|
Blog > Komentarze do wpisu
Wędka i mucha
Różnie można powiedzieć „radź sobie”. Formę dla szefa Czego by pouczany nie słyszał, w pozycji posłusznej Obie wersje żyć nas uczą, szczególnie jeśli jesteśmy sobota, 22 grudnia 2007, andsol-br
TrackBack
Sędzia liniowy
z migotanie słów
Z dawno temu czytanej znanej opowieści Ossendowskiego 8222 Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów 8221 utkwił mi w pamięci przepis na zachowanie przez długi okres ognia, powoli wypalającego od wewnątrz przystawione do siebie długie kłody. Wydawało ... » Wysłany 2008/01/03 00:38:10
Komentarze
2007/12/22 21:58:01
Polska to nie Austria tu tak łatwo przenieść sie nie da z miasta do miasta
2007/12/22 22:26:36
No właśnie, ta rada z przenosinami jest taka bardziej ideologiczna niż praktyczna. Weź człowieka, który mieszka z siostrą i matką w Nowej Soli gdzie przy dozie szczęścia będzie mógł użyć swego dyplomu inżyniera jako pomocnik aptekarza dostając na początek 1400 zł, fucha. Więc do Zielonej Góry ani myśleć, bo tam to samo. Co mu radzisz, Poznań? Żeby sprzedał swoje mieszkanko za 40 tysięcy i starał się coś kupić pod Poznaniem za 250? A mama szybko mu tam porobi nowe przyjaźni?
Jak zwykle, the proof of pudding is eating it... Co do normalki, mam bardzo dużo szczęścia, bo zawsze potrafiłem powiązać pracę i mieszkanie odległością rzędu 20 minut w porze obiadowej. Czyli obiady razem i w domu. Myślę, że brak typowych pokoleniowych konfliktów z obecnymi nastolatkami to po trosze szansa na codzienne, bezustanne rozmowy przy obiedzie. Po prostu rodzina. Powiedz, co to za rodzina jeśli dziecko może oglądać tatę chrapiącego do południa w sobotę? Ja mam na to inne słowa niż normalka”...
Gość: , dvg78.internetdsl.tpnet.pl
2007/12/23 12:31:05
ANDSOL pisze:
"No właśnie, ta rada z przenosinami jest taka bardziej ideologiczna niż praktyczna. ..." Dodam, że podobnie jak hasełko o dużych firmach: "małe jest piękne", na co po agitacyjnej prelekcji mój główny techniczny powiedział prelegentowi, nota bene, doktorowi nauk ekonomicznych, "powiedz pan to swojej kobicie". Dziś firmy na 20-50 pracownikach powstałe z wydziałów dużego i sprzedanego przedsiębiorstwa wożą pracowników do wyszukanych robót przez pół Polski. Taka sezonowa robota. Raz tu, raz gdzieś tam. I to: " Czyli obiady razem i w domu. Myślę, że brak typowych pokoleniowych konfliktów z obecnymi nastolatkami to po trosze szansa na codzienne, bezustanne rozmowy przy obiedzie. Po prostu rodzina. Powiedz, co to za rodzina jeśli dziecko może oglądać tatę chrapiącego do południa w sobotę?" Tu ANDSOL ma wszystkie racje po swojej stronie. Brak rodziny, bo wspólne zamieszkiwanie pod jednym dachem bez osobistych kontaktów to nie RODZINA. Brak rodzin wielopokoleniowych mieszkających pod jednym dachem, brak tych wspólnych posiedzeń przy stole i tych rozmów przy i po objedzie to chyba jeden z głównych problemów konfliktów między pokoleniami. Ale jak go rozwiązać kiedy dzieci widzą rodzica ujechanego robotą nie wyspanego, raz na miesiąc, na tydzień i tylko przez jedną, dwie doby? A o przenosinach z miejsca na miejsce, wynajmie mieszkania albo kupowania innego nie wspomnę, bo jak to jest, to trzeba wiedzieć z autopsji. Wiechu. 2007/12/23 12:50:55
Wieśku, wykorzystam podjęcie przez Ciebie tematu (dzięki za moralne wsparcie), żeby dopisać parę linijek, które wcale nie muszą być dośpiewane sobie” dla czytającego, a bez nich sens uwagi może się drastycznie zmienić. Otóż docieranie do domu szybko w porze obiadowej nie miało na celu ulokowanie się przy stole ale zdążenie z odrobieniem swojej części robóki, tradycyjnie dla mnie zostawało przygotowanie soku i sałatek i zielenin. Widok taty pomagającego dzień po dniu w przygotowywaniu obiadu chyba jest ważniejszy od rozmówek, dydaktycznych smrodków, żarcików. Oczywiście nie zawsze w ciągu lat mogliśmy przygotowywać domowy obiad, czasami przywoziłem część jego z jadłodalni, czasami robiliśmy sesje przygotowywania dań na zamrażanie, czasami jakaś firma dowoziła do domu, a czasami szliśmy do restauracji (tu są tanie), ale ważne było zawsze, że razem, wszyscy o tej samej porze...
Gość: , dvg78.internetdsl.tpnet.pl
2007/12/23 16:48:30
Myślę Andrzeju, że pobieranie wzorców zachowań poprzez obserwacje rodzica-taty, jak wspólnie z mamą przygotowuje deser i wałkuje ciasto na makoron czy mamy jak wespół z tatą rąbie drwa dokominka, to pewnie trzecia część kształcenia i wychowania młodych. To usługiwanie przez tatę, mamie, babci, dziadkom ( dodam pradziadkom), to pierszeństwo przynależne z wieku, a i rozmowy o tym co ważne, żarty i podśmiewki, ich forma i treść, a i kogo dotyczą, to dalsza i nie mniej ważna część kindersztuby. Nie wspomnę o umiejętnościach posługiwania się "pomocami". A moim zdaniem to niezmiernie istotnym jest to, że przy stole zasiadają wszyscy na miejscach wg wieku i urzędu im przynależnych i _rozmawiają_.
Zasiadanie przy stole jednoczy i łączy rodzinę. Ten wspólny stół jest najważniejszym spoiwem. Nie musi to być koniecznie "objadowanie". Może to być kolacja, taka wystawniejsza niż zwyczajowe mleczko z chlebkiem i ciastko. Taka z zastosowaniem "etykiety". Ale objadek w dzień świąteczny-niedzielę, jest ważniutkim elementem integrującym rodzinę, Nie wdając się w rozważania światopoglądowe to wspólne, rodzinne, chodzenie do kościoła, też miało elementintegrujący. Wspólne spacery niedzielnym popołudniem z co młodszymi to już tylko wspomnienia. Dziś nawet oglądanie ogłupiacza jest rozdzielone na seriale dla podrostków, dla podfruwajek, i ramoli. Każdy na osobności odląda. Albo nie jest dopuszczany przed sziełko przez podrastających. Każdy sobie wg grupy, wiekowej a nie Liego. PS. A czytałeś o propozycji nauko-metodo-pedago-edukacyjnej wspieranej przez "żeczników" o nie zadawanie uczniom prac domowych bo to odbiera-zabiera-ogranicza swobody i wolności? Jeszcze tylko zlikwidować kajety, zadaczniki, długo i krótko "pis"y, pozostawić tylko Google i Wikipedię no i YahoooooTubę i foty na Wykopie. Kaj my są, kaj będziemy ? Sorry,jak dziś mówią, za długość wpisu. Wiechu. 2007/12/23 19:01:39
Co do długości wpisu, to pisałeś dziś o tym, że ?małe jest piękne?, ale nie
zawsze uda się człowiekowi Lecować. Co do teorii o szczęściu i swobodzie dziecka, to zacząłbym od dwóch poglądów o tym co to jest pedagog. Stary pogląd mówi, że to ktoś, kto się uczy ucząc dzieci. Nowy, że to ten, kto wie jak uczyć dzieci. No a reszta to wynik różnic między poglądami. Aha, zazwyczaj unikam rozgadywania się na blogu na temat ?rodzina i ja?, nie mam teorii i produktów na sprzedaż. Kto ma lepsze pomysły to mu cmok w czółko i gratulacje. Jeśli tu się trochę uzewnętrzniłem, to nie dla poprawiania świata, a dla powiedzenia: różnie sobie ludzie wybierają dróżki, każdy wybór ma koszty i uciechy. Myśmy jak raz tak wybrali i był to bardzo świadomy wybór. Jedyna rzecz przypadkowa to pośpiech drugiego syna, który był zamierzony na parę miesięcy później. 2007/12/27 16:20:05
Ja wiem, ze dawać innym, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji, rady nie zawsze jest przyjmowane pozytywnie. Każdy z nas jest zdania, że jego sytuacja jest szczególna i wyjątkowa. I tak jest w istocie.
Jednak spróbuję jeszcze raz zabrać głos tutaj przeciwko temu fatalistycznemu nastrojowi - "Jest źle i nie będzie lepiej". Otóż szanse na lepsze życie są raz tu, a za chwilę gdzie indziej. Tylko od nas zależy czy ruszymy na poszukiwanie, czy zdecydujemy się na z tym związane ryzyko. Ale jak przedkładamy to bardzo mało co właśnie mamy nad niepewne zyski to bądźmy tego świadomi i nie narzekajmy na los. Hycuhycu pisze: "Polska to nie Austria tu tak łatwo przenieść sie nie da z miasta do miasta". Wszędzie jet to trudne, również w Austrii. Wielu Austriaków też nadal mieszka gdzieś na prowincji i narzeka, że w okolicy brak miejsc pracy. Ale ruszyć się nie chcą, bo mają tam ładne domki i tak naprawdę żyją sobie wygodnie. Andsol pisze: "...co mu radzisz, Poznań? Żeby sprzedał swoje mieszkanko za 40 tysięcy i starał się coś kupić pod Poznaniem za 250? A mama szybko mu tam porobi nowe przyjaźni?" Otóż podobno milion Polaków wyjechało nie do Poznania czy Warszawy, ale na zachód. Londyn to jedno z najdroższych miast w Europie, wiem to dobrze z własnego doświadczenia. Pomimo to ludzie z kraju jadą tam, wynajmują tanie mieszkanka i pracują. Oszczędzają i może kiedyś wrócą do siebie. A może zostaną. To jest ich decyzja.Tak jak i tych co nie wyjechali. 2007/12/27 18:18:21
Krzysztofie, niby wszystko, co piszesz, to prawda. ale wyraźnie umknął Twojej uwadze zasadniczy argument mojego wpisu, jego cel i motyw przewodni: podkład etyczny dorabiany do indywidualnych decyzji i zachowań nie ma sensu gdy tyczy się masowej skali. Nie ma ratunku dla SPOŁECZNOŚCI młodych ludzi gdy nie ma globalnych rozwiązań zmieniających strukturę ekonomiczną miast i regionów.
Masowe uchodźctwo, które miało miejsce w Kraju, jest niewysłowioną tragedią narodową i politycy nie zajmują się nią dzień i noc dlatego, że są nieczułymi, egoistycznymi skurwysynami, nie rozumiejącymi ani trochę sensu słów kraj, narodowość, rodzina”. Pieprzą od lat o skutkach Powstania Warszawskiego i doprowadzają do jeszcze większych strat w talentach i możliwościach. Nie ma wielkiego znaczenia, że ci ludzie _mogą_ wrócić, bo jest oczywiste bez badań i analiz, że znaczna większość NIE wróci. Polska straciła część pokolenia a oni, zapatrzeni w swoje kiesy, nawet tego nie zauważyli. To nie jest rozwiązanie problemu, to jest rozwiązanie (a raczej zerwanie) sieci powiązań społecznych. Będzie lepiej, ale tego zła już się nie naprawi. 2007/12/27 22:48:38
Andsol, swiat zmienia sie nieustannie i tego procesu nie mozemy (nikt nie moze) zatrzymac. Zmiany te powoduja, ze gdzies powstaje cos nowego, a gdzie indziej cos ginie. I z tym musimy sie pogodzic.
Kilka takich duzych przemian (jak na przyklad upadek rolnictwa, czy przemyslu ciezkiego) juz mamy za soba. Wiele innych jeszcze przed nami. Te byle katastrofy pokazuja, ze z nich wylania sie czesto cos nowego i innego, ale cos czesto lepszego. Zamiast rolnictwa pojawila sie w wielu regionach turystyka, z ktorej ludzie zyja duzo lepiej niz przedtem. Oczywiscie czesc ludzi wyemigrowala ze wsi do miast, ale czy to naprawde takie zle? Nie sadze. Andsol piszesz: "nie ma ratunku dla SPOŁECZNOŚCI młodych ludzi gdy nie ma globalnych rozwiązań zmieniających strukturę ekonomiczną miast i regionów." Nie calkiem zgadzam sie z ta teza. Otoz dla pewnych rejonow w danej formie rzeczywiscie nie ma ratunku. I to niezaleznie od tego co wladze zrobia. A nowe moga znalezc tylko ludzie w danym rejonie, bo oni go znaja najlepiej i wiedza co jest mozliwe. Niektorzy musza ruszyc za chlebem, inni znajda jakies male rozwiazanie na miejscu. Bledem natomiast jest tutaj czekanie na jakies rozwiazania od gory. Jedyne co wladze powinny zrobic, to zapewnic tanie kredyty i dofinansowania na lokalne inicjatywy. a teraz krotko o tych co wyjechali. Czy aby na pewno nie wroca? nie jestem taki pewien. Wezmy na ten przyklad Indie. Z tego kraju jeszcze wiecej ludzi wyjechalo na zachod niz z Polski. Pomimo to Indie zmienily totalnie swoje oblicze. Emigranci wracaja, zakladaja firmy i Indie to dzisiaj potega. Mam nadzieje, ze taka sama sytuacja powtorzy sie w Polsce 2007/12/28 04:24:24
Nie ma rady, Krzysztofie, temat zbyt gęsty i zawikłany, by Ci odpowiedzieć tutaj. Spróbuję zrobić to w dzisiejszym wpisie.
A może jutrzejszym. Pozdrawiam. 2007/12/30 12:38:26
Całkiem przypadkiem dodarłem na poniższą stronę, której właścicielka prowadzi firmę w Wałbrzychu. Chyba pasuje do naszej dyskusji, czy nie tak?
forto.pl/o-firmie/ 2008/01/02 01:12:40
Krzysztofie, przeczytałem i mógłbym dodać i inne relacje o sukcesach indywidualnych, wbrew otoczeniu i prawdopodowieństwu. Ale przecież nie o tym mówię, nie o przypadkach a o prawidłowościach. Dlatego w moim odczuciu nie oświetla to problemu... Cóż, już się zbieram do pisania nieco szerszej odpowiedzi w formie wpisu, który Ci przed 6 dniami obiecałem.
2008/01/02 18:53:56
Andsol, ja tylko tak ten link tutaj wrzuciłem, bo przypadkiem wpadł mi w ręce. Nie było moim zamiarem wzbudzać naszą dyskusję od nowa. ;o)
|
|
A tak na marginesie to bezrobotni są wszędzie, nawet w najlepiej prosperujących miastach Europy. Długie dojazdy do pracy to też normalka. Każdy z dojeżdżających może przecież przenieść się do tego większego miasta. Ale oni z reguły nie chcą.