiêc mo¿e lepiej oddaæ ho³d Twojej rodzinie i jakiemu¶ genowi niepokorno¶ci, ¿e nie zdo³ali Ciê upupiæ.
Fraza to nie chodzi, o to, ¿eby obliczenia skomplikowane umieæ wykonaæ” w zasadzie streszcza ca³y mój program, który sobie tu na d³u¿szy okres przedstawi³em i sporo, sporo o tym bêdzie. Jak ju¿ bêdziesz pisa³a do MEN-u, wstaw siê te¿ za uczniami, którym ka¿± kochaæ S³owackiego za to, ¿e wielkim Wieszczem by³ (kochaæ oczywi¶cie w stylu klasycznym, nie po S³owackiemu) i torturowanych chemi± zakuwan± jakby by³a katalogiem sk³adu ze ¶rubami... @Wiesiek: dobry Kronecker by³ zbyt hojny, bo ju¿ w XX wieku zaczêli przeb±kiwaæ, ¿e tylko zbiór pusty Pan nam da³, resztê sami zrobili¶my: zero to moc zbioru ∅, jeden to moc zbioru {∅}, dwa {∅,{∅}} i tak dalej. Co niektórym mo¿e s³u¿yæ do has³a, ¿e matematyka jest z niczego i na nic. 2007/12/30 20:56:29
@Wiechu:
Jest w tym na pewno du¿o prawdy, a na pewno zgodz± sie z tym pogl±dem ci co kawa³ek ¿ycia nad teoria liczb spedzili... A propos Goldbacha to wchodz±c na angielska stronê w Wikipedii po¶wiêcon± "Goldbach's conjecture" mo¿na znale¼æ linka do strony ksi±zki zawieraj±cej list Goldbacha do Eulera. www.math.dartmouth.edu/~euler/correspondence/letters/OO0765.pdf Pisa³ to z Moskwy jak±¶ mieszanin± niemieckiego i ³aciny. Ciekawych rzeczy sie cz³owiek niechc±cy dowie, a to wszystko z inspiracji AndSola! :) 2007/12/30 20:58:07
@Szukajmy sie: przypomnia³em sobie, ¿e ju¿ tu opowiada³em jak musia³em siê broniæ w podstawówce przed pani± nauczycielk±...
Go¶æ: , dvg78.internetdsl.tpnet.pl
2007/12/31 01:15:47
ANDSOL pisze, ¿e przypomnia³ sobie, jak musia³em siê broniæ w podstawówce przed pani± nauczycielk±...
Ja w pierwszej gimnazjalnej broni³em sie przed "fizykiem". A by³ to absolwent petersburskiego instytutu, kolejarz. Rzecz posz³a o zale¿no¶æ "si³y" tarcia od powierzchni styku tr±cych o siê przedmiotów. Na pytania, czy zale¿y, odpowiedzia³em ¿e i owszem, tak, zale¿y. Lufa w dziennik. Ale po lekcji zapyta³em czy je¿eli powierzchnia styku jest na tyle ma³a, ¿e rze¼bi rowek w jednym z nich to jak tê si³ê przyrównaæ do "g³adkiego" tarcia? I kiedy to one g³adkie jeszcze jest g³adkie a kiedy ju¿ nie ? Zapyta³ mnie tylko jak bym pokaza³ to w do¶wiadczeniu. Klocek na trzech szpicach i taki sam na p³asko po tym samym stole, odpowiedzia³em. Poprawi³ lufê na 5, i opowiedzia³ mi jak to z tym tarciem jest, te mini-mikro zaczepy, sklejenia,... i ³askawie ju¿ na mnie patrza³. Go¶ciu,in¿ynier, piêknie rysowa³, machiny zna³ jak swój zegarek. Tylko mawia³ ó¶m zamiast osiem. (in¿. Wójcicki, ³ysy, z orlim nosem,wspaniale siê nosz±cy; bia³a koszula, krawat, i b³yszcz±ce sztyblety). Wiechu, sentymentalnie. |
|
:)