Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Co robić z tymi Niemcami?

W środeczku miasta, na przepięknym rynku, stoi pomnik
Bamberki. Mały, z innych miast niedostrzegalny.

Co tam robi ta chłopka, co ją przygnało na początku
XVIIIw. z katolickiej Bawarii, z okolic Bambergu?
Wielkopolska była spustoszona działaniami wojsk
uczestniczących w wojnie północnej – a potem
przyszła zaraza...

Pisze prof. Maria Paradowska, poznańska etnolożka:

Wydano odezwę skierowaną do państw niemieckich, w tym
głównie do Bambergu w południowej Frankonii. Wybór
tego regionu został podyktowany prawdopodobnie namową
biskupa poznańskiego Krzysztofa Szembeka. Przebywając
w Bambergu zauważył on, że mimo urodzajnej ziemi
i bogatych gospodarstw wielu chłopów żyło bardzo
biednie. Wynikało to z zakazu dzielenia ziemi między
dziećmi – dziedziczył tylko jeden z synów
.

Nawet jeśli to przesada, że w pewnym okresie
potomkowie bambrów stanowili 10% poznańskiego
mieszczaństwa, ich wpływ na rozwój regionu był
wyjątkowy. Lojalni obywatele przybranego kraju,
w pełni bardzo szybko zintegrowani z otoczeniem,
nastawali na uczenie dzieci po polsku. Czy nadchodzą
wreszcie czasy, gdy ich wkład do polskiej kultury
zostanie rozpoznany i nauczany w szkołach? Względy
religijne z pewnością były ważnym motywem ich uporu
przy polskości gdy Bismarck rozpętał Kulturkampf.

Jeśli chodzi o religijny kierunek dziejów, zupełnie
inna jest historia Góry (Guhrau, Góra Śląska), którą
palono wiele razy i przesuwano tu i tam, włączając a to
do królestwa czeskiego, do województwa leszczyńskiego
czy do województwa dolnośląskiego, a ona po prostu
była i przetrwała.

Autor tego opracowania nieco ironicznie przesuwa się
nad falą konwersji protestanckiej:

W 1528 roku wkraczają do Góry „nowinki religijne”.
Zwolennikami nowej wiary byli właściciele Chróściny
ród von Dohna, którzy mieli patronat nad miastem.
Do 1543 roku większość mieszkańców przeszła na wiarę
ewangelicką. W większości na nową wiarę przeszli
osadnicy niemieccy.


ale widać tu, że coś tu jest dziwnego w opisie tych
większości. Osadnicy nie stanowili zapewne większości
mieszkańców, więc także polska większość przeszła na
ową nowinkę. W następnym urywku autor ma ostry
poślizg rzeczowy:

Podnoszący się dobrobyt miasta i wzrost jego dochodów
został przerwany w 1618 roku wojną 30-letnią między
protestantami a katolikami, która całkowicie zniszczyła
i spowodowała upadek Góry. Na początku miasto zostało
zajęte przez oddziały hrabiego Mansfelda zwolennika
katolicyzmu. W celu nawrócenia mieszkańców miasta na
wiarę katolicką, w Górze zostaje umieszczony oddział
dragonów Lichtensteina, który pozostaje w mieście
dopóki wszyscy mieszkańcy przejdą na wiarę katolicką.


Otóż hrabia Mansfeld był po stronie protestanckiej...
Trzeba więc zerknąć do innego źródła:

Przed wojną trzydziestoletnią Góra liczyła 5000
mieszkańców i posiadała 699 domów. Stawiało to ją
w rzędzie śląskich miast średniej wielkości.

Wojna trzydziestoletnia przerwała ten rozwój. Obrządek
luterański znalazł tu wielu wyznawców, toteż przymusowa
rekatolicyzacja spowodowała, że z Góry i jej okolic
wywędrowało 4000 protestantów, którzy się osiedlili
się w granicach państwa polskiego.


Choć nie były to zbyt szczęśliwe czasy w dziejach
polskiej tolerancji, to jednak było nieco lepiej niż
w sąsiadujących państwach i Leszno zyskało
w krótkim czasie i bez wysiłku dużą grupę specjalistów
– bo w wielu dziedzinach Góra mogła się szczycić
wówczas swoimi osiągnięciami.

A jak ta rekatolicyzacja wyglądała, można dowiedzieć
się ze strony opisującej luterańską historię okolic
Jeleniej Góry, dokładniej: Marciszowa.

Akcję rekatolizacyjną szczególnie okrutnie prowadziły
wojska Karla Hannibala v. Dohna. Pewnej niedzieli
w czasie nabożeństwa do wsi przybyli dragoni
Lichtensteina (tzw. Zbawiciele –
Seligmacher), zabrali
pastora Johanna Aldusa od ołtarza i przeciągali go
przez staw tak długo, aż oddał duszę Bogu.
Ukoronowaniem była tzw. „Redukcja” – zamknięcie
śląskich kościołów ewangelickich i wypędzenie
pastorów. Tylko w okresie od 08.12.1653 r. do
04.04.1654 r. uczyniono to z 578 kościołami.


A więc: czasami emigracja ekonomiczna, czasami walka
o zachowanie kultury i religii. Zyskują goście,
zyskują gospodarze. Tyle razy widzieliśmy tę historię
w ostatnich latach i nie wątpimy, że Polacy też są mile
widziani w Irlandii czy UK. Czy w Niemczech. To taka
sama historia. I im więcej o niej się dowiemy, im
chętniej będziemy o niej mówić w szkołach, tym jaśniej
będzie stała dla młodych ludzi idea integracji czy
Europy czy po prostu dobrego współżycia różnych etnii.

Przyjezdny z Sandomierza czy Lublina będzie zaskoczony
listą studentów w Poznaniu, Bydgoszczy czy Toruniu.
Proporcja nazwisk brzmiących z niemiecka jest duża.
Tak jak i w Niemczech, w sporcie i sztuce mnóstwo jest
tych ckich i skich. I moja odpowiedź na tytułowe pytanie
brzmi: cieszyć się, że kiedyś przybyli, cenić ich
oddanie dla Polski i mieć nadzieję, że Polacy stający
się Niemcami czy Norwegami będą równie tam cenieni.


Jestem wdzięczny Michałowi Babilasowi za spacery po Poznaniu
i gawędy o Poznaniu. A Wackowi Timoszykowi za spacery po Górze
i Floripie i rozmowy o Górze. Dzięki nim mam nieco mniej jednostronną
wiedzę o naszej historii.

sobota, 17 listopada 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu: