S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Paszkwil


str.24

Co mnie sk³oni³o do kupienia ksi±¿ki o indiañskim jêzyku znaków? (Indian Sign Language by William Tomkins, orygina³ z 1931). Nie pamiêtam. Je¶li chêæ pogawêdki, by³o to skazane na niepowodzenie, s³abo tu z Siouxami. Ale to chyba by³ okres przypatrywania siê wszelkim obrze¿om jêzyka, im mniej standardowe tym ciekawsze. No i w mentalno¶ci manezinhos (czyli urodzonych na wyspiarskiej czê¶ci Floripy) by³y wyra¼ne znaki kultury z Azorów, gdzie „mówiono” gwizdanym jêzykiem. Ma on mieæ dobrze rozwiniêt± gramatykê i nawet daje siê w nim opowiadaæ ¶wiñskie dowcipy, co ma dowodziæ wysokiego stadium rozwoju jêzyka. Tyle, ¿e gwizdania ju¿ zapomnieli.

Ale ludzkich fraz typu „dzieñ dobry” czy „dziêkujê” te¿ nie nauczyli siê, wiêc nie dziwota, ¿e wszystkie bli¿sze znajomo¶ci st±d nie by³y st±d, a przyjezdne. Da siê mieæ bliskie, sensowne i zrównowa¿one kontakty z przybyszami z interioru, z paulistas czy gaúchos, z takimi jak ja czyli ogólnie gringos, ale wszelkie kontakty z tubylcami z regu³y mia³y niemi³y pocz±tek, ¶rodek lub koniec, a najczê¶ciej wszystko. Gdy przez jaki¶ czas odgrywa³em rolê pracodawcy, wspólnik mnie ostrzega³, ¿ebym nie my¶la³ nawet o zatrudnianiu ludzi z Costeira, dzielnicy, która zachowa³a rybacki styl ¿ycia. Nie wierzy³em, nie mog³em przyj±æ takich  przes±dów, w zwi±zku z czym przyj±³em pó¼niej pos±dy. Czyli m±dry naiwniak po szkodzie.

Dobrze rozumiem niedopuszczalno¶æ takich opinii, ale proszê najpierw, przed opyszczeniem mnie, wybraæ siê w powszedni dzieñ na Costeira do Pirajubaé, poogl±daæ w ci±gu dnia w barkach pó³nagich mê¿czyzn (siedz± tak przez ca³y rok, nawet gdy temperatura zbli¿a siê do zera), graj±cych w domino i pij±cych piwo. To rybacy. Przynajmniej teoretycznie. W niektóre miesi±ce, przez parê dni.

Nie mo¿na ich oskar¿aæ o braki umys³owe. Czasami sugerujê studentom kursu algebry liniowej, by u tych ludzi uczyli siê operacji na macierzach (to s± takie prostok±tne bloki z liczbami), bo rzeczeni rybacy wykuwaj± je na pamiêæ i starannie analizuj±, dodaj±c i odejmuj±c wektory, a wszystko w pó³analfabeckiej pamiêci, te punkty zyskane i stracone, remisy, gole za i przeciw – a pamiêtliwi s± jak wodny bufalo, nie wybacz± sêdziemu, ¿e przed 9 laty nie uzna³ gola, który uczciwie strzeli³ Marcelo.

To siê nazywa kultura. I nale¿y j± chroniæ. Bo jak zniknie to ju¿ tego nie bêdzie.

A Floripa i okolice bulgocz± nap³ywowym pieni±dzem. To nie rybacka osada sprzed stu lat. To taki bardziej Sopot, wszystko razem sumuje siê do ponad miliona ludzi. Szczególnie gaúchos, ludzie z po³udniowego stanu Rio Grande do Sul, przyje¿d¿aj±, otwieraj± ro¿ne przedsiêbiorstwa – i chroni± jak cholera tê star± kulturê, bo ani my¶l± zatrudniaæ tubylców.

W³a¶nie rozmawia³em o tym z kim¶ wiedz±cym w czym rzecz. Powszechna opinia pracodawców g³osi, ¿e lud miejscowy pracuje dopóki nie zbli¿a siê okres po³owów. Wtedy pracownik znajduje jaki¶ sposób, by zanikn±æ i móc wybieraæ siê w morze. Najpro¶ciej na zwolnieniu chorobowym. Jak siê nie da, urz±dzaj±c w pracy jak±¶ awanturê. A ¿e prawo pracy bardzo chroni pracownika,  dostanie odszkodowanie i kto wie czy nowego motoru do swej ³odzi nie kupi. A je¶li i tego siê nie da to po prostu znika z pracy – a to wtedy w³a¶nie zwala siê do miasta chmara turystów, wszelka si³a robocza jest poch³oniêta przez sezonowe potrzeby, i pracodawca stoi sobie w swojej firmie jak ten kot na puszczy i tylko ogl±da pieni±dz, który przep³ywa obok niego.

And so it goes, jak mawia³ mistrz Vonnegut. Choæ nie wiem czy zna³ tradycyjn± kulturê z Azorów.

Nie przypominam sobie czego¶ podobnego w Kraju. S± do dzisiaj tarcia miêdzy lud¼mi wywodz±cymi siê z trzech zaborów, kresowiacy to te¿ nieco inny ¶wiat (tak, po tylu latach to siê czuje w niektórych rodzinach) ale ¿eby jaka¶ miejscowo¶æ s³ynê³a z leni... Bywaj± zamkniête grupy (szczególnie ci bacowie, niechêtni reszcie ¶wiata), którym ojczyzna koñczy siê wraz z powiatem, ale to przecie¿ co¶ innego. A mo¿e nie wiem czego¶ ciekawego o w³asnym Kraju?

pi±tek, 16 listopada 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/11/16 11:32:43
ja jako Slazak odczuwam bliskosc kulturowa z ludzmi z Poznania i z Niemcami - jesli chodzi o stosunek do pracy... ale moze to tylko moje zludzenia, trudno przeciez na podstawie jednostkowych doswiadczen budowac jakas wielka teorie...
-
2007/11/16 11:49:41
Po³udnie Brazylii (a wiêc i Floripa) ma spory wk³ad imigracji niemieckiej. Je¶li idzie o etykê pracy to i Niemcy z Floripy zrozumieli ducha czasu i miejsca i nie ró¿ni± siê zbytnio od ludzi z Azorów. Nawet potomkowie Japoñczyków ³atwo tu siê rozleniwiaj±... Ale opuszczaj±c wyspê sprawy poprawiaj± siê.
-
2007/11/16 12:50:36
A mo¿e to wasz klimat tak dzia³a ,¿e innostrañcy ¿eby istnieæ musz± wkomponowaæ siê w t³o? Tylko indywidualisci siê nie daj± zamkn±æ w schemacie?
-
2007/11/16 14:48:53
No ¶wietnie, klimat, ale dlaczego 50 km na zachód, pó³noc czy po³udnie i ludzie powa¿niej traktuj± pracê? To by by³ mikroklimat :) Nawiasem, mówi siê o Floripie, ¿e owszem, tu s± cztery pory roku, ale codziennie.
-
2007/11/16 15:24:22
A mo¿e tam macie jakie¶ "dziwne promieniowanie" np. z kosmosu , które rozleniwia?Lub ta woda dooko³a?Nic tam siê nigdy nie utopi³o dziwnego?Mo¿e jakie¶ UFO?
-
2007/11/16 17:02:40
Wszystko mo¿e. Ale dlaczego rozleniwia do pracy a nie do gry w domino?
Tak czy inaczej, nie raz ciep³o myslê o powrocie do Fortalezy, gdzie na mojej uliczce jeden pan mia³ wysoki mur i podobno za tym murem bi³ ¿onê i dzieci i nikt z nim nie rozmawia³, a ca³a reszta ulicy to byli przyjaciele i je¶li siê sz³o a nie jecha³o samochodem to mo¿na by³o nigdy nie dotrzeæ do swojego domu, bo ka¿dy po drodze je¶li by³ przed domem to zaprasza³ na cafezinho czy piwo czy bez napojowych pretekstów na gawêdê.