Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Trzy źródła matematyki (II)

Ewangelia według Jana Waszkiewicza

(dokończenie)

Związek między demokracją a techniką dyskusyjną zwaną reductio ad absurdum jest tym jaśniejszy im lepiej rozumiemy czym różni się demokracja od dyktatury. Bo wydaje się, że właśnie dyktatura jest najbardziej od demokracji odmienna.

Choć różne są jej twarze i ubiory, najczęstsze formy dyktatury zaczynają się od bardzo dobrych planów dla mas i to właśnie masy je umożliwiają. Do nieba muszą lecieć zewsząd modły o silną rękę, by niebo rękę tę zesłało – czyli musi istnieć w ludzie wiara, że są takie osoby o nadprzyrodzonych własnościach, które cud uczynią. Łatwo jest wyhodować w sobie poczucie swojej cudowności. Jeśli osoba, która je rozwinęła, do władzy z woli sporego odłamu ludu dotarła i wie, że wśród równych niektórzy są równiejsi, żadna siła jej nie wyperswaduje, że to nie o niej mowa.

Dlatego nie ma wiecznych dyktatur. Z każdym mijającym dniem będzie coraz mniej zachęt, by system przekonań przewietrzyć. Zmienianie się świata jest uznawane za niemożliwe i dochodzi do takiego rozziewu między wnętrzem i zewnętrzem dyktatora, że jego skóra nie przetrzyma napięcia. Ale nie ma on wyboru, odmiana losu wymagałaby pytania i słuchania, które zaprzecza własnej nadprzyrodzoności. A Prawo Zwierciadełek gwarantuje, że arogancja przepływa z góry w rozmytej formie na resztę społeczeństwa, i wtedy wszędzie przekaz prawdy jest hierarchiczny a prawdą jest to, co twierdzi osoba wyżej usytuowana.

Otóż sposób przekonywania nazywany sprowadzaniem do absurdu, argumentował Jan Waszkiewicz, zrodził się w dyskusjach z greckiej agory. Chcę przekonać cię do mojej racji? Ustaliliśmy ten sam punkt wyjścia i mimo tego ty wyciągasz stąd jeden wniosek a ja drugi. Mam niezachwiane przekonanie, że to tylko ja mam rację, ale hipotetycznie, aby móc pozornie z tobą się zgadzać, przyjmuję twoją tezę. I krok po kroku, spacerując po ścieżce wyznaczonej przez reguły logiki, doprowadzam cię do miejsca, skąd już się nie wyjdzie.

Na naszym spacerze jesteśmy sobie równi. I idąc z tobą muszę chwilowo zrezygnować z mojej racji. Tu właśnie jest to zjawisko, które nie pojawi się gdy rozmawiają osoby mające racje sprzężone z pozycją socjalną. Nie dla pomazańców Bożych jest chwilowe udawanie, że racja nie jest po ich stronie, taka myśl ani przelecieć nie powinna przez głowy poddanych.

Tak w ogóle, nauczanie (w odróżnieniu od tresury) jest działaniem typowym dla demokratycznych idei. Mam jakieś pojęcia i przedkładam ci je w rozmowie. Ty je przyjmiesz lub nie, zależnie od twego rozumienia. Nic nie warte są postronne względy, to jest kontakt tylko między umysłami. I na tym, nie na wyborach władz czy równości pozycji, polega demokracja uniwersytecka.

Tak ładna to wizja, którą proponuje J.W., że dla równowagi dołożę krótki, ale znaczący zwrot, którego autorem jest jeden z najwybitniejszym matematyków XX wieku, Vladimir I. Arnold (Mathematics: Frontiers and Perspectives, AMS, Providence 1999):


Cała matematyka dzieli się na trzy części: kryptografia (opłacana przez CIA, KGB i im podobne), hydrodynamika (utrzymywana przez wytwórców atomowych łodzi podwodnych) oraz mechanika przestrzeni (finansowana przez instytucje wojskowe oraz inne, zajmujące się pociskami, takie jak NASA).

środa, 24 października 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: sz, fhost-97.mtm-info.pl
2007/10/24 01:25:13
demokracja nie jest "najbardziej różna" od dyktatury - bo demokracja JEST dyktaturą większości. wobec demokratycznej większości jesteś nikim - podobnie jak wobec dyktatora. możesz próbować przekonywać ale ON(A) ma prawo zrobić z tobą co zechce.

ale pokrewieństwo logiki matematycznej z wywodami na agorze to ciekawa sprawa... chociaż ja raczej słyszałem że to to wpływ prawa rzymskiego i dowodzenia jak przed sądem.

natomiast gdyby w matematyce (czy nauce) rządziła demokracja to dowody nie byłyby potrzebne, wystarczyłoby głosowanie. więc to pokrewieństwo jest złudzeniem bo istotą demokracji nie jest przekonywanie i dyskusja tylko właśnie głosowanie i zależność racji od ilości ludzi która ją popiera.
-
2007/10/24 02:15:42
@Sz: o to Ty też jesteś nocny ptak :) Z drugim paragrafem trudno mi się zgodzić, bo czas nie zgadza się. Dowody niewprost były w pełnym użyciu w Grecji około 400 a.C., a rzymskie prawo zaczęło wywierać wpływ na świat chyba z pół milenium później. Dwie pozostałe uwagi są do utrzymania, choć na ogół wolę dyktaturę tłumu niż kapryśnej jednostki (może właśnie dlatego, że jest przewidywalna?) W trzeciej, najistotniejszej, chyba broniłbym uwaga Jana tym, że wchodzi tu w grę wielość znaczeń nadawanych słowu „demokracja”. Bez wątpienia „sposób podejmowania decyzji przez powszechne głosowanie” jest jednym z nich, ale wiele innych podkreśli ducha, intencję zjawiska a nie techniczne rozwiązanie – i myślę, że przemyślenie argumentów od strony poprawności czy rzetelności (a nie na przykład doraźnej użyteczności) jest cechą wyraźnie odbijającą od innych systemów i idącą ku demokracji.

Ale demokratyczne głosowanie w matematyce też się zdarza, nie tak rzadko zanika ogólna zgoda co do prawdziwości jakiegoś sformułowania i z roli twierdzenia zjeżdża ono do hipotezy albo do błędu...
-
Gość: sz, fhost-97.mtm-info.pl
2007/10/24 16:36:14
okej, czyli grecja! najwyraźniej "prawo rzymskie" ma tak mocną markę że wypiera ze świadomości starszych greckich kuzynów!

a co do demokracji, myślę że jest tak, że my żyjąc w tradycji demokratycznej przypisujemy hasłu "demokracja" wszystkie możliwe pozytywne cechy (i w złym tonie jest krytykować!) nawet jeżeli nie są to cechy samej demokracji. choćby to przekonywane i konsultacje zbiorowe - i cesarze i królowie mieli swoich doradców, rady starszych, ministrów, i tak dalej.

"demokracja" jest dla nas w dzisiejszych czasach ideałem i fundamentem. jeżeli ktoś dostrzega jej wady to jest to tłumaczone tym że to nie wady samej idei tylko jej wypaczenia, natomiast zalety odwrotnie - nawet jeżeli nie przynależą do istoty demokracji a tylko technicznych szczegółów realizacji - są utożsamiane z istotą demokracji (mimo że "działają" równie dobrze bez niej). czyli "kult demokracji" zamiast "kultu jednostki". ;-)
nic więc dziwnego że również historycy matematyki się do tego poczuwają :-)
-
2007/10/24 19:49:38
@Sz: czuję się trochę jak Japończyk, który wyciągnął przy gościu w domu warcaby. I co ja teraz zrobię, przegrać nie chcę, a źle traktować gościa nie wypada... Mimo wszystko, Sz., czy Ty aby nie przesadziłeś z dozą krytycznego spojrzenia?

Myślę, że sporo osób określiłoby moje poglądy o sposobach rządzenia jako anarchistyczne. Chwalę się tym, byś mi nie zarzucił, że jestem za bardzo kwadratowy. No ale tak bić w tę demokrację... I w którą z nich? Jakby była demokracja w Kłodzku, to powiat kłodzki nie posłałby żołnierzy do Iraku, prawda? Więc nie sama demokracja jest czegoś winna ale molochy, które skiszą każdy system rządzenia...

Dla mnie to mniejsze zło, jak już ma być jakieś ograniczanie mojej wolności to niech ja przynajmniej wiem komu to zawdzięczam i czemu mi podrzucono tę świnkę.
-
Gość: , dvg78.internetdsl.tpnet.pl
2007/10/24 21:06:21
Myślę, że można jeszcze dodać arytmetykę opłacaną przez sieci supermarketów.

Wiechu.
-
2007/10/24 21:14:33
To jest też groźne dla życia na Ziemi, ale nie brzmi tak złowrogo :)
-
Gość: sz, fhost-97.mtm-info.pl
2007/10/24 22:35:15
hehe, a wiec wszystko sie zgadza: odpowiedzią na krytykę demokracji jest zapewnianie że to tylko wypaczenia ;-)
("Więc nie sama demokracja jest czegoś winna ale molochy, które skiszą każdy system rządzenia...")

to oczywiście tylko moja opinia, być może nieuzasadniona, więc nie krępuj się i wal, w końcu po to między innymi piszę żeby wymienić sie poglądami i sprawdzić jak mocne argumenty stoją za każdym z nich.

no a z tym ograniczaniem wolności... ludzie tacy jak ty, czyli piszący mądre artykuły na blogu to kilka procent społeczeństwa. te bardziej wartościowe kilka procent. a w demokracji decyzje podejmuje pozostała większość głupszych obywateli. i to właśnie jest straszne: równanie w dół.
oczywiście 90% ludzi uważa się za bardziej inteligentnych niż średnia (ja też :D ale to temat na zupełnie inny komentarz, może znajde jakiś blog o psychologii ;-)) a to sprawia że poparcie dla demokracji jest naprawde zagadką: bo oznacza że większość ludzi poddaje sie władzy (w ich opinii) głupszym.
-
2007/10/25 03:55:00
@Sz: nie, chyba nie powiedziałem nic o wypaczeniu. To system mniej-więcej znośny w ludzkich warunkach. Powiedzmy, jeśli możemy wszyscy siąść na sporym stadionie i wyć o naszych ulubionych opcjach. Ale miliony ludzi nie poradzą sobie w jednym skupisku. Możesz wcisnąć 15 milionów nietoperzy do jednej jaskini i troszkę będzie śmierdziało, ale nie będą się obijały jeden o drugiego. A wepchaj 10 milionów ludzi na 100 tys. km kwadratowych i musi być burdel. Zbrakło ewolucji czasu na dorobienie nam genu kupy.

Walić nie będę, bo nie wiem dokładnie gdzie stoisz. Machać prewencyjne dookoła męczy rączki. Daj Twój ulubiony system to spróbuję się do niego przyczepić. Chyba mi się uda, mam talenty na czepialskiego.

Z tymi głupszymi i mądrzejszymi... Intelektualnie większość stanowisk w polityce wymaga tylko pacana i znajduje go na ogół. I nie byłoby kłopotu, bo to nie trzeba mózgowca (choć Havel pokazał, że mózg *może* być ładnie używany) tylko taktu i empatii. Kłopot za starszą kaczką nie polega na braku inteligencji ale na braku człowieczeństwa. Z posłem Mściwą też jest ten sam problem. Mało mnie obchodzi czy to ma podład neurologiczny, ważne, że oni wyraźnie nie mają normalnych ludzkich uczuć.

Jak zasiedlisz Twój komentarz u psychologów, daj mi znak gdzie to, przeczytam. Sam z siebie rzadko w takie towarzystwo się wdaję, mówią za mądrze jak na moją główkę.
-
Gość: sz, fhost-97.mtm-info.pl
2007/10/25 14:32:58
w tamtym zdaniu uznałem "skiszenie" za synonim "wypaczenia" :->

"gen kupy" - jestem za a nawet przeciw! a to dlatego, że uważam że wszelki postęp wynika z aktywności nielicznych jednostek. "gen kupy" (w moim rozumieniu) to podporządkowanie jednostki zbiorowości ("jednostka zerem" - majakowski, jakże matematycznie, hi hi). oczywiście łagodzi to napięcia i konflikty, dokładnie tak jak w twojej jaskinii z nietoperzami. ale na dłuższą metę upodobnia nas do zwierząt. zresztą najlepszy dowód że w ewolucji społeczeństw wygrywały właśnie te dające wolność indywidualizmowi. gdy jakaś (nawet bardzo zasłużona) społeczność wzmacniała swój "gen kupy", np. imperium rzymskie, to bardziej żwawi sąsiedzi udowadniali że to ślepa uliczka.

a gdzie stoje - trudno powiedzieć (tak, to wygodne, uchylam się przed bezpośrednią krytyką :P) ale z demokracji przede wszystkim odrzucam zasadę "jeden człowiek jeden głos". tylko tyle i aż tyle.
tylko - bo tak naprawdę to nawet w demokratycznych atenach wcale nie uznano by mnie za wroga demokracji - przecież tam wcale nie każdy mógł głosować :>
aż tyle - bo dyktatura to demokratyczne głosowanie ograniczone do jednej osoby :] cóż, prawda leży gdzieś pośrodku.

"intelektualnie większość stanowisk w polityce wymaga tylko pacana" - właśnie! ale to tylko dowodzi że nie są potrzebne. sprawy istotne dla państwa mogłyby być załatwiane przez garstkę fachowców. cała reszta to karmienie biurokracji. dlaczego kilkaset lat temu sejm polski mógł zbierać się raz na kilka lat a teraz obraduje na okrągło produkując setki ustaw rocznie? to wszystko nie jest potrzebne i świadczy tylko o degeneracji. ale skoro już mamy taki system to nieuniknione jest zatrudnianie tysięcy "pacanów" :-(

nie jestem pewien co do empatii. w wykonaniu polityka to i tak jest zawsze przedstawienie. "ciemny lud to kupi".
a taki cimoszko na przykład: "trzeba było się ubezpieczyć" - ma rację czy nie? czy to objaw braku empatii czy chęć wywołania bardziej odpowiedzialnych zachowań w przyszłości? w demokracji jest i będzie 1:0 dla kurskiego...
-
2007/10/26 03:33:50
Sz., o postępie. Tak jak (Twoim zdaniem) ja przypisuję nieuzasadnione zalety demokracji, tak Ty (wydaje się) nosisz blisko serca ideę postępu. Ale to dość świeży pomysł i bardzo naładowany wartościowaniem wprost z definicji. Wiedząc o tym w dużej mierze zgadzam się z tymi, co go stawiają wysoko, ale potrafię zrozumieć argumenty tych, co wymagają wyhamowania. Np. postępy w systemie kredytowym i marketingu mam za kompletną durnotę, nieuchronnie napędzającą kryzysy.

Twoje przeciwstawienie jednostek, które rozwijają a tłumu, które je podporządkowuje, może zostać rozładowane pojęciem demokracji. Jednostka nie tylko wymyśla, ale mając empatię (mieszanka dobre woli, pokory i przyjaźni) dla tzw. prostych ludzi wyjaśnia im czemu jego pomysły są dobre dla nich. I dobra argumentacja sprawia, że ten tłumek przyjmuje i wciela genialne idee. To jest chyba dużo bezpieczniejsze niż narzucanie przez mądrali swoich rozwiązań, bo nie ma takich, co potrafią przewidzieć wszelkie konsekwencje odmian, które ich wynalazki wnoszą, ale niektóre odmiany mogą przynieść niezamierzoną degenerację społeczności.
Inaczej mówiąc: znałem nie tak mało ludzi ze znamionami genialności (w różnych dziedzinach). Żadnej z tych osób nie oddałbym dbania o moje dzieci. Wszyscy oni mieli jakieś potężnie niespołeczne, prawie chore cechy. Tyle o
wyjątkowych jednostkach.

Pozdrawiam.
-
Gość: sz, fhost-97.mtm-info.pl
2007/10/27 11:57:08
przejrzałeś mnie, jestem postępowcem :-)
ale umiarkowanym, też nie lubię postępów w marketingu i kredytach :->
ale masz rację, może za bardzo ufam postępowi.

dobre i mądre jednostki tłumaczące tłumowi co dla niego dobre to chyba postać z bajki. nie dlatego że nie ma jednostek które by tak chciały ale dlatego że trudno znaleźć słuchający ich tłum.

rozumiem tęsknotę za genialnymi i czułymi przywódcami którym można i własne dziecko powierzyć, ale jest to niebezpiecznie blisko idei że (dorosłymi) ludźmi należy się opiekować. a to mi się nie podoba. jeżeli państwo pomaga głupim i nieodpowiedzialnym to tym samym przeszkadza mądrym i rozważnym (no bo robi to za ich pieniądze). więc to podwójnie niesprawiedliwe.
chociaż jakby się tak dobrze zastanowić to empatia i sprawiedliwość mają coś wspólnego... może więc powiem: empatia tak, upupianie nie :-)
-
2007/10/27 13:20:58
Tak, tu już nie ma przepaści między stanowiskami, a dalsze wyjaśnienie pojęć wymagałoby caipirinhi.