Poniewa¿ przy wyborze formy, w któr± mamy siê wlaæ
tworzy siê d³uga kolejka przy królewnach, rycerzach
i pitu-pitu, chcia³bym przypomnieæ, ¿e najpierw
trzeba by³o przej¶æ przez fazê oseska, co w owych
dawnych wiekach nie by³o mi³ym do¶wiadczeniem. Nie
mówiê o gronkowcach, robaczkach, usypianiu piwem,
s³u¿eniu za pi³kê dla dworzan i sta³ym oddaleniu od
ciep³a mamy. Chodzi mi g³ównie o to, ¿e przez d³ugi
czas, w zasadzie do po³owy XX wieku, maleñstwo
uchodzi³o za mini-idiotê. Opatulone tak, ¿e ruszyæ
siê nie mog³o (chyba nie przesz³a jeszcze na to moda
w Rosji, uwaga, badacze psychologii Putina!), by³o
przetrzymywane w ¶rodowisku tak podobnym do szpitala
jak to by³o mo¿liwe. Ma³o ¶wiat³a, d¼wiêków, ruchów,
bo ¿ycie bardzo szkodzi³o niemowlêciu.

To zdjêcie, pokazuj±ce jak 12-dniowy twór na¶laduje
doros³ego (a wiêc jednak ma g³owê i co¶ w niej) jest
chyba z 80-tych lat, wydaje mi siê, ¿e Encyclopædia
Britannica je przedrukowa³a w swoim corocznym dodatku
o odkryciach naukowych. Odkryto w³a¶nie, ¿e idiotami
nie by³y dzieci, a pedagodzy.