S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Czy 0 jest nieparzyste?
Proste pytanie na temat pozycji zera w ¶wiecie dzieli grupê my¶l±cych ludzi na trzy odrêbne obozy. Pytanie to tak brzmi:
Która z tych trzech mo¿liwo¶ci jest prawdziwa?

(1) zero jest nieparzyste
(2) zero jest parzyste
(3) dla zera pytanie nie ma sensu
S± ludzie sk³onni odpowiedzieæ jeszcze inaczej:
(4) mnie to pytanie nie ciekawi

Najpierw uk³on dla czwartej grupy i parê s³ów zachêty, by przenie¶li siê do jednej z innych trzech. Rozumiem, ¿e przy liczeniu pieniêdzy i mierzeniu powierzchni mieszkania owa kwestia nie poci±ga i wydaje siê bez u¿ytku. Ale u¿ytki to s± zwierz±tka jeszcze bardziej niezale¿ne ni¿ koty i nie mieszkaj± tam gdzie siê im po¶ciele ale gdzie im siê chce. S± nieprzewidywalne. Bo tak naprawdê nie chodzi tu o liczbê wyra¿aj±c±  ilo¶æ pa³aców, które mam (0), ale o znaczenie s³ów, których u¿ywamy wierz±c, ¿e je dobrze rozumiemy. Ten przyk³ad nie¼le s³u¿y do podwa¿enia wiary w jako¶æ owego rozumienia.

To typowe pytanie, które zadajê studentom na zajêciach gdy mówi siê o liczbach naturalnych i ca³kowitych (tu te¿ w swoim czasie spróbujê co¶ ciekawego o nich rzec, a obietnica opowie¶ci o liczbach zespolonych bez wielu technikalii te¿ ma siê dobrze), na ogó³ jest to wyk³ad maj±cy poci±gaj±cy tytu³ Fundamentos de Matemática I. Studenci zazwyczaj rozdzielaj± siê na dwie grupy, ma³o kto chce broniæ nieparzysto¶ci zera, a po wymianie paru uwag co do poczytalno¶ci adwersarzy zwracaj± siê do mnie prosz±c o rozstrzygniêcie sporu i poznanie Oficjalnej Prawdy. „Prawd± jest, ¿e...” zawieszam tu g³os tak d³ugo jak wypada „¿e wszystkie trzy odpowiedzi s± poprawne.”

Oczywi¶cie z pocz±tku traktuj± to jako ¿art i mija nieco czasu nim dociera do nich, ¿e bêd± musieli siê pogodziæ z my¶l±, ¿e w matematyce nie tyle chodzi o fakty i liczby co o ¶cie¿ki, które je ³±cz± czy te¿ ich nie ³±cz±.

Zaczyna siê od przenicowywania pytania: „a co to jest liczba parzysta?” Kto¶ odpowie: „no, podzielna przez 2. „Aha” mruknê rozumiej±co, „na przyk³ad 1/7? Albo log 3 10?” Pojawia siê obrona przez ogranicznie zakresu dopuszczalnych do rozwa¿nia liczb: ca³kowite albo naturalne. Rozmowa staje siê bardziej techniczna (innymi s³owy: mniej metafizyczna) i mo¿na zerkn±æ (nieco z³o¶liwie, przyznam) do jakiej¶ ksi±¿ki z rachunku ró¿niczkowego, gdzie liczby naturalne zaczynaj± siê od 1. Parzysta liczba naturalna jest wielokrotno¶ci± 2, czyli ma postaæ 2k, gdzie k musi byæ liczb± naturaln±. Zero jest poza zasiêgiem liczb naturalnych, tak jak 1/7 i wygrywa trzecia odpowied¼.

Ale je¶li (zgodnie z wiêkszo¶ci± autorów pisz±cych obecnie o matematyce) przyjmiemy, ¿e 0 jest liczb± naturaln±, czy wtedy ju¿ jeste¶my zmuszeni do uznania go za liczbê parzyst±? Niekoniecznie, logiczne rozumowanie mo¿e poprzeæ obie strony odmiennie to widz±ce. No bo sk±d pochodzi pojêcie parzysto¶ci? Od par? Doskonale, pomy¶lmy o przedszkolu. Wychodz± na spacer parami. Nikt nie idzie? Nie ma par. Dzieci id± parami i ¿adne nie zosta³o samo? Okre¶lamy ich ilo¶æ s³owem parzysta.

W pary s± poustawiane dzieci, nie liczby, ale to  czêsto ogl±dane w jêzyku zjawisko, ¿e cecha staje siê nazw± zbioru. Moher z tkaniny przemienia siê w odmianê homo sapiens, pozbawiona liter i obrazków torebka plastykowa – w reklamówkê, itp. Wiêc 2, 4 i podobne ilo¶ci przedszkolaków staj± siê liczbami parzystymi. A co NIE jest parzyste l±duje w grupie nieparzystych, czyli wygrywa pierwsza odpowied¼.

Ale je¶li my¶limy o najczêstszych sposobach u¿ywania liczb, chyba od razu zaczniemy od liczb ca³kowitych. I podzielno¶æ przez 2 bêdzie zadecydowana przez resztê, a reszta mo¿e byæ ¿adna (czyli 0) lub 1. Wiêc mo¿emy wybraæ drug± odpowied¼, bo reszta z dzielenia 0 przez 2 to 0.

Chwileczkê, mo¿emy czy musimy wybraæ to rozumienie? Jak w³a¶nie zobaczyli¶my, je¶li opieraæ siê tylko na logice, to przyzna ona wszystkim racjê. Ale jest pewna ogólna zgoda, w praktyce ludzie u¿ywaj± drugiej opcji. Wiêc ta zgoda nie jest osi±gniêta w nieuchronny sposób przez odwo³anie siê do logiki, ale do czego¶ innego: do wygody przy przysz³ych (a z góry przewidywanych) zastosowaniach. Czyli formalnie poprawne to jedna sprawa a po¿±dane w praktyce – zupe³nie inna historia. Nie chodzi nam o logiczn± poprawno¶æ a o wytworzenie takich narzêdzi, które naj³atwiej bêdzie trzymaæ w rêce. I wytwarzanie tych narzêdzi to najwa¿niejsza czê¶æ pracy matematyka. Tu, na przyk³ad, nie by³o widaæ na niebie nakazu: tak a tak bêdziesz rozumia³ to s³owo. Musieli¶my zadecydowaæ jak je bêdziemy rozumieli, czyli jak je definiujemy.

Nie mówi³o siê o tym w szkole na lekcjach bo trzeba by³o rachowaæ i rysowaæ i przenosiæ na drug± stronê? Wiem. Czêsto na matematykê nie ma czasu na lekcjach matematyki.

sobota, 13 pa¼dziernika 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/10/13 03:30:00
"Czy formalnie poprawne to jedna
sprawa a po¿±dane w praktyce – zupe³nie inna historia."

Czy Wy tu, kolego Andsol, nie przemycacie jakichs politycznych tresci? (Formalnie rzecz biorac doktor G. nikogo nie zabil, ale w praktyce pacjent nie zyje i spolecznie pozadane jest zlapanie winnego). Nie namawiacie do kumoterstwa, nepotyzmu i korupcji?(Formalnie rzecz biorac znizka sie pani nie nalezy, ale rozumiemy - czasem za oplata- pani sytuacje).

Ech, teraz juz wiem, wszystkiemu winne Zero...
-
2007/10/13 03:59:58
Czy to jest „small hours vision”? Bo u mnie jest 10:50pm, ale u Ciebie... Nielicznych mam czytelników, ale ich dedykacja...

No tak, w podtek¶cie jest Twoja pe³na racja. Gdy uczymy siê rozumieæ co znacz± s³owa w np. matematyce, uczymy siê rozumienia s³ów _w_ogóle_. Ka¿da racja jest wtedy uwa¿niej analizowana, pomniejsza siê ryzyko g³êbokich (a na niczym opartych) przekonañ, ¿e jedynie w³asne rozumienie s³ów ma sens. I w³a¶nie dlatego (a nie dla rozg³aszania dokonañ jednej z wielu ciekawych nauk) piszê tu czasami o jej technicznej stronie...
-
2007/10/13 09:47:13
Nie wiem jakim cudem, tego dokona³e¶, ale przeczyta³am ten wpis z pe³nym zainteresowaniem:)! Ja, dla której samo pojawienie siê jakiegokolwiek pojêcia "z krêgów zbli¿onych";) do matematyki wywo³uje panikê i ucieczkê;)
-
2007/10/13 11:36:13
No to sobie niewierz±cy o cudzie pogadaj± :) Jaki cud, Dario, jak Hanula1950 opowiada dobry dowcip, czytasz z zainteresowaniem, bo Ci s³owa pokazuj± co¶, co potrafisz ³atwo zrozumieæ, ale nad czym przedtem nie zatrzyma³a¶ siê. Wiêc chapeau bas dla naszych g³ów.

A skoro ju¿ rozmawiamy o cudach i o dowcipach, mo¿e nie znasz, ostatnio mi sprzedali. Przyszed³ z Warszawy, je¶li znasz to wybacz nudzenie starymi dowcipami.

Pewnej nocy z³odziej w³amuje siê do pustego mieszkania. Szpera po ciemku, przerzuca rzeczy szukaj±c pieniêdzy, a¿ tu nagle s³yszy g³os:
– Jezus ciê widzi...
Zapala ¶wiat³o, rozgl±da siê po pokoju. Nikogo nie ma. Chyba z³udzenie, powraca do poszukiwañ. A tu znowu:
– Jezus ciê widzi...
Rozgl±da siê dok³adniej, a tu papuga w klatce.
– Te, papuga, to ty mówi³a¶?
– Ja.
– A jak masz na imiê?
– Moj¿esz.
– Moj¿esz? G³upie imiê jak dla papugi.
– Jezus te¿ g³upie jak dla rottweilera.
-
2007/10/13 12:58:49
¦liczne:) Nie zna³am:)
Ale w przypadku dowcipów wszelakich, nawet, je¶li znam i tak cieszê sie, jak dziecko:)

Mój umys³ z za³o¿enia zamyka siê na kwestie matematyczne. Taka ciekawa w³a¶ciwo¶æ organizmu;)
-
2007/10/13 13:00:10
Oj, "zmusi³e¶" mnie do my¶lenia ale dziêki .Potem mia³am problem dlaczego prostok±t pociêty po skosie ma inn± powierzchniê/ dotyczy tylko tkaniny/ ale ju¿ wiem . Co do zera to siê zgadzam,¿e jest wszystkiemu winne/ cytat Millera Leszka /
-
2007/10/13 13:27:21
@Daria: bywaj± gorsze przypad³o¶ci. Mojemu synowi zamyka siê na ryby i owoce morza, tragedia, bo reszta rodziny lubi ale nie mo¿na robiæ w domu, bo pachnie...

@Acel: szczególnie w polityce, co takie zera nie nabru¿d¿±... Nawiasem, widzê, ¿e w debacie zer jedno wygra³o jeden do zera.
Czyli zero przetrenowane przez asesorów potrafi zgrabnie kopaæ inne zero po kostkach...
-
2007/10/13 13:47:52
Usmialam sie zdrowo jak sie tutaj zobaczylam jako Baba i mysz:-))).Moje blogi to www.ansze04.blox.pl/html i jeszcze jeden tylko w linku literke"e" zmienic na "a".Przyjemnego popoludnia.
-
2007/10/13 16:19:40
@Aniagra13: masz ich a¿ trzy! I wszystkie zadbane i pachn±ce ¶wie¿o¶ci±! No, no... Jedynym k³opotem by³o odczytanie tego zapisu:
ansze04.blox.pl/2007/10/Troche-poweselalam.html
- bardzo spokrewnione barwy t³a i tekstu, poradzi³em sobie wywo³uj±c go niegraficzn± (linuxow±) przegl±dark± links. A u mnie ju¿ wkrótce po³udnie...
-
2007/10/14 00:22:02
Ja takie matematyczne enigmy rozwi±zujê po mojemu. Jak widzê na drzwiach publicznej ubikacji 00 to wiem gdzie jestem i ¿e s± parzyste. Ale jak widze ZZ to wiem, ¿e to Zero jest nieparzyste i oby takim pozosta³o. Ale czy zero w ogóle istnieje? Je¿eli zero =nic, no to chyba go nie ma? ;)
-
2007/10/14 01:11:12
Antrimie, o dwóch zerach nie mówi³em, bo chcia³em mieæ dzieñ wolny od polskiej polityki. Ale skoro szambo wyp³ywa (jako temat), jestem przekonany, ¿e spodoba Ci siê esej Jurka Kocika, wprawdzie to nie etymologia s³ów, ale symboli. Tak to ceniê, ¿e kiedy¶ przet³umaczy³em na portugalski (le¿y na mojej witrynie) i nie wiem co trzeba zrobiæ, ¿eby autor prze³o¿y³ na polski, bo tego toja mu tego robiæ nie bêdê. Adres to
www.math.siu.edu/kocik/seven.htm
-
2007/10/14 02:39:23
Pozwolê sobie zauwa¿yæ, ¿e "linuxow±" pisze siê przez "ks" a nie "x".
-
2007/10/14 02:51:22
@Jerz: przez wiele lat by³em na linuxowej li¶cie dyskusyjnej i owszem, wiele razy spotka³em tê wskazówkê dotycz±c± poprawno¶ci ortograficznej. Ale nie narzekam gdy kto¶ jeszcze raz mi to mówi.
Mam nadziejê, ¿e i Ty nie bêdziesz narzeka³, ¿e i tym razem pozostanê przy odmiennej pisowni. Przy innych moich (¶wiadomie czy nie¶wiadomie pope³nionych) b³êdach bywam bardziej elastyczny.
-
2007/10/14 03:32:22
@Jerz: ach, to Ty przywiod³e¶ tê wycieczkê zainteresowanych? No, no, to chyba teraz z pozycji 800 spadnê na 999... Nie ¿artujê, algorytmy Bloxa maj± bardzo dziwny charakter. Kiedy¶ zarejestrowali mnie na pozycji mniej-wiêcej 270, przez tydzieñ mia³em ruch na blogu jak nigdy - i w wyniku tego zjecha³em na pozycjê 710...
Nie ¿eby mia³o to znaczenie, bardziej mnie cieszy, ¿e jako¶æ wielu moich wizyt jest niepodwa¿alna, co widzê z ich blogów, z ich komentarzy czy z kontaktów skype'owych.

Dla osób, które mog± pomy¶leæ, ¿e mówiê po chiñsku: informator statystyk pokaza³, ¿e w ostatnich 2 godzinach (gdy Rodacy na ogó³ ¶pi± i wchodzi tu ko³o 3-4 osób) pojawi³o siê ponad 60 wizyt z adresu www.wykop.pl/wykopalisko
Nie zna³em tego bloga, stoi tam, ¿e to Jerz mnie podlinknowa³. Oczywi¶cie du¿a przyjemno¶æ go¶ciæ nieznane mi osoby, ale jeszcze wiêksza poznaæ to miejsce, które ma chyba mechanizm podobny do Blogfroga - niezale¿ni od administracji czytelnicy mówi± o napotkanych ciekawych blogach. Widzê, ¿e lista z "wykopalisko" bêdzie mi du¿o bardziej u¿yteczna ni¿ ranking 1000 najpoczytniejszych z Bloxa.
-
2007/10/14 05:36:21
Oj, co za be³kot :)
Kiedy ostatnio sprawdzia³em, to parzysto¶æ dotyczy³a liczb ca³kowitych a nie naturalnych.
Liczb± parzyst± jest ka¿da liczba x, dla której istnieje takie k ca³kowite, ¿e x = 2*k. Dla x=0 k=0.
Koniec rozwa¿añ o parzysto¶ci zera.
-
2007/10/14 06:15:49
@Go¶æ: ¶wietnie, gratulujê pe³nego zrozumienia jednej z trzech mo¿liwych sytuacji i poprawnego wyci±gniêcia konsekwencji z u¿ytej definicji. Gdy ta definicja zostanie przyjêta, koñcz± siê dyskusje, jest miejsce tylko na podstawienie liczby za zmienn± x, jak to czynisz. Ale chyba nie zauwa¿y³e¶, ¿e rozmowa nie by³a na temat ile jest zero razy zero, ale na temat procesu tworzenia definicji. Je¶li kwestia zera nie odpowiada Twojemu apetytowi, zastanów siê nad jakimkolwiek innym pojêciem, które parê razy zmieni³o znaczenie w ostatnich wiekach. Bardzo ³adny (choæ mniej elementarny) przyk³ad to pojêcie krzywej. Je¶li popatrzysz na
prostotê pojêcia w geometrii z XVII w. i na potê¿ne komplikacje w nastêpnych 300 latach (wystarczy poszukaæ odniesieñ, np. w MacTutor, do nazwisk Jordan - Peano - Hahn - Menger) uzmys³owisz sobie, ¿e „przyjêta definicja” to na ogó³ wynik d³ugich lat gor±cych sporów i nieprostych rozumowañ. Historia pojêcia funkcji jest jeszcze bardziej z³o¿ona... Du¿o tu do opowiadania, ale nie na jeden dzieñ. A osobom nie maj±cym k³opotów z zerem podsuwam zawsze moje ulubione æwiczenie z kombinatoryki:

W koñcu XIX w. definicja silni dzia³a³a dla liczb naturalnych bez zera. Czyli napisanie w zgrabny sposób (suma od zera do n) wzoru binomialnego Newtona by³o niemo¿liwe. Zaproponowano jak zdefiniowaæ 0! (no, tak jak dzi¶ siê to robi), ale pewien profesor matematyki i astronomii w Leiden og³osi³, ¿e próba rozszerzenia definicji silni na 0 jest szaleñstwem. Podaj rozumowanie, na którym móg³ z sensem i logik± opieraæ siê ów profesor.
-
2007/10/14 11:22:46
Nie umiem podaæ rozumowania pewnego profesora z Leiden, ale uwa¿am, ¿e szaleñstwo to mocne s³owo :)

Definicja nie tworzy ¿adnego nowego bytu we wszech¶wiecie, a jedynie nazywa jaki¶. Czyli w XIX wieku silni± ludzie zwykli nazywaæ pewn± funkcjê, potem jednak u¿yto tej samej nazwy dla trochê innej funkcji.

Zawsze mo¿na w swoich rozwa¿aniach u¿yæ istniej±cych s³ów i nazwaæ nimi to, co chcemy. ("Niech pojêcie libcza parzysta oznacza tak± liczbê x, dla której istenieje k, ¿e x=3k...") I wtedy "proces tworzenia definicji" dotyczy tylko tego jak jakie¶ pojêcie zdobywa popularno¶æ. Zatem nie "TWORZY siê narzêdzi, które ³atwo trzymaæ w rêce" tylko bardziej przydatne "narzêdzia" szybciej siê rozprzestrzeniaj± i maj± wiêksze szanse zarezerwowania sobie jakiej¶ nazwy. Tak uwa¿am :)
-
2007/10/14 15:25:27
@Go¶æ: sprawiasz mi przyjemno¶æ podjêciem wyzwania, bo na takich potyczkach obie strony wygrywaj±. Zauwa¿ tylko, proszê, ¿e nie pytam o „rozumowanie profesora” ale o „rozumowanie, które mog³oby owemu profesorowi s³u¿yæ”. Pierwszego nie poznamy, drugie jest prób± zrozumienia czemu tak oczywista (dzi¶) definicja napotyka³a takie opory.

Moja sugestia – a przyjrzyjmy siê wpisowi Antrima. To dziennikarz, nie matematyk, ale my¶li o znaczeniu s³ów i miewa matematyczne intuicje lepsze ni¿ ci, którzy mechanicznie stosuj± wzorki. Otó¿ jeste¶my w koñcu wieku XIX, teoria m³odo¶ci jest m³odziutka i atakowana z ka¿dej strony (nawet Kronecker, który skierowa³ Cantora ku owym badaniom, teraz intensywnie zwalcza ich wyniki), pe³no tam paradoksów i nowych terminów o nieprzewidywalnej w pe³ni zawarto¶ci – no i jak zwykle zero bru¼dzi. Ile jest pustych zbiorów, które s± podzbiorami mojego wybranego zbioru? Owa definicja: "0!:=1" rozstrzyga kwestiê przez rozkaz dnia, ale nie ka¿dy matematyk lubi wojsko.

Co do definicji – masz sporo racji, ale to jedna z racji rozwa¿anych w zachodniej kulturze od 2500 lat i jak dotychczas nie og³oszono zdecydowanego zwyciêzcy. W o¶rodku, gdzie mnie uczono, teoria modeli sta³a (i stoi) bardzo dobrze i niedaleko by zajecha³ kto by nie przemy¶la³ nieco s³owa –definicja”. I wiele skorzysta³em czytaj±c ksi±¿eczki dwóch brazylijskich logików, Newton da Costa i szczególnie „Definições, termos teóricos e significado” Leonidasa Hegenberga. Ale moje ulubione podej¶cie do tematu nie wymaga jêzyka logiki pierwszego rzêdu ani symboli, to genialny ¿arcik matematyka Kevin R.Coombesa, zerknij na orygina³ u mnie, www.andsol.org/portugues/mat/theysay.html
Definicje, jak p³oty, s³u¿± do tego, by jedne rzeczy trzymaæ wewn±trz a inne utrzymaæ nazewn±trz.

Zgoda co do popularno¶ci u¿ytecznych narzêdzi, ale zauwa¿, ¿e trudno¶æ przerzucona zosta³a z jednego s³owa na inne. Jak to jest z popularno¶ci±? Teoria kohomologii w snopach i inne pomys³y Grothendiecka decyduj± o przysz³o¶ci matematyki i s± bardzo popularne... gdzie? W¶ród ¶wiatowej czo³ówki uczonych. Mo¿e jest ich 200 czy 300 na ¶wiecie...

O innych stronach tego problemu pó¼niej, bo jestem jeszcze przed ¶niadaniem. Chyba bêdê musia³ wpisaæ siê tam, na Wykopalisko, by móc odpowiedzieæ paru dyskutantom...
-
2007/10/14 18:17:35
Owszem, przerzuci³em ca³± trudno¶æ z jednego s³owa na inne, ale te¿ przy okazji problem z definicjami nie jest ju¿ matematyczny (w w±skim sensie) a filozoficzno-socjologiczno-lingwistyczny :)
Wsród 200 naukowców te¿ mo¿liwe jest zdobycie popularno¶ci, a do tego czasu zwyk³y ¶miertelnik próbuj±c u¿yæ spornego pojêcia musi je przytaczaæ z któr±¶ z definicji (wybitny matematyk, jeden z tych 200, pewnie tego nie musi robiæ, zw³aszcza kiedy jest przekonany, ¿e ma racjê - ale wtedy odbiorcy rozumiej± przekaz dziêki jego dotychczasowej dzia³alno¶ci).

Ile jest pustych zbiorów, które s± podzbiorami mojego wybranego zbioru?
Skoro podzbiór wskazuje na mo¿liwo¶æ wybrania jakich¶ elementów z danego zbioru, to pusty podzbiór zawsze bêdzie jeden. Zbiór moich ocen z matematyki: {1,1,2}, zbiór ocen, o których chcia³bym powiedzieæ rodzicom: pusty :)
Z drugiej strony, przy zbiorze: {{}, {}, 1, 1, 2} mogê powiedzieæ rodziom, ¿e nie znam jeszcze oceny z pierwszej klasówki, zbiór: {{}}.

Nawi±zuj±c do wypowiedzi Antrima - czy po³ow± 44 jest 22 czy 4?
-
2007/10/14 20:56:41
hmm w sumie mo¿na by powiedzieæ ¿e dla liczb ze zbioru N i C, parzysto¶æ okre¶lana jest poprzez modulo 2, czyli liczba jest parzysta wtw gdy wynik tego dzia³ania to 0.
I tak np 4 mod 2 daje 0, czyli 4 jest parzyste, za¶ 5 mod 2 daje 1 czyli 5 jest nieparzysta. zatem je¶li 0 mod 2 daje 0, to wygl±da na to i¿ jest parzyste, przy czym ta sama zale¿no¶æ spe³niona jest dla ka¿dego dzielnika, poza 0 które daje symbol nieoznaczony (podobnie jak nieskoñczono¶æ / nieskoñczono¶æ). Zatem lol :D
-
2007/10/14 21:42:07
@Go¶æ: oj, trzeba chyba wynale¼æ inny symbol na zbiory z powtórzonymi elementami, bo te w±sy s± ju¿ zarezerwowane i to co piszesz, ma tylko trzy elementy: zbiór pusty, element 1, element 2.
Z po³ow± 44 wy¶mienite, ¶licznie siê rymuje z t± histori± o pani, której przy g³osowaniu na opcjê 11 pomiesza³y siê cyfry. Jak siê dowiem Twojej identyczno¶ci bêdê cytowa³ oddaj±c honor autorowi.

@Mindkiller: pocz±tek jak najpoprawniejszy i masz racjê, ¿e przy dzieleniu przez ka¿d± naturaln± dodatni± wyjdzie reszta 0, ale ta koñcówka... Nie znam takiej liczby „nieskoñczono¶æ” :)
-
Go¶æ: motor20, chello062179090168.chello.pl
2007/10/14 23:19:17
pl.wikipedia.org/wiki/Liczby_parzyste_i_nieparzyste

Ka¿dy, kto pisa³ program komputerowy chyba wie, ¿e zero jest jak najbaridziej nieparzyste, bo tak i logiczniej, i wygodniej. Jedyna jak dla mnie mo¿liwo¶æ nieparzysto¶ci zera jest w przypadku gdy uznamy, ¿e parzysto¶æ dotyczy tylko liczb naturalnych (bez zera) - co jest trochê bez sensu - nie ma ¿adnego po¿ytku z tego.

Bardziej tê dyskusjê bym przeniós³ na to czy 0 jest naturalne, bo tu faktycznie jest to sprawa czysto umowna.
-
Go¶æ: motor20, chello062179090168.chello.pl
2007/10/14 23:20:18
sorry: ka¿dy wie, zero jest parzyste (freudowska pomy³ka ;)
-
Go¶æ: T., chello087207183036.chello.pl
2007/10/15 01:35:31
Jako¶ do mnie rozwa¿anie o parach nie trafia. Mo¿e dlatego, ¿e parê bardziej odbieram jako sytuacjê gdy nikt nie zosta³ sam, bez pary. A gdy nikogo nie ma to nie ma samotników. A wtedy mamy odpowied¼ drug± a nie pierwsz± :)

A zaliczenie 0 do parzystych jest naturalne, bo id± na zmianê parzyste, nieparzyste, parzyste,...
-
2007/10/15 02:47:44
@Motor20: zgadzasz siê wiêc, ¿e z punktu widzenia programisty przyjêcie nieparzysto¶ci zera by³oby niewygod±. Jasne. Wiêc gdyby wykasowano istniej±ce definicje i nam zosta³o zlecone stworzenie nowych, byliby¶my zgodni co robiæ. Ale nie argumentowaliby¶my, ¿e nasza decyzja musi byæ przyjêta z powodu jej logiczno¶ci, bo jak widaæ logika to taka maszynka, która dobrze dzia³a dla ka¿dego w³a¶ciciela. I o tym by³ mój wpis.

@Go¶æ T.: praca adwokata diab³a bywa trudniejsza ni¿ promotora kanonizacji. Przecie¿ jestem matematykiem i muszê wysiliæ wyobra¼niê, by wymy¶liæ uczciwe i logiczne motywy, które mog³aby przyj±æ druga strona. Nie chodzi o przejêcie jej motywacji ale o rozpoznanie, ¿e ma ona formalne prawo (pos³uguj±c siê logik± i wcze¶niej przyjêtymi definicjami) do przyjêcia swojego punktu widzenia. Wydaje mi siê, ¿e rozpatrujesz grê jako kibic wychodz±cy z meczu i doskonale znaj±cy wynik, a nie jako wchodz±ca na stadion osoba. A to nastawienie jest u¿yteczniejsze dla ludzi chc±cych wymy¶laæ inne definicje.
-
2007/10/15 17:08:51
Rrrany, ale t³ok :).

(Wpis ciekawy. Rozwa¿ania o mechanizmach blogowiska te¿. A na deser donoszê Ci, ¿e pope³ni³e¶ piêkn± literówkê. "Teoria m³odo¶ci jest m³odziutka...". Znaczy, by³a, pod koniec XIX wieku. Teraz to siê pewnie marszczy :)
-
2007/10/15 17:50:34
D¿isesmeri. Oczywi¶cie mia³o by³ teoria mnogo¶ci, ale wygl±da na to, ¿e tylko Ty u¶wiadomi³e¶ to sobie (i mi). Oczywi¶cie teraz jest to godna starsza pani, ostatnia jej sensacyjna przygoda by³a w 70-tych latach w Argentynie, gdy j± wyrzucano z uniwerków za ¿ydowskie pochodzenie, bo dla argentyñskich genera³ów mama katoliczka i tata protestant nie liczyli siê, teoria by³a Cantora czyli ¿ydowska.

Ale nie wyklucza³bym jakiego¶ odrodzenia w tej teorii. Takie diagramy Venna zrobione dla sylogizmów ko³o 1880, tak strywializowane, ¿e dzieci je w szkole rysuj±, wróci³y ko³o 1975 z powodu Branko Grünbauma, który zauwa¿y³, ¿e czego¶ o nich przedtem nie zauwa¿ono. Czyli ka¿de pojêcie mo¿e tu liczyæ na drug± m³odo¶æ.

T³okiem siê nie przejmuj, za trzy dni bêdzie spokój.
-
2007/10/16 00:32:02
Re: diagramy Venna. A czego nie zauwa¿ono? (Czy to mo¿e zbyt specjalistyczne zagadnienie? Niemniej, okazja do porysowania :) sobie.)
-
2007/10/16 01:16:28
Sk±d, proste i rysowalne, zerknij (bez czytania po portugalsku) na rysunek 5 elips tutaj: www.andsol.org/portugues/mat/venn.html
– Venn ze smutkiem mówi³, ¿e taka konfiguracja jest niemo¿liwa, wiêc widzimy tam co¶ niemo¿liwego czyli cud.
-
Go¶æ: Mindkiller, 078088226042.klc.vectranet.pl
2007/10/16 23:24:10
Andsol:
nie znam kodu w iso-8859-2 ani utf-8 na zapisanie symbolu nieskonczonosci, a Inf to przeciez do oznaczania czego innego (przynajmniej o ile pamietam z teorii grafów itp) ;)
-
2007/10/17 00:54:49
∞ ? Wt³ukuj±c ∞ albo ∞ . Jak chcesz je hurtem, zajrzyj na www.alanwood.net/unicode/mathematical_operators.html
W emejlach czy skype'ie chyba lepiej pisaæ jak LaTeX ka¿e: \infty ...
Pozdrawiam.
-
Go¶æ: Srutututu, aatk24.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/10/17 01:38:25
Oczywi¶cie ¿e 0 jest parzyste, a te pseuodnaukowe bajania s± nic nie warte.

Poczytaj ksi±¿ki, to siê dowiesz, nieuku !
-
2007/10/17 01:44:28
Gdybym by³ politykiem, musia³bym Ci odpowiedzieæ: „dziêkujê Ci za ten cenny przyczynek”. Ale nim nie jestem, wiêc mogê Ci odpowiedzieæ: „dziêkujê Ci za ten cenny przyczynek”.
-
2007/10/17 01:59:07
Andsol. Co Ty mi robisz? Po maturze przysiegalem sobie, ze matematyke bede juz zawsze obchodzil szerokim kolem... A Ciebie cholera czytam. I co gorsze zainteresowuje mnie to co piszesz! :)

@Srutututu: mam nadzieje, ze nie jestes nauczycielem. I ze nie masz dzieci... :)
-
2007/10/17 02:39:03
Tierralatina, w zasadzie robimy to samo, te¿ muszê wiele ich obchodziæ szerokim ko³em. Parê rzeczy wymy¶li³em dok³adnie dlatego, ¿e nie by³em w stanie przetrawiæ czyich¶ wywodów :)

I w innej rzeczy siê zgadzamy – równie uwielbiamy São Paulo. Ale zarêczam Ci, ¿e Floripa jest bardziej do wytrzymania. By³e¶ ju¿ tu, nie?
-
2007/10/17 02:49:06
Floripa? Mowisz o tej argentynskiej enklawie w Brazylii? ;)
Bylem przez 12 godzin. Pierwsze wrazenie dobre.

PS.Chetnie bym przeczytal Twoja opinie pod moim ostatnim wpisem. Ciekaw jestem co o czyms takim mysli matematyk... :)
-
2007/10/17 03:28:11
Tierralatina, trafi³e¶. Kiedy¶ (gdy skoñczy³a siê wojna na francuskie Exocety) pojawi³ siê tu w gazecie rysunek. Argentyñczyk z rozmarzeniem wskazuje co¶ na oceanie i mówi: „las islas son nuestras”. „Las Malvinas?” – upewnia siê Brazylijczyk. „No, Santa Catarina!”

Normalnie bywam u Ciebie codzienie, ale Wykop wybi³ mnie z dziennej rutyny. Zajrza³em, ju¿ siê otwieram, ale jako przedstawiciel andsola, nie kasty zawodowej.
-
Go¶æ: Rad, 90-156-32-24.as.kn.pl
2009/05/12 18:57:04
teoria m³odo¶ci jest m³odziutka
____________
Oj, ktio¶ mimo swego technicyzmu i pragmatyzmu siê w ideach kocha, dr. Freud siê k³ania. Winno byæ mnogo¶ci.

Ps: Piêkny dowodzik na to, ¿e zero jest nieparzyste, mogê przyporz±dkowaæ ka¿d± liczbê ujemn± jakiej¶ liczbie dodatniej, która znajduje siê w obszarze tego, co mogê przeliczyæ. A zero nie ma pary i zostaje nieparzystym.
-
2009/05/12 19:29:32
@Rad: masz racjê, krótki i logiczny wywód opieraj±cy siê na intuicyjnym rozumieniu zestawiania par. To teraz nie wiem, jak jest tyle dobrych argumentów, mo¿e jednak siê przeniosê do obozu wyznaj±cego nieparzysto¶æ?
-
Go¶æ: MGB, public8899.xdsl.centertel.pl
2009/12/15 21:10:12
Zajrza³am, szukaj±c dziecku do klasy II w podstawówce - "najmniejszej jednocyfrowej liczby parzystej?". Po godzinie wertowania ksi±¿ek i wpisów jestem pod wra¿eniem. Dziêki andsol-br.
Dla mnie mimo wszystko zero jest "nieokre¶lone" - a ju¿ na pewno nie ma pary. Ale to intuicja a nie definicja ;).
-
2009/12/15 22:32:38
@MGB: a jaka by³a "w³a¶ciwa" odpowied¼, w opinii autora ksi±¿ki - lub u¿ywaj±cego jej nauczyciela?

CIeszy, gdy siê przydajê. Je¶li bêdziesz mia³a jakie¶ k³opoty z powodu u¿ywania szkolnych ksi±¿ek, daj znaæ, albo w jakim¶ komentarzu albo na andsolbr@gmail.com . Najlepsze wpisy bior± siê z autentycznych, niewydumanych bol±czek...
-
Go¶æ: humanista, user-109-243-223-242.play-internet.pl
2011/03/19 19:42:39
Witam Pana. Nie ukrywam, ¿e mam z tym zerem niez³y problem. Zaczê³o siê od tego, ¿e mój 12 letni braciszek zapyta³ mnie czy zero jest parzyste; odpowiedzia³em intuicyjnie, ¿e chyba ani takie, ani takie. Potem zacz±³em sprawdzaæ w internecie i dowiedzia³em siê, ¿e zero jednak jest liczb± parzyst±. A¿ trafi³em na Pañski blog i od razu humor mi siê poprawi³, bo to zawsze mi³o, gdy cz³owiek przekonuje siê, ¿e nie jest jedynym osobnikiem na ¶wiecie, który ma danego typu w±tpliwo¶ci. Mimo, ¿e jestem z wykszta³cenia humanist±, zawsze bardzo lubi³em nauki ¶cis³e w ogólno¶ci a matematykê w szczególno¶ci, wiêc pozwolê sobie napisaæ co w tym temacie wymy¶li³em. Z góry zaznaczam, ¿e moja wiedza matematyczna jest bardzo uboga, i potrafiê siê posi³kowaæ tylko zdroworozs±dkow± logik±, wiêc proszê o ³agodne i pob³a¿liwe potraktowanie wszelkich matematycznych niedorzeczno¶ci, ktore siê w moim wpisie ewentualnie pojawi±. Pytanie pierwsze: co to jest matematyka. Moja definicja: jest to nauka, która opisuje wielko¶ci i zale¿no¶ci zachodz±ce pomiêdzy danymi wielko¶ciami. Wieko¶ci oznaczone s± za pomoc± liczb, zale¿no¶ci za pomoc± dzia³añ matematycznych i ró¿norakich wzorów. Matematyka jest tak wielka i potê¿na dlatego, ¿e poprawne zastosowanie jej regu³, przy poprawnym podstawieniu danych ZAWSZE doprowadzi do poprawnego wyniku. Poprawnego, czyli zgodnego z rzeczywisto¶ci±. Innymi s³owy, matematyka jest potwierdzalna empirycznie; formu³uje obiektywne prawa które zachodz± w przyrodzie. Np: je¶li mam dwie sztuki czego¶ (dajmy na to jab³ek) a potem jedn± sztukê oddajê komu¶, to w wyniku tego (nomen omen) dzia³ania mam ju¿ tylko jedno jab³ko. Pod ka¿d± szeroko¶ci± geograficzn±, zawsze i bez wzglêdu na przyjet± konwencjê. W matematyce tê zale¿no¶æ zapisujemy : 2 - 1= 1. Regu³a ta sprawdzi siê nie tylko w przypadku jab³ek, ale ka¿dej innej wielko¶ci. Dlatego matematyka operuje na czystych liczbach, nie wchodz±c w opisywane wielko¶ci. Regu³a jest na tyle pojemna, ¿e sprawdza siê dla ka¿dej wielko¶ci. Zawsze jednak mo¿emy j± sprawdziæ w rzeczywisto¶ci. Zatem mój, byæ mo¿e prymitywny, wniosek: nie ma matematyki dla niej samej. Fakt, ¿e matematycy pos³uguj± siê abstrakcyjnym sposobem rozumowania wynika z konieczno¶ci potê¿nego uogólniania obserwowanych zale¿no¶ci, nie za¶ z faktu ¿e matematyka funkcjonuje w oderwaniu od realiów. Wniosek: ka¿de formu³owane przez matematykê prawo musi mi siê sprawdziæ w rzeczywisto¶ci, na konkretnym zbiorze przedmiotów czy wielko¶ci.
I tu siê mój problem z parzysto¶ci± zera zaczyna. Co to jest liczba parzysta? Liczba ca³kowita, ktora dzieli siê bez reszty przez dwa, tak g³osi oficjalna definicja. Pytanie z czego ta podzielno¶æ przez dwa wynika? Moim zdaniem z faktu, ¿e dany zbiór parzysty mogê zawsze pogrupowaæ w pary i ¿aden element ju¿ nie zostanie. 10 jab³ek grupujê w piêæ par i nie mam ju¿ ¿adnego jab³ka. Podana definicja to wg mnie tylko konsekwencja mo¿liwo¶ci grupowania danego zbioru w pary. Teraz pytanie kolejne - co oznacza zero. W mojej ocenie zero to tyle co "zbiór pusty", oznacza brak jakiego¶ elementu, brak zmiany w natê¿eniu danego zjawiska itp. Czyli 0 = NIC. Problem pierwszy: jak mogê od strony czysto logicznej poznaæ w³a¶ciwo¶ci czego¶, czego nie ma. Dla mnie to kwadratura kola, której mój mózg nie potrafi prze³amaæ. Zadanie: Jasio ukrad³ dzi¶ ze sklepu spo¿ywczego 0 jab³ek. Pytanie: Czy Jasio ukrad³ parzyst±, czy nieparzyst± liczbê jab³ek? Moja, czysto intuicyjna odpowied¼: w ogóle nic nie ukrad³, analizowane zdarzenie w ogóle nie mia³o miejsca, zatem nie mogê mu przypisywaæ ¿adnej cechy, w tym równie¿ parzysto¶ci/nieparzysto¶ci ukradzionych elementów. Na to kontra jest nastêpuj±ca: b³±d w rozumowaniu polega na przeniesieniu parzysto¶ci z liczby 0 jako takiej na pewien konkretny zbiór, ktory ona w danym ukladzie opisuje. Na co ja odpowiadam nastêpuj±co: ale w przypadku ka¿dej innej liczby parzystej mogê (chocia¿by tylko na kartce, choæby tylko w wyobra¼ni) pogrupowaæ wszystkie jej elementy, które ona opisuje, w pary.
-
Go¶æ: humanista, user-109-243-223-242.play-internet.pl
2011/03/19 22:37:25
Czyli mogê przenie¶æ opisywan± cechê z samej liczby, na konkretny zbiór elementów, który ona opisuje. W przypadku zera tego uczyniæ nie potrafiê.("nic" nie ma z definicji ¿adnych w³a¶ciwo¶ci) Analizowany zbiór nie bêdzie wykazywa³ tej samej cechy co liczba, ktora go opisuje. Moim zdaniem pomylono tu przyczynê ze skutkiem. Mówi siê bowiem, ¿e liczba parzysta to taka, ktora siê dzieli bez reszty przez dwa. To sugeruje, ¿e dlatego dana liczba jest parzysta, i¿ wykazuje cechê podzielno¶ci przez dwa. Moim zdaniem jest dok³adnie odwrotnie: to dlatego jest podzielna przez dwa, ¿e jest parzysta. Przyczyn± jest parzysto¶æ (mo¿liwo¶æ grupowania danego zbioru w pary) a logicznym skutkiem koniecznym, ale tylko ubocznym tej cechy jest podzielno¶æ przez 2. I mogê to weryfikowaæ logicznie: wszystko co po³±czy³em w pary (bez reszty) mogê potem bez reszty rozdzieliæ. Wynika to z faktu, ¿e mno¿enie jest odwrotno¶ci± dzielenia.Mo¿na chyba daæ definicjê ogólniejsz±: je¿eli dana liczba ca³kowita jest iloczynem jakichkolwiek dwóch czynnikow ca³kowitych to uzyskany iloczyn bêdzie podzielny przez ka¿dy z tych czynnikow, za ka¿dym razem bez reszty. Innymi s³owy: je¿li mamy dwa czynniki ca³kowite, to ka¿dy z tych czynników bêdzie jednocze¶nie dzielnikiem iloczynu. Szczególnym przypadkiem tej zasady bêdzie parzysto¶æ w³a¶nie. Wynika to z faktu, ¿e je¶li jakikolwiek zbiór elementów powiêkszy³em x krotnie, to mogê go potem podzieliæ na x równych czêsci, bez naruszania integralno¶ci samych elementów. Tymczasem w opisywanej definicji parzysto¶ci jako definicjê cechy podano co¶, co jest skutkiem tej cechy a nie sam± cech±. Teraz co do samej parzysto¶ci zera jako takiego. Zgodnie z podan± definicj±, 0 jest parzyste, bo dzieli siê przez 2 bez reszty. Mój kontrargument jest taki, ¿e zero dzieli siê bez reszty przez ka¿d± liczbê rzeczywist± (za wyj±tkiem zera). Wiêc byæ mo¿e, ta podzielno¶æ zera przez 2 jest tylko przypadkow± konsekwencj± ogólniejszej cechy zera -jego podzielno¶ci przez wszystko, przez co tylko mo¿na dzieliæ. Mo¿na wiêc probowaæ broniæ koncepcji, ¿e podzielno¶æ zera przez 2 zosta³a osi±gniêta niejako przypadkowo, wskutek jego ogólniejszej cechy - podzielno¶ci przez wszystkie liczby rzeczywiste oprócz 0 w³a¶nie. Chyba nie pope³niê b³êdu, je¶li napiszê, ¿e ka¿da liczba ca³kowita ma skoñczon± liczbê dzielników ca³kowitych, przez które dzieli siê bez reszty . Przy czym zawsze dzielnik bêdzie mniejszy lub równy dzielnej, nigdy wiêkszy ( modu³ dzielnika i dzielnej). I jest to logiczne, bo nie mogê dzieliæ (bez uzyskania u³amków) zbioru elementów na wiêksz± liczbê ni¿ mam elementów. A przy zerze takiej zale¿no¶ci nie ma - przeciwnie, ka¿dy dzielnik (jego modu³) bêdzie mia³ warto¶æ wy¿sz± od modu³u dzielnej. Poza tym, przy dzieleniu ka¿dej liczby ca³kowitej (innej ni¿ zero) przez inn± liczbê ca³kowit± zachodzi zale¿no¶æ: im wiêksza warto¶æ bezwzglêdna dzielnika, tym mniejsza warto¶æ bezwglêdna ró¿nicy. W przypadku zera to bez znaczenia - przez cokolwiek je podzielê, zawsze otrzymam to samo. Wiêc zero wykazuje bardzo wiele odrêbno¶ci w stosunku do innych liczb. Byæ mo¿e zatem równie¿ ta jego podzielno¶æ przez dwa jest wynikiem jakiej¶ innej cechy ni¿ parzysto¶æ, jakiej¶ swoisto¶ci zera.
-
2011/03/20 01:38:49
Drogi Panie, zacznijmy od tego, ¿e tu (bardziej uprzejma pro¶ba ni¿ dekret) nie ma panów. Nawet je¶li Tobie z jakiej¶ racji jest to wygodniejsze, na ogó³ komplikuje to rozmowy sieciowe. Zgodzisz siê? Wiem, ¿e to miewa niemi³e strony, jak wizyta tego go¶cia sprzed trzech lat, dla którego sprawy by³y oczywiste i mi doradza³ czytanie (ulubionych przezeñ?) ksi±¿ek, ale wym±drzanie siê jednego m³odzika ma konsekwencje blogowe mniej istotne ni¿ pewna doza napuszania siê, do¶æ nieuchronnie id±ca w ¶lad za tytu³omani± - wkrótce musia³bym tu odró¿niaæ doktorów, docentów, mecenasów i ¶wi±tobliwo¶ci - a tu chodzi po prostu o to czy rozmówca ma racjê, a je¶li nie ma, to jak to prosto wyja¶niæ.

Twój (dwuczê¶ciowy) tekst nie jest krótki, wiêc wolê nie odpowiadaæ Ci nadmiernie szybko, jeszcze co¶ z Twojej argumentacji przeoczê i potem bêdê za to mia³ ¿al do siebie. Dlatego dzi¶ tylko zostawiê ¶lad, ¿e czytam Ciê, staraj±c siê podj±æ jeden z w±tków. Niektórymi, rodem z filozofii (relacje miêdzy rzeczywisto¶ci± a ¶wiatem symboli) zapewne nie potrafiê zaj±æ siê :) A wiêc, wezmê to zdanie:

ka¿da liczba ca³kowita ma skoñczon± liczbê dzielników ca³kowitych, przez które dzieli siê bez reszty

Có¿, je¶li dzielnik, to w matematycznej gwarze nie ma ju¿ potrzeby mówienia o ca³kowitym ani o o dzieleniu bez reszty. Dlaczego?

Je¶li wdamy siê np. w liczby rzeczywiste, a zaniechamy dzielenia przez zero, to wszystko dzieli siê przez wszystko, czyli termin straci³ u¿yteczno¶æ. Dlatego warto mówiæ o dzielnikach oraz podzielno¶ci tylko wtedy, gdy s³owa te s± kryteriami jakiej¶ selekcji. No wiesz, nikt nie bêdzie mówi³ o rzeczach szarych, je¶li absolutnie wszystko bêdzie szare.

Terminów tych u¿ywam gdy dodajê, odejmujê i mno¿ê do woli, a dzielenie mo¿liwe jest niekiedy. Jak dosypiê trochê postulatów, tak± strukturê nazwê pier¶cieniem. Na przyk³ad zbiór liczb ca³kowitych z trzema znanymi dzia³aniami arytmetycznymi. Czasami udaje siê tam te¿ dzieliæ. Je¶li z jak±¶ par± liczb uda³o mi siê to (iloraz pierwszej przez drug± jest liczb± ca³kowit±), drug± liczbê nazywam dzielnikiem. Po co mówiæ o "ca³kowitym"? W zbiorze, w którym dzia³am teraz, nie ma innych liczb. Je¶li jest "reszta" to nie ma podzielno¶ci. Gdy mówisz o "reszcie", w gruncie rzeczy nie my¶lisz o dzieleniu, ale o rozbiciu pierwszej liczby na sumê: wielokrotno¶æ drugiej plus co¶ co zosta³o a jest nieujemne a mniejsze od drugiej. Zgoda, têdy da siê wydefiniowaæ podzielno¶æ: je¶li m>n>0, zawsze jest jakie¶ r nieujemne mniejsze od n, pozwalaj±ce dostaæ równo¶æ m=qn+r. W przypadku r=0 nazwiemy n dzielnikiem liczby m. Ale ten film da siê nagraæ bez zatrudniania aktora r.

Tak, wiem, w szkole robi±... Zastanówmy siê czemu oni co¶ robi±. S± dwa odrêbne procesy. Jeden znalezienia (obliczenia) jak± to wielokrotno¶ci± liczby n jest m (jaki jest iloraz m/n) . Drugi to stwierdzenie, ¿e co¶ takiego zachodzi. "Reszta" to odprysk przy pierwszym typie dzia³ania, miara braku sukcesu. Przy drugim podej¶ciu od razu zak³adamy, ¿e jest sukces, i ¿aden z dwóch czynników nie odgrywa wyró¿nionej roli, nie ma powodów mówiæ o "ilorazach", s± po prostu dwa dzielniki. Nawiasem, to jest przej¶cie od arytmetyki do algebry. Od pytañ "ile, jak" do "czy, czemu".