S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Lody po obiedzie
Chêtnie zgadza³em siê, by Décio decydowa³, w której
restauracji bêdziemy jedli, bo zna³ chyba wszystkie
w okolicy rua 24 de Março i na odwrót. To znaczy,
kelnerzy witali go po imieniu i sadzali nas w mi³ym
miejscu. Gdy tego dnia skoñczy³y siê dania zimne
i ciep³e w arabskiej restauracji i podjecha³ jeszcze
stoliczek pe³en ciê¿kich s³odyczy, powiedzia³em, ¿e
po takim obiedzie jedynie lody by³yby do pomy¶lenia.
Décio odrzek³ „a to mi przypomina”, wiêc poprosi³em
o kawê, bo jego historie rzadko by³y krótkie, ale nie
spieszyli¶my siê.

A to mi przypomina jak pierwszy raz w ¿yciu by³em
w dobrej restauracji. Wiesz, ¿e by³em takim ch³opakiem
z ulicy w Santos, ganiali¶my nasz± paczk± rozrabiaj±c
nieco, ale choæ niektórzy z nas sypiali pod mostami,
nie miewali¶my przej¶æ z policj±. To tu, to tam nas
pogonili, ale nigdy nie wychodzi³o to poza drobne
kradzie¿e czy ma³e rozróbki. Mówili, ¿e najstarszy
z nas, Milton, wdawa³ siê w powa¿niejsze sprawy, ale
przecie¿ nie zapytasz takiego o szczegó³y. Mia³ u nas
powa¿anie i gdy kiedy¶ powiedzia³ nam, ¿e nastêpnego
dnia mia³ imieniny i ¿e mamy byæ na placyku dobrze
ubrani, bo nas zabierze na przyjêcie do restauracji,
zrobili¶my mo¿liwe i niemo¿liwe, ¿eby przyzwoicie
wygl±daæ. No i gdy spoktali¶my siê powiedzia³, ¿e
idziemy a¿ do São Vicente, bo tam jest fajne miejsce
na pla¿y i ju¿ zamówi³ tam dania. Wyobra¼ sobie tê
wycieczkê, ludzie patrzyli dziwnie, bo z gêb nam
nie za dobrze patrzy³o, ale wszyscy domyci i czy¶ci
a Milton nawet z krawatem. No i przychodzimy na
pla¿ê, restauracja taka, do której normalnie ani nie
próbowaliby¶my wej¶æ, a tu kelner nas sadza, podsuwa
krzes³a – no i zaczyna siê wy¿erka, ale przedtem
¶piewamy dla Miltona
Parabéns para você. I Milton
og³asza, ¿e ma dla nas niespodziankê na koniec. Wiêc
jemy i my¶limy co tu jeszcze bêdzie. Koñczy siê obiad,
Milton wo³a kelnera i pyta jakie s± najlepsze lody.
Trochê dyskusji i idzie zamówienie, nie pamiêtam, na
osiem czy dziesiêæ porcji wystawnych lodów. Który¶
za nas, najbardziej niecierpliwy, pyta czy to jest
w³a¶nie ta niespodzianka. „Nie” mówi Milton. „Sprawa
jest taka. Nie mam ani grosza. I teraz podnosimy
dupska i pryskamy st±d zanim ten fagas wróci z lodami”
.


„Nigdy nie by³em dobry w biegach” zakoñczy³ opowie¶æ
Décio „ale tym razem i ja i inni mieli¶my wspania³y
start i po piêciu sekundach wszyscy gonili jak opêtani
w ró¿nych kierunkach po pla¿y. I chyba potem przez
dwa lata ba³em siê wróciæ do São Vicente.”
sobota, 08 grudnia 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/12/08 04:11:20
Uwielbiam kulinarne zarówno podró¿e, jak i opowie¶ci... ach... gdzie to siê nie by³o i czego siê nie jad³o... jest tyle "klimtycznych" knajp na ¶wiecie... ach... opowie¶c rozczuli³a mnie.
-
2007/12/08 04:40:01
Wiêc je¶li zatoczysz promieñ jednego kilometra wokó³ mego domu (i odrzucisz spory wycinek tego kó³ka gdzie jest ocean) to znajdziesz w ¶rodku kilkana¶cie knajp z owocami morza – i dla równowagi drugie tyle ko¶cio³ów (czasami bardzo skromnych) ró¿nych religii ... Ora et devora.
-
2007/12/09 01:39:05
kocham takie opowie¶ci
a dzi¶ powoduj± napad cie¿kiej melancholii (a raczej niezno¶nie banalnej) :(
...
-
2007/12/09 02:27:37
Kabirio, to mo¿e ca³± rodzin± na trzy dni do Tunezji, ¿eby sobie szyszynkê podgrzaæ?
-
2007/12/09 03:00:41
szyszynkê czy szynkê podgrzaæ? dzi¶ wydaje mi siê, ¿e na jedno wyjdzie;) przemy¶lê
-
2007/12/09 03:12:58
Stanowczo szyszynkê. Glândula pineal. To przez ni± Polacy s± smutni i pyskaci.
-
2007/12/09 11:06:03
:)