Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Jak łatwo zyskać popularność wśród studentów

W dzisiejszym wpisie podzielę się moją wiedzą na temat opisany w tytule i mam nadzieję, że pomnożę w ten sposób ilość popularnych wykładowców. Zamiast snuć długi teoretyczny wstęp zacznę od opisu przypadku, który dobrze znam, bo to mój. Jest to wierny opis pewnego case study.

Miałem wykład z przeciętnie śniętą grupą, ani w stanie afrykańskiej śpiączki, ani nadmiernego zainteresowania. Ujmując to statystycznie, regularna próbka. W pewnym momencie przez półuchylone okno wleciał całuj-kwiat (beija-flor) czyli koliber. Natychmiast zorientował się, że otoczenie nie było dla niego stosowne i starał się szybko opuścić salę. Zbyt szybko. Tak wyrżnął dziobem w szybę, że wedle praw fizyki szyba powinna być pęknięta a dziób złamany albo na odwrót. Ale na niektórych wykładach z matematyki prawa fizyki nie działają i koliber był nieco groggy. Studenci też i parę pań chciało karetki. Nie wiem czy dla ptaka.

Moja wiedza ornitologiczna sugerowała, że ogłupiony koliber nie odróżni gałązki od mojego palca i hipotezę sprawdziłem eksperymentalnie. Działało, ptak mi przysiadł na palcu, na co ja palec wraz z resztą dłoni wysunąłem za okno i w świszczącej ciszy rzekłem (po portugalsku) kolibrowi: „cześć i nie wracaj”.

Podjąłem natychmiast wykład z algebry liniowej udając, że nie słyszałem szeptów studenckich „nigdy czegoś takiego nie widziałam”, co przyszło mi bez trudności, bo mam spory trening w udawaniu, że nie słyszę co mi studenci wygadują w czasie zajęć. Doświadczenie było  udane, do końca semestru grupa przygotowywała się do zajęć oraz bez oporów poznawała mnie na korytarzu.

Jak widać, do zyskania popularności trzeba 1 (słownie:jednego) dobrze wytresowanego kolibra. Gdyby tresura okazała się uciążliwa należy sprawdzić czy Chińczycy nie produkują już mechanicznych ptaków.

Niestety nie mam dobrych rad dla osób prowadzących zajęcia w salach bez okien.

środa, 31 października 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/10/31 10:34:58
Jednym slowem dolaczyles do jakze tajemniczej, a jednoczesnie powazanej grupy zawodowej, obejmujacej zaklinaczy wezy, zaklinaczy koni i szczurolapow :)
-
2007/10/31 13:19:50
Ciekawe, czy z wróblem tez by się udało, bo o kolibra w Polsce może być trudno. ;)
-
2007/10/31 15:54:46
Oj, czy wróbelek zwróci na siebie uwagę? Czy student poczuje psychiczną więź z wróbelkiem? Już przed laty Gałczyński nawoływał: „kochajcie wróbelka dziewczęta” i nic to nie dało. Ale uwaga Vierablu mi nasuwa na myśl... czy nie dałoby się jakoś tu zaprząc konia? I on taki bardziej polski...
-
2007/10/31 15:57:34
Co to znaczy mieć dobre entree. Potem już z górki.I to się liczy.Jak ktoś się urodził w czepku to mu nawet koliber po może. A przed Bilu przyszłośc medialna.
-
2007/10/31 16:18:13
Carl Gustaw Jung siedzial z pacjentką w swym gabinecie, gdy ona nagle westchnęła że jej marzeniem było ujrzeć skarabeusza. W tym momencie przez otwarte okno wleciał żuk z tego gatunku. I tak powstala Junga teoria o synchronistyce. Napisał książkę i zbił kasę. A Ty? :)
-
2007/10/31 16:23:27
Ja bym na Twoim miejscu na następny wykład przynioła jakąś piszczałkę i zabawiła się w Szczurołapa z Hammelin :)
-
2007/10/31 16:40:03
@S_m: mi się zdarza dużo dziwnych rzeczy, ale co daje spotkać Yeti właśnie kiedy nie wzięło się aparatu fotograficznego?

@Antrim: a ja jestem żywy i to jest lepsze niż kasa. Jak mi na ten przykład odpada (4 lata temu) w sprawnym wozie, po niedawnej kontroli, pedał od hamulca, to właśnie jestem na prędkości 15 km/godz, daje się lekutko wyhamować ręcznym i staję 20 m od
warsztatu samochodowego. Kasą może się mój Anioł Stróż dzielić z kolesiami, aby tylko pracował jak do teraz.

@Acel: jaki tam Czepek. Norzyce, powiat Postawy. Urodzony w nożycach.
-
2007/10/31 22:03:20
Koń przez okno? To już chyba lepiej orzeł, bo też polski. Byle nie kaczka. ;)
-
2007/10/31 22:52:23
„nigdy czegoś takiego nie widziałam”

Ale co w tym było dziwnego? Nigdy koliber nie wpadł do sali? Czy nigdy wykładowca go nie wystawiał za okno? Jakby mi jakieś zwierzę wpadło do sali, to też bym je wystawiła...

Nb. jeden mój kolega, prowadząc swoje pierwsze w życiu zajęcia, wywołał do tablicy studentkę - a ona zemdlała ze strachu. I musiał ją wynieść z sali. Też sposób.

-
2007/11/01 00:14:39
@Roman_j: ja Ciebie nie rozumiem. Bardzo chętnie uczyłbym kaczuszkę latać.

@Anuszka: spróbujmy to wyjaśnić, możesz nam podesłać zdjęcie tego kolegi?
-
2007/11/01 01:00:22
rewelacja:) ja na swoich wykładach zawsze powtarzam studentom, że mogą spać, jeść, ziewać, byle nie gadali, bo mnie to rozprasza. I mimo, że częsc z nich stoi, bo miejsc brak, to nie wychodzą (prócz kilku, co mieści się w granicach błędu statystycznego;)nie mam tresowanego kolibra, ale w moim wypadku chodzi chyba o żywą gestykulację... Od biedy można powiedzieć, że to ja robię za kolibra;)) możźe to jest też jakiś sposób... pozdrawiam
-
2007/11/01 02:28:11
Kabirio, miałem wykładowczynię z mechaniki, która była dużej klasy kolibrem. Gdy trzeba było zademonstrować działanie podwójnego wahadła, dyskretnie acz wystarczająco pociągnęła zbyt wąską spódniczkę i wykazała, że podwójne wahadło to ona miała. Niestety męskie machanie nie ma tej samej klasy elegancji. No i w topologii jest mniej ruchu...