Gdy dwóch mówi to samo...
Swoje nastawienie do Islamu Janusz Danecki sygnalizuje
już tytułem artykułu Co zawdzięczamy Islamowi. Możemy
cieszyć się, że mamy własnych specjalistów od innych
kultur, o których musimy dziś sporo wiedzieć. Na ogół
można liczyć w tej kwestii na większą obiektywność
naszego badacza niż kogoś zanurzonego w społeczności
żyjącej spięciami z tureckimi emigrantami czy mielącymi
bezustannie zdjęcia implozji dwóch wysokich budynków.
Przystaje ta obiektywność naszej nacji, przecież to
„nasz” Bronisław Malinowski uczył cały świat jak się
odnosić do odmiennych społeczności, by jak najwięcej na
tym skorzystać. I ktoś zainteresowany historią nauki
nie może zapomnieć o jednej z najdawniejszych Akademii
Nauk, czyli Domu Mądrości w Bagdadzie, założonej przez
Haruna al-Raszida. Kierowanie nią przez matematyka
al-Chowarizmiego (tego, co użyczył imienia algorytmowi)
było nawiązaniem do Aleksandrii, w której działał
Euklides.
Ale czytając tylko ten artykuł zostaje się sam na sam
z niepokojącą zagadką: co później nastąpiło, że taki
szczyt w takie dno naukowe się zamienił? Jest w tekście
odniesienie do rozwiązania, ale sam artykuł go nie
podaje. Kluczem bowiem jest rola imama al-Ghazali. To
arabski fanatyk z XII wieku, który wpędził arabską naukę
w odpowiednik intelektualnych jaskiń, z których do dziś
nie wyszła.
W słynnym odczycie z końca 2001 roku Pervez Hoodbhoy
tak to określa:
Al-Ghazali wynosił objawienie ponad naukę, predestynację
ponad wolną wolę. Odrzucał możliwość przypisywania
skutków przyczynom, nauczając, że człowiek nie ma jak
wiedzieć czy przewidzieć co się stanie; tylko Bóg to potrafi.
Potępiał matematykę jako przeciwną Islamowi trutkę dla
umysłu, która osłabiała wiarę.
(Chętnie się z ideą zgodzę. Ale to nie tylko matematyka,
a każde myślenie może mieć taki skutek. Akcent, jeśli
mogę prosić, na słowie może.)
Minęło 900 lat i oto takie mamy skutki:
Jeden z dwóch pakistańskich inżynierów nuklearnych,
niedawno zaaresztowanych na podstawie podejrzenia
o przekazywanie Talibanom tajemnic nuklearnych,
wcześniej proponował rozwiązanie problemów
energetycznych Pakistanu przez zaprzężenie mocy
dżinów. Koran mówi, że Bóg stworzył człowieka
z gliny, a anioły i dżiny z ognia; dlatego ten
wysoko postawiony inżynier sugerował, by
przechwycono dżiny i wydobyto ich energię.
Zanim obśmiejemy się pełną piersią z niektórych
ludów i ich religii, proponuję oglądnięcie zdjęcia
z moich zasobów. Coś niezwykłego w nim dostrzegłem
i zacząłem je rozjaśniać, by ujawnić jego cudowną
zawartość.

Szło mi całkiem dobrze (co widać po prawej stronie), ale
rodzina przypomniała mi, że to próby rejestrowania
jakiś czas temu noworocznego pokazu sztucznych ogni.
Wróćmy do oficjalnych niezwykłych zdarzeń. Nie mam
dostępu do polskiego wydania „Szkiców niepopularnych”
Bertranda Russella, proszę więc pogodzić się z domowym
tłumaczeniem urywka rozdziału „Zarys intelektualnego
śmietnika”.
Gdy Benjamin Franklin wynalazł piorunochron, kler, tak
w Anglii jak w Ameryce, przy entuzjastycznym poparciu
Jerzego III, potępił to jako bezbożną próbę odwrócenia
woli Bożej. Bowiem, jak zdawali sobie z tego sprawę
uczciwie myślący ludzie, błyskawicę zsyła Bóg, by ukarać
bezbożność czy jakiś inny ciężki grzech – w cnotliwych
piorun nigdy nie uderza. Dlatego też jeśli Bóg kogoś chce
uderzyć, nie powinien Benjamin Franklin przeciwstawić się
jego planom; w istocie, w ten sposób pomaga kryminalistom
w ucieczce. Ale jeśli wierzyć wybitnemu dr Price, jednemu
z najwżniejszych Bożych sług z Bostonu, Bóg potrafił sobie
z tym poradzić. Gdy sprawność błyskawic zanikła z powodu
„żelaznych szpiców wynalezionych przez roztropnego
dr Franklina” Massachusetts doznał trzęsień ziemi,
które dr Price postrzegał jako przyniesione przez
gniew Boży przeciw „żelaznym szpicom”. W kazaniu na
ten temat rzekł on: „Bardziej Boston pręży się i wznosi
niż cała Nowa Anglia, i wydaje się, że najbardziej
zatrzęsło Bostonem. Ach, nie ma ucieczki przed karzącą
dłonią Boga.” Wydaje się, że u Opatrzności zanikła
wszelka nadzieja na wyleczenie Bostonu z jego
nikczemności, bowiem choć piorunochrony stawały się
coraz bardziej pospolite, trzęsienia ziemi
w Massachusetts pozostawały rzadkością. Niemniej
jednak, punkt widzenia dr Price'a czy też coś bardzo
temu bliskiego służył nadal jednemu z najbardziej
wpływowych ludzi naszych czasów. Gdy pewnego razu
nastąpiło w Indiach parę silnych trzęsień ziemi,
Mahatma Gandhi przestrzegał z powagą swoich rodaków,
że te katastrofy zesłano im jako karę za ich grzechy.
Nawet na mojej ojczystej Wyspie utrzymuje się ten punkt
widzenia. W czasie wojny z lat 1914-18 rząd brytyjski
podejmował wiele wysiłków, by podnieść lokalną
produkcję żywności. W roku 1916, gdy sprawy nie szły
dobrze, pewien szkocki duchowny napisał do gazet, by
obwieścić, że wojskowe niepowodzenia były spowodowane
tym, że za poparciem rządu sadzono ziemniaki w sobotę,
dniu na modły. Jednak uniknięto nieszczęścia dzięki temu,
że Niemcy nie przestrzegali wszystkich dziesięciu
przykazań, a nie zaledwie jednego z nich.
Widać więc, że od zacofania Islamu dzieli nas tylko parę
pokoleń. Jest nadzieja, że starając się, jak to się czyni
ostatnio, nasza cywilizacja dotrze tam przed terminem.