Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Uczyć, ale nie do przesady

Przypuszczam, że to tłumacznie niekiedy bywa oddalone od wiernego tekstu. To nieuchronne, gdy z dawnego francuskiego idzie się do nieco dawnego portugalskiego a dopiero potem przechodzi się do polskiego. Niestety nie widzę ani na półkach ani w Sieci tej książki w innych językach, z którymi sobie radzę.

To urywek drugiego rozdziału, sekcji X „Testamentu politycznego” Armanda du Plessis czyli kardynała księcia de Richelieu.

Przypuszczam, że ten tekst był bardziej znany w Brazylii w wieku XIX niż w innych krajach, bowiem tak cesarz jak i wojskowa klasa była przesiąknięta pozytywizmem (i masonerią) a Comte zachęcał swoich zwolenników do lektury tego dzieła.

Choć umiejętność czytania jest w pełni potrzebna w republice, to równie pewne jest, że nie powinno być ono tak samo wszystkich nauczane.

Tak jak byłoby potworne ciało mające oczy w swoich wszystkich częściach, takie samo by było Państwo gdyby wszyscy jego poddani byli mądrzy; tak mało by się widziało posłuszeństwa jak bardzo duma oraz zarozumiałość byłyby powszechne.

Handel sztuki czytania oddaliłby handle innymi dobrami, które napełniają Państwa bogactwami; zrujnowałby rolnictwo, prawdziwą matkę ludów; i przyniósłby wkrótce dezercję mas żołnierzy, których wsparciem jest bardziej grubiaństwo niewiedzy niż ogłada nauki: w końcu, przepełniłby Francję krętaczami bardziej skłonnymi doprowadzić do ubóstwa rodziny niż zdobyć dobra dla Państwa.

Gdyby czytanie było sprofanowane przez wszelki typ dusz, widziałoby się więcej ludzi zdolnych formułować wątpliwości niż je rozwiązywać i wielu bardziej by się oddało opieraniu się prawdzie niż jej bronieniu.

I to z tej przyczyny w dobrze prowadzonym Państwie politycy chcą większej ilości mistrzów w sztukach mechanicznych niż mistrzów w sztukach liberalnych, którzy by nauczali czytania.

Często oglądałem jak z tej samej przyczyny kardynał DuPerron gorąco nastawał na zamknięcie części kolegiów w tym królestwie; chciał ustanowienie czterech czy pięciu z nich w Paryżu i dwóch w każdym z głównych miast w prowincjach.

Do wszystkich przedłożonych względów dodawał, że było niemożliwe znalezienie w każdym stuleciu dostatecznej ilości mądrych ludzi, by zapełnić mnogość kolegiów; lecz gdyby wszyscy zadowolili się ich umiarkowaną ilością, mogłyby one być wypełnione godnymi osobami, które zachowałyby ogień świątyni w swojej czystości i przekazywaliby ciągłą sukcesją wiedzę w swojej doskonałości.
[...]
W końcu, z tej wielkiej ilości kolegiów na równi utworzonych we wszelkich miejscach, dwa zła się biorą: jedno bierze się z miernej jakości tych, co są do nauczania powołani, bowiem niemożliwym jest znaleźć dostatecznie wielu wybitnych osób, by wypełnić katedry; drugie z małej naturalnej dyspozycji do studiów wśród tych, których rodzice do nauki skłaniają. Przez łatwą dostępność bez sprawdzenia zasięgu swoich możliwości następuje to, że prawie wszyscy uczący się pozostają z bladym pojęciem czego się uczyli; jedni, bo brak im zdolności, drudzy, bo źle ich uczono.

Choć to zło wielkie może mieć skutki, łatwe jest lekarstwo, bowiem nie trzeba czego innego jak ograniczenia wszystkich szkół prócz tych z głównych miast do dwóch lub trzech klas wystarczających do wyciągnięcia młodych z grubiańskiej niewiedzy tak szkodliwej dla tych, którzy oddać swe życie chcą broni czy zająć się handlem.

sobota, 03 listopada 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: , dvg78.internetdsl.tpnet.pl
2007/11/03 08:10:27
Ano racja.
Ciemnym żołnierzem łotwo się dowodzi choć trudniej nauczyć go sprawnego posługiawnia sie narzędziami mordu.
Ciemny cywil to skarb dla handlarza.
Wiechu.
-
Gość: , dvg78.internetdsl.tpnet.pl
2007/11/03 08:16:34
Korekta: powinno być: "łatwo się dowodzi.. posługiwania się.."
zamaiast "łotwo .... posługiawnia ...sie"
Przepraszam. Chyba się za szybko starzeję.
Wiechu.
-
2007/11/03 10:54:15
No, to teraz wiemy skąd Dorn brał swoje pomysły. Precz z wykształciuchami!
Mohery łączcie się! RM powiedzie was w powtórny analfabetyzm. hehe
-
2007/11/03 12:04:42
Teraz też rozumiem. 85% Polaków czyta bez zrozumienia. Myślałam ,że to wina TV / gotowe do przyswojenia nie trzeba myśleć/ a tu okazuje się ,że to celowe otumanianie narodu.
-
2007/11/03 12:45:52
@Wiesiek: wszyscy za szybko się starzejemy. Ale pewne zmyłki literowe mówią więcej o szybkości myślenia niż o znajomości ortografii. Gdybyś systematycznie pisał o rzołnieżó, to bym się zdziwił.

@Antrim: z tego co Vierablu pisze o edukacji w UK wnoszę, że na Wyspach też zrozumiano posłanie de Richelieu.

@Acel: jeszcze jaśniej rozumie się takie rzeczy czytając piękne artykuły Ludwika Krzywickiego o wędrówkach idei w czasie i przestrzeni, polecam na przykład 55 stron artykułu „Idea a życie” w tomie mającym ten sam tytuł...
-
Gość: sz, fhost-97.mtm-info.pl
2007/11/03 15:17:26
dzisiejszy problem analfabetów funkcjonalnych nie jest efektem jakiegoś spisku dla ogłupiania narodu. wprost przeciwnie, edukacja jest przecież przymusowa, za czasów Richelieu nikt by nie uwierzył że można wprowadzić coś takiego.

po prostu część ludzi NAPRAWDĘ nie potrzebuje czytania i pisania. w niektórych obszarach naszej bezdusznej cywlizacji są do tego zmuszani ale mając wolny wybór nigdy by się nie uczyli literek.

dzisiaj mamy troche inny problem niż Richelieu: władza nalezy do ludu, więc nie może być on za bardzo ogłupiony, bo zagłosuje tak że się nie pozbieramy.

dlatego kierunek ogłupiania się zmienił: nie "ciemny lud" którego strach czegoś nauczyć, ale umiejętne podzielenie społeczeństwa, demagogia, socjotechnika, operowanie emocjami, wszystko to co można obejrzeć w wiadomościach tv.

innymi słowy, intrygi pałacowe ale na widoku publicznym :-P
-
2007/11/03 15:55:54
@Sz: przyjaciel uczący w Stanach od lat wyraża niesmak hipokryzją przy przyjmowaniu studentów. Tak, uczy się ich w miarę uczciwie (acz dawny absolwent peerelowskiej szkoły zdumiałby się zakresem tych studiów) i oblewa się słusznie, mimo tracenia klientów, ale nikt nie mówi przy wejściu, że kandydat powiniem pomyśleć o innych opcjach kariery, bo tu mu brak talentów. Nie można tak, bo nie nie PC i można zostać pozwany do sądu.

Oczywiście zamiarem moim nie była sugestia, że mamy w RpIV (jeszcze nie zamknięto tego cyrku, nie?) powtórkę sytuacji sprzed 370 lat. Ale że jest powiew pewnych zapaszków...

Aha, jak się nazywa taki spisek, który jest zapisany, podany powszechnie do czytania ale mało kto rozumie co tam napisano? Może to nie spisek a nieczytek?
-
2007/11/03 16:08:03
To pewnie będzie politycznie niepoprawne, ale zgadzam się z tym tekstem. Przynajmniej z tą częścią gdzie mowa jest o skutkach mnożenia szkół. ;)
-
2007/11/03 17:41:00
@:Roman_j: no, dokładnie tu jest problem. Poglądy na temat nauczania zmieniono, szkoły pootwierano, ale jeśli chodzi o edukowanie edukatorów... A że mam z tym do czynienia już sporo czasu i w paru krajach, to lepiej zrobię, jak za dużo nie będę gadał, bo _wtedy_ to się zrobi politycznie niepoprawne. To znaczy: mogę mówić, bo mam dyplom zwycięzcy. Ministerstwo nas ocenia jako jeden z najlepszych w kraju kursów licencjatury, nasz model został przejęty przez _wszystkie_ kursy wszystkich uniwerków federalnych, oczywiście nigdy nie napisali, że skopiowali toczka w toczkę nasze ujęcie problemu, ot, jakiś biurwol za to się wybił. Czyli nie da się przylepić mi piosenki o zielonych winogronach, bo nasi studenci mają prawie zawsze zagwarantowane posady i kredyt szacunku. No i z tej wygodnej pozycji mogę z lekka otworzyć dziób i powiedzieć: sukces jest zawsze czasowy, okupiony ciężką pracą i polega na tym, że chwilowo zatrzymuje się zalewanie oazy przez szambo. I tak mamy szczęście, że cokolwiek wywalczyliśmy, bo taki Laurent Schwartz, medal Fieldsa z 1950, sława światowa i mieszkaniec najlepszych encyklopedii, wywalił się na całego w swojej walce o podniesienie poziomu nauczania matematyki we Francji.
-
Gość: sz, fhost-97.mtm-info.pl
2007/11/03 17:43:20
"nieczytek" - dobre!

taki spisek to oczywiście tajemnica poliszynela ;-)

a powszchnie stosowaną i lubianą receptą na niemożliwość wykształcenia wszystkich jest obniżanie wymagań, dlatego dzisiejszy magister znaczy tyle co przed wojną licealista, matura jest świadectwem nauczenia się czytania i pisania (zwłaszca giertychowa ;-P) i tak dalej... dzięki temu jesteśmy w zgodzie z PC, każdy dostanie tytuł jaki chce i nie trzeba nikogo stresować że się nie nadaje :->
-
2007/11/03 19:26:46
No ja się takimi sukcesami pochwalić nie mogę, bo choć pracuję na najlepszej uczelni technicznej w kraju, to jednak w jej nieco uboższej części. Grzejemy się w blasku chwały Alma Mater, ale z drugiej strony gdyby ocenić każdy wydział z osobna, to mogłoby się okazać, że nie wszędzie jest różowo.
My mamy jakieś sukcesy (np. awans do najwyżej klasy ośrodków naukowych; uzyskane właśnie prawo prowadzenia studiów III stopnia), ale też i słabości (materiał do obróbki często jest wybrakowany). Ale tak krawiec kraje, jak mu materiału staje. Swego rodzaju sztuką jest zrobić przyzwoitego inżyniera z kiepskiego maturzysty i często udaje się nam tej sztuki dokonać, choć wymaga to nieraz dużo pracy. :)
-
2007/11/03 20:02:52
@Sz: a gdy przed laty Freeman Dyson proponował, żeby oseski wychodziły z oddziału położniczego z tytułem doktora, bo w ten sposób lepiej by się czuły i później mogłyby zajmować się myśleniem a nie polowaniem na stopnie naukowe, to uważano, że kpi sobie z nauki i miano mu to za złe. A teraz to doktorat przez Internet z Monako kosztuje ponad 100 dolarów!

@Roman_j: no i powiedziałeś wszystko co jest do powiedzenia w sztuce nauczania: żeby wyjść o ten jeden mały kroczek poza granicę możliwego i zdumieć tym najbardziej samego wychowanka, że on taki mądry. A że to drogo kosztuje... Moja babcia mnie do tego przygotowała, ona mawiała, że wszystko co ma wartość, ma cenę. Ona by się z prof.Bartoszewskim łatwo zrozumiała.