Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Złota nić


Jednym z najtrwalszych i najpiękniejszych pomników zachowanych w pełni swojej urody od starożytności jest dowód Euklidesa o istnieniu nieskończenie wielu liczb pierwszych. Nie mamy pewności czy to rzeczywiście Euklides wymyślił go, był redaktorem i organizatorem wiedzy matematycznej z jego świata, więc kto to wie. Ale rozumowanie jest tak eleganckie, że często słyszało się opinie, że nie da się go już ulepszyć. Wspaniały łącznik między umysłami, biegnący ponad wiekami, wojnami, nacjami.

Był czas, że uczono go w szkole. Czy był powszechnie dobrze pojmowany? To jest pytanie czy rozumiano kiedyś technikę rozumowania reductio ad absurdum. Dziś wiele szkół poddaje się i nawet nie próbuje uczyć tego. To nie wina umysłów uczniów lecz nauczycieli. Bardzo się ten zawód zbiurokracił.

Tak czy inaczej, dowód niewprost ma niemiłą stronę: wymaga myślenia. Ale niezbyt intensywnego. Może tylko przypomnę, że liczby pierwsze to matematyczni kuzyni chemicznych atomów, nie można ich rozbić na czynniki. (Można 4, 6 czy 15, a 7 czy 11 nie.) I są dobre powody, by nie rozważać liczby 1, z definicji jest wykluczona z tej zabawy. A inne nie-pierwsze nazywają się złożonymi.

A więc (prowadzi myśl Euklidesa) zasób takich liczb nie może się skończyć. Gdyby tak było, to bym wszystkie je wymnożył, do iloczynu dodałbym 1, otrzymana liczba byłaby więc większa od wszystkich składników, czyli musiała by być złożona. Ale jeśli iloczyn plus 1 jest podzielny przez jakąś liczbę pierwszą i sam iloczyn też, to ich różnica (czyli liczba 1) też by była podzielna przez ową liczbę piewszą, nonsens. Czyli pomysł, że liczb pierwszych jest skończona ilość nie ma sensu.

No i szanujmy Euklidesa i jego dowód, ale nie wierzmy, że tego już się nie da polepszyć. Łatwiejszy, a nawet zabawnie łatwy dowód został wydrukowany w 2006 r. w grudniowym wydaniu American Mathematical Monthly. Był przedłożony do druku w 2005 i ogłoszony w Sieci, ale ciągle jeszcze nie jest powszechnie znany. Ma tę zaletę, że nie używa reductio ad absurdum, można go uznać za dowód konstruktywny, a są tacy, co takie dowody wolą.

Używa on pojęcia liczb względnie pierwszych. To takie dwie liczby naturalne (całkowite, dodatnie), które nie mają wspólnego dzielnika. (A więc para 14, 35 nie jest względnie pierwsza, bo 7 dzieli je obie, a 14, 33 jest.) I jest zupełnie oczywiste, że dwie kolejne liczby są względnie pierwsze, bo gdyby coś je naraz dzieliło, to dzieliłoby też ich różnicę, czyli 1.

Więc zaczynamy od jakiejś liczby n większej od 1, ma ona jakiś dzielnik (a więc i jakaś pierwsza liczba ją dzieli), to samo jest prawdą dla n+1. No to n(n+1) ma co najmniej dwa dzielniki pierwsze. Przezywamy tę liczbę m (pamiętamy, że ma ona przynajmniej dwa dzielniki), liczba m+1 ma też jakiś dzielnik czyli m(m+1) ma już nie mniej niż trzy dzielniki pierwsze – i powtarzanie tego gwarantuje, że możemy stworzyć liczbę z taką ilością różnych dzielników pierwszych ile tylko chcemy.

Czy to jest całkiem nowy i oryginalny pomysł? Nie w 100 procentach, to uproszczenie pomysłu Christiana Goldbacha, wymyślonego w roku 1730. Autorem jakże nieoczekiwanego uproszczenia jest mający dziś 31 lat Słowak Filip Sajdak.

Parę słów o miejscach i osobach podkreśla jak bardzo międzynarodową działalnością jest nauka. Sajdak po opuszczeniu Bratysławy skończył studia w Nowej Zelandii i już tam nawiązał korespondencję z Paulo Ribenboimem, brazylijskim matematykiem z São Paulo od lat pracującym w Kanadzie. Ribenboim zaprosił Sajdaka do zrobienia tam magisterium (a potem i doktoratu) – a teraz Filip Saidak (literka j dla zachowania swego prawdziwego dźwięku przeinaczyła się na i) pracuje na uniwersytecie w Północnej Karolinie w Stanach. A polski uczeń, który przeczyta to może nauczyć swojego nauczyciela jak pewien Słowak opierając się na pomyśle pruskiego matematyka ulepszył słynny wynik Greka, który pracował w egipskiej bibliotece w Aleksandrii.


And I saw the maths, creeping through the black,
cutting through the history with a golden track.

Mumbo-Jumbo will hoo-doo you,
Mumbo-Jumbo will hoo-doo you,
Mumbo-Jumbo will hoo-doo you.

poniedziałek, 12 listopada 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: sz, fhost-97.mtm-info.pl
2007/11/12 03:06:47
chyba nie było u nas w szkole dowodu euklidesa.
podoba mi sie.

a tego drugiego, "uproszczonego" nie rozumiem: skad wyplywa wniosek ze tworzac kolejne m=n(n+1) i m(m+1) i tak dalej, dzielniki pierwsze tych liczb nie będą się powtarzać? gdyby wszystkich liczb pierwszych było tylko 10 to tez mozna sobie wyobrazic ze owszem, kazde kolejne coraz wieksze m bedzie mialo dzielnik pierwszy ale zawsze bedzie to ktoras z tych 10 liczb - wiec to nie dowod ze jest ich nieskoczenie wiele?
-
2007/11/12 03:17:30
za to właśnie kocham matematykę... matematyka jest prawdziwa, fizyka jest prawdziwa... mnie tam w szkole uczyli tego, a w końcu tak dawno tej szkoły nie kończyłam, więc może nie jest tak źle jak się wydaje? a może miałam szczęście?
-
2007/11/12 03:46:27
@Sz: jeśli zrobiłeś liczbę m i ma ona już dwa dzielniki pierwsze, to one nie mogą się powtórzyć w m+1, bo _żaden_ dzielnik m-a nie powtórzy się w jego następniku. Więc m(m+1) musi mieć przynajmniej trzy dzielniki pierwsze. Iloczyn _tej_ liczby z następną będzie miał przynajmniej cztery (żaden z trzech „przynależnych” do m(m+1) nie może pojawić się w następnej) i tak dalej. Oczywiście notacja ze wskaźnikami byłaby jaśniejsza, ale z kolei ona mogłaby odstraszyć wielu humanistów :)

@Szukajmysie: nie mam tak tragicznych tez, że _wszystkie_ szkoły są do kitu. Chodzi o to, że jeśli co piąta nie jest dobra to już jest stan zagrożenia narodowego, bo będzie ryzyko, że w każdej paruosobowej ekipie znajdzie się ktoś ze sporymi kłopotami z rozumowaniami. A jak pamiętasz, siłę łańcucha wyznacza jego najsłabsze ogniwo. Domyślam się, że poznałaś oryginalny dowód z Euklidesa w szkole, bo ten od Saidaka biega po świecie dopiero od dwóch lat. Gratulacje dla Ciebie i Twojej szkoły.
-
2007/11/12 12:02:02
juz wiem dlaczego lubie matematyke i matematykow (mam w rodzinie;)) ale jej samej nie kocham.
z przyczyn... estetycznych :)
po prostu nie jestem w stanie pokochac jej elegancji, jej nieskazitelnego piekna, a w kazdym razie dazenia do niego.
estetycznie i ETYCZNIE rowniez, przeraza mnie jej roszczenie do ostatecznosci.

ale moze sie myle?
-
Gość: sz, fhost-97.mtm-info.pl
2007/11/12 12:07:55
no wlasnie, dzielniki sie nie powtórzą, ale z dowodu nie wynika że nie mogą, należałoby to najpierw udowodnić :-)

to już bardziej podoba mi się euklides, mimo że "niekonstruktywny"!
-
2007/11/12 13:08:04
Jak można zdefiniować nieskończoność w słowach czy formułach które z natury rzeczy są skończone, ograniczone (finite)? Odwieczny problem filozofów - jak określić "negatywny byt? Przez określenie staje się pozytywnym bytem. To samo IMHO z nieskończonością. ;)
-
Gość: sz, fhost-97.mtm-info.pl
2007/11/12 16:32:10
antrim: dla prawdziwych filozofów (i dla matematyków) już od tysiącleci nie jest to problemem - o czym swiadczy przyklad euklidesa :-)
tylko "chłopski filozof" wyobraża sobie że słowo musi być podobne do pojęcia które nazywa...
-
Gość: , dvg78.internetdsl.tpnet.pl
2007/11/13 00:55:17
Jakież to proste!
Wystarczyłoby wiedzieć to, co Andsol dopisał o tym, że następnik nie może mieć tych samych dzielników pierwszych co poprzednik i zapytać czy nie można pokazać rozwiązania inaczej niż pokazał je Euklides.
Pierwsze wiedzą zawodowcy, laicy już niekoniecznie. A zapytać można wtedy, kiedy szuka się innych ścieżek niż utarte.

Wiechu
-
2007/11/13 02:23:20
Antrimie, chyba stanę obok Sz. by zarzucić Ci jakąś współczesną wersję nominalizmu. Pomieszanie poziomów. Zdanie typu „w zupie jest brak/nadmiar koperku” nie należy do zupy a do języka, czyli do metazupy.

@Sz: „dzielniki sie nie powtórzą, ale z dowodu nie wynika że nie mogą, należałoby to najpierw udowodnić”. Myślałem, że to zrobiłem, jeśli nie to grzecznie przepraszam i dowodzę: w liczbach n, n+1 są jakieś dzielniki pierwsze ale nie mogą się powtórzyć, bo gdyby obie liczby były wielokrotnościami tej samej liczby pierwszej p, n+1=tp oraz n=sp, to dla różnicy ich by było 1=(n+a)-n=tp-sp=(t-s)p, rozkład jedynki na iloczyn liczb naturalnych. A więc n(n+1) ma dwa _odmienne_ dzielniki pierwsze. I powtarzamy rozumowanie dla m=n(n+1): dzielniki m oraz m+1 są odmienne, więc m(m+1) ma przynajmniej trzy _odmienne_ dzielniki pierwsze, itd.

@Wiesiek: dlatego zadowolenie jest zawsze przeszkodą w rozwoju, gdy ludzie uważali, że dowód Euklidesa był najprostszy możliwy, to on był najprostszy możliwy wśród już istniejących...

Jak mądrze pisał Kundera, pies może bawić się całe życie w ten sam sposób i nigdy się nie znudzi. A takiego Casanowę nowinki nudziły już po dniu. Gdyby dało się skrzyżować Casanowę z jakimś kundlem to byłaby szansa na rozwój w rytmie do zniesienia ale bez nudy...

@Krzysztof: no i pięknie, że jest różnorodność. Gdyby wszystkie pszczółki uparły się, że je tylko gryka podnieca, to kto by zapylał wisienki, karaluchy?
Kochanie tutaj przychodzi ze współżycia, ale nie ono jest celem dla wykształconego ogółu. Chodzi raczej o to, że gdy błyskotliwy pomysł wyrażony w rzeźbie lub sonecie oczarowuje a w rozumowaniu o innych bytach nie, to całe pojęcie oczarowania staje się podejrzane, że to nie stan psychiczny a moda społeczna.

Roszczenia etyczne i estetyczne oraz ostateczności? A to nowości dla mnie, ale chętnie poznam.
-
2007/11/13 06:58:42
Andsol-br: u mnie to jest jeszcze gorsze, bo sztuka to mnie podnieca o wiele mniej niz matematyka ;)
-
Gość: sz, fhost-97.mtm-info.pl
2007/11/13 12:42:15
aaa, no tak, faktycznie, pisales to (innymi slowami), ale nie do konca to mnie dotarlo! a mianowicie myslalem ze w tym ciagu co prawda wyraz (n+1) nie moze miec wspolnego dzielnika z n-tym, ale moze moglby z jakims starszym... no ale nie moze, wiec okej :-)
-
2007/11/13 12:46:48
Osiem przewróciło się i z tego wyszła matematykom nieskończoność ∞. Gratuluje pomysłowości w opisaniu czegoś co nie da się wyobrazić, co nie jest nawet liczbą ale może być opisane liczbowo i co w rezultacie jest metaforą na ograniczone możliwości lewej półkuli ;)
-
2007/11/13 15:24:03
Pytanie pewnie naiwne, ale czy z założenia o nieskończonej liczebności zbioru liczb naturalnych nie można wysnuć wniosku o nieskończonej liczebności jego podzbioru czyli zbioru liczb pierwszych? Inaczej trzeba by założyć, że od pewnego elementu w uszeregowanym rosnąco zbiorze liczb naturalnych przestają występować liczby pierwsze, a przecież nie ma podstaw, żeby taki szczególny element wskazać. :)
Niech to będzie mój dowód filozoficzny. Przez negację. Nie da się wskazać, że zbiór liczb pierwszych jest skończony, więc trzeba przyjąć, że jest nieskończony. ;)
-
2007/11/13 16:57:29
@Antrim: Jeśli gratulacje są za próbę konstrukcji nieskończoności w tym wpisie u Ciebie, to mojego wkładu tu zero, relacjonuję piękny pomysł, który podal Giuseppe Peano. Znaczące wydaje się, że wcześniej mógł Dedekind zdefiniować liczby rzeczywiste, niż Peano liczby naturalne.
-
2007/11/13 17:01:06
@Roman_j: Twoja idea mogłaby być tak przeformułowana: jeśli w nieskończonym zbiorze wybieram jego część nie przez jawne wyliczenie skończonej ilości elementów ale przez podanie jakiegoś ograniczającego warunku, to należy przyjąć, że ten podzbiór jest nieskończony. „Jako postulat podejrzliwości” może mieć sens i wiele hipotez jest tak budowanych, począwszy od sławnej hipotezy o tym, że liczby Fermata są pierwsze (może i jest ich nieskończenie wiele, ale jak do teraz to tylko pierwszych pięć takimi się okazało). Ale jako zasada wykłada się np. na twierdzeniu Fermata: bierzemy zbiór takich naturalnych n, dla których da się sprokurować dodatnie całkowite x, y, z, że mamy x^n+y^n=z^n. Z zasady owej wynikałoby, że takich n jest nieskończenie wiele, a tu okazało się, że są tylko dwie: 1 i 2.
Innym przykładem podejrzenia w tym stylu jest skończoność lub nie par liczb pierwszych bliźniaczych (takich jak 5,7 czy 29,31, oddalonych od siebie o 2. Wiem, że Ty wiesz, ale ktoś nas czytający nie musi wiedzieć...). Nic pewnego nie wiemy. Ale podejrzewa się, że będzie to zbiór skończony.

Zupełnie tragiczny przypadek to liczby z ciągu n!+1 . Zdaje się, że niewiadomo ani czy jest wśród nich nieskończenie wiele pierwszych ani czy jest nieskończenie wiele złożonych. Oba podejrzenia mogą być jednocześnie prawdziwe. Nie mogą być jednocześnie fałszywe :)
-
2007/11/13 17:05:57
@Krzysztof: a schabowy przyrumieniony z ziemniaczkami i koperkiem? (Póki jest jakaś odpowiedź "na tak", póty nadziei.)
-
2007/11/13 18:30:30
pytasz mnie o tak intymne rzeczy ;)
schabowy - tak. pierogi ruskie - nawet bardziej.
socjologia i teoria polityki, filozofia - po pierogach a przed schabowym ;)
ale najbardziej miasto i wszystko co jego dotyczy, jak wiesz podczytujac byc moze mojego bloga.

no i uwielbiam Twoje matematyczne wpisy, nawet jesli potrzebuje chwilke by zrozumiec o czym piszesz ;)
-
2007/11/13 20:13:10
Krzysztofie, te słowa „ale najbardziej miasto” przypominają mi, że skoro już kupiłem tego Lewisa Mumforda to kiedyś go muszę przeczytać, ale to strach zaczynać cegłę 23x16x6 centymetrów. Całe szczęście, że jest trochę obrazków.
Że zaglądam do Twego bloga nie ma co ukrywać, i tak to wiesz zerkając do swoich statystyk ze stat4u czy z Bloxa.
Dzięki za miłe słowo o matematycznych wywodach, ale z ich wymaganiem chwilki tak było od początku, co zaświadczają słowa mathesis i theorein. Piszę dużo bardziej dla takich jak Ty, co niby to matematyki nie lubią, niż dla matematyków, bo ci na ogół lepiej ode mnie wiedzą – czasami są nienaprawialni w tym lepiejwiedzeniu.