Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Największy cud

Z wody zrobić wino, dać życie zmarłemu,
gamę barw ślepcowi, wymowność niememu –
cudowne to sukcesy i godne szacunku...

lecz nic nie zmieniły w historii gatunku.

czwartek, 29 listopada 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: renifer, host-62-10-130-237.cust-adsl.tiscali.it
2007/11/29 23:07:35
Lud ciemny, naiwny, na cudów lep wzięty
pozostał bez słowa, do głębi dotknięty.
Ubóstwił człowieka, wszechmocnym uczynił,
tym aktem niezręcznym losy świata zmienił.

renifer
-
2007/11/30 01:09:57
Reniferze, napisałem, że jakie by to nie były cudy, to NIC się nie zmieniło. Nie chodzi o mały prowincjonalny ludek z Palestyny liczący koło 100 tys. osób, ani nawet o późniejsze Cesarstwo Rzymskie mające może aż do 15 milionów.
Pogan. Za czasu Pana Jezusa Chiny liczyły ponad 50 milionów, reszta Azji drugie tyle, i tyle o cudach się dowiedziała co i kilkanaście milionów (być może ponad 20 - samo obrzeże jeziora Titi-caca wówczas było tak zasiedlone jak Rzym, było tam koło 4 milionów ludzi), to znaczy dokładnie nic. Więc jeśli wychylimy nos z naszej prowincji i pomyślimy w kategoriach gatunku homo sapiens, zgodzimy się, że bez tv czy Internetu lokalne cudy przemykają bez rozgłosu. Oczywiście mieczem też wiele da się zrobić, ale wymaga to więcej czasu i potu...

Wybacz, że nie odpisuję równie zgrabnym jak Twój wierszem...
-
2007/11/30 01:15:46
wypadło dopełnienie zdania - 20 milionów mieszkańców Ameryk.
-
Gość: , dvg78.internetdsl.tpnet.pl
2007/11/30 23:23:04
I miast wywracać kupcom stragany sprzedał im serwerek i dwa tuziny laptoptow z instrukcją obsługi to by te dwa tysiące lat zaowocowały przemianą gatunku i nowym, cyborgami. Ale czy spotkalibyśmy się wtedy w Drzonkowie ?

Wiechu.
-
2007/11/30 23:39:27
Wieśku, bardzo nagłośniony ten Jego napad złego humoru. Potem jakoś kupcy się ułożyli na stałe. Pod świątynią.

A wiesz jak mam dni tygodnia po portugalsku? Poza domingo, dniem Pana:
segunda-feira (drugi targ)
terça-feira (trzeci targ)
itd
sexta-feira (szósty targ)
no i sábado...
-
Gość: renifer, host-84-221-159-72.cust-adsl.tiscali.it
2007/12/01 00:21:05
Z biologicznego punku widzenia, to rzeczywiście nic nie zmieniły. Ale z kulturalnego to chyba jednak tak. Zgadzam się, że Jezus był ewenementem lokalnym, ale jednak bez TV i Internetu dotarł na krańce świata. Zajęło mu to czasu dużo mało, a raczej jego naśladowcom, słowem i mieczem, mieczem pewniej i częściej; skutecznie chrześcijaństwo wyrugowało kultury "lokalne" i zastąpiło je jednorodną papką, czyli zmieniło. Myślenie nasze przede wszystkim, chyba... No nie wiem, piszę, co mi do głowy przychodzi, ale może nic nie zrozumiałem...
Renifer
-
2007/12/01 01:43:21
Reniferze, to Ty masz rogi na zawiasach, że je tak znienacka opuszczasz? No wszyscy piszemy co nam do głowy przychodzi, za wyjątkiem tych, co piszą bez głowy, ale tamci do Ciebie ani do mnie nie zaglądają.

Więc jeśli chcesz to zgodnie i ja coś pomruczę, że może nic nie zrozumiałem, ale lepiej zostawmy te kontredanse. Więc tak i nie, cały ten pakiet promowania zachodniego świata opakowany w Jezusowe sztandary rzeczywiście dotarł daleko i wiele innych kultur wyrugował - ale choć czasami w Azji przyniósł potężne zawieruchy (od dawna zbieram się do napisania paru słów o Rewolcie z Tajpeng...) to można wątpić w głębokość jego wpływu. Każda kultura jakoś wpływa na inne i może obyczaj jedzenia (bezglutenowego) ryżu z Indii więcej odmienił w historii człowieka. Ja też bardzo wierzę w wagę idei (np. ciekawe pomysły o tzw. „sprawiedliwości”), ale myślę, że dość modne rozważania o tym jak palestyńskie idee zmieniły świat (a może i wszechświat) są "out of proportion".

To tak na początek dłuższej, wielonocnej rozmowy.
-
Gość: renifer, host-84-221-161-188.cust-adsl.tiscali.it
2007/12/02 02:01:08
Odgadł Andsol! Rzeczywiście Renifer w obliczu dyskusji ma tendencję do rejterady, woli sobie z boku siedzieć i podpatrywać, podsłuchiwać i się nie wychylać, bo rzadko się kompetentnym czuje.

Teraz też: Taipeng gdzieś tam się o uszy mi obiło, a o "dość modnych rozważaniach", ze modne nie miałem pojęcia. Jestem reniferem trochę wyobcowanym więc nie śledzę za bardzo aktualności. :) I tak się asekurując renifer podwinął ogon i zwiał...

Ale honorowo coś tam beknie jednak: osobiście uważam, że religie na życie człowiecze miały wpływ niebagatelny (zwłaszcza te "wielkie), jeśli już w Azji jesteśmy to przekonania religijne (reinkarnacji możliwość w zwierzęce cielsko) doprowadziły do wyboru diety i zdeterminowały produkcję rolniczą oraz sam wygląd wsi (o krowy się potykać? zapraszamy!), a nie odwrotnie.
A zawieruchy?
Ameryce postkolumbijskiej wystarczy się przyjrzeć. Choć teraz pisząc to przyszło mi do głowy, że właściwie religia, którą z taką "gorliwością" biali wpajali rdzennym mieszkańcom Ameryk była przykrywką li tylko dla zwykłej chciwości (ziemi, złota = władzy). Czyli, że to chciwość zmieniła oblicze Ameryk. Co powiedziałbyś na hasło: chciwość (pożądanie) zmienia oblicze świata?
I tu by można się zapuścić w dywagacje, które by nas doprowadziły do punktu wyjścia, bo wszak i Jezusowe (i apostolskie i kolejnych) "pożądanie" zbawienia dusz było w rzeczywistości pożądaniem władzy nad nimi, (tym samym odebraniem władzy Szatanowi), chciwością panowania ( epizod kuszenia Jezusa z Ewangelii, kiedy to odmawia wspaniałomyslnej ofercie Szatana jest tego potwierdzeniem, a nie zaprzeczeniem, bo odrzucenie daru Lucyfera - panowanie nad ziemiami - równało się osiągnięciu panowania nad WSZYSTKIMI ziemiami i WSZYSTKIMI ludźmi).
A przykład osobisty wpływu religii: kiedy moja siostra była mała i przeglądała się w lustrze mama jej powtarzała: "nie gap się tak w to lustro, bo diabła zobaczysz"; teraz siostra w nocy przejść obok lustra się boi...

Czy ja jeszcze na temat się wypowiadam, bo mi się to moje paplanie jakieś pobałaganione wydaje?

Pozdrawiam serdecznie,
Renifer
-
2007/12/02 03:13:33
Czy to na temat? Nie wiem, ale jak mówili Rzymianie „in zupa veritas”. Tylko trzeba dużo jarzyn nawrzucać.

No i nawrzucałeś. Więc zamiast szybko odpowiedzieć spróbuję trochę pomyśleć. Nie wiem jak mi to pójdzie, bo nie pamiętam gdzie zostawiłem głowę, ale spytam V., ona wie. Zresztą coraz częściej ze sporym zdumieniem widzę, że niepotrzebnie przez naście lat unikałem w rozmowach motywów religijnych, bo choć jest głęboko ewangeliczką i bez najmniejszego wykształcenia w kwestiach teologii, metafizyki czy mitologii, to co odezwie się na te tematy to aż przyjemnie posłuchać. Ułatwia mi to oddzielanie w środku odrazy do tej chciwości, o której mówisz, od szerszej kosmicznej wizji, w której religie radzą sobie nieco sensowniej niż fizyka :) Chyba pomaga jej to, że jest kobietą i nie zamierza przełknąć tej potwornej mizoginii zawartej w Biblii. Ale wybacza to ówczesnym prorokom (mężczyznom), bo na więcej ich nie było stać.

Więc może na początek myślenia będzie ta mieszanka chciwości i zupełnie zbędne wtórne cechy seksualne przylepiane Bogu...

Przyjaźnie tupię przed Gazelą i Tobą...