Do ksi±¿ki „The future of the past” (autorem jest
Alexander Stille, dziennikarz NYT) przyci±gn±³ mnie
¿art z tytu³u. „Przysz³y przesz³ego” to prawie
nazwa czasu gramatycznego w angielskim, „future
in the past”, przysz³y w przesz³ym, który u nas staje
siê trybem warunkowym. O ksi±¿ce jeszcze nie mam
(i mo¿e nie bêdê mia³) czego¶ do powiedzenia, ale
jest to i owo do powtórzenia:
Zaludniona przez ledwie parê milionów osób, olbrzymia
konstelacja ma³ych wysp, rozsianych na po³udniowym
Pacyfiku (nazywana Melanezj±, Mikronezj± i Polinezj±)
jest siedzib± prawie szóstej czê¶ci sze¶ciu i pó³
tysi±ca jêzyków ¶wiata. Z powodu ilo¶ci wysp, które
trwa³y przez d³ugi czas w stosunkowej izolacji, ten
region jest tym samym w ró¿norodno¶ci jêzykowej oraz
kulturalnej czym Wyspy Galapagos i Madagaskar dla
bioró¿norodno¶ci. A ocenia siê, ¿e prawie po³owa
jêzyków ¶wiata zaniknie w ci±gu wieku z powodu
szybkich skutków ujednorodnienia przyniesionego przez
globalizacjê. Ka¿dy z tych jêzyków przedstawia jak±¶
kulturê, prawie zawsze kulturê s³own±, która umiera
nie zostawiaj±c wielu ¶ladów.
Na jednej z takich wysepek. Kitawa, spêdzi³ lata
w³oski antropolog Giancarlo Scoditti. Region bliski
Polakom: to tu, na wschód od Nowej Gwinei, s± Wyspy
Trobrianda, na których Bronis³aw Malinowski zapisywa³
co widzia³, tworz±c wspó³czesn± antropologiê. Ale
Malinowski interesowa³ siê obyczajami spo³ecznymi
i seksualnymi tego regionu i zupe³nie nie ciekawi³a
go kultura wizualna czy artystyczna.
A to w³a¶nie zwraca³o na pocz±tku uwagê Scodittiego:
Dla tych wysp czó³na s± tym czym gotycka katedra dla
osób ze ¦redniowiecza, wynikiem d³ugiego zespo³owego
wysi³ku i po¶wiêcenia, a tak¿e materialnym wyrazem
wizji ¶wiata, któr± ma spo³eczno¶æ.
Czytaj±c to natychmiast przypomnia³em sobie Verê A.
(gdzie podzia³a siê ta zdumiewaj±ca kobieta ze swoim
wspó³czynnikiem IQ na pewno bij±cym 180, czemu nie
s³yszê o niej jako ministrze czy szefie Grupy Mózgów?)
– wyja¶nia³a mi kiedy¶ parê szczegó³ów ze swojej
pracy doktorskiej o ³uku. Dowodzi³a tam, ¿e Indianie
zawierali w nim ca³± swoj± wiedzê o botanice i o tych
zwierzêtach, na które swoimi ³ukami polowali. A my
my¶limy, ¿e to po prostu zakrzywiona ga³±¼ i ciêciwa...
Zakoñczê cytatem o nies³ownych tubylcach, którzy
sprawili, ¿e nasz wielki rodak nie sta³ siê jeszcze
wiêkszy:
Choæ Malinowski opisa³ Kitawê jako ¼ród³o wielu z tych
czó³en, które w okolicy mia³y najsubtelniejsz± rze¼bê
i z niej wywodzi³ wiele wiar i praktyk, ³±cznie
z najwa¿niejsz± legend± o lataj±cym czó³nie, nigdy nie
by³ on na tej wyspie. Malinowski zna³ paru jej
mieszkañców gdy wypuszczali siê w podró¿e, ale ¿aden
z nich nie zawióz³ go kiedykolwiek na wyspê. „Umawiali
siê z nim na pla¿y i nigdy siê nie pojawiali” mówi
Scoditti z zabawn± satysfakcj±. Pamiêtniki Malinowskiego
ujawniaj± jego lekcewa¿enie dla tubylców i Scoditti
przypuszcza, ¿e ludzie z wyspy to odczuwali i wykazali
swój charakterystyczny zdrowy rozs±dek odrzucaj±c
anglo-polskiego antropologa.
Za pozwoleniem, wysoki s±dzie. Brytyjsko-polskiego.
Niech i Szkoci i Walijczycy co¶ z niego maj±.