|
Blog > Komentarze do wpisu
Być Brazylijką
Kabirio, w komentarzu do mojego wczorajszego wpisu
przypominasz ponurą historię życia meksykańskich kobiet w Ciudad Juarez, nieomal na granicy Stanów. Tak, tam codzienność dla kobiet jest okropna właśnie przez swą codzienność i „normalność”, ale chcę Ci zaręczyć, że nawet przelotne kojarzenie tego z krajem, w którym żyję jest złudzeniem geograficznym. Nie wiem, czy prócz krajów skandynawskich jest wiele miejsc, w których można być kobietą bez ciągłej i trudnej walki o podstawowe prawa, ale mimo wszystko, mimo wielu ponurych braków równowagi, pod tym względem Brazylia bliżej leży Norwegii niż Meksyku. Innymi słowy: ciężkie życie wielu Brazylijek jest podobne do ciężkiego życia wielu Brazylijczyków, brak szans przy starcie i bieda jest im nieszczęściem, ale bycie kobietą nie zwielokrotnia tego nieszczęścia. Opowiem historyjkę, która przypomniała mi się przed paru miesiącami, gdy Nika_blue pisała o pewnej dozie natarczywości francuskich mężczyzn w ich życiowej roli wielkich uwodzicieli. Znajoma wróciła z Francji ze swojej pierwszej w życiu wyprawy do Europy (czytaj: Portugalia, Hiszpania i Francja) i skarżyła się na jakiegoś tępaka w Paryżu, który nie chciał się od niej odczepić i musiała bronić się prosząc policjanta o pomoc. Znając trochę oba kraje i wyobrażając sobie co mogło się stać poprosiłem ją o możliwie wiele konkretów – dzięki nim zajście stawało się zrozumiałe (choć to Francuza nie usprawiedliwiało). Otóż była w jakimś magazynie i przymierzała bluzki. W pobliżu był chłopak, zapytała go jak mu się kolejna bluzka podobała. Tak, przyłożyła ją do ciała. Uśmiechnęła się do niego, owszem. Ale potem lazł za nią po ulicy i nie chciał się odczepić... No właśnie. Sposób bycia Brazylijek, ruchy, gesty, nawiązywanie kontaktu (a także powszechna skąpość strojów) osobom z innych kultur może kojarzyć się z wyzwaniem, insynuacją. Nie jest niczym podobnym. Gdy przechodząca dziewczyna zarzuca biodrami w rytm docierającej ze sklepu na chodnik muzyki, zatrzymuje się i pyta mnie która jest godzina, oznacza to, że muzyka jej się podoba, że nie ma zegarka i że chce wiedzieć która jest godzina. Nic a nic więcej i grubo przewiezie się turysta, który inaczej to zrozumie. Kluczem do rozumienia tego (prócz słońca i mieszanki kultur afrykańskich i śródziemnomorskich) jest ich pewna niezależność finansowa. Nie zawsze i nie taka, której można im zazdrościć, ale ilość kobiet, które radzą sobie bez mężczyzny, mając dziecko czy dzieci, jest ogromna. Oczywiście jest mnóstwo dziewoj w stylu latorośli, które by chciały wsiąść do wygodnego samochodu, nawet jeśli w środku mieć on musi męża, ale typowe nastawienie Brazylijki to „poradzę sobie”. Rozumiem, że co dalekie wygląda nieco papkowato. I że na ogół dla kobiet ta papka jest siarką z piekła. Nigdy nie zapomniałem o 200 tysiącach (a może wielu więcej) kobiet ze Wschodniego Pakistanu (Bengalek, ściślej mówiąc) zgwałconych w ciągu 9 miesięcy wojny z roku 1971. Czy podobnej ilości Chinek oraz Koreanek porwanych przez Japończyków do swoich domów publicznych w latach 30-tych i 40-tych zeszłego wieku (pięknie nazywają to po angielsku: „comfort women”. Do dziś sukinsyny mówią w tym stylu o swoich wyczynach; jak z naszym Jedwabnem, im też prawdziwa pokuta nie przychodzi do głowy). Wiem co się dzieje z kobietami w Arabii Saudyjskiej, Pakistanie czy Meksyku gdy wyobrażą sobie, że będąc kobietami są także ludźmi. I nie będę próbował Ci wmówić, że ponad 90 milionów mężczyzn w Brazylii ma szacunek i poważanie dla swoich koleżanek, partnerek, starszych pań. Ale na pewno los przeciętnej Brazylijki niewiele ma wspólnego z życiem kobiet z paru wymienionych tu nacji. Aha, nie wierz mi. Lepiej przyjedź i sprawdź to sama. sobota, 01 grudnia 2007, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2007/12/01 15:18:23
Anuszko, ciekawy ten ukraiński przykład. Nawiasem, kiczowaty styl ma w sobie coś z gumy do żucia, czepia się każdej powierzchni.
Trudno mi wyobrazić sobie co dotknęło spotkanego przez Ciebie Brazylijczyka. To duży kraj i sporo odmiennych obyczajów. Może on był z Minas Gerais? Oni mają taki styl przez "understatement". Jak gość mówi, że ma parę krówek to może ma gospodarstwo na 10 tys. hektarów i 5 tysięcy głów? W Brasílii jest wielka mieszanka stylów bycia z różnych stanów i moją przyjaciółkę z Minas doprowadzała do szału sąsiadka ze stanu Maranhão, bo wchodziła do kuchni i otwierała lodówkę, żeby zobaczyć co tam jest ciekawego z zapasów. W jej kodzie było to przyjazne i dopuszczalne zachowanie... 2007/12/01 15:23:50
Miło mi, że sprowokowałam Cię do osobnego wpisu.
Andsolu, to brzmi dla mnie bardzo pocieszająco, bo właśnie żadna z tych spraw nie pozwala mi lekko traktować dowcipów np. na temat feministek. Co oczywiście nie oznacza, że dowcipy na ich temat są równocznaczne z popieraniem kobietobójstwa czy zbiorowych gwałtów, myślący człowiek wyczuwa niuanse. Po prostu tępota i lekkość, z jaką neguje się sens działań feministek zawsze mnie oburza. Widzi się "palenie staników", ale apelowania o walkę z takimi zjawiskami, jak przez Ciebie opisane - już nie. A szkoda. Straszno mi i smutno, gdy o tym rozmyślam. Niektóre z wymienionych przez Ciebie historii znam z lektury (choćby Czarnej Księgi Kobiet), niektóre nie - i tak podnoszą włosy na głowie. Jakieś intuicyjne przekonanie o zaradności i sile Brazylijek wyniosłam z filmów, zwłaszcza z "Dworca nadziei" (Central de Brasil)... Co do nieporozumień w odczytywaniu kodów kulturowych - to faktycznie temat rzeka. Sama mam takie doświadczenia. Ach, chętnie bym przyjechała... Na razie mam tyle rzeczy do zrobienia, że Brasil musi zostać (póki co?) w sferze marzeń... Dziękuję, pozdrawiam:) 2007/12/01 16:13:25
Kabirio, wygląda na to, że z Twojej uwagi wyrośnie i inny wpis, bo Fernanda Montenegro (z tego filmu) bardzo na to zasługuje.
W paleniu staników najciekawsze było zdaje się to, że nigdy nie nastąpiło. Ale takie historie o feministkach to sprawny sposób na rozwiązanie problemu, przez ośmieszenie go i udawanie, że nie istnieje. Odwzajemniam ukłony, także dla tych, co są w tle Kabirii a sympatycznie z niego wystają. |
|
ukraina.blox.pl/2007/05/Styl-ubierania-sie-kobiet-na-Ukrainie.html
To wszystko przez brak zrozumienia kodów kulturowych. Pewnego języka bez słów. Np. dla konserwatywnego Araba sam fakt, że chodzę z odkrytymi włosami może oznaczać zachętę do seksu.
Raz miałam takie nieporozumienie z jednym Brazylijczykiem i w sumie dotąd nie wiem, czy to kwestia jego indywidualnego charakteru, czy kodu kulturowego. Siedzieliśmy przy stoliku w hallu przy okazji jakiejś konferencji i z nudów prowadzili gadkę-szmatkę. Zaczęłam go pytać o jakieś rzeczy w sumie niespecjalnie osobiste, w rodzaju: co lubisz robić? Ale on to źle odebrał i poprosił, żeby zmienić temat na mniej osobisty.
Innym razem miałam nieporozumienie z gościem z Litwy. Na konferencji, gdzie ludzie co wieczór łazili grupkami i szukali kolejnej knajpy na kolację, zaproponowałam temu panu pójście na kolację razem. Przestraszył się, jakbym mu się oświadczyła.
Warto znać z grubsza zwyczaje poszczególnych kultur, żeby nie strzelić gafy.